Jeśli chcesz przeczytać ponownie ten artykuł lub brak Ci teraz czasu aby przeczytać całość, możesz dodać go do swojej listy artykułów. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Niemiecka demografia szansą dla Polski

Udział w odwróceniu trendów demograficznych w różnej formie może mieć każdy. Zatem wszystkie ręce na pokład. W naszym dobrze pojętym interesie

Udział w odwróceniu trendów demograficznych w różnej formie może mieć każdy. Zatem wszystkie ręce na pokład. W naszym dobrze pojętym interesie

Demografia znacznie osłabia potencjał geopolityczny Niemiec. Tworzy to dla Polski szansę na wzmocnienie swojej pozycji na Równinie Europejskiej i wyjście z historycznych kleszczy między Berlinem a Moskwą.

Niemcy gasnące

Demografia wpływa na potencjał geopolityczny państw powoli, jak ruchy górotwórcze. Jej oddziaływania nie widać z dnia na dzień, ale analiza dekady po dekadzie pokazuje, że jej wpływ staje się aż nader widoczny. Projekcja na kilka dziesięcioleci do przodu pozwala wykazać, że Niemcy, próbując uniknąć pułapki demograficznej, wpadają w pułapkę dezintegracji.

Prognozy rozwoju demograficznego Niemiec rysują następujący scenariusz: z powodu niskiej dzietności liczba mieszkańców będzie spadać. Szczyt liczby ludności, wynoszący 82,5 mln, Niemcy osiągnęły w 2002 roku. Najbardziej optymistyczne prognozy wskazują na spadek łącznej liczby ludności do poziomu 72 mln w 2060 roku, i to uwzględniając potencjalny napływ – według oficjalnych szacunków – dodatkowych 11 mln imigrantów. Jeśli nic się nie zmieni, w roku 2100 Niemcy będą liczyły najwyżej 63 mln mieszkańców, a w 2200 już tylko 49 mln. Pułapka demograficzna ma jednak dwa wymiary. Tym drugim wymiarem jest szybkie starzenie się społeczeństwa. Dziś osoby w wieku 65+ to 21% ludności, w roku 2060 w tym wieku będzie już co trzeci mieszkaniec Niemiec.

Pułapka demograficzna będzie dusiła niemiecką gospodarkę. Pierwszą przyczyną będzie wzrost kosztów emerytur i ochrony zdrowia. Te wydatki nie stanowią inwestycji stymulującej rozwój gospodarki tylko konsumpcję, na którą potrzebne są środki. A zatem trzeba będzie znaleźć pieniądze podwyższając podatki, dokonując cięć w budżecie, albo poprzez dodatkowe zadłużenie. Wpływy podatkowe rosną, gdy rośnie produkcja, a tymczasem spadek liczby młodych spowoduje spadek liczby pracowników i konsumentów, co z kolei będzie wpływało na spadek popytu wewnętrznego. Starzenie się to też zmniejszanie się dostępności kapitału. Kapitał lubi wysokie stopy zwrotu, a kraj ludzi starych inwestuje mało i stopy zwrotu są w nim niskie – zatem kapitał zacznie szukać atrakcyjniejszych lokalizacji. Dodatkowo, na mniejszą dostępność kapitału dla przedsiębiorstw wpływać będzie spodziewany wzrost podatków i emisji obligacji przez państwo. Braki kapitałowe prowadzą do spadku innowacyjności, a to z kolei do spadku konkurencyjności.

Czy zatem marginalizacja Niemiec to tylko kwestia czasu? Niekoniecznie. Niemcy mają jeszcze jedną szansę na odwrócenie niekorzystnych demograficznych trendów, która wykrystalizuje się w najbliższych latach

Spowoduje to stopniowe wypychanie niemieckich firm ze światowych rynków, ale niektóre z nich, chcące zachować konkurencyjność, przeniosą coraz więcej swoich kluczowych procesów do krajów bardziej perspektywicznych. Inne, próbując ratować rentowność, będą redukowały koszty, ograniczały zakres działalności lub sprzedawały swoje zagraniczne spółki córki, inne wreszcie nie wytrzymają rosnącej konkurencji i upadną lub zostaną sprzedane zagranicznym inwestorom. Brak pieniędzy w budżecie zwiększy presję na wzrost zadłużenia zagranicznego oraz na cięcia w wielu obszarach, m.in. wydatkach zbrojeniowych, infrastrukturalnych czy na świadczenia społeczne.

Te procesy – chcąc nie chcąc – będą miały wpływ na geopolityczną pozycję Niemiec, które – mając coraz mniej narzędzi oddziaływania na otoczenie – będą się coraz mniej liczyły w układzie sił w Europie. Kraj, który był głównym rozgrywającym w UE i ratowniczym euro oraz Grecji, sam będzie w coraz większym stopniu podlegał zewnętrznym wpływom, choćby ze strony krajów, które będą chciały pożyczać niemieckiemu fiskusowi pieniądze lub które będą wykupowały dawne perły niemieckiej gospodarki.

Spadek potencjału gospodarczego i politycznego to jeszcze nie wszystko. Niemcy wymierają jako naród. Utrzymująca się od 1970 roku średnia dzietność na poziomie 1,4 dała Republice Federalnej palmę niechlubnego lidera w tym wymiarze na świecie. Rodowite Niemki mają jednak dzietność jeszcze o blisko pół dziecka mniejszą niż cudzoziemki, co powoduje, że rzeczywista dzietność rdzennych Niemców wynosi zaledwie 1,3. Demograf Francesco Billari wyliczył, że przy utrzymującej się dzietności na tym poziomie, w przeciągu tylko 44,3 lat liczba ludności zmniejsza się o połowę. Jednoczesny napływ imigrantów powoduje, że ich pełna integracja staje się coraz trudniejsza, jeśli nie niemożliwa. Zatem za zachodnią granicą Polski następuje powolna podmiana ludności. Rodowici Niemcy stopniowo będą stawać się mniejszością we własnym kraju.

Niemcy walczące

Niemcy jednak nie chcą przyjąć tego scenariusza do wiadomości. Nie mówi się za Odrą o pobudzaniu dzietności, tylko o wydłużaniu wieku emerytalnego, zwiększaniu zatrudnienia kobiet, wzroście produktywności i ściąganiu do kraju imigrantów o odpowiednich kwalifikacjach. Wybór drogi imigracji na taką skalę oznacza, że Niemcy nie ratują już Niemców jako narodu, starają się jedynie ratować niemieckie państwo.

Liczba imigrantów, których należałoby ściągnąć do Niemiec, by wypełnić demograficzną lukę, jest ogromna. Szacunki BCG wskazują, że już w 2030 na niemieckim rynku pracy brakować będzie 10 milionów ludzi. Jeden z najwybitniejszych niemieckich ekonomistów, Hans-Werner Sinn szacuje, że dla utrzymania stabilności systemu emerytalnego potrzebne by były 32 (!) miliony imigrantów. Tymczasem w Europie już dawno nie ma nadwyżek demograficznych. Niemcy przespały swoją szansę, by uszczknąć coś z nadwyżek krajów Europy Środkowo-Wschodniej, gdy ruszyła fala migracji po rozszerzeniu UE. Mimo intensyfikacji starań w ostatnich latach o pozyskanie migrantów z tego rejonu, w Niemczech nie ma złudzeń, że Polacy, Litwini czy Rumuni zasypią demograficzną dziurę. Wśród niemieckich instytutów badawczych już całkiem głośno stawia się tezę, że nadszedł czas Azji i Afryki.

Przyjęcie imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej można zatem odczytać jako wykorzystanie okazji, by szybko uzupełnić niedobory. Brak alternatyw pomaga częściowo zaakceptować ryzyko przenikania do Niemiec wraz z falą uchodźców terrorystów i pospolitych przestępców. Osądzanie niemieckich decydentów od czci i wiary za podjęcie tej decyzji jest jednak nieco przedwczesne. Niemcy przyjmując imigrantów rozpoczęły ryzykowną grę, która daje jednak cień szansy na powodzenie. Szansa ta jednak nie tkwi w tych, którzy obecnie napływają do Niemiec. Są to w większości funkcjonalni analfabeci, których nie sposób wykorzystać w roli fachowców w przemyśle. Ich dzieci i wnuki natomiast można wysłać do szkoły i uczynić w pełni produktywnymi obywatelami. Kluczem do ewentualnego sukcesu tej koncepcji może być program łączenia rodzin oraz kosztowne programy integracyjne. W tym celu Niemcy w ostatnich latach zmieniali prawo i wzmacniali instytucje. Tymczasem presja czasu jest duża. Postępujące starzenie się społeczeństwa już za kilka lat da o sobie znać i na programy integracyjne może zabraknąć środków. Dziś Niemcy są na szczycie swoich możliwości gospodarczych. Jeśli integracja imigrantów i zrobienie z nich „fachowców” ma się więc udać, Niemcy muszą działać szybko.

Niestety, na drodze sukcesu stoi kilka poważnych przeszkód. Po pierwsze, nie ma konsensusu wśród elit politycznych odnośnie polityki imigracyjnej. Po drugie, imigranci po dłuższym pobycie dostosowują się do dzietności kraju przyjazdu. Kiedy w 1961 roku Niemcy zaczęli sprowadzać pracowników z Turcji, dzietność w Turcji wynosiła ponad 6 dzieci na kobietę. Dziś dzietność ich potomków żyjących w Niemczech wynosi 1,6. Zatem w drugiej połowie XXI wieku potrzebne będą kolejne miliony imigrantów, a jedynym miejscem na świecie, które w tym czasie będzie miało nadwyżki demograficzne, będzie Afryka. Jeszcze większy dystans kulturowy i cywilizacyjny pogorszą możliwości integracyjne. Niemcy w wieku XXII będą zatem podobni do Rzymian z wieku VI i na własne oczy będą mogli zaobserwować, jak będąca na niższym poziomie cywilizacyjnym ludność napływowa rozdeptuje pamiątki po dawnej świetności.

Spadek potencjału gospodarczego i politycznego to jeszcze nie wszystko. Niemcy wymierają jako naród

Czy zatem marginalizacja Niemiec to tylko kwestia czasu? Niekoniecznie. Niemcy mają jeszcze jedną szansę na odwrócenie niekorzystnych demograficznych trendów, która wykrystalizuje się w najbliższych latach.

Upadek Rosji umożliwi pozyskanie imigrantów?

Fundamenty rosyjskiej gospodarki, opartej o surowce, są bardzo słabe. Niskie ceny węglowodorów oraz dążenia odbiorców surowców zza Uralu do uniezależnienia się od dostaw z Moskwy, choćby poprzez terminale LNG, poważnie uderzają w stabilność rosyjskiej gospodarki. Zagraża to Rosji katastrofą potencjałową i rozpadem. Implozja liczącej 145 mln mieszkańców Rosji może umożliwić masową emigrację młodych Rosjan do Zachodniej Europy, szczególnie do Niemiec. Rosjan będzie łatwiej zintegrować, nie zagrażają stabilności Niemiec, a ich liczba wystarczy, by zaspokoić potrzeby niemieckiego przemysłu. Jest to jednak dość niepewna gra. Rosja historycznie wykazywała duże zdolności do przetrwania ekonomicznych kryzysów, ale tym razem może to nie wystarczyć: niedoinwestowana, starzejąca się infrastruktura oraz coraz trudniej dostępne nowe złoża powodują, że dalsze opieranie się na eksporcie surowców rokuje słabe perspektywy, jako fundament modelu gospodarczego państwa.

Pozyskanie części rosyjskiej populacji dałoby zresztą tylko chwilowe wytchnienie. W dłuższej perspektywie nie ma odwrotu od wzrostu dzietności.

Pięć minut Polski

Niemiecka lekcja demograficzna pokazuje, że przed Polską leży kij i marchewka. „Kijek” dlatego, że przy braku głębokich zmian Polska podąży scenariuszem Niemiec, wyludniając się lub będąc zasiedloną przez ludy pozaeuropejskie. „Marchewka” natomiast wynika z prawdopodobnej porażki niemieckiej próby zastąpienia braku dzieci imigrantami. Stworzy to na północ od Alp nową sytuację geopolityczną, dając Polsce szansę na wyraźną poprawę swojej pozycji.

Sytuacja demograficzna Polski nie jest dobra, ale jest odwracalna. Demograficznie Polska ma 20 lat przewagi nad Niemcami i właśnie wkracza w okres, w którym najliczniejsze roczniki są u szczytu produktywności. Demografia zapewnia zatem Polsce środki na finansowanie reform jeszcze przez najbliższe kilkanaście lat, ale kluczowe dla sukcesu będą lata najbliższe. Zatem jest to obecnie te pięć minut Polski, w czasie których należy dokonać zmian.

Dla wykorzystania tej historycznej szansy transformacja musi sięgnąć głęboko, dotykając fundamentów modelu gospodarczego i społecznego kraju, choć w swojej skali będzie mniejsza i łagodniejsza społecznie niż reformy gospodarcze po upadku systemu komunistycznego. Dla sukcesu potrzebne są działania w czterech kierunkach. Pierwszym jest odważna polityka pronatalistyczna, umożliwiająca zwiększenie dzietności do poziomu zastępowalności pokoleń, co wydaje się być w zasięgu. Program Rodzina 500+ jest jedynie jednym z wielu narzędzi. Potrzebne są także zmiany w systemie emerytalnym, by łączył świadczenia z liczbą posiadanych dzieci, czy w rynku pracy, by dostosował się do potrzeb kobiet chcących łączyć pracę z rodziną.

Kolejne zmiany konieczne są w wymiarze cywilizacyjnym, dotyczącym systemu wartości, by był bardziej przyjazny ideom sprzyjającym posiadaniu dzieci, oraz w świadomości społecznej. Kolejnym kierunkiem jest ściągnięcie do Polski zbliżonych cywilizacyjnie Ukraińców i Białorusinów, urodzonych w latach 1990–2015, którzy zasypią brakujące urodzenia w tych rocznikach w Polsce. Czwartym kierunkiem wreszcie jest wyjście z aktualnej zależności gospodarczej i politycznej od krajów zachodnich, w szczególności Niemiec. Blisko połowa polskiego PKB pochodzi z eksportu, z czego trzy czwarte do krajów UE, stamtąd pochodzą też inwestycje, dotacje i technologie. Daje to pole krajom Unii, a zwłaszcza Berlinowi, do wywierania nacisków. Z powodów demograficznych już niedługo rynek ten zacznie tracić na atrakcyjności, a obecne źródła zachodniego kapitału wysychać. Konieczna jest zatem dywersyfikacja i szukanie szans w relacjach m.in. z krajami wschodzącymi w Azji i Afryce. Należy także rozwijać krajowy kapitał, do czego rimlandowa geografia Polski daje bardzo dobrą bazę. Aktualnie kapitał wypracowywany w Polsce wypływa z niej szerokim strumieniem do spółek matek zagranicznych inwestorów. Należy zatem polonizować branże szczególnie intensywnie, generujące kapitał, jak np. bankowość, oraz rozwijać krajową bazę innowacyjnych technologii.

Zmiany te stworzą fundamenty pod rozwój potencjału, który spowoduje wzrost znaczenia geopolitycznego Polski. Będzie on widoczny tym bardziej, im bardziej słabnąć będą starzejące się kraje Europy Zachodniej. Polska będzie mogła rosnąć – jako gospodarka, źródło kapitału, inwestycji, rynek zbytu oraz atrakcyjne miejsce imigracji. Zwiększy to jej zdolność do wywierania wpływu politycznego, a z czasem umożliwi dołączenie do klubu krajów decydujących o polityce Europy, z naturalnym mandatem do przewodzenia Europie Środkowej i Wschodniej.

To wszystko jednak jest warunkowe i zależy od skuteczności zmian. Zasadnicze znaczenie będzie miał zapowiadany kompleksowy program demograficzny, ale na nim nie można poprzestać. Udział w odwróceniu trendów demograficznych w różnej formie może mieć każdy. Biznes i związki zawodowe poprzez tworzenie sprzyjających warunków dla kobiet, chcących łączyć pracę z posiadaniem dzieci, NGO, artyści media w tworzeniu atrakcyjnego wizerunku rodziny, w tym rodziny z kilkorgiem dzieci, a rodzice poświęcając więcej uwagi sobie nawzajem i swoim pociechom, by te od wczesnej młodości nasiąkały wartościami rodzinnymi. Rzeczy wielkie to suma rzeczy małych. Zatem wszystkie ręce na pokład. W naszym dobrze pojętym interesie.

Członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego. Specjalista ds. demografii, geopolityki i strategii. Zainteresowania badawcze koncentrują się wokół demografii politycznej, czynników determinujących dzietność oraz powiązań między czynnikami demograficznymi a potęgą państw. W swej pracy zajmuje się także sekularnymi trendami demograficznymi oraz strategiami odpowiedzi na wyzwania demograficzne przez kraje Europy. Menedżer i konsultant z zakresu strategii. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, odbył również studia na Uniwersytecie w Poczdamie (Niemcy)

Komentarze

4 odpowiedzi na “Niemiecka demografia szansą dla Polski”

  1. thor pisze:

    Nalezy przy tych wyliczeniach wziac pod uwage robotyzacje produkcji-a to wiele zmienia ,przy tym jest to tylko jedna dodatkowa zmienna.

  2. Zjerzy pisze:

    Proponuję uruchomienie kredytyów na zakup żon za granica…

    OK, żarty swoją drogą ale jak się nie obniży kosztów zakładania rodziny to o polskiej przyszłości możemy sobie pomarzyć.

  3. Zbigniew Łupikasza pisze:

    Słuszna uwaga o robotyzacji, ale to akurat nie pomoże Niemcom.
    Roboty będą po prostu pracować dla Mahmuta a nie Helmuta.

    Naszą szansą jest przechwycenie potencjału gospodarczego niemieckich przemysłowców, którzy coraz częściej będą szukać spokojnego miejsca do życia dla swoich rodzin poza Zachodnią Europą. I to nie za 20, 50 czy 100 lat ale JUŻ TERAZ.

  4. Norbert pisze:

    Ważne jest, aby myśleć odpowiednio do czasu w jakim się znajdujemy, a obecnie trwa rewolucja naukowo informacyjna. Odnośnie gospodarki to nie produkcja i jej robotyzacja jest tutaj istotna, a wiedza i informacja bo one będą najbardziej w cenie. Musimy naszą gospodarkę opierać na zarządzaniu informacją w jakościowym do niej podejściu. Mamy ku temu niesamowite odkrycia naukowe chociażby doc. Józefa Kosseckiego w ramach cybernetyki społecznej, metacybernetyki itd… Celując w jakość informacji z wykożystaniem naszej nauki, która wyprzedza resztę świata możęmy celować już teraz tam gdzie Chiny celować będą za kilkadziesiąt lat. Pamiętajmy, że to nie ilość ludzi jest najważniejsza, a jakość ich wiedzy i informacji, bo teoretycznie jeden człowiek z wiedzą sterowniczą może zarządzać i skłonić do realizowania swoich celów setki tysięcy innych ludzi. Dlatego rozwijajmy nasze poznanie w ramach nauk cybernetycznych, one wskazują również wiele metod na zwiększenie demografii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz