Newsletter

Jak wymóc gazową solidarność?

Niemcy wydają zgodę na rozpoczęcie budowy Nord Stream 2 na ich terytorium. To dowód na to, że potrzebujemy więcej unijnego współdziałania w energetyce

W czasie, gdy trwa największy konflikt z Rosją od dawna, spowodowany otruciem na terenie Wielkiej Brytanii Siergieja Skripala i jego córki, niemieckie urzędy – jak gdyby nigdy nic – wydają zgodę na rozpoczęcie budowy gazociągu Nord Stream 2 na terenie niemieckich wód terytorialnych. Budowa ma się zacząć już w maju. Ma to niebagatelne znaczenie, bo nie tylko oznaczać będzie postęp inwestycji, ale także utrudni (choć nie uniemożliwi) objęcie europejskim reżimem prawnym Nord Stream 2 po potencjalnej rewizji unijnej dyrektywy gazowej.

Oczywiście można powiedzieć, że Federalny Urząd ds. Żeglugi i Hydrografii, a wcześniej urząd górniczy w niemieckim Stralsundzie, nie zrobiły nic niezgodnego z prawem. Skoro inwestor dostarczył wszelkie potrzebne dokumenty i spełnił wszystkie wymogi, pozwolenie mu się należy. Tyle, że wbrew zaklinaniu rzeczywistości przez wielu niemieckich polityków, Nord Stream 2 nie jest inwestycją czysto gospodarczą. Jest przedsięwzięciem politycznym, które ma na celu osłabienie Ukrainy. Konsekwencją tego będzie zmniejszenie bezpieczeństwa państw bałtyckich czy Polski. O tym, że Rosjanie wykorzystują kurki z gazem jako środki do prowadzenia polityki międzynarodowej, wiadomo nie od dziś. Wskazała na to m.in. niedawno grupa brytyjskich parlamentarzystów w liście do ministra spraw zagranicznych Zjednoczonego Królestwa, Borisa Johnsona. A jednak Niemcy zachowują się, jakby tego nie widzieli.

Niemiecki interes w budowie Nord Stream 2 należy obejść lub uczynić mniejszym od kosztów

Obrażanie się na nich za to, czy sarkanie na to, że sami żądają solidarności w kwestii np. imigrantów, ale ta „zakopana jest pod Bałtykiem” jest może i słuszne, ale nieskuteczne. Bo, jak zresztą i w życiu, solidarność często wynika nie z odruchu serca, a kalkulacji. Niemiecki interes w budowie Nord Stream 2 należy obejść lub uczynić mniejszym od kosztów. Póki co mamy małe narzędzia do oddziaływania na Niemców. Co więc możemy zrobić? Choćby zachęcać Danię i Szwecję, by nie wydały własnych zgód. Ponadto wspierać zmianę unijnej dyrektywy gazowej, która obejmie prawem unijnym wszystkie gazociągi importowe. To przynajmniej opóźniłoby budowę Nord Stream 2. W dniu 21 marca Komisja Parlamentu Europejskiego ds. Przemysłu, Badań Naukowych i Energii przyjęła sprawozdanie autorstwa europosła Platformy Obywatelskiej Jerzego Buzka, popierające zmiany. Polscy przedstawiciele powinni się nawzajem wspierać, bo tu gramy do jednej bramki.

Nasze bezpieczeństwo energetyczne wymaga większego, także bardziej zinstytucjonalizowanego współdziałania na arenie unijnej, bo, jak widać, danie zbytniej niezależności w tej kwestii nie służy wspólnocie i jej słabszym członkom. Tu suwerenność poszczególnych państw członkowskich nam nie służy. Jak przyjąć to do wiadomości w dobie „wstawania z kolan” i ogólnej niechęci do przenoszenia części uprawnień do „Brukseli” – to oczywiście trudne pytanie. Jednak trzeba zdać sobie sprawę z tego, że w tej kwestii – a i wielu innych – sami sobie nie radzimy.