Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Orwellowski świat think tanków

Polska powinna mieć ze cztery warianty programu średnioterminowej (na 5-10 lat) polityki zagranicznej. Takie programy mogą wytworzyć wyłącznie think tanki. Tymczasem żadnego projektu tego typu nie widziałem

Zainspirowany facebookowym wpisem Bartłomieja Radziejewskiego: „No, teraz niechybnie czeka nas rozkwit myśli strategicznej w Polsce. 4 miliony złotych na rozwój think tanków rozdane! Narodowy Instytut Wolności rozstrzygnął konkurs w tej sprawie (Program Rozwoju Organizacji Obywatelskich, Priorytet 4). Od dawna twierdzę, że tego rzędu kwota przeznaczona mądrze na wsparcie polskich think tanków może pchnąć cały sektor o ligę wyżej. I tak niewątpliwie będziepostanowiłem sprawdzić, co też o polskich think tankach sądzą specjaliści.

Parę tygodni temu University of Pennsylvania opublikował raport “2020 Global Go To Think Tank Index Report”. Zespół pod kierunkiem Jamesa McGaina przeanalizował bazę danych obejmująca ponad 8 tysięcy think tanków z całego świata. Opublikował tez rankingi tych organizacji w kilkudziesięciu kategoriach. Niestety, durni Amerykanie nie zauważyli Fundacji Matuzalem ani nawet Instytutu Spraw Konstytucyjnych. Co gorsza prawie w ogóle nie zauważyli polskich instytucji zarówno rządowych, jak i pozarządowych. W gruncie rzeczy jedynym polskim think tankiem realnie widocznym w czołówkach kilku klasyfikacji jest CASE. Fundacja Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych, związana ze środowiskiem skupionym kiedyś wokół Leszka Balcerowicza, została uznana za najlepszy think tank regionu środkowoeuropejskiego i znalazła się na dobrych miejscach w kilku innych klasyfikacjach.

Think tank nie będzie skutecznie funkcjonował bez elementarnej stabilizacji finansowej

Pozostałe polskie instytucje – PISM, Ośrodek Studiów Wschodnich czy Fundacja Batorego – pojawiły się w zasadzie wyłącznie w kontekście regionalnym i to na niezbyt poczesnych miejscach. Wśród 154 think tanków w rankingu globalnym mamy tylko CASE na 33. miejscu wobec reprezentacji Chile czy Kenii (po 3 instytucje) nie mówiąc już o Niemczech, Belgii, Hiszpanii czy Południowej Korei (5). W klasyfikacji regionalnej na 14. miejscu znajdziemy PISM, na 22. – Fundację im. Kazimierza Pułaskiego i na 33. – Ośrodek Studiów Wschodnich. I to już prawie wszystko. W rankingach wyprzedzają nas Bałtowie, Węgrzy i cały Zachód Europy.

W istocie nie ma tu specjalnych niespodzianek. Sektor pozarządowy jest w Polsce bardzo słaby zarówno finansowo jak organizacyjnie. Z kolei instytucje podlegające rządowi z reguły bardzo szybko zamieniają się z centrów badawczych w „Biura do Spraw Uzasadniania Światłych Myśli Ministra…”. Tymczasem względna samodzielność i autonomia zarówno badań jak działania są podstawą istnienia dobrego think tanku.

Odwołam się do własnego doświadczenia. 32 lata temu uczestniczyłem w tworzeniu i przez parę lat kierowałem jednym z pierwszych polskich think tanków jakim był Ośrodek Studiów Międzynarodowych Senatu. Mimo że mieliśmy potężne wsparcie w osobach marszałków Stelmachowskiego i Wielowieyskiego,  to nieustannie pojawiały się pomysły na pozbawienie Ośrodka względnej samodzielności i zamienienie w biuro do obsługi tego czy innego segmentu sceny politycznej. Po wygranych przez lewicę wyborach w 1993 roku Ośrodek szybko i sprawnie zlikwidowano jako byt wrogi i niepotrzebny.

Cztery lata jego działania nauczyły mnie kilku rzeczy. Po pierwsze nie ma sensu podejmować badań, jeżeli nie ma podstawowych gwarancji niezależności. Po drugie, think tank nie będzie skutecznie funkcjonował bez elementarnej stabilizacji finansowej. Próby tworzenia różnych ciał doradczych bez pieniędzy, sekretariatu i lokalu są skazane na niepowodzenie. Po trzecie, taka instytucja musi mieć realne przełożenie czy kontakt ze środowiskiem politycznym – czy to rządzącym, czy opozycyjnym, a najlepiej i z tym, i z tym, tak by jej analizy były brane pod uwagę przez decydentów. Po czwarte wreszcie, musi grupować indywidualności, ludzi z własnym zdaniem i sprecyzowanymi poglądami, bo najlepsze pomysły rodzą się zwykle podczas wewnętrznych dyskusji – a jednocześnie powinna być zarządzana w sposób nadzwyczaj dyplomatyczny, by nieuniknione spory i konflikty nie rozsadziły zespołu.

Ponieważ polskie instytucje nie zamierzają gwarantować żadnego z tych warunków, a najpopularniejszy model zarządzania w polskim życiu publicznym to hybryda właściciela „szczęk” z prezesem wielkiej korporacji, nie należy się dziwić, że w rankingu think tanków wyglądamy dramatycznie źle.

Brak podatkowych pieniędzy rozdzielanych stabilnie dla najbardziej twórczych ośrodków myślenia o polityce sprawia, że ludzi myślących finansuje albo zagranica (nie mam nic przeciwko – dodajmy – tylko w rezultacie badania są ukierunkowane na inne potrzeby i priorytety) albo lobbyści firm

Poza Stanami Zjednoczonymi think tanki na całym świecie korzystają z pieniędzy podatkowych. Zazwyczaj są one tylko częścią dochodów, ale właśnie tą, która gwarantuje ciągłość pracy i działania. Szczerze mówiąc, choroba grantozy jest dla porządnych centrów intelektualnych szkodliwa. Budżet państwa powinien finansować badania podstawowe, być może wręcz wpisując konkretne instytucje do projektu ustawy budżetowej.

Niestety, próba ustawowego zapisania obowiązku finansowania badań przez partie polityczne okazała się kompletnie ślepą uliczką. Niemieckie fundacje partyjne znajdują się w ścisłej czołówce amerykańskiego rankingu. No, ale instytucje takie jak Fundacje: Adenauera, Seidla czy Eberta są znaczącą częścią struktury życia publicznego Republiki Federalnej, a nie przechowalniami asystentek aktualnych partyjnych baronów.

Istotną funkcją think tanków jest bowiem akumulacja doświadczenia politycznego. Polski polityk trzyma się zębami i pazurami posady, bo gdy wypadnie poza urzędową karuzelę, znajduje się na bruku, postrzegany przez „swoich” jako konkurencja, a przez oponentów jako wróg, którego trzeba zniszczyć. Tymczasem Amerykanie, Niemcy czy Włosi zagospodarowują byłych oficjeli właśnie w think tankach. Bo doświadczenie, znajomość ludzi i zdolność budowania sieci kontaktów są dobrami rzadkimi – należą do nielicznych obszarów, w których komputer podłączony do internetu nie zastąpi żywego człowieka. Tymczasem zasadą polskiej polityki jest: spalić archiwa, wyrzucić „wrogów” i zaczynać od nowa. Patrząc na – pożal się Boże – ekspertów, stanowiących zaplecze większości kolejnych rządów, można uznać, że mottem polityków jest orwellowskie: „niewiedza jest siłą”.

Z jaką taką kompetencją mogę mówić o sektorze analitycznym dotyczącym spraw międzynarodowych. Sytuacja w naszym otoczeniu zmienia się w ekspresowym tempie. Cała polityka globalna ulega zasadniczym przewartościowaniom. Polska jako kraj uzależniony od eksportu i położony w obszarze podwyższonych napięć powinna mieć ze cztery warianty programu średnioterminowej (na 5-10 lat) polityki zagranicznej. Solidnie przedyskutowane i zinternalizowane przez klasę polityczną. Takie programy mogą wytworzyć wyłącznie think tanki. Tymczasem żadnego projektu tego typu nie widziałem. Mamy strumienie świadomości ekspertów o silnych łokciach, broniących nawet najbardziej idiotycznych pomysłów jak niepodległości, i pilnujących równie zazdrośnie swojego monopolu w wyrażaniu opinii na konkretne tematy. A przy braku swobodnej debaty za chwilę nasza polityka okaże się serią błędów. Skądinąd w wymiarze taktycznym często się okazuje. To samo dotyczy rzecz jasna kwestii wewnętrznych. Brak podatkowych, stabilnie rozdzielanych pieniędzy dla najbardziej twórczych ośrodków myślenia o polityce sprawia, że ludzi myślących finansuje albo zagranica (nie mam nic przeciwko – dodajmy – tylko w rezultacie badania są ukierunkowane na inne potrzeby i priorytety), albo lobbyści firm. Skutkiem jest dramatyczny uwiąd myśli państwowej. Bo think tanki, podobnie jak urzędnicy cywilni, mają służyć państwu – o ile dla kogoś w Polsce to słowo jeszcze coś znaczy.

 

>>> WESPRZYJ DZIAŁALNOŚĆ NOWEJ KONFEDERACJI <<<

historyk, dyplomata. Był m.in. dyrektorem Ośrodka Studiów Międzynarodowych Senatu, podsekretarzem stanu i głównym doradcą ds. zagranicznych w rządzie premiera Buzka, zastępcą redaktora naczelnego tygodnika “Wprost”. Ostatnio ambasador RP w Rydze i Erywaniu. Autor kilkuset publikacji na temat polskiej polityki zagranicznej i historii Polski w epoce międzywojennej.

Komentarze

2 odpowiedzi na “Orwellowski świat think tanków”

  1. Maciej Tyrcha pisze:

    Święte słowa

  2. Tomasz Paszewski pisze:

    Zgadzam się w pełni z diagnozą

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz