Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Gra o wysoką stawkę

Młodzi idą do urn tylko wtedy, gdy może dojść do wyraźnej zmiany politycznego kursu

Młodzi idą do urn tylko wtedy, gdy może dojść do wyraźnej zmiany politycznego kursu

Słowo Politikverdrossenheit (zniechęcenie polityką) zostało w 1992 r. w Niemczech wybrane na „słowo roku”. Wówczas w Europie panował ogromny lament nad brakiem zainteresowania polityką wśród młodych. Jak jest dziś, ponad 20 lat później?

Cóż, udział młodych, w wieku od 18 do 24 lat w wyborach, i to w całej Europie, jest wciąż o wiele słabszy niż wśród innych grup wiekowych. I to z dwóch powodów: istota demokracji coraz bardziej polega na samym akcie wyborczym. Z każdą nową generacją wiara w moc sprawczą oddanego głosu jednak coraz bardziej maleje. Ta norma, bo to jest pewna społeczna norma, przekazywana z generacji na generację, jest przez dzisiejszą młodzież otwarcie kwestionowana.

Większość dzisiejszej młodzieży, w każdym razie w europejskich demokracjach, dorastała w klimacie kryzysu, i to nie tylko społecznego i ekonomicznego, ale przede wszystkim demokracji. Młodych cechuje wyraźny brak zaufania do klasy politycznej. To nie faworyzuje raczej udziału w wyborach. Młodzi są rozczarowani partiami politycznymi i politycznym establishmentem. Nastąpiło pewne odczarowanie sfery politycznej. Wiara w to, że każdy głos się liczy i że wybrana partia będzie realizowała mój interes, albo jakikolwiek interes oprócz własnego, jest coraz słabsza.

Rozmawiamy przed wyborami parlamentarnymi w Wielkiej Brytanii. Według oficjalnych danych połowa 18–21-latków nie wpisała się na listy wyborcze, a 60 proc. deklaruje, że jest im wszystko jedno, kto wygra…

Wcale mnie to nie dziwi. Młodzi idą do urn tylko wtedy, gdy stawka jest wysoka, gdy może dojść do wyraźnej zmiany politycznego kursu: we Francji idą masowo głosować w wyborach prezydenckich. Niemal zupełnie ignorują za to tzw. wybory pośrednie, czyli wybory regionalne, samorządowe, często nawet parlamentarne, a przede wszystkim europejskie. I tak jest w większości krajów Starego Kontynentu. Kiedy trzeba jednak wybrać najwyższą władzę polityczną na poziomie narodowym, potrafią się jeszcze w miarę zmobilizować. Ogólnie faworyzują jednak inne formy udziału w życiu politycznym.

Z każdą nową generacją wiara w moc sprawczą oddanego głosu coraz bardziej maleje

Jest to przede wszystkim mobilizacja uliczna. We Francji oraz krajach południowej Europy, Hiszpanii, Grecji widzimy obecnie taką mobilizację. Odzwierciedla ona głęboki kryzys demokracji. We Francji usiłowano temu kryzysowi przeciwdziałać, tworząc choćby rady miejskie dla młodych i przywracając wychowanie obywatelskie w szkołach. Ale z nikłym sukcesem. Z każdym rokiem potencjał protestacyjny młodych rośnie.

Czy to nie jest także wynikiem braku wyraźnych podziałów politycznych? Dziś granica między lewicą a prawicą zaciera się coraz bardziej…

Owszem. Kiedyś istniały także tzw. wielkie podziały ideologiczne: kapitalizm z jednej strony, socjalizm z drugiej. W ramach dużych systemów ideologicznych łatwiej było dokonać politycznego wyboru, stanowiły one rodzaj kompasu, także moralnego. Wytwarzały poczucie przynależności. Tak już nie jest. Polityka przeszła proces deideologizacji i dezinstytucjonalizacji. Nastąpiła także indywidualizacja praktyk politycznych. Dziś wybór polityczny jest całkowicie zindywidualizowany, młodzi nie identyfikują się już z wielkimi systemami, ideami. Zniknęły punkty odniesienia, pozostawiając po sobie konfuzję. Idzie to w parze z zatarciem granic między głównymi siłami politycznymi, usytuowanymi na lewicy i prawicy. Jedyne różnice, które pozostały, to ekstrema: skrajna lewica i skrajna prawica. Tu podział jest wciąż wyraźny, a głoszone poglądy – radykalne. Francuska młodzież nie dostrzega różnic między centroprawicą Sarkozy’ego a socjalistami Hollande’a, jeśli chodzi o program i rzeczywiście realizowaną politykę. Gdy trzeba więc przy urnach wybierać między jednymi a drugimi, pasuje. Pociągają ją o wiele bardziej ekstrema, populizm. Jest to trend, który w tej chwili obserwujemy w całej Europie.

Co rozumie Pani przez indywidualizację polityki?

Kiedyś socjalizacja polityczna młodych odbywała się w ramach kolektywu, partii, związków zawodowych i była poddana podwójnemu imperatywowi: identyfikacji z poglądami starszych, czyli poprzednich generacji, przy jednoczesnej innowacji. Dziedzictwo i eksperymentowanie. Dziś ten podwójny imperatyw zniknął. Dziś każdy skleca sobie własne poglądy i dokonuje wyborów politycznych w oparciu o swoje doświadczenie i osobistą sytuację. Jestem młody, bezrobotny i mieszkam w dużym mieście. Zobaczmy, która partia, który kandydat na prezydenta ma mi coś do zaoferowania. Także mediatyzacja polityki w sensie szerokim: internet, telewizja, portale społecznościowe powoduje, że kontakt z polityką i wyborami politycznymi jest coraz bardziej osobisty, indywidualny i spersonalizowany.

Nie można w tym wypadku mówić o plemionach, plemiona bowiem to narzędzie identyfikacji kolektywnej. Koncepcja Maffesoliego pasuje bardziej do grup kulturowych. W polityce właśnie nie ma plemion. Młodzi nie czują się przynależni, nawet jeśli organizują się w grupach na Facebooku. Indywidualizacja polityki jest bezsporna. Jest to jeden z powodów kryzysu demokracji. Młodzi od tradycyjnych form zaangażowania politycznego wolą w sposób spontaniczny i autonomiczny przedstawiać swoje roszczenia. Internet, to należy wyraźnie podkreślić, jest jednym z powodów głębokiego kryzysu, w którym tkwi dziś wiele partii politycznych. Sztywne partyjne agendy nie pasują do cyfrowego życia młodych na Twitterze i Instagramie. Ego znajduje się dziś w centrum egzystencji młodych. Partie polityczne i instytucje są tylko przedłużeniem tego ego.

Młody londyńczyk zapytany, dlaczego nie należy do żadnej partii, odparł: to strasznie ograniczające. Co, jeśli moje poglądy się zmienią? To będę musiał z niej wystąpić. Chcę być sobą, a nie partią…

To bardzo trafny opis postawy większości młodych dziś. Z tym partie sobie nie radzą. Dzisiejsza młodzież uważa, że może być kim chce, kiedy chce i zmieniać orientację, zarówno seksualną, jak i polityczną tak często, jak jej się podoba. Młodzi gonią za coraz to nowymi trendami w modzie, w muzyce, kulturze. A w przypadku partii wymaga się od nich, by stali w miejscu. Dlatego odrzucają i partie, i związki zawodowe. Od organizacji wertykalnych wolą horyzontalne: w sieciach.

Ego znajduje się dziś w centrum egzystencji młodych. Partie polityczne i inne instytucje są tylko przedłużeniem tego ego

I zdecydowanie wolą debaty nad kwestiami tożsamości i wartości, czyli na temat religii, orientacji seksualnej, wielkie wyzwania społeczne, które mają jednocześnie bardzo osobisty aspekt, od walki o poprawę systemu podatkowego czy usprawnienie instytucji. To ich w ogóle nie interesuje, bo trudno to odnieść do własnego życia i doświadczenia. Każdy młody człowiek na Zachodzie zna osobiście choćby jednego homoseksualistę, a niewielu wypełniło deklarację podatkową. Dyskutować o orientacji seksualnej jest też łatwiej, nie wymaga to bowiem żadnej wiedzy, ekspertyzy. I pozwala na wyrażenie osobistych upodobań, przekonań, gustów i preferencji. Na wyrażenie ego. Z podatkami jest już gorzej. Gra władzy, polityczna rywalizacja także ich nie pociągają. Wręcz przeciwnie, są tym znudzeni, wywołuje to ich obrzydzenie.

Do tego dochodzi element globalizacji. Młodzi mają świadomość coraz mniejszej siły sprawczej polityki na poziomie narodowym. Z drugiej strony, nie głosują także w wyborach europejskich. To pewien paradoks. Dlaczego tak jest?

To rzeczywiście jest spory paradoks, bo dzisiejsi młodzi są o wiele bardziej euroentuzjastyczni niż starsze generacje. Ale nie postrzegają Europy jako przestrzeni politycznej, w ramach której mogą być aktywnymi obywatelami. Z jednej strony więc są bardzo sceptyczni i nieufni wobec polityki na poziomie narodowym, można by więc myśleć, że będą preferowali politykę lokalną bądź politykę ponadnarodową, europejską. Ale tak nie jest. Pozostają przywiązani do polityki narodowej, do politycznego establishmentu, do którego nie mają żadnego zaufania. Wiedzą bowiem, że to tam, czy im się to podoba, czy nie, zapadają decyzje.

Globalizacja ma więc na tyle wpływ na młodych, że uwidacznia im kontekst, czyli ramy, w których toczy się dzisiejsza polityka, a są to ramy globalne. Jednocześnie wiedzą, że ramy te wypełniają narodowe interesy. Europarlamentarzyści realizują politykę państw, które ich wysłały albo wręcz zesłały do Brukseli i młodzi o tym wiedzą, stąd ogromny brak zainteresowania wyborami europejskimi.

To wszystko brzmi dość ponuro. Czy jest jakieś światełko nadziei na horyzoncie? Jak zainteresować młodych polityką? Tą klasyczną, instytucjonalną?

Wydaje mi się, że nie jest aż tak źle. Młodzi próbują inaczej ułożyć swoje zaangażowanie polityczne, wciąż chodzą głosować, choć mniej, czyli łączą demokrację przedstawicielską z innymi sposobami udziału w polityce. Niekonwencjonalnymi i bardziej bezpośrednimi, czyli manifestacjami na ulicach, akcjami w internecie. Młode generacje mają dziś do dyspozycji większą ilość środków politycznego wyrazu i z nich korzystają. Partie polityczne będą musiały się do tego dostosować, bo inaczej stracą młodych. Bo to jest trend, który się raczej utrzyma. Świat młodych jest w internecie, tam się organizują, przygotowują akcje polityczne, debatują, komentują. Polityka powinna za nimi podążyć, bo powrót do przeszłości jest na tym etapie niemożliwy. Indywidualizacja polityki się dokonała. Jest wyrazem ogólnej indywidualizacji życia społecznego i walka z tym faktem jest jak walka Don Kichota z wiatrakami.

Nowa Konfederacja
INTERNETOWY MIESIĘCZNIK IDEI, NR 5 (59)/2015, 6 MAJA–2 CZERWCA, CENA: 0 ZŁ
Francuska socjolog, badacz w Krajowym Centrum Badań Naukowych (CNRS) – francuskim odpowiedniku Polskiej Akademii Nauk, członek redakcji Revue Française de Sociologie, autorka licznych książek o międzypokoleniowych różnicach i podobieństwach politycznych, m.in. „Mieć 20 lat w polityce (Avoir 20 ans en politique, 2010 r.) oraz „Absencjoniści, pierwsza partia europejska (Lesabstentionnistes: le premier partieuropéen, 2005 r.).

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz