Macron idzie po Europę z liberałami

Koalicji Emmanuela Macrona z obozem liberalnym towarzyszą niespójności, które mogą nawet rozbić tworzący się sojusz. Wynikają one z odmiennych wizji Macrona i Marka Rutte na temat funkcjonowania Unii

W Brukseli i Strasburgu coraz głośniej mówi się o nowej sile politycznej, która mogłaby przełamać dotychczasową „wielką koalicję” chadeków i socjalistów w Parlamencie Europejskim. Co znaczące – także z punktu widzenia Warszawy – nie chodzi bynajmniej o siłę eurosceptyków, których w PE kadencji 2019-2024 z pewnością będzie więcej. Wręcz przeciwnie. Pozycję „języczka u wagi” (trzeciej siły niezbędnej do stworzenia koalicji większościowej) może zająć frakcja liberałów, którą w PE reprezentuje grupa ALDE (Porozumienie Liberałów i Demokratów na rzecz Europy). Dla porządku dodajmy, że jej obecnym liderem jest dobrze w Polsce znany Guy Verhofstadt.

Na korzystny dla ALDE rezultat wskazywała już pierwsza symulacja przyszłorocznych wyborów do PE, przygotowana przez włoski Instytut im. Carlo Cattaneo. Na bazie sondaży, przeprowadzonych w czerwcu tego roku w państwach UE, liberałowie mieli powiększyć swój stan posiadania z 67 do 103 mandatów (!), przy jednoczesnym odpływie mandatów z dwóch głównych frakcji PE – Europejskiej Partii Ludowej i Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów. Trzeba przy tym zauważyć, że w symulacji uwzględniono skurczenie się składu PE do 705 posłów, które nastąpi po wyjściu z UE Wielkiej Brytanii (ubędzie 73 przedstawicieli Królowej w unijnej legislatywie). Nie sposób również pominąć założenia włoskiego think tanku, że partia prezydenta Macrona, La République En Marche!, dołączy przed wyborami do PE właśnie do liberałów. Przy takim założeniu wynik ALDE z symulacji nie dziwi. Ostatnie doniesienia z Paryża, Brukseli czy Hagi pokazują natomiast, że wszystko zmierza w tym kierunku.

Relacje zebrane przez portal POLITICO wskazują, że zawarto już wstępne porozumienie między prezydentem Macronem, premierem Holandii Markiem Rutte oraz pozostałymi premierami z obozu liberalnego. Ma ono dotyczyć utworzenia koalicji En Marche! z partiami zrzeszonymi w ALDE oraz kampanii wyborczej do europarlamentu wokół wspólnej platformy. Sformalizowaniem tej współpracy ma być stworzenie wspólnej grupy w przyszłym PE, która uformuje się pod nowym, liberalno-progresywnym szyldem. Takie rozwiązanie oznaczałoby wzrost wpływu liberałów nie tylko w unijnej legislatywie, ale również na obsadę unijnych stanowisk. Warto zauważyć, że w szeregach ALDE już teraz znajduje się siedmiu premierów państw UE (jako ósmy dołączy do nich wkrótce premier Słowenii). Wszyscy oni reprezentują małe państwa członkowskie (kraje Beneluksu, Danię, Estonię, Finlandię, Czechy), ale w Radzie Europejskiej, która wyłania kandydata na szefa Komisji, liberałowie mogą mieć najwięcej pojedynczych głosów. Z prezydentem Francji na pokładzie ich liczebność z miejsca nabiera ciężaru gatunkowego. Warto o tym pamiętać w kontekście słabnącej pozycji kanclerz Merkel w Niemczech, która z pewnością przełoży się na jej siłę oddziaływania w Brukseli czy Strasburgu.

Jeśli polityczne dziecko Macrona i Rutte przeżyje okres inkubacji, wszystko wskazuje na to, że w kolejnym europarlamencie powstanie wpływowa trzecia siła, nieprzychylna Warszawie

Powstającej koalicji Macrona z obozem liberalnym towarzyszą jednak pewne niespójności, które mogą osłabić, a nawet rozbić tworzący się sojusz. Po pierwsze, wynikają one z odmiennych wizji funkcjonowania UE dwóch głównych architektów porozumienia – Macrona oraz Rutte. Podczas gdy prezydent Francji jest zwolennikiem pogłębiania integracji, nawet za cenę fragmentaryzacji UE, premier Holandii optuje za doskonaleniem dotychczasowych polityk Unii (a more perfect Union). Rozbieżność widać bardzo wyraźnie na przykładzie podejścia do strefy euro – Rutte zdecydowanie odrzuca lansowaną przez Macrona wizję osobnego budżetu eurozony i tworzenia nowych mechanizmów redystrybucji w jej ramach. Obu panów łączy natomiast przeświadczenie, że Unia powinna być ostoją multilateralizmu w zmieniającym się układzie światowym przy abdykacji USA jako jego gwaranta. Drugim zagrożeniem dla tworzącej się koalicji jest silna pozycja w ALDE Verhofstadta, dla którego w inicjatywie Macrona i Rutte brakuje (póki co) miejsca. Jego otwarcie federalistyczne poglądy oraz przynależność do starszej generacji unijnych polityków (60+) nie pasują do centrowego profilu porozumienia, tworzonego przez młodych europejskich przywódców.

Jeśli polityczne dziecko Macrona i Rutte przeżyje okres inkubacji, wszystko wskazuje na to, że w kolejnym europarlamencie powstanie wpływowa trzecia siła, nieprzychylna Warszawie. Jej motorem napędowym będą eurodeputowani z En Marche!, którzy krytycznie oceniają obecną sytuację w Polsce. Sam Macron nazywa ją „dryfem w stronę autorytaryzmu”. Polskim akcentem w nowej frakcji będzie najprawdopodobniej Nowoczesna (nie znamy jeszcze planów Biedronia), która nie śpieszy się, aby balansować zły wizerunek polskiego rządu wśród liberałów. Dla Warszawy byłoby zdecydowanie lepiej, gdyby ten projekt nie wypalił. Paradoksalnie, dla Guya Verhofstadta również.

członek zespołu NK, doktorant nauk o polityce na Uniwersytecie Wrocławskim, współautor raportu Miasta Dolnego Śląska i Opolszczyzny po reformie administracji publicznej z 1998 r. Próba bilansu (2017). Konsultant w Regionalnym Ośrodku Debaty Międzynarodowej we Wrocławiu.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz