Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Jak rosnąca frekwencja niszczy polską demokrację

Zwiększeniu frekwencji wyborczej w ostatnich 15 latach towarzyszy spadek jakości polityki i drastyczne pogorszenie poziomu debaty. Wszystko wskazuje na to, że wzrost zaangażowania wyborczego jest wzrostem złym, szkodliwym dla demokracji i życia publicznego
Raz po raz w historii politycznej powtarza się szczególny schemat: pewna forma polityczna, wciąż będąc przedmiotem uznania czy wręcz kultu, oddziela się od jej treści. W następnej fazie może dalej trwać w najlepsze, mimo sprzeczności litery z duchem. W efekcie ludzie zaangażowani w jej podtrzymywanie uważają, że kultywują dawną tradycję, ale w istocie wspierają jej przeciwieństwo. Zaprzeczają treści i duchowi, podtrzymując formę i literę. Wysoka frekwencja wyborcza nie jest wartością samą w sobie. Jest jedynie wskaźnikiem legitymizacji danego systemu i określonego sporu politycznego Coś takiego spotkało starożytnych Rzymian w czasach Oktawiana Augusta. Z zabójstwa swojego politycznego ojca Juliusza Cezara, który chciał przekształcić republikę w monarchię, wyciągnął on jasny wniosek: gwałtowne i otwarte zmiany budzą zbyt wielki opór, należy je więc...

Kup prenumeratę i czytaj NK!

Już od 1 zł/mc

Zaloguj się lub załóż konto
Zajmie Ci to tylko kilka sekund
Przejdź do prenumerat

lub

Kup pojedynczy dostęp do wybranego artykułu
za jedynie 9,90 zł

dyrektor i założyciel „Nowej Konfederacji”. Politolog zaangażowany, publicysta i eseista, organizator. Absolwent UMCS i studiów doktoranckich na UKSW. Pierwsze doświadczenia zawodowe zdobywał w Polskim Radiu i, zwłaszcza, w „Rzeczpospolitej” Pawła Lisickiego, później był wicenaczelnym portalu Fronda.pl i redaktorem kwartalnika „Fronda”. Następnie założył i w latach 2010–2013 kierował kwartalnikiem „Rzeczy Wspólne”. W okresie 2015-17 współtwórca i szef think tanku Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Publikował też m.in. w „Gazecie Polskiej”, "Dzienniku Gazecie Prawnej", „Gościu Niedzielnym”, „Polsce The Times”, "Arcanach", „Super Expressie”, „Znaku”. Pochodzi z Lublina, mieszka w Warszawie. Prowadzi profile na Facebooku i Twitterze. https://www.facebook.com/bradziejewski https://twitter.com/Radziejewski

Komentarze

2 odpowiedzi na “Jak rosnąca frekwencja niszczy polską demokrację”

  1. Alina777 pisze:

    No właśnie – podskórnie miałam takie same odczucia, a Pan ujął je w słowa. Nie ukrywam, że działam społecznie w dość szerokim zakresie, angażując w nie swój prywatny czas i “dopłacając” do tej działalności, bo chyba nikt nie wierzy, że da się to robić z tzw. wsparciem państwa. I mój głos jest równoważny z głosami ludzi, którzy poszli do wyborów, bo poszli… W zasadzie nie mając pojęcia, za czym tak faktycznie głosują, poza obietnicami, niekoniecznie realnymi do spełnienia. Ale, żeby to wiedzieć, trzeba być świadomym, jak działa państwo.
    Dlatego też wszyscy nawoływali do frekwencji, przy czym zdawali sobie sprawę z tego, że większość będzie głosowała emocjami.
    Pytanie, czy będzie siła, która potrafi to sprowadzić do dyskusji, a nie do walki nie wiadomo o co. I czy będzie z kim dyskutować. Bo z “kampanii” nic konstruktywnego nie wynikło – oceniając po czasie.
    Nie ma w naszym kraju dyskusji o instytucjach i ich kompetencjach, udziale państwa w życiu publicznym i jego odpowiedzialności, o odpowiedzialności obywateli i ich udziale w życiu publicznym, itd.
    Każda władza wprowadza jakieś widzimisię, nie analizując na poważnie skutków wprowadzanych zmian. I, niestety, muszę przyznać, że obecnie ten proces się pogłębia. Uzasadnienia do ustaw są na coraz niższym poziomie, na zasadzie, że trzeba problem odwalić.
    No cóż – państwowców obecnie trzeba ze świecą szukać.

  2. SethAlevy pisze:

    Bardzo dobrze ujęte. Natomiast problemem jest jak sensownie wypełnić proces zainteresowania treścią? To wydaje mi się jest też związane z naszym podejściem i wiecznym przemądrzaniem. Jak powiedzieć komuś kto po twierdzi, że wie i rozumie, że jednak może powinien zagłębić temat i to o różne źródła? W tym kontekście bardzo śmieszy mnie (a czasem przeraża) jak to pełno ludzi dookoła ostatnio stała się wielkiej klasy ekonomistami i wiedzą doskonale wiedzą jak zarządzać budżetem państwa (często nie panując na swoim). Ich argumenty, nie raz bez sensu, są z reguły odzwierciedleniem tego z której strony politycznego sporu obejrzeli ostatnio parę filmików na youTube,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz