Newsletter

Żadnych mrzonek, panowie!

Po próbie zabójstwa Skripala Zachód pogroził Putinowi palcem energicznie – ale mało prawdopodobne, by te gesty wystarczyły dla utemperowania kremlowskich chuliganów

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Otrucie Siergieja Skripala (eks-oficera GRU, który przeszedł niegdyś na stronę NATO), dokonane przy pomocy środka chemicznego znanego pod nazwą „nowiczok”, to tylko jedno z wielu rosyjskich działań, którymi ekipa Putina niebezpiecznie naciąga strunę; niekoniecznie najważniejsze. Zostało jednak wybrane do pokazania Moskwie, że granica cierpliwości Zachodu jest niebezpiecznie blisko. Bezprecedensowe w swojej skali wydalenie rosyjskich dyplomatów z wielu stolic jednocześnie oraz towarzyszące mu zapowiedzi bojkotu piłkarskich Mistrzostw Świata w Rosji mają – wedle deklaracji – odegrać rolę ostatecznego ostrzeżenia. Niestety, mało prawdopodobne, by ta akcja dała pożądany efekt. „Point de rêveries, messieurs!” (fr. „żadnych mrzonek, panowie”) – można by przywołać znane słowa cara Aleksandra.

Gospodarze Kremla chętnie wykorzystają ten etap konfliktu do przykrycia poważnych kłopotów wewnętrznych (np. paniki po pożarze w Kemerowie)

I nie chodzi tu nawet o zwyczajowe w takiej sytuacji wydalenie z Rosji odpowiedniej liczby dyplomatów krajów zachodnich. Raczej o to, że gospodarze Kremla chętnie wykorzystają ten etap konfliktu do przykrycia poważnych kłopotów wewnętrznych (np. narastającej w społeczeństwie paniki związanej z katastrofalnym stanem bezpieczeństwa infrastruktury po tragicznym pożarze w Kemerowie), a także jako dogodny pretekst do kolejnych ataków na opozycję oraz (i tak rachityczne) instytucje społeczeństwa obywatelskiego. To oznacza, że bynajmniej nie ograniczą wrogich działań na Zachodzie; możliwe, że przez jakiś czas będą je wręcz z lubością eskalować.

Wydalenie dyplomatów, nawet w tak wielkiej liczbie, w niczym bowiem nie pogarsza warunków działania Moskwy. Nie ogranicza możliwości robienia polityki zagranicznej, bo tę we współczesnym świecie realizuje się w telewizji i na Twitterze oraz podczas bezpośrednich spotkań prezydentów, premierów i ministrów. Ambasady i ich elegancko ubrany personel spełniają rolę trzecioplanową.

Nie zostanie też ograniczony potencjał wywiadowczy Rosjan, mimo, że niektóre media z satysfakcją podkreślają obecność na liście wydalanych dyplomatów „niezgłoszonych oficerów wywiadu”. Owszem, zapewne i tacy byli wśród pracowników ambasad, ale wątpliwe, by to na nich spoczywał ciężar poważnych operacji. Tego się od dawna nie praktykuje. Współczesny wywiad, zarówno w zakresie klasycznych działań informacyjnych, jak i szerokiej palety działań „pozainformacyjnych” – to głównie struktury nielegalne, trzymające się możliwie daleko od oficjalnych placówek, często działające „pod cudzą flagą”. Ich dopełnieniem jest zaś całe instrumentarium tzw. „wywiadu białego”, elektronicznego, satelitarnego, itp. – które też doskonale da się realizować spoza placówek dyplomatycznych, często bezpośrednio z central w kraju.

Owszem, ograniczenie personelu zagranicznego – bardziej konsularnego niż dyplomatycznego – może mieć negatywny wpływ na komfort i bezpieczeństwo ruchu turystycznego oraz małego biznesu (duży radzi sobie z miejscowymi urzędami zazwyczaj i bez pomocy konsulatów). Ale to akurat bardziej będzie martwić kraje europejskie, niż Rosję.

Pozostaje wreszcie kwestia wagi i znaczenia samego gestu – spektakularnego i solidarnego potępienia przez tak wielką liczbę państw. Jedyne, co może w tym zaniepokoić kremlowskich decydentów, to właśnie owa „solidarność”. Nieprzypadkowo to gra na dzielenie zachodnich sojuszników i wygrywanie różnic między nimi jest ważnym elementem rosyjskiej strategii. Ale groźniejsza od solidarności w gestach byłaby dla Rosji solidarność w konkretnych sankcjach.

I tu dochodzimy do sedna. Poza użyciem siły militarnej – co jest z oczywistych względów ostatecznością – jedynym realnym narzędziem, mogącym wymusić na Moskwie bardziej cywilizowane zachowania, jest uderzanie jej po kieszeni. Czyli – odcinanie od strumienia zachodnich pieniędzy i technologii, bez których Rosja nie jest w stanie na dłuższą metę funkcjonować. Własna, wewnętrzna innowacyjność w rosyjskiej gospodarce praktycznie nie istnieje (pomijając sektor militarny, a i to jedynie częściowo). Alternatywnym dostawcą kapitału mogą być zaś jedynie Chiny, ale jak dowodzi trudna dla Rosjan historia negocjacji w sprawie gazociągu „Siła Syberii”, bynajmniej nie kwapią się do bezinteresownej pomocy. Tymczasem gra toczy się nie tylko o zapewnienie w Rosji jako-takiego poziomu konsumpcji, ale o przetrwanie gospodarki i (w konsekwencji) władzy centralnej w państwie. Kluczowe są tu pieniądze i technologie, pozwalające utrzymać, modernizować i rozbudować infrastrukturę przemysłu wydobywczego (której np. na Syberii, z powodu stopniowego rozmarzania podłoża, grozi rychła katastrofa). I może okazać się, że – mówiąc wprost i brutalnie – już nie tylko nie ma czego kraść, ale też nie ma za co kupić sobie wierności struktur siłowych…

Poza użyciem siły militarnej – co jest ostatecznością – jedynym realnym narzędziem, mogącym wymusić na Moskwie bardziej cywilizowane zachowania, jest uderzanie jej po kieszeni

Teoretycznie jest możliwe, że gest wykonany publicznie, w dużej mierze na użytek własnych mediów, organizacji broniących praw człowieka, itd. – czyli wydalenie rosyjskich dyplomatów – zostanie dyskretnie wzmocniony wiarygodnymi groźbami ograniczenia współpracy gospodarczej. Choćby spowolnienia ważnych inwestycji Mercedesa w Jesipowie, Henkela w Permie, Renaulta w Togliatti i DMK Group w Woroneżu. A przede wszystkim – rewizji projektu Nord Stream oraz innych programów współpracy wielkich, zachodnich koncernów energetycznych z Rosjanami. I może na dokładkę wykluczenia Rosji z globalnego systemu wymiany informacji finansowej SWIFT, co w znacznym stopniu spowolniłoby i skomplikowało pracę banków i przedsiębiorstw.

Pół żartem, pół serio – mogę podpowiedzieć jeszcze jedną skuteczną metodę nacisku na rosyjskich polityków i sprzymierzonych z nimi oligarchów. To odcięcie córek tych panów od ekskluzywnych prywatnych szkół oraz modnych klubów na Zachodzie, a także utrudnienie żonom, kochankom i teściowym robienia zakupów w luksusowych butikach Mediolanu, Paryża i Nowego Jorku, czyli wydawania pieniędzy, w pocie czoła defraudowanych przez ich mężczyzn. Nic tak bowiem nie boli faceta i nie zatruwa mu życia, jak wściekła kobieta w domu.

Teoretycznie możliwe. Praktycznie wciąż mało prawdopodobne. Gdyby rzeczywiście istniał taki zamiar, raczej nie byłby potrzebny teatr z wydalaniem dyplomatów. A więc: point de rêveries, pas d’illusions, mesdames et messieurs.