Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Eko-miód na serce konserwatysty

W swojej książce „Zielona filozofia” Roger Scruton „wydziera” ochronę środowiska i podejście ekologiczne ze szpon lewackiej ideologii

Roger Scruton, ikona współczesnego konserwatyzmu, drogę zawodową rozpoczyna od filozofii, poszerzając z biegiem lat swoje kompetencje o politologię, eseistykę, twórczość artystyczną i pisarstwo (powieści, w tym powieści kryminalne). Na stronie internetowej autora czytamy pod nazwiskiem: pisarz i filozof. Dalej oglądamy niezwykłej urody film, nakręcony z drona, ukazujący zielony krajobraz rozległych łąk i pastwisk, porozdzielanych ciemnymi liniami żywopłotów. To Południowa Anglia, gdzie Scruton mieszka wraz z żoną i dwójką dzieci, hoduje konie i uprawia ogródek oraz własnoręcznie wypieka chleb. Jest znawcą i miłośnikiem wina oraz tradycyjnych polowań z nagonką, stylem życia potwierdzając swoje przekonania polityczne i wybory estetyczne.

Scruton korzenie ruchu ochrony środowiska sytuuje w oświeceniowym kulcie piękna przyrody i dziewiętnastowiecznej reakcji na rewolucję przemysłową, przy czym podkreśla, iż równoważne role odegrali tu politycy wszystkich opcji, niezależnie od swojego usytuowania na scenie politycznej

Zielona filozofia – najnowsze dzieło autora opublikowane w języku polskim, powstało w roku 2012 i można je zaklasyfikować do kategorii politologicznej eseistyki. Co ważne – refleksje autora dotyczące współczesnego świata, ludzkiej kondycji i problemów środowiskowych pochodzą z okresu sprzed Brexitu. Tym bardziej interesujące są rozważania dotyczące Unii Europejskiej, bardzo krytyczne wobec unijnych struktur politycznych, omnipotentnej biurokracji i bezrefleksyjnego produkowania przepisów. Celem, który postawiła sobie UE, poza zaspokojeniem interesów państw członkowskich, ma być, zdaniem autora, ujednolicenie warunków życia mieszkańców Europy. Cel ten jest całkowicie nierealny i pozbawiony sensu. Scruton ma na to odpowiedź: „Bronię lokalnych inicjatyw jako lepszych od globalnych programów, stowarzyszeń cywilnych jako lepszych od politycznego aktywizmu, a także cichej instytucji przyjaźni jako lepszej od zakrojonych na wielką skalę głośnych batalii, nakierowanych na określony cel” – pisze w Zielonej filozofii.

Odebrać ekologię lewicy

Powyższy cytat to nie jedyna maksyma określająca cel i zadania cząstkowe jakie stawia przed sobą autor. W tekście odnajdujemy wiele zdefiniowanych powodów, dla których powstała Zielona filozofia. Pozwolę sobie jednak na sformułowanie mojego osobistego poglądu, dla którego kupiłam i przeczytałam tę książkę, a także polecam ją innym czytelnikom. To balsam dla skołatanej duszy każdego konserwatysty, który jednocześnie utożsamia się z wrażliwością miłośnika dziedzictwa przyrodniczego i kulturowego, amatora czystego powietrza i zdrowych miast, entuzjastę zdrowego stylu życia i nie zaśmieconego otoczenia ludzkich siedzib, którego poglądy związane z ekologią od lat wciskane są w najdalszy, lewy kąt sceny politycznej. Scruton dodaje takiej osobie ducha, potwierdza racjonalność wyborów i afirmuje przywiązanie do tradycyjnych wartości. Korzenie ruchu ochrony środowiska sytuuje w oświeceniowym kulcie piękna przyrody i dziewiętnastowiecznej reakcji na rewolucję przemysłową, przy czym podkreśla, iż równoważne role odegrali tu politycy wszystkich opcji, niezależnie od swojego usytuowania na scenie politycznej. Podobny, wspólny sprzeciw objawił się wobec rolnictwa przemysłowego. Dalsze dzieje polityki ochrony środowiska to już wyłącznie różnice wynikające z gry interesów. Jednym słowem – „wydziera” ochronę środowiska i podejście ekologiczne ze szpon lewackiej ideologii.

Autor Zielonej filozofii sugeruje odstąpienie od podziału sceny politycznej na prawicę i lewicę z punktu widzenia trwałego rozwoju, dobra wspólnego i dobra przyszłych pokoleń. Jednocześnie dowodzi, że postulaty lewicowych Zielonych najlepiej wypełnia polityka konserwatywna.  Przyznaje też, że pod wieloma innymi względami podział na prawicę i lewicę jest konieczny i wielokrotnie się nim posługuje. Za „lewicowe” kwalifikowanie problemów ochrony środowiska obciąża winą samych konserwatystów, którym przypisuje skłonność do postrzegania współczesnej polityki w kategoriach prostej dychotomii, w której po jednej stronie stoi wolność jednostki, a po drugiej kontrola państwa.

Scruton przestrzega przed ojkofobią, która jego zdaniem zagraża kulturze narodowej od wewnątrz

Ojkofilia i ojkofobia

Scruton nie zaciera różnic postaw i przekonań politycznych, także w kwestiach ochrony środowiska. Dokonuje jedynie innego rozróżnienia, ogniskującego się wokół dwóch biegunów: ojkofilii i ojkofobii. Oba terminy wywodzą się od greckiego słowa oikos, czyli dom.  Ojkofilią autor nazywa motywację lub zespół motywacji wynikający z umiłowania i współodczuwania domu i jego otoczenia, gospodarstwa domowego.

Ojkofobia, termin ukuty przez Scrutona, nie jest prostym odwróceniem ojkofilii. Ojkofobia to nie lęk przed domem, ale wyparcie się domu, odwrócenie się od wszelkich związków z domem, od przywiązań i tradycji.

Motywy ojkofilli i ojkofobii przewijają się przez całą książkę, Autor chętnie odnosi je do innych pojęć i instytucji. Na przykład poprzez ojkofilię i ojkofobię rozpoznajemy kosmopolityzm i internacjonalizm. Ujmując rzecz w skrócie, kosmopolita to ojkofil, który czuje się wszędzie tak dobrze jak we własnym domu, natomiast internacjonalista to ojkofob, który wszędzie czuje się źle, bo chce zmieniać świat i ujednolicać go według własnych wyobrażeń. Stąd już prosta droga wiedzie do ocen organizacji ponadnarodowych, w szczególności Unii Europejskiej: „Ci, którzy na początku zaprojektowali Unię Europejską i promowali ją w swoich politycznych i kulturalnych działaniach, wkładając w nie wszystkie szczere uczucia i ideały, byli kosmopolitami. Ci, którzy teraz ją wykorzystują i kształtują są internacjonalistami, nie mającymi żadnego sentymentu do tożsamości, na której została ona zbudowana” – pisze (s. 302).

Ojkofilię postrzega autor jako zasób, który jest najłatwiej osiągalny, odnawialny i najlepiej wpływający na stan środowiska… „Można ją jednak odnawiać tylko dzięki edukacji, która wzmacnia miłość do miejsca, wspólnoty, tradycji i kraju” (str. 344) – tłumaczy. Scruton przestrzega przed ojkofobią, która jego zdaniem zagraża kulturze narodowej od wewnątrz. Widzi także zagrożenia zewnętrzne pojawiające się w formie różnego typu internacjonalizmów. Na tym nie kończy się odmienna recepta Scrutona. Akceptuje on postulaty zawarte w raporcie Nasza wspólna przyszłość. Powstał on w 1987 roku przy zaangażowaniu Komisji do spraw Środowiska i Rozwoju Organizacji Narodów Zjednoczonych pod przewodnictwem norweskiej premier Gro Harlem Bruntland, zwany potocznie Raportem Bruntland. W Raporcie po raz pierwszy użyto pojęcia sustainable development, co w języku polskim tłumaczy się jako zrównoważony rozwój lub trwały rozwój.

Jednocześnie Scruton dostrzega dylematy i kontrowersje związane z postulatami Raportu. Podkreśla spór dotyczący granic wzrostu, nieścisłość pojęcia zrównoważony rozwój czy wreszcie mnożenie definicji rozróżniających rozwój slaby i silny czy głęboki i płytki.

Postulat często wygłaszany przez ekologów „myśleć globalnie, działać lokalnie” konserwatysta zamienia na hasło „kochaj lokalnie, myśl narodowo”, przy czym od razu zastrzega, że nie ma w nim cienia dziewiętnastowiecznego nacjonalizmu. Uświadamiając sobie przejściowość formy państwa narodowego konstatuje, że póki co jest ono jedynym podmiotem, który może podjąć odpowiedzialność za wyzwania pojawiające się wobec współczesnych zagrożeń i kryzysów ekologicznych.

Epidemiologia przekonań

Niektóre poglądy Scrutona mogą wydawać się kontrowersyjne z punktu widzenia ruchów ekologicznych. Przykładowo z dużą rezerwą odnosi się do problematyki globalnego ocieplenia. Przypomina, że w 1972 r. wielu naukowców zaczęło przewidywać katastrofalne ochłodzenie na ziemi. Ta przepowiednia wkrótce przybrała formę powszechnej obawy, a tytuły prasowe sugerowały nawet, że mamy się szykować na kolejną epokę lodowcową. Gdy masowa panika ucichła, piewcy perspektywy globalnego ochłodzenia wkrótce (po upływie roku czy dwóch lat) bili na alarm z powodu globalnego ocieplenia.  Tłumaczy to jeden z cytowanych autorów, Dan Sperber, istnieniem ogromnego społecznego zapotrzebowania na „epidemiologię przekonań”, mającą niewiele wspólnego z jakimkolwiek racjonalnym uzasadnieniem.

Z przykładu podejścia opinii publicznej do problemów zmian klimatycznych płynie wniosek, że … „nauka nie zniweluje różnicy zdań, nawet jeśli ta różnica dotyczy faktów”.  Zjawisko różnych podejść do tych samych faktów potwierdzonych naukowo próbuje objaśnić „teoria kulturowa”, która pojawiła się po raz pierwszy w publikacji z 1983 r. (str. 75). Wyróżnia ona cztery podejścia do zachowań wobec występujących problemów społecznych. Przytoczę je w całości, bowiem stanowią one praktyczną „instrukcję obsługi” zrozumienia wielu konfliktów współczesnego świata. Pierwsze z nich to podejście indywidualisty, szukającego możliwości i wolności, który uważa, że ludzie są odpowiedzialni za swoje działania. Drugie to podejście egalitarysty, który szuka rozwiązań nie tworząc różnic między ludźmi i chętnie powierza rozwiązanie problemów państwu jako bezstronnemu żywicielowi i dystrybutorowi dóbr. Trzecie to postawa zwolennika hierarchii, szukającego odpowiedzialnej władzy, która weźmie sprawy w swoje ręce. Czwarte zaś to podejście fatalisty, który uważa, że nie można osiągnąć niczego wartościowego, jeśli los nie sprzyja ludzkim interesom.

Najsłabszą stroną recenzowanej pozycji jest poziom przekładu na język polski

Wkrótce inni badacze przetworzyli tę teorię, dostosowując jej reguły do problemów ochrony środowiska. W ten sposób powstały cztery tzw. „mity natury”, według których nosi ona cechy ludzkiej racjonalności, to znaczy jest łagodna, ulotna, przewrotna albo kapryśna. Scruton nie ma zaufania do naukowych referencji tego podejścia, ale dostrzega jego praktyczne zalety. Polegają one na wychwyceniu tendencji i dostarczeniu języka umożliwiającego zarówno lewicy jak i prawicy dyskutowania o wspólnych troskach, bez odmawiania swoi oponentom cech ludzkich.

Diabeł tkwi w szczegółach

Ta ciekawa książka nie jest jednak pozbawiona wad. Najsłabszą stroną recenzowanej pozycji jest poziom przekładu na język polski. Dotyczy to zwłaszcza dwóch pierwszych rozdziałów, które mogą zniechęcić czytelnika do przeczytania całości. Ułomności składniowe oraz prawdopodobnie powierzchowna znajomość zagadnień opisywanych w tekście oryginalnym, skutkuje uporczywie powtarzającymi się frazami, mogącymi wprowadzić polskiego czytelnika w spore zakłopotanie. Na przykład prawo deliktowe – tym terminem określa się używane w języku polskim pojęcie prawa karnego, odszkodowania retorsyjne – to po prostu kary odszkodowawcze, negatywne sprzężenie zwrotne opisuje się po polsku jako ujemne sprzężenie zwrotne, a pojęcie spoza słownika prawniczego i administracyjnego, jakim jest prawo powiernicze, często zastępuje zrozumiałe przez nas pojęcie prawa cywilnego.

Mamy chyba w naszej społecznej świadomości wiedzę, że oczyszczalnie ścieków i wodociągi powstawały dzięki zaangażowaniu samorządu terytorialnego na poziomie gmin, a środki finansowe na te inwestycje pochodziły ze źródeł publicznych

Zielona filozofia ma także wady na poziomie szczegółów. Przykładowo w rozdziale trzecim odnajdujemy jedyny przykład pochodzący z Polski. Autor pisze w nim, że „w okresie komunizmu w Polsce przestępstwem kryminalnym było odprowadzanie ścieków z fabryk i kanalizacji do rzek. Fabryki i kanalizacja były kontrolowane przez państwo, które z kolei kontrolowała partia komunistyczna. Nikt zatem nie był karany za przekroczenie praw zakazujących zanieczyszczania środowiska, ponieważ nie można było pociągnąć do odpowiedzialności prawnie, a politycznie było to wręcz niebezpieczne. Na skutek zanieczyszczeń rzeki były więc całkowicie martwe, a ich wód nie można było używać do nawadniania pól. Dzięki stopniowemu zwiększaniu prywatnej własności fabryk oraz powstawaniu niezależnego sądownictwa rzeki zaczęły się zmieniać i w niektórych znów pojawiły się ryby” (s. 92). Powyższy fragment musi wzbudzać uśmiech. Uproszczenia w objaśnianiu zmian zachodzących w Polsce idą zbyt daleko, choć ich kierunek zdiagnozowano trafnie, może z wyjątkiem fragmentu o powstawaniu niezależnego sądownictwa. Fragment ten sugeruje, że skuteczne wyroki sądów wymuszały przestrzeganie wymogów ochrony środowiska przez prywatnych przedsiębiorców. Mamy chyba w naszej społecznej świadomości wiedzę, że oczyszczalnie ścieków i wodociągi powstawały dzięki zaangażowaniu samorządu terytorialnego na poziomie gmin, a środki finansowe na te inwestycje pochodziły ze źródeł publicznych. Wiele zakładów przemysłowych upadło, nowe powstawały w większości z udziałem kapitału zagranicznego, który przynosił ze sobą także nowe technologie, przyjazne dla środowiska. Nie brakowało też w początkowym okresie transformacji procesów sądowych o zanieczyszczenie środowiska przez prywatnych producentów, które to sprawy toczyły się latami.

Niedoskonałości przekładu, sprawiające czytelnikowi pewien dyskomfort zaraz na początku lektury, wynagradza zawartość całej Zielonej filozofii, którą warto mieć na półce i od czasu do czasu do niej zaglądać.

polityk, urzędnik państwowy i samorządowy, od 2006 do 2010 członek zarządu województwa łódzkiego.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz