Europa pomiędzy supermocarstwami

Musimy pokazać Stanom, że traktujemy sami siebie poważnie i dlatego Ameryka musi być poważna wobec nas. To jest podstawowa przesłanka do stwierdzenia, że musimy być graczem bardziej mocarstwowym

Temat wybrany na dziś brzmi: „Europa wobec rywalizacji amerykańsko-chińskiej”. Jest to zatem pytanie o nowym światowy porządek, który kształtuje się na naszych oczach oraz o rolę, jaką możemy w nim odegrać.

Będąc największym mocarstwem politycznym i militarnym, obecnym w Europie, Stany Zjednoczone wyciszyły wszystkie inne konflikty – pomiędzy Niemcami i Francuzami, Szwedami i Austriakami i kimkolwiek, kto odgrywał znaczącą rolę w dwutysięcznej historii Europy

Cztery kluczowe kwestie

Wychodząc od tego, jak my, Europejczycy, mamy się w tym nowym świecie pomiędzy dwoma mocarstwami odnaleźć, należy sobie zadać pytanie: jakiego życia w jego ramach oczekujemy? Odpowiedzi, co do których zawsze się zgadzamy, są proste: chcemy żyć w dobrobycie, w wolności i pokoju. Natomiast w praktyce za tymi trzema filarami stoją rzeczy bardziej skomplikowane. Po pierwsze, to oznacza, że chcemy być wolni od politycznego i nuklearnego szantażu. Po drugie, chcemy decydować o tym, z kim współdzielić naszą suwerenność.

To jest szalenie istotne zagadnienie. „Suwerenność” to słowo, które zrobiło ogromną karierę w ostatnich latach. Dla wielu osób suwerenność jest najważniejszą wartością. Tak rzeczywiście jest. Natomiast prawdziwe pytanie nie sprowadza się do tego, czy możemy ją całkowicie zatrzymać – ponieważ w obecnym świecie nie możemy – ale do tego, z kim ją współdzielimy dobrowolnie. Chcemy zatem świata, w którym sami możemy decydować, z kim dzielić naszą suwerenność. Chcemy być w stanie odpowiadać na potrzeby naszych obywateli. W końcu – chcemy dobrze spać w nocy. A więc powinniśmy budować to wszystko na systemie zaufania. Nie chodzi tutaj tylko o pieniądze, ale o wiele więcej. Do tego potrzebujemy ludzi, którzy tworzą zaufanie, i w których możemy pokładać zaufanie. Zwykło się mówić podczas wielkich przemówień, że „najlepsze dni są jeszcze przed nami”. Nikt tego nie wie, ale potrzebujemy nadziei, że przyszłość będzie się rysować w dobrych kolorach. Być może nie w różowych, być może nie będzie to perspektywa o sto pięćdziesiąt procent lepsza niż to, co mamy teraz. Ale jeżeli odejdziemy od tego toru myślenia, to wówczas stoczymy się w przepaść polityki radykalizmu. Jak więc możemy osiągnąć takie życie, które właśnie zarysowałem?

W czasie zimnej wojny, Stany Zjednoczone musiały patrzeć na Europę ze względu na rywalizację z ZSRR. W kontekście rywalizacji z Chinami, Europa nie jest już USA tak potrzebna.

Wydaje mi się, że to wszystko zasadza się na czterech zagadnieniach. Oczywiście mamy multum czynników, które należałoby uwzględnić, ale chciałbym się skupić na tych czterech, które uważam za najważniejsze. Po pierwsze o tym, czy takie życie jest dla nas możliwe i wykonalne, zadecyduje odpowiedź na pytanie o to, czy Ameryka zechce pozostać w Europie, czy będzie zainteresowana utrzymaniem tutaj swojej strefy wpływów. Po drugie, pytanie, czy możemy dodać element polityki siły do działań Unii Europejskiej. Trzecie pytanie brzmi: Jak możemy pozostać gospodarczo żywotni i silni? W końcu czwarte: Czego tak właściwie Chiny od nas chcą? Te cztery pytania chciałbym tutaj podnieść.

Czy Stany Zjednoczone chcą utrzymać w Europie swoją obecność?

Nasza stabilność w Europie jest zapożyczona. Żyjemy pod amerykańskimi gwarancjami i parasolem nuklearnym USA, które pozwalają nam żyć w dotychczasowy sposób. Wielkie pytanie brzmi: czy tak może pozostać? To jest kluczowe i strategiczne pytanie. Warto sobie przypomnieć, że jeśli mówimy o pax americana, rola USA ma dwie funkcje. Po pierwsze, funkcję zewnętrzną, czyli ochronną – tą kwestią administrowało NATO, z elementem nuklearnym. Ale rola USA ma również wewnętrzne odziaływanie na Europę. Obecność amerykańska w Europie przyćmiła starą rywalizację pomiędzy państwami europejskimi. Będąc największym mocarstwem politycznym i militarnym, obecnym w Europie, Stany Zjednoczone wyciszyły wszystkie inne konflikty – pomiędzy Niemcami i Francuzami, Szwedami i Austriakami i kimkolwiek, kto odgrywał znaczącą rolę w dwutysięcznej historii Europy. Dzięki temu Europejczycy mogli w końcu zacząć sobie ufać. Często zapominamy w kontekście integracji europejskiej, że jej fundamentem był również ten dopływ zaufania, który umożliwili Amerykanie. W ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat widzimy natomiast, że następuje redukcja amerykańskiej obecności w Europie. Dość systematycznie, aż do niedawna, kiedy zobaczyliśmy reinwestycje. Przez większość tego okresu było to jednak zwijanie amerykańskiej obecności politycznej i militarnej w Europie. Europie jest również trudniej przeforsować dzisiaj swój punkt widzenia w Waszyngtonie. Nasza waluta, nasza siła przekonywania jest mniejsza. Ponowne inwestycje nie będą w stanie skompensować tego, jakie straty zostały poczynione przez ostatnie dziesięciolecia. W tym kontekście pojawia się pytanie: Jak Europa powinna na to odpowiedzieć?

Widzimy nowe inwestycje, natomiast ciągle mamy obawę dotyczącą wiarygodności, rzetelności amerykańskiego zaangażowania w Europie. Częściowo przez obecnego prezydenta USA, a częściowo przez długofalowe trendy, które wyprowadzają Stany Zjednoczone z Europy. Dwa krótkie przykłady, które ilustrują ten mechanizm. Pierwszy to traktat INF (Układ o całkowitej likwidacji pocisków rakietowych pośredniego zasięgu), który jest stopniowo wycofywany, mówiąc oględnie. To decyzja podjęta zarówno przez Rosję, jak i USA – z różnych powodów, ale jednomyślnie, ze względu na ich wspólny strach przed Chinami. Decyzja niezwiązana z Europą, co pokazuje, jak drugo- lub trzeciorzędna jest nasza wartość strategiczna w tej rywalizacji między mocarstwami. My, jako Europa, jesteśmy odbiorcą tej decyzji. Została podjęta z powodów znajdujących się na zewnątrz Europy, ale będzie na nas miała ogromny wpływ, ze względu na asymetrię interesów.

Musimy pokazać Stanom, że traktujemy sami siebie poważnie i dlatego Ameryka musi być poważna wobec nas. To jest podstawowa przesłanka do stwierdzenia, że musimy być graczem bardziej mocarstwowym

Podczas gdy Rosja i USA są równie zainteresowane Chinami, Rosja jest również istotnie zainteresowana Europą. Nie jesteśmy natomiast pewni, czy to zainteresowanie wciąż istnieje po stronie Ameryki. Rosja z całą pewnością wykorzysta tę decyzję, aby zmienić równowagę sił w Europie i to na pewno będzie dla naszego kontynentu problemem. Bardzo istotna decyzja z punktu widzenia rozkładu sił w Europie została podjęta nie ze względu na nasze działania, ale ze względu na działania kogoś spoza Europy. To bardzo znacząca, strategiczna zmiana. W czasie zimnej wojny, Stany Zjednoczone musiały patrzeć na Europę ze względu na rywalizację z ZSRR. W kontekście rywalizacji z Chinami, Europa nie jest już USA tak potrzebna.

Druga decyzja, która również stawia pod znakiem zapytania zainteresowanie USA Europą, to sposób, w jaki Stany Zjednoczone zdecydowały się wyalienować Europę w pierwszej kolejności, zanim zaczęły wojnę handlową z Chinami. Dlaczego prezydent Trump, jeśli naprawdę jest zaniepokojony Chinami jako problemem w handlu, w pierwszej kolejności wyalienował Europejczyków, którzy byli jego najlepszymi sojusznikami w bitwie przeciwko Chinom? Którzy mają w stu procentach te same obawy wobec chińskiego handlu i polityki monetarnej? Jeśli można sobie pozwolić na wyalienowanie swojego partnera, zanim przejdzie się do przeciwnika, oznacza to, że w strategicznych priorytetach z przeszłości coś musiało się zmienić. Coś, czego my, Europejczycy, powinniśmy się obawiać. Mówię to jako zagorzały zwolennik opcji transatlantyckiej, który wierzy, że Europejczycy potrzebują Ameryki i jej obecności na kontynencie, i który pracuje dla transatlantyckiej organizacji, jaką jest GMF. Istnieje powód, żeby być zaniepokojonym. Nie tylko sytuacją po naszej stronie równania, chociaż ona również przygasła. Mówię to z perspektywy kraju, który wcale nie wyrywa się do swojego wkładu w relacje transatlantyckie, ale wszystko to sprowadza się do tego, czy Ameryka będzie chciała zachować tutaj swoją obecność.

Musimy jako Europejczycy zabiegać o pozostanie Ameryki przy dotychczasowym sposobie myślenia. Aby zatrzymać ich w Europie, musimy zrobić dwie rzeczy. Po pierwsze musimy myśleć poważnie o naszym własnym bezpieczeństwie, ponieważ jeśli nie będziemy myśleć, to dlaczego miałaby to robić Ameryka? Po drugie musimy być, w taki czy inny sposób, przydatni Ameryce w tym nowym porządku.

Kluczową rzeczą jest więc, że projekcja siły UE musi pochodzić od państw członkowskich, one muszą być jej źródłem. To oznacza, że tylko pięć czy sześć spośród nich jest w stanie się z tego wywiązać, bo pozostałe państwa są za małe

Czy możemy wprowadzić element polityki siły do Unii Europejskiej?

Unia Europejska jest krytykowana, że nie ma silnie prowadzonej polityki zagranicznej. Zasadnie – bo czy Europa jest w stanie mówić jednym głosem? Czy może stać się graczem na arenie międzynarodowej w polityce zagranicznej, tak samo jak w handlu? Czy pieniądze, które Europa wydaje na świecie mogą się przełożyć na wpływy polityczne? To są uzasadnione uwagi krytyczne, ale trochę niesprawiedliwe, ponieważ kiedy Unia Europejska (EWWiS) powstawała, nie miała być graczem w polityce międzynarodowej. Nie taka była jej rola. Przede wszystkim miała służyć celom wewnętrznym w Europie, temu, by ludzie się wzbogacili, odbudowali kontynent. Miało to być także narzędzie kompromisu, które zaradzi problemom, rozwiązywanym dotąd przez Europejczyków za pomocą wojen. I rzeczywiście, świetnie działa, gdy wziąć pod uwagę ten cel u zarania. UE oskarża się o rzeczy, dla których nie powstawała, ale których teraz się od niej wymaga. Na przykład takie jak polityka zagraniczna, polityka migracyjna i azylowa, wspólna waluta, czy też Europa społeczna, socjalna. Na tym zasadza się krytyka wobec UE, chociaż Unia nie była ona tworzona w tych celach. Ale teraz musimy to zmienić, musimy zbudować coś użytecznego. Coś, co nie będzie bytem strategicznie autonomicznym wobec USA, ale musimy pokazać Stanom, że traktujemy sami siebie poważnie i dlatego Ameryka musi być poważna wobec nas. To jest podstawowa przesłanka do stwierdzenia, że musimy być graczem bardziej mocarstwowym. Ale to jest trudne.

Nie jesteśmy kontynentem zjednoczonym, ale podzielonym. Mamy wielu polityków i mały obszar. Kontynent jest wewnętrznie niestabilny – popatrzymy na historię. Dlatego trzeba cały czas inwestować w stabilność Europy. Jak to zrobić, kiedy to zaufanie generowane przez USA jest mniejsze? W mojej opinii polityka zagraniczna, która obejmuje politykę obronną, nie będzie się rozwijać w ramach dotychczasowej logiki integracyjnej UE. Ona działa lepiej na rzecz integracji gospodarczej i innych pokrewnych polityk. Kluczową rzeczą jest więc, że projekcja siły UE musi pochodzić od państw członkowskich, one muszą być jej źródłem. To oznacza, że tylko pięć czy sześć spośród nich jest w stanie się z tego wywiązać, bo pozostałe państwa są za małe, jeśli chodzi o projekcję siły, co nie znaczy, że są nieważne dla zachowania jedności Europy. Jeśli Wielka Brytania opuści UE, to mamy bardzo mały zbiór krajów, które tak naprawdę mogą coś zmienić. Ale nie mogą tego zmienić same. Trzeba tutaj znaleźć kompromis państw, tak, by UE była w stanie projektować swoją potęgę. Mówię tutaj o Niemczech, Francji, Włoszech, Hiszpanii i Polsce, oraz być może Holandii i Szwecji. Uważam, że te państwa są najważniejsze i muszą działać wspólnie, czy to w europejskiej Radzie ds. Zagranicznych (FAC), czy w innych mechanizmach, w których składzie będą. To nie będzie rodzaj polityki federalnej, ale jakieś porozumienie tych krajów, które będzie tworzyć „mięsień” UE. Jeśli to się nie stanie przez najbliższe dziesięć lat, będzie u nas „pozamiatane”. Nie będziemy w stanie dbać o nasze sąsiedztwo, nie będziemy w stanie pokazać USA, że potrafimy wziąć na siebie pewne zobowiązania, nie będziemy w stanie wykazać naszym obywatelom, że traktujemy poważnie to, co ich niepokoi.

Trzeba tutaj znaleźć kompromis państw, tak, by UE była w stanie projektować swoją potęgę. Mówię tutaj o Niemczech, Francji, Włoszech, Hiszpanii i Polsce, oraz być może Holandii i Szwecji. Uważam, że te państwa są najważniejsze i muszą działać wspólnie

Jak zachować siłę gospodarczą Europy?

Wzrost gospodarczy, innowacje i imigracja – to będą kluczowe zagadnienia. Musimy zreformować euro i moje państwo będzie tutaj w awangardzie. Polska oczywiście nie ma euro i pewnie w najbliższej przyszłości mieć nie będzie, ale ze względu na całą Unię euro trzeba zreformować. Musi powstać pewna polityczna rama wokół wspólnej waluty, w przeciwnym razie nierównowaga między głęboką integracją gospodarczą i płytką integracją polityczną będzie rozsadzała cały projekt. Trzeba będzie tutaj znaleźć kompromis, który będzie zapewne kosztowny, ale mniej niż klęska całego projektu. Berlin jeszcze sobie tego nie uświadomił, ale będzie musiał, aby euro zyskało stabilność. Musimy też stanąć na wysokości zadania rewolucji technologicznej, także tej energetycznej. IT i technologia ekologiczna będą silnie rozwijającymi się sektorami. Daleko mi do bycia ekologicznym aktywistą, ale jeśli zerkniemy na liczby i potencjał wzrostu, niewątpliwe jest, że te sektory wkrótce poszybują w górę. Musimy sobie z tego zdać sprawę.

Musimy również poradzić sobie z migracją i zmienić obecną debatę o niej. Teraz mówimy głównie o tym, jak odesłać ludzi w sposób skuteczny – to też jest część równania. Ale kluczowe jest, kogo chcemy, kogo możemy przyjąć i jak ich zintegrować, ponieważ kontynent starzeje się bardzo szybko. Mamy problem demograficzny, wiemy o tym i cały czas o tym czytamy, ale to będzie mieć i już ma olbrzymi wpływ na politykę – ryzyko przeciążenia budżetu w wydatkach socjalnych czy bezpieczeństwo – o tych konsekwencjach już się rozmawia. Musimy poradzić sobie z migracją w jakiś sposób, ale proste odrzucanie migrantów nie będzie działało. Tak, mamy element kulturowy, ale musimy mu zaradzić, bo inaczej będziemy mieli większe problemy w społeczeństwie. Tak więc mówiąc o gospodarce, trzeba powiedzieć o migracji.

Jest również to wyzwanie, które dzisiaj rozgrywa się na szczycie UE-Chiny. Będziemy obserwować starcie między UE, która jest oparta na rynku i konkurencji, a Chinami, które są bardzo silną potęgą gospodarczą, trochę otwartą, trochę liberalną, ale niecałkowicie. Chiny mają dylemat, bo lubią system liberalny, w którym urosły, ale jednocześnie widzą, że ten system jest zagrożeniem, ponieważ podważa monopol władzy partii komunistycznej – więc muszą jakoś manewrować. Natomiast my co do zasady lubimy jednolity i otwarty rynek, ale mamy też tendencje protekcjonistyczne i narodowe. Pojawia się pytanie, czy możemy pozostać otwarci i liberalni w tym starciu. Kiedy mówimy o nowym ładzie, to dziś wykuwa się on również na szczycie w Brukseli. Można mówić, że to są techniczne i nudne negocjacje handlowe z Chinami, ale to też jest kluczowe. Czy to będą championy narodowe, czy europejskie, w tej konkurencji otwartego rynku? A jeśli nie, jakie będzie rozwiązanie pośrednie? Mówimy też o przyszłej umowie handlowej USA-Chiny, która jest w stanie niepewności, ale która zapewne pokaże, jakie podejście będzie dominowało – czy bardziej otwarty rynek, czy protekcjonalizm. Trzeba się temu uważnie przyglądać.

Pozytywny scenariusz jest taki, że Chiny chcą zneutralizować Europę, aby nie opowiadała się w tej rywalizacji po żadnej ze stron. W szczególności po stronie Ameryki. W negatywnym scenariuszu Chiny chcą uzależnić nas od siebie

Czego Chiny tak naprawdę od nas chcą?

Chiny zgadzają się z administracją Trumpa, że wchodzimy w epokę rywalizacji supermocarstw. W ramach tej rywalizacji, celem partii komunistycznej w Chinach jest przede wszystkim pozostanie przy władzy. Musi w tym celu dostarczyć dobrobyt swoim obywatelom, co już się od trzydziestu lat dzieje, ale również podtrzymać prestiż uczestniczenia w rywalizacji supermocarstw. Jeśli chodzi o Europę w kontekście tej rywalizacji, Chiny mają wobec niej jasne ambicje. Dwie rzeczy wchodzą w grę. Pozytywny scenariusz jest taki, że Chiny chcą zneutralizować Europę, aby nie opowiadała się w tej rywalizacji po żadnej ze stron. W szczególności po stronie Ameryki. W negatywnym scenariuszu Chiny chcą uzależnić nas od siebie, od Inicjatywy Pasa i Szlaku. Chodzi o powiązanie dwóch wielkich rynków Eurazji, w którym będziemy stroną podporządkowaną, ale z możliwością dostępu do chińskiego rynku, bez zadawania niewygodnych pytań. Chiny muszą teraz przestawić swoją gospodarkę, z taniej produkcji na bardziej zaawansowaną, co już się dzieje. Szukają ku temu korzystnych warunków handlowych, co dzieje się dzisiaj w Brukseli. Szukają również możliwości poszerzenia swoich wpływów, vide szczyt 16+1 w Dubrowniku po Brukseli. Szukają możliwości podzielenia nas w stosunku do USA, czyli zneutralizowania, albo uczynienia nas lennikiem. Nie jesteśmy jeszcze w takiej sytuacji całkowicie, ale znajdujemy się na drodze do niej. Odpowiedzią na to jest, abyśmy sami stali się silniejsi gospodarczo, abyśmy byli bardziej odporni na chińskie pieniądze, które wpływają na rynek. Silniejsi także w tej sposób, abyśmy sami byli w stanie dostarczyć pewne usługi geopolityczne, które inaczej będą musiały być dostarczone przez innych. Jeśli nie oprzemy się pokusie, aby przyjąć chińskie pieniądze na rynek, sprawi to, że znajdziemy się w kiepskiej pozycji. To, że Włochy przystąpiły kilka dni temu do Inicjatywy Pasa i Szlaku, to pewien zły omen.

To z pewnością nie jest czas na samozadowolenie. Europa niewątpliwie będzie miała miejsce w tym nowym porządku, ale jakie miejsce? To zależy głównie od nas, lecz nie całkowicie. Zależy to również od decyzji amerykańskich i chińskich. Natomiast my musimy być silni w tym wszystkim, aby nie stać się tylko przedmiotem tych decyzji. Obecnie nie projektujemy dość dobrego wizerunku gracza, ale musimy się w takiego gracza przekształcić. Dlatego obecny eurosceptycyzm jest częściowo zrozumiały i uzasadniony, ale nie jest docelową odpowiedzią na moje pytanie – jak osiągnąć takie życie, o którym mówiłem.

Jeśli chcemy jako Europejczycy bronić w stosunku do USA pewnych wartości i swoich racji, to kupowanie żołnierzy od Ameryki nas nie wybawi. Najemnicy są mniej wartościowi niż żołnierze wysyłani w dobrej wierze

Na koniec chciałbym powiedzieć jedną rzecz o gwarancji bezpieczeństwa, o której wspomniałem przy pierwszym pytaniu. Istnieje obecnie trend, żeby traktować to bilateralnie. Jestem w Warszawie, i Polska jest krajem, który poszukuje porozumienia dwustronnego z USA, co jest w pełni zrozumiałe. Ale jeśli chcemy jako Europejczycy bronić w stosunku do USA pewnych wartości i swoich racji, to kupowanie żołnierzy od Ameryki nas nie wybawi. Najemnicy są mniej wartościowi niż żołnierze wysyłani w dobrej wierze. Mówię to ze świadomością, że mój kraj kiepsko się sprawował w tym zakresie, ale musimy być też świadomi, że Waszyngton podejmuje własne decyzje, a nie można przeliczać na pieniądze gwarancji bezpieczeństwa. Bilateralizm uprawiany w tym i kilku innych krajach nie będzie działał. Tak samo niemieckie podejście nie będzie działało, jeśli autonomia Europy nie będzie działać, jeśli nasza relacja z Amerykanami nie będzie strategiczna dla obu stron. To trochę taki europejski instynkt, żeby sprowadzać decyzje do pieniędzy. Częściowo opierał się na tym sukces UE, ale w polityce zagranicznej to podejście się nie sprawdza. Dlatego polityka zagraniczna Unii nie może mieścić się w starej logice integracji. Tutaj nie można kupić kompromisu. Albo jest się w środku Unii, albo poza nią.

 

Wystąpienie Jana Techaua na dyskusji „Pomiędzy supermocarstwami. Europa wobec rywalizacji amerykańsko-chińskiej”, zorganizowanej przez „Nową Konfederację” oraz Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Polsce
9 kwietnia 2019 r.

Tłumaczenie i opracowanie: Marcin Chruściel.

 

 

analityk polityki zagranicznej, dyrektor programowy ds. Europy w The German Marshall Fund of the United States (GMF), w latach 2011-2016 dyrektor think tanku Carnegie Europe w Brukseli. W swojej karierze służył również w Akademii Obrony NATO w Rzymie.

Komentarze

7 odpowiedzi na “Europa pomiędzy supermocarstwami”

  1. praktycznie to już koniec pisze:

    Świat Zachodu rozmyślnie zniszczył swój system wartości, uległ demoralizacji – jedyna zasada, która dziś obowiązuje to zasada silniejszego.

    Zachód stracił fundamenty i nie może nic zbudować. Nie ma zaufania, jest tylko strach i kalkulacja zysków i strat. Dążenia i cele jednostek mają charakter materialistyczny, trwa permanentna gra, bezwzględny wyścig o posiadanie materialnych dóbr.

    Społeczeństwa traktowane są jak biomasa, poddawane permanentnej socjotechnice, manipulacji, dezinformacji – straszone. Wystarczy nasz kampania – straszenie Polexitem i sankcjami UE oraz 477 i USraelem.

    Europa, Zachód wyrwała swoje korzenie i spaliła, teraz wymiera na poziomie biologicznym. Jeszcze trwa, konsumując resztki dobrobytu, obfitości wytworzonej wcześniej.

  2. sytuacja wydaje się beznadziejna pisze:

    No i jeszcze ideologiczne ogłupienie, ślepota, która wyniszcza pozostałości zachodniej cywilizacji.

    Z tekstu wynika, że wydatki tzw. ekologiczne są najwyższą wartością, będą ponoszone bez względu na koszty. Balansowanie ma się odbywać pomiędzy wydatkami socjalnymi, a bezpieczeństwem.

    Ten ideologiczny obłęd, fanatyzm, to pokłosie upadku systemu wartości, demoralizacji i kompletnego samobójczego ogłupienia tzw. elit. Ten beton nomenklaturowy, który panuje w UE to jak potwór sfanatyzowanych komunistów, którzy z uporem maniaka, na trupach milionów ofiar budowali raj w różnych państwach dotkniętych tym nieszczęściem.

    Taki dobrobyt, taki sukces społeczny, gospodarczy – roztrwoniono w dwie dekady.

  3. Jarek pisze:

    Pańskie wpisy to propaganda, zbitka wydumanych emocjonalnych tez, nawet Rosja oficjalna tak Unii nie postrzega (nie mylić z propagandą rosyjską, która karmi społeczeństwa Zachodu podobnymi poglądami).

  4. Jarek pisze:

    Ad rem, odnośnie wystąpienia p. Techau’a. Kapitalna analiza geopolityczna rzadko spotykana na polskich łamach. Oprócz doskonałej diagnozy otoczenia międzynarodowego wokół Unii i wskazanych kierunków działania Unii – bardzo wyraźna oferta dla Polski, aby iść wobec Chin i USA z Niemcami. Panowie Bartosiak i Radziejewski to specjaliści, którzy powinni podjąć wyzwanie przedstawienia polskiej odpowiedzi na tezy Techau’a. Czekamy na wspólny artykuł obu Panów. Pan Radziejewski zawsze narzeka, że rząd nie potrzebuje analityków geopolityki (Pan się nie martwi, dla rządu na pewno pracują ludzie, którzy artykułów nie piszą..) więc świetna okazja, aby pokazać geopolityczny kunszt..

  5. russofil pisze:

    Jaki konflikt między Szwedami i Austriakami w dwutysięcznych latach?!

  6. Daras pisze:

    Problem polega na tym, że gdy Niemiec mówi o Europie to tak naprawdę myśli o Niemcach (i trochę o Francuzach), gdy mówi o europejskich korporacjach to ma na myśli niemieckie (i trochę francuskich) itp itd. Oczekuje, że kraje takie jak Polska będą wciąż utożsamiały swój interes z interesem „starej” Europy. Kończy się to dla państw takich jak Polska całkowitym uzależnieniem i pozostaniem hinterlandem. To taka pokojowa inkorporacja.

  7. Jarek pisze:

    @Daras. Niemcy bynajmniej nie myślą o Unii tylko z Francją, większe interesy mają w Nowej Europie.Jednak kluczowe pytanie dla Polski brzmi: jak wyjść z niemieckiego hinterlandu wzmocnionym, a nie osłabionym lub rozebranym pomiędzy wielkimi sąsiadami ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz