fbpx
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

To my, pokolenie całe nastawione na nostalgię

Tłumy codziennie odpalają Pornhuba, ale niektórzy tęsknią ukradkiem za Ritą Hayworth, zdejmującą jedną rękawiczkę. „Pokolenie całe nastawione na nostalgię” – śpiewa zespół Bluszcz. Czy może być z tego dobro wspólne?

Motto 1:

Wszystko, co tworzyłem, miało zawsze cechę wyznania. Wyznania nostalgii, tęsknoty za powrotem do lat dzieciństwa.

(Tadeusz Kantor)

 

Motto 2:

Radosny mój bieg po ciemnych parkach jesienią,
Kiedy na ścieżkach igliwie albo szelest liści,
I polany pod dębami pustoszeją,
Gasną sine oka telewizji.

Takiej lekkości kroków nigdy nie miałem,
Chyba dawno, chyba dawno w moje poranki ośmioletniego.
Uniesiony nad ziemią, napojony światłem,
Nie ustaję w napowietrznym biegu. 

Nieżyczliwie mnie wita przebudzona jawa.
W dzień o lasce powoli pełznę, astmatyczny.
Ale noc mnie na długie podróże wyprawia
I tam, jak na początku, świat nowy i śliczny.

(Czesław Miłosz, Bieg)

 

Zaraz, a czym w ogóle jest nostalgia? Musimy ją zdefiniować, żebyśmy się nie pozabijali o znaczenia. Ale przejdziemy ten definicyjny kawałek górą, jakby po przęśle poznańskiego mostu św. Rocha (surowo zabronione!). Czyli od razu do rzeczy (że niby dołem byłoby szybciej? Ale za to na górze jakie widoki!). Nostalgię więc najpierw chciałbym opisać jako odczucie braku czegoś, co było kiedyś i było dobre. Ale to za mało. To w ogóle uznanie istnienia tego czegoś. To przywoływanie go. A przywoływanie tego czegoś dodaje sił, w przedziwny sposób rozbudza wewnętrzne światło, ciepło, poczucie bezpieczeństwa, i nasyca (lub nie nasyca) siłami. Ta ostatnia alternatywa jest kryterium pożytku z nostalgii lub jego braku.

*

Ale dlaczego w ogóle mówimy o pożytku? Trzeba doprecyzować słowa, bo są niebezpieczną bronią. Im bardziej są abstrakcyjne, tym bardziej różnorodne obrazy podkłada sobie pod nie czytelnik lub słuchacz. Pod słowo „pożytek” też można podłożyć bardzo różne obrazy. Tym słowem można zabić, zgnębić i można z niego czerpać energię jak z porannej zupy mlecznej z makaronem na słodko. A no właśnie – wskazałem zapewne jedną z najbardziej znienawidzonych potraw. I tak to jest ze słowami. Dlatego właśnie grzebię się w definicjach.

Lubię sformułowanie „dobro wspólne”. To prawda, za PRL-u to pojęcie zostało wdeptane w brudnobiaławy śnieg. Zwłaszcza ktoś, kto żył za czasów Jaruzela, pamięta te zepsute, powgniatane automaty na wodę sodową, te przewrócone bramki ze wspomnieniem siatki na szkolnych boiskach, te budyneczki publicznych toalet tak niemiłosiernie brudne, że nikt rozsądny nie wchodził tam, ba, nie podchodził nawet na dwadzieścia metrów; tak mroczne, tak obskurne, że można byłoby przed nimi postawić szyld ze słowami Lasciate ogni speranza, voi ch’entrate (a i farba z tego szyldu oblazłaby w ciągu kilku tygodni). Wiadomo, trudne jest dobro wspólne, a jeszcze ktoś musi nim zarządzać. A najtrudniejsze jest, gdy przybiera formy fizyczne. Pozostaje wszak jeszcze cała masa dobra wspólnego, które jest w znacznej mierze niematerialne. Począwszy od kopiowalnych w nieskończoność treści w internecie (nie bez powodu mówimy o creative commons), a skończywszy na rzeczach zupełnie nieuchwytnych – na artystycznym katharsis, na tajemniczym zjawisku zwanym miłością, na sile, którą daje podzielenie się z innymi ludźmi własną historią. Nie bez przyczyny reforma psychiatrii zachęca podmioty lecznicze do zatrudniania tak zwanych asystentów zdrowienia – osób, które same przeszły kryzys zdrowia psychicznego i które teraz towarzyszą nowym pacjentom. Mówię więc o dobru wspólnym, które powstaje między ludźmi.

Szukając więc pożytku z nostalgii, szukam pożytku wspólnego, sycącego, nieegoistycznego. Pożytku będącego pożywieniem – rozgrzewającym jak szczeciński barszcz i paszteciki, jak poznańska modra kapusta, jak zupa regeneracyjna z wkładką

Ale to wszystko – katharsis, miłość, opowieść – może być też dobrem indywidualnym. Swoje historie, swoje dzieła, nawet miłość można włożyć do kieszeni i zachować dla siebie. Tak, że nie promieniują. Jestem ostatni do sądzenia tych, którzy tak robią. Bo żeby się dzielić, trzeba jednak mieć siłę. Trzeba nie bać się tracić (choć utrata przy dzieleniu się jest tylko pozorna, co pokazuje rybno-chlebowa przypowieść ze Świętej Księgi). A odwaga to też siła. Rzecz jednak w tym, że kiedy możliwe dobro wspólne ograniczane jest do dobra indywidualnego (nawet jeśli jest to dobro indywidualne rodziny, grupy czy narodu), zachodzi niebezpieczeństwo pojawienia się potwora. Potwór ten ma różne imiona: Wyjście na Swoje, Ego, Wyścig Szczurów, Wojna. Pod każdym imieniem zjada i niszczy tak samo, choć w innym tempie.

Nostalgia nie jest zwykłą tęsknotą za lepszymi czasami. Te lepsze czasy są jedynie symbolem. Wskazują na coś więcej. Nawet ta magiczna kraina dzieciństwa jest umowna, a rekwizyty z niej stanowią formę dla głębszej treści.

Mówiąc więc o pożytku z nostalgii, chcę być jak najdalej od tego potwora. Owszem, jest i dobry pożytek własny – wszak trzeba zjeść, trzeba oddychać, trzeba się wyspać, co dobrze wiedzą koty, w samolocie matka ma nakładać maskę tlenową najpierw sobie, a potem dziecku, bo inaczej oboje zginą. Ale o tym niebezpieczeństwie trzeba pamiętać, ilekroć mówimy o nostalgii. Szukając więc pożytku z nostalgii, szukam pożytku wspólnego, sycącego, nieegoistycznego. Pożytku będącego pożywieniem. Takim, które dzieli się ze wszystkimi potrzebującymi. Pożywieniem rozgrzewającym, jak szczeciński barszcz i paszteciki, jak poznańska modra kapusta, jak zupa regeneracyjna z wkładką dla robotnika, jak gulasz z kartoflami i ogórkiem kiszonym dla Edmunda Szeruckiego i Witka w „Całej jaskrawości”. Jak otulony w sweter wielki kubek piernikowej kawy na zdjęciu instagramowej jesieniary, choć ta pokazuje go tylko na zdjęciu – a nasza kawa jest dostępna dla wszystkich. Rozgrzewa i zagrzewa.

*

„Pokolenie całe nastawione na nostalgię” – śpiewa zespół Bluszcz. Młodzi bracia Zagrodni wracają w swoich piosenkach do lat 80. i wcześniej: „The Cure ­– najlepsze hity z tamtych lat”, „Ty jesteś jak najlepsze hity Lady Pank”, „Nie słucha tanich bzdur, w sercu ma Niemena”. Duchologia Olgi Drendy (i nie tylko) zatacza coraz szersze kręgi. Muzyka synthwave odtwarza elektronikę lat 80., ale w sposób jeszcze bardziej „ejtisowy” niż same ejtisy. „Kraina Grzybów” w surrealistycznym, niepokojącym zwierciadle przedstawia nam na nowo telewizję z lat 80. i 90. Uwielbiamy styl vintage, cofamy się w czasie częściej niż kiedykolwiek na Spotify, YouTube i Instagramie.

Chcemy wrócić do dzieciństwa po to, by móc wystartować z czystego pola. By zyskać to, co buddyści nazywają „umysłem początkującego”. By zacząć bieg do przodu bez ciężkiego plecaka

Ale to tylko nostalgia „oficjalna”. Tęsknota za kulturą, która była i której nie ma. Tęsknić zresztą można też za czymś, czego się nie przeżyło, co zna się tylko z drugiej ręki – dlatego dziś jeszcze z zapartym tchem oglądamy „Casablankę”, podziwiamy elegancję Bogarta i wdzięk Ingrid Bergman, tłumy codziennie odpalają Pornhuba, ale niektórzy (nawet z tych samych tłumów) tęsknią ukradkiem za Ritą Hayworth zdejmującą jedną rękawiczkę w „Gildzie”. Najwięcej jest wszak nostalgii prywatnej, odnoszącej się do historii życia. Tęsknoty za magiczną krainą dzieciństwa, młodości, za studiami, za pierwszą pracą. Za jakimś umownym, zrozumiałym tylko dla samego podmiotu nostalgii czasem, kiedy „wszystko było takie proste”. Rzadko, bardzo, bardzo rzadko można uchwycić ten moment, gdy się w tym czasie przebywa – robi to Marcin Świetlicki w „Filandii”. Jej narrator przeżywa nostalgię już na zapas. „Nigdy nie będzie takiego lata”, takich wędlin, takiej coca-coli, takiej musztardy i takiego mleka – mówi, patrząc w przyszłość, skąd dobywa się szczęk żelaza.

Za czym w zasadzie jest ta nostalgia? Czy po prostu za czasem, w którym było lepiej? W poprzedniej pracy zarabiałem więcej, jeździliśmy z rodziną na Majorkę, dziś zostaje nam tylko Łeba – więc włącza mi się nostalgia? Poprzedni, albo jeszcze wcześniejszy rząd był lepszy, nie było tylu głupich ustaw, decyzji, więc przeżywam nostalgię? Nie, przecież jasne, że nie tak to działa. Nostalgia nie jest zwykłą tęsknotą za lepszymi czasami. Te lepsze czasy są jedynie symbolem. Wskazują na coś więcej. Nawet ta magiczna kraina dzieciństwa jest umowna, a rekwizyty z niej stanowią formę dla głębszej treści. Stwierdzenie, że można tęsknić za czymś, czego się nie przeżyło, bardzo dobrze tu pasuje. Nostalgia to przywoływanie czasu pełnego. Czasu, w którym wszystko jest na swoim miejscu („jak kot” – dodałby Tomasz Budzyński). Ten czas to nie chronos, lecz kairos. Grecy chronos rozumieli mniej więcej tak, jak my słowo „czas” – jako przepływ, ciągłość zdarzeń, miarę zmiany. Kairos był czymś innym. W naszym języku pozostaje on w sformułowaniach „nadszedł czas”, „już czas”. Kairos to ten właśnie moment. Moment zwrotny. Czas podjęcia krytycznej decyzji. Czas zmiany życia.

Tak, nostalgia niesie w sobie ogromne niebezpieczeństwa. Największym jest zatrzymanie się na niej samej. Potraktowanie jej jako wartości samej w sobie. Szukanie jej, by powtórzyć dawne, wytarte emocje – i nic więcej

Czytelnicy widzą już pęknięcie między opowieścią o kairosie a leniwym zazwyczaj wyobrażeniem nostalgii jako melancholijnego, odbywającego się najczęściej na fotelach i tapczanach nieskończonego fantazjowania o krainach szczęśliwości czy romantycznej miłości. W istocie jednak czas, który pojawia się w nostalgicznych wyobrażeniach, jest czasem gotowości do zmiany świata, do kroku naprzód. Dlatego właśnie, że tyle jest w nim spokoju i porządku, dlatego, że wszystko jest proste i jasne. Taka jasność jest bowiem w kairosie. To jest ten moment, kiedy z głębokości mówimy bez żadnego zawahania: „Nie, nic wam nie powiem”; „Kocham cię”; „Tak, napiszę to”.

Nie chcemy bowiem powrotu do krainy szczęścia, do dzieciństwa – dla samego powrotu. Chcemy go, bo wierzymy, że on może napełnić nas siłą, która pozwoli nam naprawić to, co zepsute, zardzewiałe, co nienaturalne i zakłamane, co zniszczył, co powyginał i co doczepił nam system, co narosło przez te wszystkie lata. A skoro pragną tego już ludzie tak młodzi jak muzycy Bluszczu, znaczy to tylko tyle, że system bardzo wcześnie wiele w nas niszczy, wiele wygina, wiele nam doczepia.

Słowem: chcemy wrócić do dzieciństwa po to, by móc wystartować z czystego pola. By zyskać to, co buddyści nazywają „umysłem początkującego”. By zacząć bieg do przodu bez ciężkiego plecaka, z torem przed nami niezawalonym jakimiś skrzynkami i oponami. By wykasować to, co zrobiliśmy sobie wbrew i co inni zrobili nam wbrew. By znów zyskać szansę na dobre życie. Takie, jak rozumieją dobre życie ludzie o różnej osobowości: dla jednych będzie to życie bardziej uporządkowane, dla drugich – pełne miłości, dla trzecich – pełne uznania, dla czwartych – autentyczne i oryginalne, i tak dalej. Po co przypominamy sobie osiedle „Bratek”, gdzie na basenie śmiał się tłum dzieciaków, a potem jadło się ciepłe jagodzianki? Po co przypominamy sobie studia, czas, gdy chciało się iść na zajęcia, a jeszcze bardziej – z koleżankami i kolegami do knajpy po wykładach? Po co przypominamy sobie pierwszą pracę, w której jeszcze się chciało pracować, i to jak się chciało? Neofickie, żarliwe modlitwy, śpiew scholi i ten chleb z dżemem po roratach? To pierwsze spotkanie z Nią czy z Nim nad rzeką? Ten pierwszy dotyk dłoni? Ten pierwszy pocałunek w policzek, kiedy jeszcze byliście znajomymi, odczucie kosmyka Jej czy Jego włosów na twarzy?

Tylko po to, by zaczerpnąć oddechu. Zaczerpnąć świeżego powietrza wtedy, kiedy się dusimy.

A to świeże powietrze – znowu – można schować do kieszeni i się nim napawać w nieskończoność, aż się ulotni, zniknie w smogu. A można też nabrać sił i faktycznie zrobić ten nowy krok. Przerobić je na światło i dać je innym.

*

Tak, nostalgia niesie w sobie ogromne niebezpieczeństwa. Największym jest zatrzymanie się na niej samej. Potraktowanie jej jako wartości samej w sobie. Szukanie jej, by powtórzyć dawne, wytarte emocje – i nic więcej. To obraz człowieka leżącego na kanapie, który odmawia wyjścia z domu i tylko po raz setny, tysięczny, dziesięciotysięczny odtwarza sobie przed oczyma film z pierwszej randki. To jest właśnie zatrzymanie się na indywidualnym pożytku. Z takiej nostalgii może narodzić się prawdziwe zło. Pierwszym krokiem będzie żal do świata, tego tu i teraz, że nie jest taki, jak na filmie. Drugim – żal do konkretnych ludzi albo piekący żal do siebie, że nie zatrzymało się tego, co było kiedyś, albo że żyje się w latach dziewięćdziesiątych, a nie dwudziestych. Trzecim – autodestrukcja i powolne niszczenie tego, co jest, w imię tego, co przywołujemy z tajemniczych przestrzeniach nostalgii. Ostentacyjna złośliwość wobec tego, co jest lub wycofywanie się ze świata, lub odmawianie interakcji. Żal dziecka za zabawką. Śmierć przed ekranem wewnętrznego kina. To wszystko wynika z niedostrzeżenia, na co właściwie nostalgia wskazuje. „Kiedy mędrzec wskazuje na księżyc, głupiec widzi tylko palec” – mówi ponoć dalekowschodnia mądrość.

Kto niesie w sobie obraz tej dobrej krainy, w której wszystko było proste i jasne, może teraz, nasycony i posilony tym obrazem, zacząć budować taką krainę wokół siebie. Zaprosić przyjaciół na gry planszowe. Bawić się z synkiem w basenie, aż zajdzie słońce. Razem z nim turlać się z górki

„Nostalgia służy tylko sztuce” – mówi znajomy artysta. „Tylko” – albo „aż”. „Bo piękno na to jest, by zachwycało / Do pracy – praca, by się zmartwychwstało” – pisał Norwid. Nie wiem, czy tylko praca jest źródłem zmartwychwstania, myślę, że nie tylko, albo nawet nie przede wszystkim, ale sztuka, a więc też piękno, ma zachwycać – do pracy, do miłości, do twórczości, do kontaktu z Niepoznanym. A to już poważna sprawa. Nostalgia poszukuje piękna. Ktoś powie, że wyobrażonego – ale w pewnym sensie każde piękno jest wyobrażone. Bo to, co jest przyjmowane, mówili scholastycy, na sposób przyjmującego jest przyjmowane. Każdy ma w sobie receptor piękna i na miarę tego receptora będzie je odtwarzał. Ale piękno pozostaje pięknem. Jeśli nie zacznie kręcić się w kółko, jak chomik w kołowrotku, możemy wszyscy zmartwychwstać, skoro tak często chodzimy martwi. Skoro tak często chodzimy puści, zakłamani, pozbawieni życia, powyginani przez system. Los czy Bóg dał nam nostalgię po to, żeby zaczerpnąć oddechu i żeby mieć wzór. Przyjmowany na nasz sposób, ale pochodzący z większych przestrzeni. Dostaliśmy ją – małe, skromne narzędzie, budzące z martwych. Teraz tylko dobrze go użyć.

Nostalgia jest bowiem także ogromną szansą. Kto niesie w sobie obraz tej dobrej krainy, w której wszystko było proste i jasne, może teraz, nasycony i posilony tym obrazem, zacząć budować taką krainę wokół siebie. Zaprosić przyjaciół na gry planszowe. Bawić się z synkiem w basenie, aż zajdzie słońce. Razem z nim turlać się z górki („i do gajów oliwnych a gościnnych niemniej / syna przenosił i miłego mu konia” – pisał Stachura). Rozmawiać z przyjaciółką, aż zajdzie słońce, o sprawach niepraktycznych. Naprawić coś w pracy, by biuro stało się bliższe temu upragnionemu. Nawet stworzyć jakiś produkt, który posłuży ludziom. Posiedzieć przy łóżku starszej osoby i jej poczytać. Napisać artykuł. Serię artykułów. Habilitację. Wiersz. Tomik. Książkę. Namalować obraz. I dać to wszystko komuś. Tym właśnie jest owo dobro wspólne.

główny ekspert do spraw społecznych Nowej Konfederacji, socjolog, publicysta (m.in. "Więź", "Rzeczpospolita", "Dziennik Gazeta Prawna"), współwłaściciel Centrum Rozwoju Społeczno-Gospodarczego, współpracownik Centrum Wyzwań Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego i Ośrodka Ewaluacji. Główne obszary jego zainteresowań to rozwój lokalny i regionalny, kultura, społeczeństwo obywatelskie i rynek pracy. Autor zbioru esejów "Od foliowych czapeczek do seksualnej recesji" (Wydawnictwo Nowej Konfederacji 2020) oraz dwóch wywiadów rzek; z Ludwikiem Dornem oraz prof. Wojciechem Maksymowiczem. Wydał też powieść biograficzną "G.K.Chesterton"(eSPe 2013).

Komentarze

Jedna odpowiedź do “To my, pokolenie całe nastawione na nostalgię”

  1. PI Grembowicz pisze:

    Jednak nie.; zadziwiająca teza i argumenty, przykłady etc.
    Prawie jak z: GW, TVN, Polsat itp.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz