Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

„Fit for 55” w obecnym kształcie może wywołać sprzeciw wobec polityk klimatycznych

Argument, że inni nic nie robią w sprawie walki ze zmianami klimatycznymi, jest zwyczajnie nieprawdą

Dlaczego globalne ocieplenie to według części prawicy lewackie wymysły? Mówimy przecież o teorii naukowej, nie o pomysłach polityków?

Jeśli mówimy o kwestionowaniu globalnego ocieplenia przez środowiska prawicowe, to odpowiedź jest różna w zależności od danej formacji. Generalnie na Zachodzie kwestia ta kształtowała się pod wpływem argumentów amerykańskich prawicowców, konserwatystów, republikanów, którzy mieli poważne związki z biznesem wysokoemisyjnym. Starali się więc bronić swoich partnerów biznesowych, tworząc narrację uderzającą w walkę z globalnym ociepleniem. Wysyłane przez nich komunikaty były proste – globalne ocieplenie to spisek komunistów, którzy chcą nam zabrać wolność. Takie chwytliwe, pobudzające emocje hasło wystarczyło. Warto zauważyć, że przeważająca część argumentów przeciwko ochronie klimatu wypływa wprost z prawicowego imaginarium, które zakłada, że wszelkie ograniczenia, dopłaty, podatki to coś złego. Prawica na bogatej północy jest pod tym względem dość podobna, te argumenty sprawdzają się wszędzie.

Argument, że globalne ocieplenie to lewackie wymysły sprawdza się również dzięki temu, że to właśnie lewica wiedzie prym w kwestiach ochrony klimatu. To lewica zauważyła problem i włączyła go do swojej agendy. To lewica proponuje swoje rozwiązania, sygnalizuje konieczność pewnych działań. Zbiera teraz owoce tego, że była bardziej wrażliwa na to, co naukowcy sygnalizowali już lata temu.

Skutki globalnego ocieplenia będą coraz bardziej widoczne z roku na rok – i jeśli nie pojawi się jakaś prawicowa zielona agenda, to lewica będzie powoli spychać prawicę do politycznego skansenu. A w końcu – na śmietnik historii, jako formację, która nie była dostatecznie dojrzała i przewidująca, żeby móc sprostać temu kolosalnemu wyzwaniu

Nieco inaczej wygląda to z polskiej perspektywy. Dla polskiego prawicowca ochrona klimatu to coś, co weszło do Polski w roku 1989 jako część pakietu poglądów, które napłynęły z Zachodu. Nad Wisłą ruchy proekologiczne nie powstały w naturalny sposób, tak jak na Zachodzie w latach 60. (kiedy to zachodziły istotne zmiany polityczne i obyczajowe) i 70. (ze względu na kryzys naftowy i jego skutki). Właśnie te wydarzenia stworzyły dobre warunki do wytworzenia świadomości środowiskowej, świadomości konieczności transformacji energetycznej, odejścia od paliw kopalnych. Wtedy skupiano się jeszcze bardziej na kwestiach związanych z bezpieczeństwem energetycznym niż z klimatem, natomiast potem to naturalnie ewoluowało w tę stronę. W Polsce i innych krajach bloku wschodniego nie było takich wydarzeń, nie było więc warunków do powstania nowoczesnej myśli środowiskowej. Dlatego kwestie te pojawiły się dopiero po transformacji ustrojowej, w pakiecie z kontrowersyjnymi dla prawicy tematami takimi jak model rodziny, seksualność, role społeczne. Polski prawicowiec traktuje to wszystko jako nierozerwalny zestaw, monolit, z którego nie można importować części rozwiązań, ponieważ nie są rdzennie prawicowe. Prawica uważa, że jest to twór lewicy, wiec trzeba go w całości odrzucić. Dobrym przykładem może być wypowiedź Witolda Waszczykowskiego: „Poprzedni rząd realizował tam (w mediach) określony lewicowy program. Tak jakby świat według marksistowskiego wzorca musiał automatycznie rozwijać się tylko w jednym kierunku – nowej mieszaniny kultur i ras, świata złożonego z rowerzystów i wegetarian, którzy używają wyłącznie odnawialnych źródeł energii i walczą ze wszelkimi przejawami religii. To ma niewiele wspólnego z tradycyjnymi polskimi wartościami”. To piękny przykład głęboko zakorzenionego na prawicy myślenia o archetypie lewicy. Te wszystkie kwestie zlewają się w jedno i tworzą obraz ultralewaka. Takie myślenie niestety przynosi wiele szkód samej prawicy, ale też dyskusji o ochronie klimatu.

Może wiec wcale nie potrzebujemy zielonej prawicy? Niech lewica wprowadzi swoje postulaty klimatyczne, ważne, że cel zostanie osiągnięty.

Ogólnie można powiedzieć, że po co nam jakiekolwiek spory polityczne w kwestii ratowania klimatu. To właściwie powinno być poza konfliktem, ponieważ nie jest to kwestia polityki, ideologii, a proces fizyczny, zachodzący w atmosferze ziemi polegający na wzroście średniej globalnej temperatury i jego następstwa w postaci m. in. zwiększonej częstotliwości gwałtownych zjawisk pogodowych oraz wielu zagrożeń dla gospodarek państw i regionów. Jest to naukowo udowodniony fakt i powinniśmy do niego podejść nie w sposób polityczny, a naukowy, znaleźć jak najszybsze metody na zwalczenie tego kryzysu.

Natomiast nie żyjemy w utopii, jesteśmy tylko ludźmi. Dlatego też nie unikniemy tego sporu. Co do zasady mamy w nim dwie strony – prawicę i lewicę, które kłócą się ze sobą tak czy siak. Dobrze byłoby energię tego sporu skierować na rozwiązanie problemu klimatu. Przekonanie, że ochrona klimatu jest lewacka jest niezwykle niebezpieczne, ponieważ wyłącza prawicę z dyskusji. Jednocześnie lewica też ma sporo za uszami i nie wszystkie jej pomysły są dobre. Czasami do głosu dochodzi lewicowy radykalizm i dobrze byłoby, gdyby prawica zaproponowała swoje rozwiązania, korzystne i dla gospodarki, i dla społeczeństwa, i dla klimatu. Jednak żeby wyodrębnić te lewicowe postulaty, które są szkodliwe, żeby odsiać ziarno od plew, potrzebne jest sito merytorycznej krytyki. W innych przypadkach trzeba kooperować i nie traktować tych propozycji jako zagrożenia czy konkurencji, tylko wypracować pewien konsensus. Jest tu miejsce na prawicową agendę. Szereg pomysłów, które oryginalnie wyszły od prawicowców, teraz jest przez nich uważany za lewicowy – na przykład system handlu emisjami, który jest koncepcją z czasów prezydentury Ronalda Reagana i został stworzony przez ludzi z jego administracji, znanej z ultraliberalnego podejścia do gospodarki. Teraz to rozwiązanie uważane jest za jakiś nowy wymiar komunizmu czy europejskiego socjalizmu.

Wśród polskich polityków jeszcze niedawno dominowało przekonanie, że globalne ocieplenie to swego rodzaju moda, która potrwa chwilę, a potem zostanie zastąpiona przez kolejną

Jeśli chodzi o rolę prawicy, to chciałbym, żeby została partnerem dla lewicy w dyskusji o klimacie, partnerem, który będzie recenzował jej pomysły i proponował własne. Jest to też szansa dla prawicy na wzmocnienie swojej pozycji politycznej przez włączenie walki o klimat do swojego światopoglądu. Ogromną głupotą prawej strony byłoby oddanie jej walkowerem bez próby promocji własnej agendy. Teraz to lewica narzuca kształt dyskusji na ten temat i swoje rozwiązania, dzięki czemu zyskuje coraz większe poparcie i zaufanie. Skutki globalnego ocieplenia będą coraz bardziej widoczne z roku na rok i jeśli nie pojawi się jakaś prawicowa zielona agenda, to lewica będzie powoli spychać prawicę do politycznego skansenu, a w końcu na śmietnik historii, jako formację, która nie była dostatecznie dojrzała i przewidująca, żeby móc sprostać temu kolosalnemu wyzwaniu.

Skąd pewność, że kwestie klimatyczne będą ważne dla wyborców? Choć skutki tego procesu są już widoczne, to dla wielu osób to wciąż „kłamstwo klimatyczne”. Obecnie zmagamy się z innym bezpośrednim zagrożeniem, jakim jest COVID, i tu też mamy do czynienia z wieloma osobami, które uważają pandemię za spisek.

Zawsze znajdzie się jakiś odsetek społeczeństwa, niewielki, ale widoczny, który będzie kwestionować takie zjawiska jak globalne ocieplenie, bezpieczeństwo 5G, szczepienia. Nie lubię stygmatyzować tych osób jakimiś negatywnymi określeniami, niestety wynika to głównie z braku wiedzy i z ufania autorytetom, które nawet nie są w stanie uzasadnić merytorycznie swoich twierdzeń. Naszą rolą, rolą dziennikarzy, jest ograniczenie tego odsetka do minimum. Musi się to rozegrać na płaszczyźnie demokratycznej dyskusji, ponieważ w liberalnej demokracji nie mamy innych mechanizmów do rozwiązywania takich problemów. Obrażając tych ludzi, nie rozmawiając z nimi, tylko pogarszamy sytuację, ponieważ będą się coraz bardziej zamykać w swoich bańkach i będzie coraz więcej ekstremalnych przypadków. Pandemia koronawirusa uwidoczniła, jak wiele osób w Polsce nie ufa szczepionkom, ale też nie ma zaufania do tego, co mówią naukowcy. W dużej mierze to wina rządu, ponieważ komunikacyjnie nie zostało to dobrze rozegrane, często można było mieć poczucie, że decyzje podejmowane są na ślepo, bez żadnego planu i logiki.

Wracając do kwestii klimatycznych, to warto zauważyć, że sytuacja gwałtownie się zmienia. Skłaniam się ku twierdzeniu, że większość społeczeństwa jest już przekonana, że globalne ocieplenie jest problemem, i to takim, który trzeba pilnie rozwiązać. Spójrzmy na to, jakie tematy były istotne podczas wyborów prezydenckich, parlamentarnych, europarlamentarnych i samorządowych – ochrona środowiska, jakość powietrza, ochrona klimatu, przygotowanie kraju na zjawiska takie jak susza, współpraca na polu polityk klimatycznych tworzonych przez Unię Europejską, transformacja energetyczna – wszystkie te tematy po raz pierwszy pojawiły się w takiej skali i z takim wydźwiękiem, że w zasadzie każdy kandydat i każda partia musiała mieć jakiś program energetyczny czy klimatyczny. Po kampaniach wyborczych temat nie zniknął, wciąż pojawia się w debatach, wystąpieniach, jest pewną osią sporu politycznego. To będzie narastać wraz z narastaniem problemu, o którym mówimy. Globalne ocieplenie nie cofnie się wobec oskarżeń o lewactwo, wręcz przeciwnie – będzie ono nabierać tempa, ponieważ na razie polityki zmierzające do jego wyhamowania są nieskuteczne. Nacisk Unii Europejskiej na realizację polityki klimatycznej też będzie coraz większy. W Polsce dodatkowo narastał będzie problem transformacji energetycznej, nie tylko przez kwestie klimatyczne, ale także techniczne. Te wszystkie czynniki powodują, że politycy nie mogą uciekać od tego tematu.

Zapomina się, że to właśnie kapitalizm jest systemem gospodarczym, który wyciągnął z biedy ogromne rzesze ludzi w niezwykle krótkim czasie

Warto zauważyć, że nawet takie ugrupowania jak Konfederacja, czy wchodzący w jej skład Ruch Narodowy, zaczynają mówić o wspomnianych kwestiach. Jest to istotny zwrot. Politycy tacy jak Sławomir Mentzen, Dobromir Sośnierz, Robert Winnicki mówią rzeczy, których jeszcze 10 lat temu by nie powiedzieli – tj. że globalne ocieplenie to fakt, że jest to wina człowieka, że nie jest to żaden przekręt, a udokumentowany proces, który zachodzi w atmosferze. Wzmianki te wciąż są dość subtelne, ale jest to już pewien postęp. Przypominam, że jeszcze w 2009 roku w „Newsweeku” można było przeczytać artykuł, który próbował dowodzić, że globalne ocieplenie to spisek naukowców. Nie wyobrażam sobie, żeby teraz taki artykuł mógł się pojawić w mainstreamowych mediach. Przekaz taki pojawia się czasem w wydawnictwach typu „Do Rzeczy” czy „Gazeta Polska” – skierowany jest do bardzo konkretnej grupy na prawicy, która też coraz bardziej się zawęża. Za kolejnych 10 lat ludzi, którzy zaprzeczają istnieniu antropogenicznego globalnego ocieplenia będzie już bardzo niewielu. W większości będą to ci, którzy zabrnęli już tak daleko, że nie mogą się już wycofać. Istnieje jednak ryzyko, że media i politycy na prawicy pójdą w stronę innego denializm, twierdząc, że globalne ocieplenie istnieje, ale nie stać nas na to, żeby cokolwiek z tym zrobić, że nie wiemy, w jakim stopniu jest to wina człowieka, że nie wiemy, w jakim stopniu będzie to na nas negatywnie oddziaływać, że zamiast przeciwdziałać należy się dostosować.

Wśród polskich polityków jeszcze niedawno dominowało przekonanie, że globalne ocieplenie to swego rodzaju moda, która potrwa chwilę, a potem zostanie zastąpiona przez kolejna modę. Niestety obecnie wszyscy cierpimy przez takie myślenie, ponieważ nie została przeprowadzona transformacja energetyczna, jeszcze do niedawna w Polsce inwestowano w nowe bloki węglowe, co doprowadziło nas do miejsca, w którym jesteśmy obecnie.

Przyznam szczerze, że czasem rozumiem pewien sceptycyzm – np. po przeczytaniu artykułu Jasia Kapeli, który przekonywał, że musimy mieszkać w mikromieszkaniach, brać prysznic raz w tygodniu i ogólnie prowadzić dość ascetyczny tryb życia. Natomiast realnym problemem może być złość ludzi, których nie będzie stać na ogrzewanie mieszkania w skutek wprowadzania coraz bardziej rygorystycznej i droższej polityki klimatycznej. Walka z globalnym ociepleniem dla wielu może być bardzo bolesna, co będzie wywoływać uzasadniony sprzeciw.

Oddzielmy dwie rzeczy tj. sceptycyzm wobec istnienia globalnego ocieplenia oraz sceptycyzm wobec polityki klimatycznej. Globalne ocieplenie jako zjawisko fizyczne zostało odpowiednio zbadane i udokumentowane, więc żeby podważyć fakt jego występowania, należy mieć dowody naukowe, których do tej pory nikt nie przedstawił. Widać to bardzo dobrze w najnowszej publikacji IPCC. Natomiast sceptycyzm wobec polityki klimatycznej jest jak najbardziej zdrowy, ponieważ może istnieć wiele rozwiązań, narzędzi i należy dyskutować o tym, których z nich trzeba użyć. Polityka klimatyczna dopiero się kształtuje, jak nieobrobiona glina, która dopiero wkrótce zostanie wypalona w konkretnym kształcie, mającym nas doprowadzić do neutralności klimatycznej w 2050 roku. Istnieje tu olbrzymie pole do krytyki i przedstawiania różnych argumentów. Trzeba jedynie pamiętać, że ta krytyka powinna opierać się na merytorycznych podstawach. Przez to, że prawica wybrała drogę prostej negacji i odrzucenia wszystkich polityk tylko dlatego, że są „lewackie”, do głosu dochodzą takie osoby, jak pan Kapela, który przedstawia rozwiązania zakorzenione w radykalizmie, a nie w realnych możliwościach przeciwdziałania zmianom klimatycznym. Prawica nie przedstawia przeciwko temu argumentów merytorycznych, nie kontruje, nie przedstawia swojej agendy, a tego właśnie teraz potrzebujemy.

W ramach Unii Europejskiej został przedstawiony program „Fit for 55”, który jest bardzo kontrowersyjny, ponieważ uderza w wiele grup społecznych. Mówimy tu o uderzeniu ekonomicznym, o odebraniu pewnych przywilejów czy możliwości wielu grupom społecznym. To zrodzi opór. Uważam, że Unia Europejska w osobie Fransa Timmermansa czy też Komisja Europejska nie zdają sobie sprawy, że może tu zadziałać bardzo prosty mechanizm psychologiczny, polegający na tym, że ludzie są dużo bardziej zdeterminowani do walki o to, co już mają i do obrony tego, niż do zmagań o jakąś bardziej abstrakcyjną rzecz, której nigdy nie mieli. Typowy Kowalski będzie dużo bardziej zdeterminowany do obrony taniego latania po Europie czy jazdy swoim samochodem, niż do walki o wolność od globalnego ocieplenia. Uważam, że pakiet „Fit for 55” w obecnym kształcie może być katalizatorem oporu wobec polityk klimatycznych. Może to doprowadzić do powstania swego rodzaju denializmu 2.0, opartego już nie na kwestionowaniu samego zjawiska globalnego ocieplenia i jego przyczyn, a na podważaniu konkretnych narzędzi walki z tym zjawiskiem. Pojawiają się głosy, że nie stać nas na tę walkę, że zniszczymy swoje gospodarki. Jednocześnie oczywiście trudno jest znaleźć rozwiązania, które będą tylko w minimalnym stopniu obciążające.

Nasza transformacja, która ma doprowadzić do wyhamowania globalnego ocieplenia, musi być sprawiedliwa, ponieważ w innym przypadku zostanie ona prędzej czy później zatrzymana lub spowolniona

To kolejny powód, dla którego potrzebujemy prawicy podczas rozmów o globalnym ociepleniu. Bardzo często słychać krytykę kapitalizmu i jego negatywnego wpływu na środowisko, który związany jest z tym, że podmioty rynkowe działające w gospodarce kapitalistycznej nie uwzględniają kosztów składowania odpadów i ich spalania w atmosferze. Jednocześnie zapomina się, że to właśnie kapitalizm jest systemem gospodarczym, który wyciągnął z biedy ogromne rzesze ludzi w niezwykle krótkim czasie. Niewątpliwie potrzebne jest zwiększenie efektywności w zarządzaniu zasobami. Warto jednak zwrócić uwagę, na to o czym pisał Rob Sek-Wisniewski, jeden z publicystów zajmujących się transformacją energetyczną – nie ma takiego prawa fizycznego, które mówiłoby, że konsumpcja musi wiązać się z istotnymi emisjami gazów cieplarnianych. To jest punkt, z którego prawica powinna wyjść, projektując własne polityki klimatyczne, i powinna zmierzać do tego, żeby wdrożyć rozwiązania, które pozwolą w maksymalnym stopniu utrzymać obecny kształt życia ekonomicznego, jednocześnie maksymalnie redukując negatywny wpływ na środowisko. Jeśli spojrzymy na Zachód, na kraje takie jak Wielka Brytania, Niemcy (przy całej mojej palecie zarzutów do Energiewende), czy nawet Stany Zjednoczone – to zobaczymy, że da się ciąć emisję, nie niszcząc przy tym gospodarki i nie redukując poziomu konsumpcji. Przy czym oczywiście trzeba to posunąć znacznie dalej i mocniej. Jest jeszcze dużo do zrobienia. Trzeba wykształcić mechanizmy, które na to pozwolą. Tutaj widzę ogromną rolę i odpowiedzialność prawicy.

Mówimy o dość bogatych krajach, natomiast na świecie wciąż jest wiele obszarów, gdzie ludzie żyją w nędzy. Istnieje duże ryzyko, że walka z globalnym ociepleniem w proponowanym obecnie kształcie będzie oznaczać, że obszary te nie będą się rozwijać tak dynamicznie jak mogłyby w warunkach, w których rozwijały się kraje wspomniane wcześniej. Innymi słowy – skazujemy tych ludzi na to, by byli nadal biedni, lub zamiast wyjść z biedy za 5 lat, wyszli z niej za lat 50.

Moim zdaniem mamy do czynienia z wielką hipokryzją po stronie wielu podmiotów, które obecnie postulują walkę z globalnym ociepleniem i projektują różne scenariusze, ponieważ nie uwzględniają zmian w świecie rozwijającym się. Widziałem wiele scenariuszy, które, jeśli chodzi o zmianę globalnych emisji, zakładają, że państwa w Afryce czy Ameryce Południowej będą tkwiły na tym samym poziomie konsumpcji energii, na tym samym poziomie emisyjności, jaki mają teraz. Zmiany mają dotyczyć przede wszystkim rozwiniętej, bogatej Północy. Tak to nie zadziała. Naszym moralnym obowiązkiem jest wyjście z pomocą dla biednego Południa, w taki sposób, żeby państwa tam położone mogły przeskoczyć etap rozwoju, który jest najbardziej obciążający dla środowiska.

Nie mamy moralnego prawa zabronić komuś pójścia tą samą drogą, którą my poszliśmy, ponieważ my korzystaliśmy z dobrodziejstw spalania paliw kopalnych bardzo długo, od początku rewolucji przemysłowej aż do teraz, i cały czas używamy ich w ogromnych ilościach. Północ zdobyła majątek dzięki paliwom kopalnym, dokonała niesamowitego skoku w poziomie życia i teraz biedniejsze państwa również chcą pójść tym samym śladem, też chcą być bogate, też chcą zapewnić swoim obywatelom życie na dobrym, wysokim poziomie. Bez naszej pomocy one pójdą tą samą drogą i powtórzą nasze błędy w kwestii klimatu, będą opierać się na węglu i ropie. Musimy wyjść im naprzeciw, ponieważ myśmy zaciągnęli ten kredyt również w ich imieniu, i teraz oczekujemy, że to oni w większości go spłacą. To byłoby niemoralne i niesprawiedliwe.

Węgiel to paliwo schyłkowe, przegrywa z innymi nośnikami energii, technologiami wytwórczymi

Nasza transformacja, która ma doprowadzić do wyhamowania globalnego ocieplenia, musi być sprawiedliwa, ponieważ w innym przypadku zostanie ona prędzej czy później zatrzymana lub spowolniona. Będzie rodziła coraz większy opór. Musimy wszyscy stanąć na wysokości zadania jako cała ludzkość. Zamykanie się w swoich wygodnych, zasobnych krajach i ignorowanie tego, co dzieje się w biedniejszych nie jest drogą do rozwiązania problemu. Może jedynie poprawić nasze samopoczucie, ale nie doprowadzi do niczego konstruktywnego.

Chiny się nie zamknęły, inwestują coraz więcej chociażby w Afryce.

Chiny inwestują w Afryce w infrastrukturę drogową czy energetyczną, przy czym jest ona w dużej mierze oparta na węglu i innych surowcach emisyjnych. Moim zdaniem to jest wstęp do zrobienia przez Chiny z Afryki tego, co my zrobiliśmy jakiś czas temu z Chinami. Chińczycy chcą tam przerzucić swoją emisyjną produkcję. Stopień ich zaangażowania w krajach afrykańskich jasno wskazuje, że chcą zbudować tam swoje wpływy, chcą mieć tam swoje przyczółki, co moim zdaniem ma znaczenie nie tylko geopolityczne, ale też klimatyczne. To trochę jak przerzucanie gorącego ziemniaka – Zachód przerzucił swoje emisje do Chin, które teraz przerzucają go do Afryki, dzięki czemu nikt nie będzie się ich już czepiał. Obecnie to Chiny są największym emitentem gazów cieplarnianych na świecie (prawie 1/3 produkcji), jednocześnie są krajem, który już zadeklarował dojście do neutralności klimatycznej do 2060 roku, który wydaje na transformację energetyczną więcej w ciągu ostatnich lat niż Unia Europejska i Stany Zjednoczone razem wzięte. Przerzucenie emisji do Afryki niewątpliwie będzie krokiem, który pomoże Chinom w zazielenieniu kraju, będzie dobrym krokiem PR-owym. Natomiast z punktu widzenia globalnego ocieplenia nie poprawi sytuacji.

Tylko czy mamy jakieś możliwości, żeby temu przeciwdziałać?

Na stole jest kilka możliwości. Możemy wyjść z programem inwestycji w zeroemisyjne źródła energii w Afryce, możemy wyjść z programami niskoemisyjnej produkcji w Afryce. Skupiam się na tym kontynencie, ponieważ jest nam geograficznie bliski i może być powodem wielu problemów, jeśli chodzi o potencjalne następstwa zmian klimatu np. migracje klimatyczne. Nie powinniśmy czekać z założonymi rękami na to, co zrobią tam Chińczycy, możemy zrobić to samo, tylko w przyjaznym dla klimatu wydaniu. Moim zdaniem powinniśmy koncentrować się na energetyce, inwestować tam w moce wytwórcze, przede wszystkim energetykę jądrową. Dzięki temu możemy dać Afrykańczykom tani i czysty prąd. Bez prądu nie ma rozwoju gospodarczego. Bez nas będą wytwarzać go z innych źródeł, chcąc budować swoja gospodarkę, i w ten sposób będą przyczyniać się do globalnego ocieplenia. Jeśli nie stworzymy odpowiedniego programu dla tych państw, pozwalającego im na rozwój, to nasze wysiłki na polu redukcji emisji i walki z globalnym ociepleniem będą konsumowane przez nadwyżki emisyjne właśnie w tych krajach.

To jeden z naczelnych argumentów przeciwników walki z globalnym ociepleniem: nie musimy nic robić, bo inni też nic nie robią. Z drugiej strony to wsparcie dla Afryki dla niektórych prawicowców może brzmieć prawie jak komunizm.

Jeśli chodzi o wsparcie dla Afryki, to myślę, że można to zrobić na zasadach przynajmniej quasi-rynkowych. Mogą to być po prostu inwestycje, a nie dawanie czegoś za darmo. Mogą być one oparte na mechanizmach kredytowych czy pewnego rodzaju formach wsparcia finansowego, ale to dalej będą inwestycje.

Natomiast argument, że nikt inny nic nie robi, nie występuje już raczej poza Polską, ponieważ zwyczajnie nie jest to prawdą. Jeśli spojrzymy na nasz kawałek Europy, to duża część krajów Unii Europejskiej zadeklarowała już własne cele w zakresie neutralności klimatycznej, znane są już daty wygaszania kopalni węgla i elektrowni węglowych. W Niemczech nie działa już żadna kopalnia węgla kamiennego i mają plan wygaszania elektrowni węglowych (co jednak może być trudne z uwagi na jednoczesne wygaszanie elektrowni jądrowych). Wielka Brytania potrafiła w ciągu zaledwie kilkunastu lat praktycznie wyciąć węgiel ze swojego miksu energetycznego i zastąpić go innymi źródłami. Europa jest liderem, jeśli chodzi o politykę klimatyczną i zamierza dojść do neutralności już w 2050 roku. To samo zadeklarowały Stany Zjednoczone, gdzie jeszcze 15 lat temu węgiel był głównym źródłem energii, a teraz jest już na czwartym miejscu i to pomimo prezydentury Donalda Trumpa, którego jednym z głównych haseł był powrót do wydobycia węgla, ukierunkowane na stany takie jak Wyoming, gdzie duża część gospodarki opiera się na tym. Mimo wszystko węgla nie udało się mu uratować.

W Polsce często wykorzystuje się argument „nikt nic nie robi” właśnie w obronie węgla, a jednocześnie ignoruje się to, że świat idzie do przodu, i zostajemy z węglem sami. To paliwo schyłkowe – przegrywa z innymi nośnikami energii, technologiami wytwórczymi. To widać w Stanach Zjednoczonych, w Chinach. Tam ogromne pieniądze wpompowywane są w rozwój energetyki odnawialnej oraz energetyki jądrowej. Chiny pod tym względem to kraj paradoksu, bo jednocześnie jest to lider energetyki odnawialnej, jądrowej i węglowej. W najbliższych latach będzie widoczny tam istotny przyrost mocy węglowych, natomiast jeśli spojrzymy na całość miksu, to węgiel jest tam jedną z mniejszych mocy. Warto również wspomnieć, że Chińczycy mają już swój własny system handlu emisjami. Indie inwestują bardzo dużo w energetykę jądrową i prawdopodobnie niedługo również ogłoszą dojście do neutralności klimatycznej do 2050 roku. Nie można więc powiedzieć, że inni nic nie robią, ponieważ dzieje się bardzo dużo i wciąż trwają nowe inwestycje. Można jednak mieć wątpliwości, czy to doprowadzi nas do neutralności klimatycznej w 2050 roku.

Faktem jest, że zmienia się paradygmat gospodarczy. Największe gospodarki świata przestawiają się na dążenie do neutralności klimatycznej. Obciążenie emisyjne produkcji zaczyna być istotnym czynnikiem kształtującym ceny. Jeżeli polscy politycy w porę nie zorientują się, że wszystko się zmienia i świat idzie właśnie w tym kierunku, a mieli już wiele okazji, żeby się zorientować, to wiele na tym stracimy.

Sekretarz zespołu Nowej Konfederacji. Absolwentka bezpieczeństwa wewnętrznego na Uniwersytecie Warszawskim. Pracowała dla polityków i instytucji publicznych oraz organizacji pozarządowych.
prawnik, dziennikarz i publicysta, zastępca redaktora naczelnego serwisu Energetyka24. W swojej pracy zajmuje się zagadnieniami z zakresu bezpieczeństwa energetycznego i informacyjnego. Był laureatem nagrody Studencki Nobel w kategorii Dziennikarstwo i Literatura, otrzymał także nominację w konkursie MediaTory oraz nominację do nagrody Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Specjalistyczne. Stypendysta James S. Denton Transatlantic Fellowship.

Komentarze

Jedna odpowiedź do “„Fit for 55” w obecnym kształcie może wywołać sprzeciw wobec polityk klimatycznych”

  1. Ramonesca pisze:

    Pan Jakub Wiech postanowił robić karierę na obowiązującym dziś nurcie w ochronie klimatu, czyli walczymy z węglem i ropą, nie trafiają do niego żadne argumenty ponieważ uznał, że żadna prawda o klimacie już się do mediów nie przebije poza tą obowiązującą, jak można poważnie traktować emisję antropogeniczną CO2, która jest kompletnie marginalna, jeżeli nie zaczniemy walczyć z prawdziwymi przyczynami zwiększającego się w atmosferze CO2 to za kilkanaście lat ludzkość wymrze z powodu braku żywności a nie powietrza, a Pan Wiech pożałuje wyboru kierunku swojej kariery.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz