Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Inspirujący doktryner. „Ludzkie działanie” Misesa po 70 latach

Ludwig von Mises był skrajnym wolnorynkowcem, i wiele jego twierdzeń należy traktować ostrożnie. Jednak jego dzieło może zaszczepić nas przeciw wielu pokusom współczesnej gospodarki – choćby nadmiernemu protekcjonizmowi

Siedemdziesiąt lat minęło, od kiedy światło dzienne ujrzało opus magnum Ludwiga von Misesa, „Ludzkie działanie” („Human Action”). Dziś już takich książek się nie pisze. Napisany z rozmachem traktat, który trudno określić jako stricte „ekonomiczny”, w wersji polskiej ma ponad 700 stron, a w wydanym właśnie przez Instytut Misesa audiobooku trwa wiele godzin. Owszem, dotyczy on gospodarczej sfery naszej aktywności, jest jednak rozważaniem nad tym, jaki jest człowiek, jak działa i jakie są tego efekty, zwłaszcza jeśli jego działanie włożone zostaje w takie, a nie inne ramy. To dzieło filozoficzne, antropologiczne, ukazujące gospodarowanie w szerszym kontekście – jako jeden z elementów ludzkiej aktywności, ekonomię zaś – jako dziedzinę prakseologii (czyli nauki o ludzkim działaniu) w kontekście tych poczynań, które da się skalkulować.

Mises zaczyna od wywodu na temat tego, że człowiek jako jednostka działa – i że to działanie jest celowym zachowaniem. Każdy człowiek może ów cel definiować zupełnie inaczej. Decyzje podejmuje na podstawie racjonalnej oceny tego, w jakim stopniu dostępne środki umożliwiają mu optymalnie efektywną realizację możliwie dużej liczby najważniejszych dlań potrzeb. Racjonalność Mises rozumie specyficznie, ale i dość trzeźwo. Nie oczekuje, że człowiek będzie wiedział wszystko – przeciwnie, racjonalny jest on wtedy, gdy podejmuje sensowne decyzje na podstawie posiadanej wiedzy, nawet jeśli jest mocno ograniczona. Tej tezy broni, powołując się na przykłady lekarzy, którzy „sto lat temu stosowali zarzucone obecnie metody leczenia raka”, jednak „mieli – z punktu widzenia współczesnej patologii – za mało wiedzy i dlatego ich metody były nieskuteczne. Nie postępowali jednak nieracjonalnie, lecz robili, co było w ich mocy”.

Nawet rozumiana po misesowsku racjonalność ograniczona jest przez błędy poznawcze. Powodują one, że nawet jeśli chcemy wybrać A zamiast B, to różne okoliczności mogą spowodować, że wybierzemy B

Problemy z Misesem

Założenie Misesa jest z grubsza słuszne – to nie państwa, klasy, rasy czy narody podejmują decyzje, ale w ostatecznym rozrachunku robią to jednostki, nawet jeśli niekiedy robią to wspólnie lub pod wpływem czynników, które mocno ograniczają im pole manewru i mogą sprawiać wrażenie, jakby ich decyzje zostały zdeterminowane (choć przecież zawsze mogli wybrać inną drogę). Problem pojawia się, gdy mówimy o racjonalności – Mises nie znał wyników badań psychologów zajmujących się ekonomią behawioralną, takich jak Daniel Kahneman czy Amos Tversky. Można z tych analiz wywnioskować, że nawet rozumiana po misesowsku racjonalność ograniczona jest przez błędy poznawcze. Powodują one, że nawet jeśli chcemy wybrać A zamiast B, to różne okoliczności mogą spowodować, że wybierzemy B. Wolimy nie zyskać niż nie stracić, trzymamy się raz podjętej decyzji nawet jeśli jej zmiana mogłaby być dla nas korzystna, ignorujemy te elementy naszej wiedzy, które przeczą naszym pierwotnym założeniom, np. wskazują na to, że w przeszłości mogliśmy podjąć lepszą decyzję itp. Itd.

Twardy misesista zawsze może powiedzieć, że w takiej sytuacji po prostu ludzie wybierają to, co w ich hierarchii wartości stoi wyżej – np. dobre samopoczucie, co możemy oceniać negatywnie, ale to nie nasza sprawa oceniać cudze hierarchie wartości. Tu dochodzimy do największego problemu z myślą Misesa – jego teoria tłumaczy się sama. Metodologia „badań” Misesa jest skrajnie antyempirycystyczna. Jako że nigdy nie będziemy mieli pełnego obrazu czynników, które wpływają na daną sytuację, a w dodatku czynniki te zmieniają się w czasie, niemożliwe jest ustalenie na podstawie analizy danych, jakie są źródła danego zjawiska ekonomicznego. To, co nam zostaje, to proces myślowy – dedukowanie wniosków wychodząc z wcześniej założonych aksjomatów. Co prawda Mises zwraca uwagę na niebezpieczeństwa z tym związane, jednak ostatecznie sam – a już na pewno wielu przedstawicieli ortodoksyjnego skrzydła jego szkoły – w nie wpada. Jakoś tak dziwnie się składa, że jakakolwiek analiza prowadzi „Austriaków” do wniosku, że winę za dane negatywne zjawisko (bezrobocie, recesja etc.) ponosi niedobór wolnego rynku. Znajdziemy tu rozważania o wymianie, pieniądzu cyklach koniunkturalnych, wadze kalkulacji ekonomicznej, niemożliwości realizacji socjalizmu i skutkach interwencji państwa w gospodarkę – wszędzie będziemy mieli do czynienia z wnioskiem, że odpowiedzią na wady przypisywane rynkowi powinno być jeszcze więcej rynku (choć anarchokapitaliści powiedzą, że autor „Ludzkiego działania” zatrzymuje się w pół kroku, popierając państwo minimum).

Jakoś tak dziwnie się składa, że jakakolwiek analiza prowadzi „Austriaków” do wniosku, że winę za dane negatywne zjawisko (bezrobocie, recesja etc.) ponosi niedobór wolnego rynku

A jednak miał rację (częściowo)

Paradoks polega na tym, że swoim, wydawałoby się na pierwszy rzut oka doktrynerskim sposobem myślenia, Mises wbił szpilę w rozpowszechniony wówczas trend matematyzacji ekonomii – i jest to jego ogromna zasługa co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, powstających na fali pozytywizmu i chęci upodobnienia nauk społecznych do nauk ścisłych dzieł zwyczajnie nie da się czytać bez uprzedniego, mocno formalno-matematycznego przygotowania. Każde błahe zdanie próbowano przepisywać na równania matematyczne – co czasem ma sens, ale nierzadko jest zupełnie zbędne. W „Ludzkim działaniu” nie ma ani jednego wzoru matematycznego, a wywód Misesa jest dość klarowny, choć niekiedy autor się powtarza. Po drugie, autor trzeźwo wskazuje na to, że ludzkiego działania nie da się włożyć w ciasne ramy jednego modelu, a nawet jakichś ich ograniczonej liczby. Jesteśmy zbyt złożeni – to, co może uzyskać nauka społeczna, to wskazanie na pewne prawidła, które często, choć nie zawsze, warunkują ludzkie działanie, czy to jednostkowe czy grupowe.

Problem polega na tym, że gdy popadamy ze skrajności w skrajność, bardzo ograniczamy sobie możliwość poznania. Mises nie przewidział niesamowitego rozwój narzędzi pomocniczych w ekonomii: komputeryzacji, baz danych, ekonometrii, eksperymentów, współpracy na poziomie różnych nauk – od socjologii, nauk politycznych po psychologię, medycynę czy klimatologię. Niestety, część z tych splotów zwyczajnie odrzuca; śmiesznie czyta się dziś jego stwierdzenia, że ekonomia instytucjonalna nie istnieje, choć jest ona dziś jednym z jej ważniejszych nurtów, albo że w ekonomii niemożliwe jest przeprowadzanie eksperymentów (pozdrowienia przesyłają nobliści z 2019 roku), lub że psychologia zajmuje się innymi zjawiskami.

Taki właśnie był Mises – nieprzejednany zwolennik wolnego rynku, który w złości potrafił wyrzucać członkom liberalnego Mont Pelerin Society (np. Miltonowi Friedmanowi), że są bandą socjalistów

Trudno jest powiedzieć, czy robił to z dogmatyzmu, czy dlatego, że nie wiedział, jak nauki się rozwiną. Wydaje się jednak, że ten paradoks można przezwyciężyć, traktując – bardzo ciekawe zresztą – ciągi myślowe wyprowadzane za pomocą dedukcji jako podstawy do późniejszych badań empirycznych. Przy jednoczesnej świadomości, że w tej dziedzinie stwierdzenie „ekonomiści dowiedli” ogranicza zasób posiadanych danych i oczywiście nigdy nie będziemy w stanie z pełną pewnością stwierdzić, że jakiś motyl po drugiej stronie kuli ziemskiej nie zaburzył nam ostatecznych wyników trzepotem swych skrzydeł. Jeśli tak będziemy do tego podchodzić, Mises nauczy nas pokory – nie zaś przekonania, że to, co znajduje się w naszej głowie w pełni obrazuje rzeczywistość.

Naukowiec czy ideolog?

Żeby mieć jednak taki użytek z Misesa, musimy traktować go jako naukowca starającego się poznać obiektywną rzeczywistość. A nie jest do końca możliwe, ponieważ był on jednocześnie ekonomistą, ale i ideologiem. Konkretnie – epigonem klasycznego liberalizmu, w wersji zresztą przez niego w rekonstrukcji dość uproszczonej. To nie razi, o ile pojawia się w takich dziełach jak „Liberalizm w tradycji klasycznej” – wtedy można spierać się z jego wizją, ale tam występuje w roli politycznego myśliciela. Niestety jest to również widoczne w „Ludzkim działaniu”. Tu liberalizm staje się najlepszą możliwą normatywną formą realizacji teoretycznych założeń Misesa – w kąt idzie jego nauka „wolna od wartościowania”, obiektywna, nawet jeśli w deklaracjach nie starająca się oceniać celów innych doktryn. Czyni to jednak metodzie Austriaka wielką szkodę, pozbawia nimbu uniwersalności.

Paradoksalnie jednak jego nieco oldskulowe przywiązanie do „klasycznego liberalizmu” może chronić nas przed nowymi, współczesnymi pokusami, tym razem nie związanymi z komunizmem, a bardziej motywowanym lokalistycznie protekcjonizmem

Zresztą, taki właśnie był Mises – nieprzejednany zwolennik wolnego rynku, który w złości potrafił wyrzucać członkom liberalnego Mont Pelerin Society (np. Miltonowi Friedmanowi), że są bandą socjalistów. Jak na człowieka który jest uznawany dziś za głównego przedstawiciela najbardziej ortodoksyjnego nurtu rynkowego w ekonomii Mises inspirował jednak bardzo wielu ludzi. Nie tylko nurt, który dziś określa się jako kolejną już generację austriackiej szkoły ekonomii – w dużej mierze splecionej ideologicznie z (anty)politycznym ruchem libertariańskim. Spod skrzydeł Misesa wyszedł noblista Fryderyk August von Hayek, który swoją nagrodę dostał za prowadzone już wcześniej właśnie z LvM badania nad teorią cyklów koniunkturalnych. Miał także wpływ na powstanie szkoły wyboru publicznego, która zresztą dziś nierzadko korzysta z założeń „Austriaków”. Późniejszy noblista z ekonomii, James Buchanan, był pod wielkim wpływem „Ludzkiego działania”. Lista osób zainspirowanych przez lwowianina obejmuje także innego noblistę, Vernona Smitha, jednego z czołowych przedstawicieli ekonomii eksperymentalnej – a pamiętajmy, że przecież dokładnie takie metody w badaniach odrzucał sam Mises. Żeby było zabawniej, dziś Smith jest patronem nagrody za najlepszy esej dla… młodych „austriaków”.

Mises inspiruje

A czy może inspirować nas także dziś? Z niektórymi jego wnioskami jest problem. Przykładowo austriacka teoria cyklu koniunkturalnego (ATCK) broni się – ale przede wszystkim jeśli stoimy twardo na fundamentach misesowskiej metodologii. Jeśli choć trochę od niej odejdziemy, zauważymy, że świat się przez ostatnie prawie sto lat mocno zmienił, także świat finansów i polityki monetarnej. ATCK – nawet jeśli uznamy, że chodzi o pewne uogólnione zasady – wydaje się bezradna przykładowo wobec faktu, że ogromne zwiększenie podaży pieniądza nie spowodowało już od dość długiego czasu wzrostu inflacji (choć ostatnio coś rusza się w tym zakresie), a wiele inwestycji ma jednak rację bytu – i choć mówi się o zbliżającym się nieuchronnie kolejnym kryzysie gospodarczym, to jakoś on nie nastąpił. Przekonany „austriak” powie: poczekaj, w końcu nastąpi; jednak każdy krach można wytłumaczyć w ten sposób. Jednocześnie wskazując na wieloczynnikowość zjawisk Mises może pomóc nam w szukaniu odpowiedzi na te fenomeny – bo zjawiska monetarne stoją dziś dla nas być może podobną zagadką, jak w dobie Wielkiego Kryzysu czy stagflacji z lat 70-tych XX wieku.

Gdy przeczytamy rozważania Austriaka na ten temat, które znajdziemy także w „Ludzkim działaniu”, a jednocześnie znamy nieco historii gospodarczej PRL, pięknie nałożą nam się one na przyczyny i skutki „gospodarki niedoborów”

W dobie nawracającego sceptycyzmu wobec kapitalizmu – właśnie rozważania Misesa nad gospodarką uspołecznioną mogą chronić nas przed nostalgią za socjalizmem. Gdy przeczytamy rozważania Austriaka na ten temat, które znajdziemy także w „Ludzkim działaniu”, a jednocześnie znamy nieco historii gospodarczej PRL, pięknie nałożą nam się one na przyczyny i skutki „gospodarki niedoborów”. Nie da się nawet superkomputera nakarmić taką ilością – zmiennych i nieprzewidywalnych przecież w czasie! – danych, by potrafił bezbłędne i bez wykorzystania mechanizmu cenowego połączyć potrzeby z możliwościami. Warto przypomnieć, że wnioski i sposób rozumowania Misesa potrafił docenić nawet Oskar Lange, choć ostatecznie pozostał przy swoim.

Niemniej niestety zbyt często misesowskie doktrynerstwo i niechęć do rozdzielania ideologii od nauki utrudniają współczesnym traktowanie go jako obiektywnego krytyka rzeczywistości słusznie minionej. Paradoksalnie jednak jego nieco oldskulowe przywiązanie do „klasycznego liberalizmu” może chronić nas przed nowymi, współczesnymi pokusami, tym razem niezwiązanymi z komunizmem, a bardziej z motywowanym lokalistycznie protekcjonizmem. Ukazując społeczną naturę rynku, a także wskazując, że w ostatecznym rozrachunku to nie państwa, a ludzie handlują między sobą, Mises szczepi nas na wojenno-handlową propagandę. Jednocześnie powinniśmy uważać, by łódeczki naszej myśli nie przechylić zanadto w stronę idealizowania leseferyzmu – możemy się wywrócić, zapominając, że obok niskich zakusów ludzi dążących za całkiem prywatnymi korzyściami także i międzypaństwowe animozje gospodarcze miewają poważne, społeczne podłoża.

I wreszcie, o czym zresztą była mowa – traktowany z pewną dozą ostrożności Mises może chronić nas przed nadmierną ufność w matematyzowanie ekonomii. W „Human Action” prezentuje nam, jak mało kto współcześnie, spójny system myślowy, przedstawiony w sposób klarowny i przystępny, z którym warto się na poważnie zmierzyć. Gwarantuję, że nie skończy się to rzuceniem książki w kąt w trakcie lektury – choćby dlatego, że jest zwyczajnie zbyt ciężka (tym bardziej, jeśli sięgniecie Państwo po audiobooka).

 

Zachęcamy do pobrania darmowego audiobooka “Ludzkie działanie. Traktat o ekonomii” Ludwiga von Misesa wydany z okazji 70 rocznicy pierwszego wydania książki przez Instytut Misesa. Partnerem medialnym wydania jest “Nowa Konfederacja”.

Stefan Sękowski
Zastępca dyrektora "Nowej Konfederacji". Politolog, dziennikarz, tłumacz, stały współpracownik "Do Rzeczy", publicysta Polskiego Radia Lublin. Publikował i publikuje też m.in. w "Gościu Niedzielnym", "Rzeczpospolitej", "Gazecie Polskiej Codziennie", "Gazecie Wyborczej", "Tygodniku Powszechnym", "Frondzie"; i portalu Rebelya.pl. Tłumaczył na język polski dzieła m.in. Ludwiga von Misesa i Lysandera Spoonera; autor książkek "W walce z Wujem Samem" i "Żadna zmiana. O niemocy polskiej klasy politycznej po 1989 roku". Mąż, ojciec trójki dzieci. Mieszka w Lublinie.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz