Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Eurodryfowanie

Eurowybory pokazały, że Stary Kontynent nie jest ani totalitarnym eurokołchozem, w którym wszyscy myślą tak samo, ani Republiką Weimarską na chwilę przed dojściem do władzy „barbarzyńców”. Europa jest różnorodna i podzielona
IX kadencja Europarlamentu nie zapowiada się na przełomową ani rewolucyjną. Tym bardziej – nie wygląda wcale na to, że będziemy mieli do czynienia z ostatnią kadencją unijnego parlamentu, o czym tak bardzo pragną nas przekonać spece od propagandy, i to bynajmniej nie tylko z jednej strony barykady politycznej. Pakiet kontrolny w PE wciąż pozostaje w rękach mainstreamowych sił, opowiadających się za utrzymaniem UE – w tym dwóch największych frakcji: Europejskiej Partii Ludowej (EPP) oraz Socjaldemokratów (S&D), które jednocześnie odnotowały też duży spadek, a liczba posłów populistycznych i eurosceptycznych wzrosła, jednakże nie w sposób gigantyczny. W dobie powszechnego w wielu krajach odwrotu wyborców od ugrupowań liberalnych zaskakiwać może wzrost stanu posiadania Postępowego Sojuszu Liberałów i Demokratów na Rzecz Europy (ALDE). Ostrzeżenia...

Czytaj więcej bezpłatnie!

Zaloguj się lub załóż konto
Zajmie Ci to tylko kilka sekund
Zaloguj się Zarejestruj się
Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”, filozof polityki, dziennikarz, publicysta. Współpracuje m. in. z „Laboratorium Więzi”, „Magazynem Kontakt”, Aleteia.pl oraz Polskim Radiem24.

Komentarze

2 odpowiedzi na “Eurodryfowanie”

  1. Georealista pisze:

    Czyli w podsumowaniu – swoisty kompromis z ciągotkami do “dobrej starej unii”. A faktycznie – przejaw zbiorowego myślenia życzeniowego, zaklinania rzeczywistości, by kontynuować linię polityczna i ekonomiczną i społeczną, która w obliczu złamania globalnego ładu konstruktywistycznego, wyścigu technologicznego USA-Chiny – i twardego układania ładu na nowo przez silnych kosztem słabych – nie ma żadnych szans DŁUGOFALOWO na przetrwanie. Europa chce żyć sobie spokojnie jak u Pana Boga za piecem. Tyle, że reszta graczy [USA, Chiny, Rosja] jej na to nie pozwoli. Nie mówiąc o tym, że sam potop demograficzny z Afryki – sprzęgnięty z utratą terenów rolnych skutkiem zmian klimatycznych – zaleje długofalowo nieuchronnie Europę. Zapewne pod sztandarem islamu – wraz z naporem z Azji. Ci ludzie nie będą mieli nic do stracenia – a wszystko do zyskania w bogatej i pozbawionej siły wiosce zwanej Europą. Morze Śródziemne to nie przegroda – to krótka linia komunikacyjna – łatwa do przejścia nawet większym pontonem z silnikiem lub zwykłym kutrem rybackim. A co dopiero na stykach z Hiszpanią, Włochami, Bałkanami.. Na razie TYMCZASOWO wszystkie demony przycichły [przynajmniej w mediach] – by uderzyć z dziesięciokrotną i stukrotną siłą w przyszłości…im później – tym silniej. Czyli jak zwykle “nagle” i “niespodziewanie’… Gdyby Niemcy naprawdę chciały silnej zjednoczonej Europy, to pierwsze, co by zrobiły, to by udostępniły [choćby tytułem odszkodowania za II w.św.] technologię państwom UE. W ten sposób [inne państwa tez by dały do “wspólnego worka”] by powstał samonamnażający się “reaktor rozwojowy” – impuls, który by przywrócił wzrost rozwoju technologicznego i konkurencyjność UE względem innych graczy. Ale celem Niemiec jest IV Rzesza Paneuropejska – dominacyjny projekt Mitteleuropa rozciągnięty już na wszystkie państwa UE. Tu potrzeba realnych działań i zasobów i realnego rozwoju i wzrostu – zamiast tego jest tylko propaganda, obietnice i…kreatywna inżynieria finansowa luzowania ilościowego i wykupu obligacji zadłużonych państw… Oczywiście jakiś czas ta metoda barona Munchausena wyciągania się z bagna ciągnąc za własne włosy daje pewne rezultaty – aż do Wielkiej Korekty, która wyrówna wszystko do REALNEGO “bilansu otwarcia” [a raczej zamknięcia…], która spowoduje bardzo twarde lądowanie we wszystkich aspektach, nie tylko finansowych czy ekonomicznych.

  2. będzie jak było tylko gorzej pisze:

    To historia jak z Macronem, podobnymi projektami, znanymi też z Polski. Ludzie obrzydzeni establishmentem wybiorą coś nowego, bo na “populistów” jeszcze nie mogą zagłosować. A później przekonują się, że to jest to samo – tylko w innym opakowaniu i znowu dali się oszukać.

    Miażdżącym przykładem jest tu Wielka Brytania – Farage stworzył partię, która w 6 tygodni została pierwszą siłą polityczną. To jest praktycznie sytuacja rewolucyjna.

    We Francji Le Pen wygrywa z Macronem, we Włoszech Salvini, a w Polsce i na Węgrzech miażdżące zwycięstwa odnoszą “populiści”.

    Wybrzmiewające z artykułu pocieszanie się, że “populiści” w ogólnym rozrachunku nie wygrali wyborów w całej UE jest jakieś dziwaczne.

    Teraz do głosu dojdą radykałowie – w nowomowie nazywani “liberałami”, samobójcze pomysły, w USA to rozsadza od środka partię demokratyczną, która staje się partią socjalistyczną. Jeszcze więcej propagandy, socjotechniki, walki o realizację swoich obłąkańczych pomysłów.

    Dla zwykłych ludzi oznacza to katastrofę, dalsze obsuwanie się w biedę, marazm gospodarczy, bez nadziei na lepszą przyszłość – ale za to rozszalałym ideologicznym lewackim obłędem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz