Newsletter

Hierarchowie okładają słomianą kukłę

Kościół mógłby być skutecznym mediatorem w wojnie polsko-polskiej. Niestety zawoalowane porównania „obrońców Konstytucji” do nazistów nie budują mostów, tylko mury

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

„Czy rzeczywiście mamy przyznać rację na przykład tym, którzy mówią, że Konstytucja jest ważniejsza od Dekalogu lub Ewangelii?” – spytał retorycznie bp Ignacy Dec podczas Mszy św. w intencji ofiar KL Gross-Rosen. W ten sposób dołączył do abp Wacława Depy, który dwa tygodnie temu na Jasnej Górze stwierdził, że „boleśnie powróciły w ostatnim czasie wypowiedzi, że w Polsce rządzi Konstytucja, a nie Ewangelia, że Konstytucja ma iść przed Ewangelią”.

Prawo stanowione przez człowieka nie może być sprzeczne z prawem Boskim, tak przynajmniej uważają osoby wierzące. Na wysokim poziomie ogólności można więc powiedzieć, że jeśli jakaś Konstytucja stoi w sprzeczności z Ewangelią lub Dekalogiem, to Ewangelia i Dekalog stoją wyżej. Tyle że w zdecydowanej większości przypadków Konstytucje tylko w wąskim zakresie regulują kwestie, które w jakikolwiek sposób zahaczają o treść Dekalogu czy Ewangelii. Przykładowo nasza już w preambule odwołuje się do wiary w Boga i naszej chrześcijańskiej tradycji. Umożliwia swobodne wyznawanie wiary (art. 53) i funkcjonowanie Kościoła (art. 25), definiuje małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, wskazuje że rodzina ma znajdować się pod szczególną opieką państwa (art. 18), umożliwia wychowanie dzieci zgodnie z własnym światopoglądem (art. 48), chroni nas przed zabójcami (art. 38), złodziejami (art. 21), a nawet przed fałszywym świadectwem ze strony bliźnich (art. 47). Słowem – nasza Konstytucja nie jest sprzeczna z Dekalogiem ani z Ewangelią.

Ale nawet gdyby tak nie było, to i tak szanowni hierarchowie okładają słomianą kukłę. Nie spotkałem się współcześnie ani razu ze stwierdzeniem, że Konstytucja ma iść przed Ewangelią, albo że jest ważniejsza od Dekalogu – ani w kontekście ogólnym, ani szczegółowym. Są na pewno ludzie, którzy tak uważają, niemniej takie głosy nie pojawiają się w przestrzeni publicznej. Takie wypowiedzi więc w ogóle nie „powróciły” a ci, którzy „mówią”, robią to najwyraźniej tak cicho, że ich w ogóle nie słychać.

Nie spotkałem się współcześnie ani razu ze stwierdzeniem, że Konstytucja ma iść przed Ewangelią, albo że jest ważniejsza od Dekalogu

Po co więc biskupi mówią takie rzeczy? Niestety wiele wskazuje na to, że po to, by w zawoalowany sposób stanąć po jednej ze stron w naszym bardzo gorącym politycznym sporze. Przeprowadzanie daleko idącej analogii między „obrońcami Konstytucji” a nazistami, którzy w zgodzie z obowiązującym prawem wysyłali ludzi na śmierć do obozów koncentracyjnych, delikatnie mówiąc nie służy głoszeniu Dobrej Nowiny. Wręcz przeciwnie – tylko pogłębia podziały. Kopie dodatkowe rowy między niewierzącymi krytykami obecnej władzy, a Kościołem. A wierzących, którym nie odpowiada podejście obecnej władzy do praworządności (a jest ich niemało), stawia w kłopotliwej sytuacji, bo nie dość, że czują się zdystansowani wobec poglądów pasterza używającego takich metafor, to jeszcze muszą tłumaczyć tym, którzy mają mniejszą wiedzę na temat eklezjologii, że nie jest to oficjalne stanowisko Kościoła wobec rządów PiS.

Te wypowiedzi obrazują jednak nieco głębszy problem. Kościół Katolicki mógłby być dobrym mediatorem w wojnie polsko-polskiej – zwłaszcza że gros polityków obu największych partii nadal czuje się z nim związanych. Niestety ta mediacja odbywa się dość chaotycznie. Przy kolejnych odsłonach batalii o Trybunał Konstytucyjny czy o kształt sądownictwa Kościół wybrał milczenie – wyjątkiem były podziękowania abp. Stanisława Gądeckiego dla prezydenta Andrzeja Dudy za jego postawę wobec sporu wokół ustaw sądowych w ubiegłym roku, złożone zresztą już po zawetowaniu części. Milczenie jest na pewno lepsze od ostatnich uwag biskupów Depy i Deca, niemniej pamiętając kardynałów Wyszyńskiego czy Glempa można by oczekiwać od polskiego Kościoła nieco bardziej roztropnych i skutecznych kroków.