Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Maszeruj albo giń, czyli dlaczego Gowin musiał wylecieć z rządu

Lider Porozumienia – chcąc być kimś więcej niż gadającą głową, która do tych samych decyzji Nowogrodzkiej będzie przekonywała inny segment elektoratu – prędzej czy później musiał wylecieć z rządu

Wraz z wyrzuceniem Jarosława Gowina z rządu kończy się projekt Zjednoczonej Prawicy. Ta nieformalna nazwa (formalnie przecież nie było nawet koalicji wyborczej – gowinowcy i Solidarna Polska startowali z list Prawa i Sprawiedliwości) oznaczała de facto hegemonię partii Jarosława Kaczyńskiego w jej prawicowo-populistycznej inkarnacji budującej system monowładzy partii.

Jaki był w niej udział Porozumienia, występującego wcześniej pod nazwą Polska Razem? Od samego początku partia starała się podkreślać swoją odrębność, choć w praktyce niewiele z niej wynikało. Partia poparła wszystkie ustawy autorstwa PiS i Solidarnej Polski, które prowadziły do unieszkodliwienia Trybunału Konstytucyjnego jako niezależnego sądu konstytucyjnego czy uzależniania sądownictwa od władzy politycznej – choć sam jej lider „głosował, ale się nie cieszył”. Przyłożyła także rękę do podporządkowania obozowi władzy także innych instytucji, które mogłyby patrzeć rządowi na ręce (prokuratura, telewizja publiczna). Do pewnego momentu można w ramach rekonstrukcji taktyki politycznej tego stronnictwa widzieć kontynuację sposobu działania z czasów, gdy Gowin był jeszcze w Platformie Obywatelskiej: popieram wszystko, co robi moja partia, póki mogę zająć się swoim wielkim dziełem. Tym dziełem była Ustawa 2.0, czyli reforma szkolnictwa wyższego – jedyna, którą w ubiegłej kadencji można nazwać systemową zmianą.

Pytanie o to, czy warto było dla niej poświęcać inne wartości oraz ile zostanie z niej po radosnych rządach nowego ministra Przemysława Czarnka w ministerstwie edukacji i nauki, zostawiam na boku. Z rzadka Polska Razem przeciwstawiała się otwarcie projektom PiS. W przypadku ustawy „Apteka dla aptekarza” partia Kaczyńskiego przegłosowała ją korzystając z życzliwego wsparcia Polskiego Stronnictwa Ludowego. Zdarzały się też jednak pewne sukcesy – jak wtedy, gdy partia Gowina storpedowała skomplikowany i źle przycięty do gospodarczej rzeczywistości projekt jednolitej daniny.

Gowin czuje się silniejszy

W drugiej kadencji Porozumienie poczuło się mocniejsze, dysponowało już przecież 18 mandatami w sejmie. Tyle, że z biegiem czasu ta siła okazywała się być iluzoryczna. Było to zresztą łatwe do przewidzenia, jeśli zdajemy sobie sprawę z tego, że to ugrupowanie było od samego początku budowane jako kolaż różnych grupek i jednostek wywodzących się z centroprawicowej drobnicy politycznej (Polska Jest Najważniejsza, Stronnictwo Konserwatywno-Ludowe), byłych członków innych partii politycznych, politycznych globtroterów (Jacek Żalek zaliczył w swojej karierze ok. 8 stronnictw) oraz działaczy różnych samorządowych ugrupowań. Często ludzi, których z PiS nie różniła szczególnie wizja państwa (o ile w ogóle mieli wyraziste poglądy), bardziej kwestie towarzyskie i biograficzne. Gdy zaczęły narastać konflikty, Jarosławowi Kaczyńskiemu łatwo było oskubać tę partię z parlamentarzystów, którzy nagle w przypływie „patriotyzmu” i „poczucia odpowiedzialności za kraj” zaczęli opuszczać okręt Jarosława Gowina.

W drugiej kadencji Porozumienie poczuło się mocniejsze, dysponowało już przecież 18 mandatami w sejmie. Tyle, że z biegiem czasu ta siła okazywała się być iluzoryczna

Konflikt nasilił się przed wyborami prezydenckimi, gdy szef Porozumienia wyraźnie postawił się Jarosławowi Kaczyńskiemu. W obozie Zjednoczonej Prawicy Gowin był głosem rozsądku w sporze o to, czy w arcytrudnej sytuacji pandemicznej przeprowadzać wybory. W zderzeniu ze ślepym uporem Kaczyńskiego, który parł do wyborów nie mógł jednak wiele zrobić, zwłaszcza gdy zaczęli opuszczać go kolejni ludzie, z Jadwigą Emilewicz na czele. Wtedy też podał się do dymisji jako minister nauki. Koniec końców Gowin przekonał jednak lidera PiS do tego, że wyborów w terminie nie da rady przeprowadzić w sposób, który dawałby im choćby minimalną legitymację. Doszło do zawarcia „porozumienia dwóch Jarosławów” w wyniku którego odwołano wybory (a de facto je przełożono). Stało się to zresztą niezgodnie z prawem, ale w zaistniałej sytuacji, gdy Gowin starał się równocześnie zachować spoistość obozu rządzącego, niewiele więcej dało się zrobić.

To był jednak nieformalny koniec udziału Porozumienia w koalicji rządowej, choć pozory jeszcze trwały. Jarosław Kaczyński podkupywał kolejnych polityków partii Gowina sutymi apanażami i przekonywaniem ich o tym, że w przyszłości znajdą miejsce na liście wyborczej. Za pomocą Adama Bielana próbował nawet dokonać przewrotu w Porozumieniu (inna sprawa, że ta afera pokazywała też dość lekceważące podejście Gowina do wewnątrzpartyjnych procedur), który ostatecznie zakończył się rozłamem i założeniem przez bielanistów Partii Republikańskiej (być może formalnie zastąpi ona Porozumienie w tercecie Zjednoczonej Prawicy). W tej sytuacji Gowin porzucił pozę krakowskiego konserwatysty-realisty i prawdopodobnie zaczął wyczekiwać sytuacji, w której będzie mógł opuścić pokład ZP – lub zostać z niego wyrzuconym. W kwestii Polskiego Ładu cieszył się pierwotnie, ale go ostatecznie nie poparł, na zwarcie poszedł także w sprawie lex TVN. I koniec końców Mateusz Morawiecki usunął go z rządu.

Niepewna przyszłość

Co będzie dalej, jest wielką niewiadomą. Teoretycznie rząd stracił obecnie większość. Jednak nie jest wykluczone, że stary polityczny wyga, jakim jest Kaczyński, to sobie wcześniej skrzętnie policzył. Gowin jeszcze do niedawna mógł mieć pewność wsparcia ok. 9 posłów, większość z nich pojawiła się też na konferencji prasowej byłego wicepremiera, na której odnosił się do swojej dymisji. Trudno jednak powiedzieć, ilu z nich przy nim zostanie. Z jednej strony ci najbardziej niepewni już dawno odeszli i można byłoby zakładać, że w Porozumieniu zostali ci, którzy są najbardziej przekonani do linii politycznej Gowina. Z drugiej strony ich polityczna przyszłość jest bardzo niepewna. Ich ugrupowanie nie ma samodzielnie znaczenia a potencjał jeszcze mniejszy niż Polska Razem, gdy Gowin wychodził z PO. Nie wiadomo, jak ostatecznie ustosunkuje się do nich opozycja. Nawet jeśli mogliby znaleźć się na listach któregoś z ugrupowań (PSL, Polska 2050 – tam przecież są już byli gowinowcy), to będą mieli znacznie mniejsze szanse na powrót do sejmu, niż z list PiS. A brutalna prawda jest taka, że dla wielu polityków to się właśnie liczy, a nie jakieś tam idee.

W wyobrażeniu Jarosława Kaczyńskiego na temat politycznej prawicy nie ma bowiem miejsca na wielonurtowość, z której mógłby wynikać współudział w podejmowaniu strategicznych decyzji politycznych

Ponadto PiS może liczyć na wsparcie części kukizowców, posłów niezrzeszonych czy okazjonalnie na głosy a to Konfederatów a to Lewicy. To już nie jest stabilna większość i niewykluczone, że np. na wiosnę czekają nas przyspieszone wybory. Niektórzy komentatorzy sugerują, że unieszkodliwienie TVN ma służyć m.in. temu właśnie, by przed tą elekcją obóz władzy wzmocnił swoją medialną siłę rażenia, co miałoby zwiększyć jego szanse na trzecie z rzędu zwycięstwo wyborcze i samodzielną większość: tym razem bez plączącego się pod nogami Gowina. Sytuacja jest jednak dynamiczna i najbliższe dni pokażą, na czym politycznie w Polsce stoimy.

Przestroga dla konserwatystów

Ta sytuacja pokazuje, że Gowin – chcąc być kimś więcej niż gadającą głową, która do tych samych decyzji Nowogrodzkiej będzie przekonywała inny segment elektoratu – był od początku skazany na opuszczenie rządu. W wyobrażeniu Jarosława Kaczyńskiego na temat politycznej prawicy nie ma bowiem miejsca na wielonurtowość, z której mógłby wynikać współudział w podejmowaniu strategicznych decyzji politycznych (reforma szkolnictwa wyższego nie jest mimo jej wagi taką decyzją). Ma być ślepe podporządkowanie kierownictwu, a kto jest innego zdania, tego miejsce jest na śmietniku politycznej historii. To zresztą powinno być przestrogą dla różnej maści państwowców myślących o budowie sprawnego państwa, republikanów myślących wspólnotowo, instytucjonalnych konserwatystów czy konserwatywnych liberałów, którzy liczą na to że współpraca z prawicowo-populistycznym PiS daje im na to jakieś szanse. O ile ostatnie 6 lat ich jeszcze niczego nie nauczyły. Mogą więc grzebać coś przy rozliczaniu profesorów z ich naukowych dokonań, uzupełniać kanony lektur ulubionymi książkami z młodości czy napawać się sprawczością podczas rozmów z zagranicznymi dyplomatami gospodarczymi, ale wara im od strategicznych decyzji.

Zresztą, znając historię polskich sporów koalicyjnych, nie jest wykluczone (choć bardzo mało prawdopodobne), że Gowin i Kaczyński wrócą do siebie. Porozumienie ma bowiem teraz bardzo trudną sytuację i niepewną przyszłość. Żeby znaczyć coś jeszcze na scenie politycznej musi przekonać opozycję do tego, że jest jej w jakiś sposób potrzebny. Były minister nauki już raz stracił szansę na odejście z ZP – ponad rok temu, gdy opozycja chciała go uczynić premierem technicznym. Argument, że nie wychodzi się z rządu w szczycie pandemii nie jest do końca przekonujący, biorąc pod uwagę klęskę, jaką polski rząd poniósł w walce z nią i mając na swoim pokładzie ostrych krytyków sposobu radzenia sobie z epidemią. To też znak dla działaczy, którzy chcą odgrywać podmiotową rolę w polityce – im dłużej żyrujesz czyjeś coraz to bardziej niebezpieczne i głupie ruchy, tym masz coraz mniej argumentów, zarówno w swoim obozie, jak i przy ewentualnym poszukiwaniu innych możliwości działania.

Zastępca dyrektora "Nowej Konfederacji". Politolog, dziennikarz, tłumacz, współpracownik Polskiego Radia Lublin. Pisze doktorat z ekonomii i finansów w Szkole Doktorskiej Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Publikował i publikuje też m.in. w "Gościu Niedzielnym", "Do Rzeczy", "Rzeczpospolitej", "Gazecie Wyborczej", "Tygodniku Powszechnym" i "Dzienniku Gazecie Prawnej". Tłumaczył na język polski dzieła m.in. Ludwiga von Misesa i Lysandera Spoonera; autor książkek "W walce z Wujem Samem", "Żadna zmiana. O niemocy polskiej klasy politycznej po 1989 roku", "Mała degeneracja", współautor z Tomaszem Pułrólem książki "Upadła praworządność. Jak ją podnieść". Mąż, ojciec trójki dzieci. Mieszka w Lublinie.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz