Newsletter

Jednoocy premierzy

Pytanie o to, kto był najlepszym szefem rządu po 1989 roku jest bardzo trudne, ponieważ najlepszych można by ocenić co najwyżej na mocną trójkę

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Internetowa odsłona „Rzeczpospolitej” (Rp.pl) zleciła sondaż na temat tego, który z premierów III RP najlepiej zapisał się w historii Polski. Okazuje się, że najlepszy wynik osiągnął Donald Tusk, uzyskując największe uznanie u 15,4 proc. ankietowanych. Mateuszowi Morawieckiemu wystarczył niecały kwartał urzędowania, by zająć drugie miejsce (7,8 proc.), zaraz przed Beatą Szydło (6,9 proc.). Stawkę zamykają Ewa Kopacz (0,7 proc.), Kazimierz Marcinkiewicz (1,2 proc.) i… Jarosław Kaczyński (1,3 proc.). Mniej niż np. Józef Oleksy czy Hanna Suchocka – odpowiednio 1,8 i 2,2 proc. ankietowanych nie tylko pamięta, że w ogóle byli tacy szefowie polskiego rządu, ale że wręcz najlepiej zapisali się w historii po 1989 roku. Chapeau bas!

Jesteśmy przyzwyczajeni do traktowania państwa jako ogromnego gospodarstwa, mającego swojego zarządcę, któremu można przypisać zasługi za to, że gospodarstwo dobrze prosperuje. Tymczasem wcale tak nie jest

Mi jednak najbliższa jest opcja, która zdobyła największe „poparcie”. „Nie wiem/trudno powiedzieć” odpowiedziało prawie 37 proc. biorących udział w sondażu. Nie jestem w stanie wyróżnić z biegu tego jednego jedynego. Nie przydzielając palmy pierwszeństwa mogę wskazać pięciu, którzy – biorąc poprawkę na okoliczności i długość urzędowania – wywarli największe (i względnie najbardziej pozytywne) piętno na rzeczywistości. Tadeusz Mazowiecki – pierwszy niekomunistyczny powojenny premier. Za jego urzędowania zmieniano paradygmat ustrojowy i gospodarczy. Popełnił masę błędów (duża część planu Balcerowicza, zbyt długie panoszenie się komunistów w resortach siłowych), może ktoś inny popełniłby mniej, jednak to właśnie on zdecydował się kierować rządem w sytuacji bez precedensu. Włodzimierz Cimoszewicz – to za jego rządów mieliśmy do czynienia z szybkim wzrostem gospodarczym, choć trudno wskazać powody, dla których akurat on miałby być za niego odpowiedzialny. Jego reforma centrum administracyjno-gospodarczego położyła podwaliny pod budowę „centrum rządu”, na które czekamy do dziś. Jerzy Buzek – ostatni polityk-reformator, chcący przeprowadzić cztery fundamentalne zmiany, z których do dziś nie ostała się w pełni żadna (może poza samorządową, choć ostatnie działania centralizacyjne PiS i to stawiają pod znakiem zapytania), część (zwłaszcza OFE) okazała się klęską. Człowiek, który wprowadził nas do NATO. Leszek Miller – czas jego rządów to okres rozbujanej korupcji, ale to on wprowadził nas z kolei do Unii Europejskiej, choć nie jest jedynym ojcem tej decyzji. Bilans integracji wypada raczej korzystnie. Razem z Jarosławem Kaczyńskim poprzez politykę podatkową (choć niestety niezwiązaną z ograniczaniem wydatków) przygotował grunt pod przejście w miarę suchą nogą przez kryzys finansowy.

Pięciu – ale nie dlatego, żeby wszyscy byli „równie fajni”. Przy żadnym nazwisku nie można wypisać zbyt wielu jednoznacznych plusów, a nawet jeśli jakieś się pojawiają, to często są neutralizowane przez minusy. Pytanie o najlepszego premiera III RP zakłada, że musieliśmy mieć do czynienia z rządami co najmniej jednego męża (lub żony) stanu z prawdziwego zdarzenia. Ale nie mieliśmy. Gdybyśmy mieli, nie mocowalibyśmy się z problemami na tylu różnych polach, które rozwiązać mogą właśnie politycy. Ze słabą armią, powolnymi sądami, rosnącym długiem publicznym, skomplikowanym systemem podatkowym, niewydolnym systemem emerytalnym, wydłużającymi się kolejkami do publicznej opieki zdrowotnej, nieuporządkowanymi sporami własnościowymi etc. Z kwestiami, które wymagają systemowego i całościowego rozwiązania – o niskim poziomie kultury politycznej nie wspominając.

A jednak mimo wszystko w Polsce nie jest najgorzej, a skoro jest nawet całkiem dobrze, to musimy komuś to zawdzięczać. To prawda, ale nie znaczy to wcale, że musi to być polityk. Jakoś dziwnie jesteśmy przyzwyczajeni do traktowania państwa jako ogromnego gospodarstwa, mającego swojego zarządcę, któremu można przypisać zasługi za to, że gospodarstwo dobrze prosperuje. Tymczasem wcale tak nie jest – na szczęście. Liczne zmiany wymuszono na politykach podczas procesu akcesyjnego. Sukcesy gospodarcze są częściowo pochodną ogólnoświatowej koniunktury, z której korzystają – albo nie – także rodzimi przedsiębiorcy. To, jak wyglądają nasze miasta (a część rozwija się bardzo dobrze), jest skutkiem działań samorządowców (i deszczu pieniędzy z Brukseli, wpływających negatywnie na zadłużenie gmin – ale to temat na osobną opowieść). Są wreszcie ludzie podejmujący samodzielne decyzje w celu polepszenia swojego jednostkowego czy rodzinnego losu. To oni są często prawdziwymi bohaterami, choć swoje sukcesy osiągają nierzadko próbując radzić sobie codziennie z problemami nierozwiązanymi na szczeblu centralnym.

Zarówno postkomuna, jak i post-Solidarność zrodziły elity, które w III RP wypadły bardzo przeciętnie

Trudno wskazać najlepszego szefa rządu po 1989 roku, ponieważ najlepszych można by ocenić co najwyżej na mocną trójkę. Zarówno postkomuna, jak i post-Solidarność zrodziły elity, które w III RP wypadły bardzo przeciętnie. Wypada się tylko cieszyć, że żaden „Kapitan Polska, kapitalny Pan”, jak śpiewa zespół Lao Che na swojej najnowszej płycie, nie jest do zbawienia koniecznie potrzebny.