Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Globalna rewolucja podatkowa nadchodzi. Polska na niej zyska

OECD przy poparciu 130 krajów proponuje wdrożenie rozwiązań mających na celu wyeliminowanie licznych patologii fiskalnych. Nawet najbardziej ortodoksyjni liberałowie uznają dzisiaj zasadność normalizacji systemu podatkowego w skali globalnej
Za sprawą inicjatywy OECD 1 lipca 2021 roku w sprawie globalnego opodatkowania zapisze się w historii światowej gospodarki czerwoną czcionką. Oto OECD przy bezprecedensowym poparciu 130 krajów, reprezentujących 90 proc. globalnego PKB proponuje wdrożenie od 2023 roku rozwiązań mających na celu wyeliminowanie takich patologii fiskalnych jak raje podatkowe czy unikanie opodatkowania, wobec którego stosuje się legalizującą retorykę i nazywa „optymalizacją podatkową”. Ta wielka reforma światowej dystrybucji dochodów podatkowych ma obejmować dwa filary. Przełamanie imposybilizmu Pierwszy dotyczy konieczności uiszczania podatków w krajach, w których wielkie korporacje prowadzą swoje działania operacyjne, w tym sprzedaż. Rozwiązanie to zapobiegnie transferom zysków do krajów macierzystych tych korporacji. Trudniej więc będzie stosować tzw. ceny transferowe między firmą matką a oddziałami lokalnymi. A stawka jest wielka –...

Kup prenumeratę i czytaj NK!

Już od 1 zł/mc

Zaloguj się lub załóż konto
Zajmie Ci to tylko kilka sekund
Przejdź do prenumerat

lub

Kup pojedynczy dostęp do wybranego artykułu
za jedynie 9,90 zł

ekonomista, wykładowca akademicki i trener kadr menedżerskich; profesor i rektor Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu. Jest autorem ponad 230 publikacji naukowych, głównie z zakresu ekonomii, badań koniunkturalnych, zarzadzania w kryzysie i zarządzania strategicznego. Od lat prowadzi szeroką działalność propagatorską i publicystyczną

Komentarze

2 odpowiedzi na “Globalna rewolucja podatkowa nadchodzi. Polska na niej zyska”

  1. torero pisze:

    tl;dr – na opracowanych regulacjach zyskają Niemcy, Francja i Wielka Brytania, stracą najmniejsze kraje [Beneluks, Malta, Irlandia]. Czyli “Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma”.

    Istotę podejścia Autorki streszcza – zapewne niechcący – ostatnie zdanie. “Jest się czym dzielić!” I to myślenie, że bogaci będą liczyli straty… Otóż bogaci nie będą liczyć strat, tylko owe “straty” przerzucą na nas. A wykładowcy akademiccy z poważnymi minami za parę lat przeprowadzać będą skomplikowane analizy ekonomiczne, chcąc wyjaśnić zdumiewający i całkiem nieoczekiwany wzrost cen dóbr i usług cyfrowych.

  2. m_kurjata pisze:

    O tezie artykułu zaraz, ale najpierw krótka uwaga o osobliwej argumentacji. Autorka przywołuje “bystrego noblistę” i “gwiazdę ekonomii”, ale chętnie dowiedziałbym się, którzy to najbardziej ortodoksyjni liberałowie popierają walkę z “podatkowym dumpingiem”. Argument, że nawet oni popierają jest podobny do zaczęcia dyskusji od mówienia, że wyłącznie marginalni wariaci mogliby się nie zgodzić z moją opinią. Ale jeśli rzekomo nie ma głosów sprzeciwu to kogo ma do czegokolwiek przekonać ten artykuł?

    Globalne ujednolicenie czegokolwiek opiera się zawsze na przekonaniu, że może kiedyś ludziom zdarzało się mylić, ale teraz już nie, dzisiaj doszliśmy do optymalnych rozwiązań i należy je wszystkim narzucić, bo po co mają inni korzystać z nieoptymalnych? Ujednolicenie prowadzi do tego, że kraje nie mogą ze sobą konkurować systemami podatkowymi ani wprowadzać w nich zmian bez przekonania do tego stu innych krajów. Jednak wypróbowywanie różnych rozwiązań, bo może przy tym znajdzie się jakieś lepsze niż dotychczas stosowane nie jest kryterium, które uznaje autorka. Jej kryterium jest inne, opisane świetnie na końcu – bogaci mają dużo, byłoby się czym podzielić i trzeba tylko dopilnować, żeby nie mieli gdzie uciec.

    Autorka pisze, ile to “kraje” tracą na niechętnych do dzielenia się bogatych. Ale to nie kraje tracą tylko państwowe budżety. Kraj to przede wszystkim ludzie. Za każdym razem, gdy kupuję np. krzesło na Amazonie od chciwego Bezosa, płacę za to dużo mniej, niż gdybym kupił to w małym sklepie. Dzięki temu zostaje mi jeszcze trochę pieniędzy do wydania u szewca pod domem. Na skalę kraju przyczynia się to do gigantycznych oszczędności i zwiększenia produktywności, bo za te same pieniądze udało się wyprodukować krzesło i sandały. Ale to są rzeczy, których nie widać na pierwszy rzut oka. Ekonomiści zazwyczaj są z siebie zadowoleni, gdy zakończą swoją analizę na bezpośrednich, najbardziej widocznych aspektach.

    Mam pytanie – czy 50 groszy, które zarobił na tym krześle Bezos to są jego pieniądze, czy trochę jego a trochę nie jego? Moim zdaniem jednak jego, a retoryka o “ukrywaniu”, czy “wyprowadzaniu” pieniędzy to propagandowe mydlenie oczu, z którego nic nie zostaje, gdy przestaje się używać naładowanych emocjonalnie określeń.

    Swoją drogą, mając własną walutę mamy o jeden problem mniej – poza Polską nie da się za te 50 groszy niczego kupić. Tych pieniędzy nie da się na stałe wyprowadzić. Ale może i to jest problem, który należałoby ujednolicić?

    Mam kilka propozycji tematów następnych artykułów – walka z dumpingiem prawnym (nieuczciwe konkurowanie ze sobą państw prostszymi przepisami) albo np. z dumpingiem poziomu życia, którym jedne państwa nieuczciwie wysysają innym obywateli, niczym Luksemburg dochody z handlu. Mam nadzieję, że przywódcy państw OECD niedługo zabiorą się i za te patologie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz