Niepełnosprawni na mieliźnie płytkiego państwa

Od dekad kolejne ekipy rządzące zapowiadają budowę kompleksowego systemu wsparcia niepełnosprawnych. Dlaczego więc nie możemy się doczekać wdrożenia odpowiednich rozwiązań?

Protest rodziców osób niepełnosprawnych w Sejmie został zawieszony, ale problemy tej grupy nie zniknęły. Dlaczego od kilku dekad, mimo zmian opcji politycznych i rządów, nie potrafimy w Polsce stworzyć nowoczesnego systemu wsparcia osób niepełnosprawnych? Równie poważną, co kwestie finansowe, przeszkodą wydaje się tu szczególne upodobanie polskiej administracji do prostych i powierzchownych recept. Tymczasem problemy wynikające z niepełnosprawności są złożone i wymagają wielopłaszczyznowych rozwiązań, zarówno na etapie koncepcji, jak i realizacji. To właśnie na mieliźnie „płytkiego państwa” od lat grzęzną propozycje reform w tym obszarze.

Trwający 40 dni protest przyniósł pewne wymierne efekty, jednakże nie usatysfakcjonowały one protestujących, dlatego protest jedynie zawieszono. Konkretem jest niewątpliwie podniesienie renty socjalnej o ok. 130 zł, ale już postulat wprowadzenia specjalnego dodatku dla dorosłych osób niepełnosprawnych niezdolnych do samodzielnej egzystencji w wysokości 500 złotych miesięcznie został odrzucony. W zastępstwie wprowadzono pakiet rozwiązań, ułatwiający w zamierzeniu osobom o znacznym stopniu niepełnosprawności dostęp do świadczeń zdrowotnych, w tym do rehabilitacji. Pojawiła się też zapowiedź nowej daniny solidarnościowej, którą płacić mieliby najzamożniejsi. W zasadzie komentatorzy zgodnie przyznają, że posunięcia te są „drobnym krokiem we właściwym kierunku”, ale w niewielkim stopniu odpowiadają one na skalę i wachlarz potrzeb środowiska.  Po raz kolejny przekierowują też uwagę z potrzeb społecznych na medyczne. Tymczasem postulaty osób niezdolnych do samodzielnej egzystencji stanowią jedynie wierzchołek góry lodowej, jeśli weźmiemy pod uwagę złożone potrzeby tej bardzo zróżnicowanej i licznej grupy, jaką stanowią osoby niepełnosprawne i ich opiekunowie w ogóle. I to potrzeby najzupełniej rzeczywiste i niezbyt wygórowane.

Nie gorszmy się zbytnio, słysząc żądania „żywej gotówki” ze strony protestujących – stawiania takich prostych postulatów nauczyło ich wieloletnie doświadczenie z administracją publiczną

Teoretycznie wszyscy o tym wiedzą – od dekad kolejne ekipy rządzące zapowiadają budowę kompleksowego systemu wsparcia tej grupy, podkreślając konieczność zmiany filozofii z „jałmużny dla poszkodowanych przez los” na aktywizację i upodmiotowienie samych niepełnosprawnych.  Dlaczego więc nie możemy się doczekać wdrożenia odpowiednich rozwiązań? Problemem są nie tylko pieniądze, choć – trzeba to podkreślać – takiego systemu nie da się stworzyć „bezkosztowo”.  Jeszcze większym wyzwaniem jest jednak sygnalizowany na wstępie, dotykający solidarnie rządy ponad wszelkimi podziałami politycznymi, syndrom płytkiego państwa – które radzi sobie z transferem pieniędzy w formie zasiłku, ma za to kłopot z zaprojektowaniem i realizacją bardziej złożonych form pomocy, w tym rzeczowej i usługowej, a wydaje się niemal bezradne, gdy pomoc trzeba spersonalizować.

Rozważmy przykład opieki wytchnieniowej, której wprowadzenie od lipca 2017 r. zakładał program „Za życiem”, a której – póki co – nie wdrożono. Opieka taka stanowi powszechną w innych krajach Europy formę wsparcia opiekunów, polegającą na tym, by okresowo odciążyć ich w zajmowaniu się niepełnosprawnym członkiem rodziny, np. poprzez zapewnienie wykwalifikowanej opieki w domu lub czasowego pobytu chorego w dostosowanych do tego celu placówkach. Dlaczego jest to ważne? Wyobraźmy sobie dziecko ze sprzężoną niepełnosprawnością, wymagające podawania wielu leków i stosowania specjalistycznego sprzętu.  Jego opiekun może mieć kłopot ze zwykłym wyjściem na zakupy, nie wspominając o poddaniu się planowemu zabiegowi w szpitalu. Ze względu na złożone potrzeby medyczne dziecka, powierzenie opieki nad nim np. dalszej rodzinie często po prostu nie wchodzi w grę. Nawet osobom zamożnym trudno jest w tej sytuacji znaleźć wykwalifikowanego opiekuna, gotowego do podjęcia takiej odpowiedzialności za rynkowe wynagrodzenie (tymczasem w programie „Za życiem” wprowadzono kryterium dochodowe, ustanawiając barierę dostępności tej formy opieki na poziomie dochodu 1200 zł w przeliczeniu na jednego członka rodziny). Opieki wytchnieniowej nie wystarczy, jak widać, zadekretować; aby ją zapewnić, potrzeba odpowiednio zaprojektować system, znaleźć wykwalifikowaną kadrę opiekuńczą i zakontraktować sieć placówek przygotowanych na przyjęcie osób niepełnosprawnych, a także przemyśleć gruntownie kryteria dostępności.

Opieki wytchnieniowej z programu „Za życiem” jeszcze nie ma, ale już została obiecana nie tylko dzieciom, ale także dorosłym w ramach zapowiadanego przez premiera Mateusza Morawieckiego Solidarnościowego Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych. Dlatego nie gorszmy się zbytnio, słysząc żądania „żywej gotówki” ze strony protestujących – stawiania takich prostych postulatów nauczyło ich wieloletnie doświadczenie z administracją publiczną. Podobnie jak tego, że eksperckie rozmowy są mniej skuteczne od rozłożenia materacy w Sejmie. Czy się nam to podoba, czy nie, dzięki temu, że protest niepełnosprawnych w Sejmie stał się problemem wizerunkowym rządu, nierozwiązane od dekad problemy przebijają się obecnie do opinii publicznej. W tym sensie zarzuty o upolitycznianie protestu, kierowane pod adresem protestujących, wydają się nietrafione. Jak widać, w Polsce ten problem społeczny – choć palący – ma nikłe szanse na poważne traktowanie, o ile nie stanie się bieżącym problemem dla rządzących. Przecież całe grono ekspertów od wielu od lat angażuje się w dialog z władzami publicznymi na temat reformy orzecznictwa o niepełnosprawności, niezdolności do pracy czy na temat dopasowania form pomocy do zmieniających się warunków społecznych i ekonomicznych. A jednak dopiero medialna demonstracja desperacji zaowocowała ekspresowym poszukiwaniem i wdrażaniem rozwiązań, jakkolwiek fragmentaryczne i kulawe by one nie były. Miejmy nadzieję, że z tej lekcji zostaną wyciągnięte właściwe wnioski.

Współpracownik „Nowej Konfederacji”, ekspert ds. zdrowia, kierownik Zakładu Dydaktyki i Symulacji Medycznej Collegium Medicum Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Komunikacji Medycznej.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz