Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Morawiecki sobie, PiS sobie

Nowy premier w swoim exposé zdystansował się od rzeczywistości i uciekł w świat wyobraźni. Zdjął ciasny i niewygodny kostium polityka, który lepiej lub gorzej nosili wszyscy jego poprzednicy

To było najbardziej apolityczne exposé w historii III Rzeczypospolitej. A zarazem smutne świadectwo jej dekadencji. Dekadencji polegającej na tym, że słowa premiera mają się nijak do kluczowych działań rządzącej większości. Tworzą rzeczywistość równoległą, która abstrahuje od działań większości, od kontekstu politycznego, który tworzy oficjalna propaganda kształtowana za pośrednictwem mediów publicznych, powiązanych z obozem władzy mediów tożsamościowych, i coraz częściej – na sali parlamentu. Propaganda, która zmierza do tego, by z opozycji zrobić wroga publicznego numer jeden. By sprowadzić ją do roli czynnika zewnętrznego, reprezentanta obcych interesów, podczas gdy prawo do reprezentowania Polaków ma partia posiadająca większość w Sejmie obecnej kadencji. W tym duchu wypowiadała się w miniony czwartek premier Beata Szydło.

Równocześnie z obradami Sejmu toczyły się prace Senatu nad ustawami o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa, zapewniające obecnej większości kontrolę nad tymi instytucjami, także z pogwałceniem reguł ustrojowych. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nałożyła karę na jednego z niepublicznych nadawców za relacjonowanie manifestacji i protestów opozycji.

Jeżeli dodamy do tego przejęcie kontroli nad Trybunałem Konstytucyjnym i sądownictwem, zapowiedzi zmian w strukturze własnościowej mediów i w regulaminie Sejmu, to zobaczymy ekipę, która zabrała się za „wykręcanie bezpieczników”, jakie w systemie demokracji liberalnej chronią mniejszość przed nieograniczoną władzą większości, a zarazem stanowią – zwłaszcza w momentach kryzysu politycznego – instancję, do której mogą się z równym zaufaniem odwołać obie strony. Taka polityka wprowadza do życia publicznego nieufność, pogłębia polityczne podziały, osłabia państwo rozumiane jako wspólny punkt odniesienia dla wszystkich obywateli.

Patos patriotycznych deklaracji, rozmach marzeń o cywilizacyjnych zmianach, o międzynarodowej potędze Polski, niekwestionowana słuszność uwag o potrzebie walki ze smogiem i przemocą wobec kobiet nie są kryteriami oceny exposé jako deklaracji politycznej nowego szefa rządu

Ostatnie miesiące pokazały, że nikt w Polsce – nawet rzekomo wszechwładny prezes PiS – nie jest w stanie w pełni kontrolować sytuacji krajowej, a nawet kontrolować efektów własnych działań. Struktury państwa nie są na tyle sprawne, by utrzymywać konflikt na pożądanym przez władzę poziomie i nie pozwalać na jego eskalację. System z wykręconymi bezpiecznikami może – w warunkach konfliktu, w których władza oskarża opozycję o służenie obcym interesom – łatwo przekształcić się w mechanizm represji wobec opozycji.

Premier Mateusz Morawiecki nie powiedział, że chce zmienić politykę obozu władzy. Zmiana retoryki na pojednawczą – widoczna w pierwszej części exposé – byłaby obiecująca, gdyby nie robiła wrażenia prywatnego „zdania odrębnego”, wygłoszonego przez polityka, który dystansuje się od tego, co stanowi istotę polityki jego partii. Zdania całkowicie sprzecznego ze słowami, których używała poprzedniczka Morawieckiego, całkowicie sprzecznego z tym, co powiedział w debacie w imieniu klubu PiS profesor Ryszard Terlecki. Ale deklaracja zmiany, ba – choćby korekty – postępowania obozu rządzącego wobec opozycji, kierunku zmian ustrojowych, nie padła. Albo premier uznał te rzeczy za mało ważne, albo co gorsza – siebie za polityka na tyle mało ważnego, by móc zapowiedzieć zmiany w tej sferze.

Patos patriotycznych deklaracji, rozmach marzeń o cywilizacyjnych zmianach, o międzynarodowej potędze Polski, niekwestionowana słuszność uwag o potrzebie walki ze smogiem i przemocą wobec kobiet nie są kryteriami oceny exposé jako deklaracji politycznej nowego szefa rządu. Zwłaszcza wtedy, gdy ponosi pełną odpowiedzialność za politykę poprzedniej Rady Ministrów. Polityczne exposé pozostało niewygłoszone. Zostało przemilczane. Nowy premier zdystansował się od rzeczywistości i uciekł w świat wyobraźni. Zdjął ciasny i niewygodny kostium polityka, który lepiej lub gorzej nosili wszyscy jego poprzednicy. Został nadwornym wizjonerem i gawędziarzem.

Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”, politolog, wykładowca Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”. Ostatnio opublikował książkę "Rywalizacja polityczna w Polsce" (2013)

Komentarze

6 odpowiedzi na “Morawiecki sobie, PiS sobie”

  1. gekko pisze:

    prawie przez 30 lat Panu wykladowcy nie przeszkadzal brak bezpiecznikow, a tu nagle kiedy ktos wkreca te bezpieczniki, Pan wykladowca odwraca kota ogonem… mechanizm represji… chlopie, odstaw te landrynki albo powiedz co zazywasz, to sam sprobuje. pomyslec, ze ktos z takim zasobem intelektualno-analitycznym naucza mlodych ludzi… strach dzieci slac na uczelnie!

  2. PrawicowyLewakEntuzjastaRP pisze:

    Opozycja, to swoimi “wybrykami” sama ustawiła się na takiej pozycji o jakiej wspomina autor. Jeśli zestawimy to z brakiem jakiejkolwiek merytoryki z ich strony to od razu widać ze obie strony sa siebie warte. Pozdrawiam.

  3. Jacek pisze:

    hmmm, pozwalam sobie na komentarz, bo wydawnictwo zacne, z reguły z niezwykle ciekawymi i często trafnymi ocenami (naturalnie – trafnymi – moim zdaniem), tym jednak razem chciałbym ad vocem. Otóż zadajmy sobie pytanie, czy aby bezpieczniki były w ogóle wkręcone, ewentualnie czy nie zostały wykręcone już znaczny czas temu. Przykład: orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego o zmianach w OFE z czasów, gdy prezesem tegoż był pan Andrzej Rzepliński. Kolejna rzecz: na czym polega pogwałcenie reguł konstytucyjnych przy zmianach ustaw o SN i KRS?
    Nie jestem “miłośnikiem” obecnej władzy, nie widzę wstępu do planowania istotnych zmian w edukacji (niezwykle trafny artykuł na ten temat na waszej stronie), podatkach (doskonała w założeniach wasza analiza i propozycja). Ale lekkie epatowanie zarzutami w postaci “pogwałcenia zasad”, Jedno jest pewne, jeśli nastąpi realizacja założenia expose, to czeka nas etatystyczna tragedia, co w połączeniu ze słabą strukturalnie organizacją państwa i wyjątkowymi słabościami kadrowymi obecnej władzy oznaczać będzie poważne zagrożenia dla fundamentów, bo doprowadzić może implozji obecnej władzy (a nie ma jej realnych politycznych “zamienników”), albo też po raz kolejny mamy do czynienia z bezwartościowymi deklaracjami. Osobiście wybieram to drugie. Chyba już się przyzwyczailiśmy. z podrowieniami

  4. daras pisze:

    Trudno zarzucać PiSowi, że dostosował swój przekaz do tonu narzuconego przez PO już wiele lat temu. Gdy rządziła PO to żadne, dosłownie ŻADNE postulaty, czy też propozycje opozycji nie były poważnie dyskutowane. Obojętnie czy dotyczyły polityki zagranicznej czy też sposobu finansowania zakupu podręczników szkolnych. Nawet najlepiej przygotowane i uzasadnione opinie były w najlepszym razie przemilczane a najczęściej wyśmiewane bez najmniejszej próby podjęcia merytorycznej debaty. “Wygrajcie wybory to będziecie uchwalać własne ustawy”. PO przyjęła drogę odwoływania się do emocji z pominięciem rzeczowej rozmowy. To odwoływanie się do emocji już raz zaowocowało mordem politycznym. I boję się, że to nie jest “ostania krew”. To “budzenia emocji” jest wprost deklarowane przez przywódców PO. Trudno więc dziwić się PiSowi, że gra w tę grę i oprócz konkretnych zapowiedzi i ich sumiennego wypełniania (np w sprawie reformy wymiaru sprawiedliwości robią dokładnie to, co zapowiadali), też posługuje się patosem. A Panu Rafałowi życzę więcej obiektywizmu i mniej zacietrzewienia.

  5. Ze pisze:

    To może politolog Matyja postawi jakąś tezę w oparciu o przypadek prof. dr hab. Kudryckiej? Konstytucyjny minister rządu pana Tuska otwarcie i w świetle kamer wzięła na fleki najznamienitszy UJ pełen dumnych profesorów (nie jakąś wyższą uczelnię zawodową z Pułtuska), za to, że Wydział Historii dał dyplom magistra politycznie niepoprawnemu chłopcu – który śmiał napisać parę słów prawdy o człowieku, którego bronić może chyba tylko ślepy i głuchy? Chętnie przeczytam coś intelektualnie wyrafinowanego – tak jak p. Matyja potrafi – na powyższy temat. Bo inaczej redaktor Matyja leci fałszem, obłudą i smrodkiem a la Mazguła.

  6. Marcin pisze:

    Żałuję że przeczytałem komentarze pod tym świetnym tekstem, serdecznie dziękuję za niego Panu Rafałowi, pozdrawiam, Marcin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz