Newsletter

Konserwatywna krytyka skoku na SN

Działając w rewolucyjnym zapale w celu sanacji państwa prawa obóz rządzący demoluje Sąd Najwyższy, tworząc niebezpieczne precedensy, na które w przyszłości będą mogły powoływać się kolejne rządy

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Spór o instytucje takie jak Sąd Najwyższy czy Trybunał Konstytucyjny to dla przeciętnego obywatela totalna abstrakcja. Nawet dla wielu emocjonalnie zaangażowanych w nasze rodzime polityczne wojenki plemienne, niezależnie od reprezentowanych barw, rola i znaczenie tych organów pozostaje niezrozumiała. Często liczy się jedynie przekaz, który dociera od liderów opinii, czy to obozu władzy („trzeba zdekomunizować sądy”), czy to opozycji („cokolwiek PiS robi, trzeba protestować”). Widać to również na poziomie semantycznym, gdzie sprzeciw wobec wątpliwych konstytucyjnie reform wymiaru sprawiedliwości określa się mianem „obrony demokracji”, podczas gdy w rzeczywistości, logika działania rządu jest wręcz wyrazem radykalnej formy tej właśnie demokracji, stojącej w opozycji do bardziej republikańskiego modelu państwa, w którym takie instytucje jak niezależna i posiadająca również niedemokratyczny pierwiastek władza sądownicza są istotnym elementem ustroju. To właśnie autorytetu i niezawisłości Sądu Najwyższego bronić chce opozycja, podczas gdy PiS w imieniu ludu, który czuje się oszukiwany przez elity (w tym te prawnicze), powołując się na legitymację większości próbuje tę niezależność (czy też „bezkarność” z ich punktu widzenia), ograniczać. Paradoksalnie wcale nie stoi to w sprzeczności z oskarżeniami o próbę budowy dyktatury, już bowiem co najmniej od czasów antycznej Grecji jedynowładztwa często powstawały jako efekt buntu ludu przeciwko elitom. Opisuje to chociażby Arystoteles w swojej słynnej „Polityce” wskazując między innymi na przykład tyrana Pizystrata, który zdobył władzę dzięki poparciu najuboższych.

Dziś PiS, obchodząc prawo zapisane w naszej, dalekiej od ideału Konstytucji, ot tak wymienia sobie skład Sądu Najwyższego, ogranicza niezależność i uderza w autorytet tej instytucji, wierząc, że tak trzeba, by dalej reformować kraj, że taka jest „mądrość etapu”

Warto powziąć pewną refleksję z dziedziny filozofii politycznej, żeby lepiej zrozumieć, dlaczego logika działania PiS-u, jego styl przeprowadzania reform, polegający na rewolucyjnym burzeniu zastanego ładu w imię zasady, że cel (którym jest sanacja państwa) uświęca środki (łamanie Konstytucji, barbaryzacja kultury politycznej) nijak ma się do idei konserwatywnych (czy też republikańskich), do których przecież ta partia się odwołuje. To właśnie konserwatyści podkreślają przecież wagę i znaczenie trwałości i ciągłości instytucji. Lepsze jest bowiem nawet ułomne, mające liczne wady, ale jednak tworzące pewien ład państwo prawa wraz z jego bezpiecznikami i gwarantami pewnych swobód i wolności obywatelskich, niż jego brak, a w konsekwencji swoista republika bananowa, w której każdy, kto zdobędzie władzę, może robić, co tylko zechce. Lepiej ewolucyjnie naprawiać to, co źle działa, niż burzyć i budować od nowa. „Skłonność do zachowywania i zdolność ulepszania wzięte razem – oto wzór męża stanu” – ta myśl wyrażona przez ojca nowoczesnego konserwatyzmu, Edmunda Burke’a, powinna przyświecać konserwatywnym politykom.

Niestety: PiS, będący ideowym spadkobiercą przedwojennej sanacji opiera się na zupełnie innych schematach myślenia, obcych konserwatywnej refleksji na temat państwa. Ewolucyjne zmiany, dokonywane w ramach obowiązującego systemu z zachowaniem pewnych konwenansów, trzymaniem się wyznaczonych reguł gry – to wszystko jest zbyt ograniczające dla niecierpliwych piewców rewolucyjnej odnowy źle działającego państwa. Skoro dostaliśmy demokratyczny mandat, to teraz zbierzmy całą władzę w nasze ręce, i wymieniając tych wszystkich oszustów, złodziei i zdrajców, którzy przez lata obsiedli wszelkie publiczne instytucje na naszych ludzi, uczciwych patriotów, naprawimy Rzeczpospolitą.

Szkoda, że historia nieraz już pokazała, że ten model działania jest nie tylko nieskuteczny, a wręcz przynosi efekty odwrotne do zamierzonych. Doskonale widzieliśmy to choćby w przypadku wspomnianej wyżej sanacji, kiedy to ustrój szyty na miarę postaci kalibru Piłsudskiego (jakkolwiek by nie oceniać samej osoby Marszałka, jego poglądów i działań – bez wątpienia był postacią dużego formatu) trafił w ręce miernot, niedorastających wodzowi do pięt. Skończyło się to wszystko jedną wielką tragedią. Demolując instytucje takie jak Sąd Najwyższy, PiS tworzy niebezpieczne precedensy. Obozowi obecnej władzy wydaje się, że szczytny cel uświęca środki. Obóz ten chyba zapomina przy tym, że nie będzie rządzić wiecznie (nawet jeśli nastanie ta wieszczona przez opozycję dyktatura, bo każda władza przemija) i po nim przyjdą inni, z odmiennymi, również szczytnymi celami, którzy śmiało będą korzystać ze stworzonych przez PiS narzędzi, i powoływać się na dawno już przekroczone Rubikony.

Dziś PiS obchodząc prawo zapisane w naszej, dalekiej od ideału Konstytucji, ot tak wymienia sobie skład Sądu Najwyższego, ogranicza niezależność i uderza w autorytet tej instytucji, wierząc, że tak trzeba dalej reformować kraj, że taka jest „mądrość etapu”. Jutro jednak przyjdzie ktoś inny (może Platforma, która przecież też już ma doświadczenie w łamaniu Konstytucji?) i zrobi to samo, by cofnąć PiS-owskie reformy, i może nawet pójdzie krok dalej, bo przecież trzeba będzie „posprzątać po dyktaturze Kaczyńskiego”; okoliczności będą wyjątkowe, zatem dalsza demolka państwa prawa będzie z ich punktu widzenia uzasadniona. Jeśli można skracać kadencje sędziów Sądu Najwyższego, to co stoi na przeszkodzie skracania kadencji innych organów? Zawsze znajdą się kruczki prawne na to, by obejść konstytucyjne bezpieczniki. Czemu przyszła władza nie miałaby np. na poważnie wziąć ironicznego pomysłu Kukizowców i przenieść w swoisty stan spoczynku część niewygodnych posłów? Bo to niekonstytucyjne? Wolne żarty, przecież PiS pokazał, że jeśli mamy większość, to możemy niemal wszystko.