Debiut Morawieckiego

Panie Premierze, proszę zagwarantować nauczycielom podwyżki, wymagając jednak od pedagogów poparcia dla rzeczywistej – nie pozornej – reformy oświaty: napisania nowoczesnych podstaw programowych i likwidacji Karty Nauczyciela
Polski przedsiębiorca. Zatrudnia od kilku do kilkunastu osób. Nauczył się polskiej biurokracji i jakoś funkcjonuje. Koniunktura ostatnich kilku lat wraz z całkiem ciekawymi ukłonami ze strony rządu w stosunku do małych firm owocuje tym, że firma zaczyna się rozrastać. Jest więcej zleceń, nowe rynki zbytu. W normalnej sytuacji każdy właściciel firmy zacierałby ręce. Ale niestety nie u nas. U nas zaczyna się problem. „Nie ma kim” pracować. A już z całą pewnością ciężko jest liczyć na to, że nowi, młodzi pracownicy będą mieli niewielkie, chociaż przydatne w praktyce, kompetencje wyniesione ze szkół. Wygląda to zatem tak, że przyjmując młodego pracownika, który właśnie uzyskał zadowalające go wykształcenie, przedsiębiorca decyduje się na to, że prawie wszystkiego będzie musiał nauczyć go sam. Tak...

Chcesz przeczytać więcej?

Zaloguj się lub załóż konto
Zaloguj się Załóż konto
Absolwent filologii angielskiej oraz socjologii, nauczyciel z 17-letnim stażem. Od 15 lat właściciel oraz metodyk sieci szkół językowych z oddziałami w Koszalinie, Sianowie oraz Darłowie. Jednocześnie pracuje jako nauczyciel w publicznym V LO w Koszalinie.

Komentarze

5 odpowiedzi na “Debiut Morawieckiego”

  1. Andrzej Mikosz pisze:

    Przepraszam, ale w mojej Kancelarii nie potrzebuję faceta, który w liceum uczył się prawa cywilnego. Tego miał się nauczyć na studiach. Natomiast potrzebuję człowieka, który podczas nauki w liceum rozwiązywał problem konfliktu racji w Antygonie Sofoklesa, zrozumiał to, na czym polega całka, i pochodna funkcji oraz przedyskutował i poznał determinanty decyzji podjętych podczas Kongresu Wiedeńskiego czy Konferencji Pokojowej w Paryżu. Przyda mi się też absolwent liceum, z którym mogę przedyskutować tezę Norwida “w Polaku Polak jest olbrzymem, człowiek – karłem”. Chętnie też będę przy sprawie sądowej pracował z osobą, która miała do czynienia z retoryką i rozumie rozróżnienie pomiędzy erystyką a dochodzeniem prawdy.
    Jeżeli podczas nauki w liceum kosztem tego, co powyżej osoba ta zajmowała się “wstępem do prawoznawstwa” uczyła się pisania pism procesowych oraz CV, to może dostanie pracę – jako bardziej sprawna maszyna do pisania.
    Kult “przydatności” w edukacji na poziomie licealnym jest doskonałą drogą do społeczeństwa peryferyjnego i zdolnego wyłącznie do pełnienia roli poślednich. Wiedzy “przydatnej” uczymy się ucząc się zawodu – na studiach czy w szkołach zawodowych. Nie w liceum.

  2. Konrad Pietrucha pisze:

    Bardzo dobry komentarz, jednak clue problemu tkwi chyba gdzie indziej. Nikt nie tłumaczy ani nie zastanawia się nad tym w jaki sposób ta wiedzia będzie przydatna później. Ludzka świadomość jest tak skonstuowana, że ignoruje nieprzydatne informacje. Jeżeli ani nauczyciel ani uczeń nie wie po co ma zapamiętywać wszystkie te fakty to naturalnie zaczyna ignorować zbędne informacje. Kancelaria to też szczególny przypadek, gdzie wymagana jest widza ogólna z przedmiotów humanistycznych. Jednak na rynku pracy zapotrzebowanie jest raczej większe na umiejętności z dziedzin ogólnie określanych jako STEM (ang. Science, Technology, Engineering, Mathematics). Aktualna podstawa programowa w żadnym stopniu nie przygotowuje uczniów do bycia wysokim specjalistą w tych dziedzinach. Nikt nawet się nie zastanawia, aby pokazać jak liczenie całek jest wykorzystywane w projektowaniu karoserii samochodu. Aby uciec od pułapki średniego rozwoju potrzeba nam produktów wysokich technologii i wysokich marż i kadry, która będzie miała odpowiednie kompetencje aby napędzać ich rozwój. Bez pokazania uczniom po co ta cała matematyka, fizyka i wzory będzie to jedynie robione na potrzeby zaliczenia testów. Korea Południowa jest tutaj najlepszym przykładem jak wysokie technologie napędzają rozwój kraju i tym samym wymuszają na systemie kształcenia dostosowanie podstawy programowej do wymagań rynku. Problemem jest też ogólne postrzeganie szkoły zawodowej albo technikum jako czegoś gorszego. Tak duże upodobanie do kończenia liceum przez wszystkich to chyba jedynie próba tuszowania kompleksu. 40-50 lat temu zdanie matury było prestiżem na poziomie obecego tytułu magistra. Teraz mamy ludzi z tytułem magistra, którzy prawdopodobnie nie zdali by egzaminu maturalnego z przełomu lat 70-80. Ktoś im wmówił, że matura i studia to wystarczające kryterium aby osiągnąć sukces w życiu. Później się okazuje, że wiedza, którą posiadają jest nieprzydatna a sami nie posiadają żadnych umiejętności, które można wykorzystać w praktyce. Mają wiedzę a nie mają “skill’a”. W przeciwieństwie do studiów na dobrych uczelniach amerykańskich lub chińskich, gdzie student z dyplomem magistra może pochwalić się przyszłemu pracodawcy konkretnymi umiejętnościami zastosowania wiedzy w praktyce. Pozostawiam już aspekty pracy w grupie i współdziałania, których nie uczy się na żadnym poziomie edukacji w Polsce. Tutaj panuje nadal kult jednostki – komandosa, która ma być wybitna i rozwiazać wszystkie problemy świata w pojedynkę. W praktyce wszystkie produkty są dziełem zespołów i wymagają umiejętności miękkich. Rozpisałem się, ale rozdźwięk pomiędzy tym czego uczą w szkole a tym co jest wymagane na rynku pracy jest tak duży, że można napisać książkę.

  3. Piotr Jesionowski pisze:

    Zatem tylko ci najmądrzejsi będą tworzyli szkołę uczącą nie tyle wiedzy, którą każdy uczeń ma w smartfonie, ale będą wymagali od pedagogów zwrócenia uwagi na umiejętności kształcenia kreatywności, analizy i selekcji informacji, radzenia sobie z problemem.

  4. Wojtek pisze:

    Jakiś czas temu postał pewien twór marketingowy o nazwie “innowacje”.
    Cena surowców była bardzo duża i kraje handlujące np. ropą stały się niezwykle bogate.
    Postanowiono im sprzedać “innowacje” – wytłumaczono, że kraje są bogate bo mają innowacje i warto w nie “zainwestować” pieniądze z ropy, a jak skończy się ropa to będą żyli z innowacji.
    Niestety badania mówiące że “innowacyjność” zależy głównie od wielkości rynku do którego mamy dostęp i jego zamożności trochę przemilczano.
    Pieniądze z ropy posłużyły do “innowacji” np. budowy wieżowców na środku pustyni.

    W naszym pięknym kraju “fachowcy” dotarli do kilku folderów reklamowych i postanowiono iść tą drogą.
    Rolę wieżowców na środku pustyni godnie reprezentuje Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii. (jak oni sobie w dolinie krzemowej bez ministerstwa radzą ?)
    Znajomi królika dzielnie przychodzili do pracy (przejedli tyle że by wystarczyło na kilka wieżowców na pustyni) a po roku z powodu braku sukcesów wymyślili że czas produkować dupokrytki.
    Dupokrytka o nazwie “Szkoła dla innowatora” dzielnie wykazuje, że problemy z innowacjami związane są z poziomem kształcenia w szkołach podstawowych i średnich.
    Przed potraktowaniem tego tekstu jako prawdy objawionej podsumowującej nasz poziom edukacji proponowałbym się zastanowić:
    – czy to aby na pewno dzieci po szkole podstawowej czy średniej są grupą odpowiedzialną za brak “innowacyjnej” gospodarki ?
    – czy oczekujemy od nich uproszczenia prawa i otwierania rynków ?
    – jeżeli ktoś kojarzy “innowacyjną gospodarkę” z wymyślaniem nowych produktów to np. Red Bull został wymyślony dawno temu w Tajlandii – kto na nim zarobił ?

    W tekście znalazło się też kilka uwag o braku kompetentnych ludzi do pracy i próby powiązania tej sytuacji z poziomem nauczania w szkołach podstawowych i średnich.
    – moim zdaniem ucieczka 2,5 miliona polaków i problemy demograficzne mają większy wpływ na liczbę ludzi chętnych do pracy niż minister Zalewska czy podstawa programowa.
    – kwestia stawki, odpowiednia spowoduje że Brytyjczycy chętnie przyjadą u nas pracować.(po co szkolić młodych, zatrudnijmy tych co już wszystko umieją)
    – nasi przedsiębiorcy w trakcie wieloletniej praktyki wykształcili w swoich niszach pewne umiejętności (np. 70% bankrutuje w 5 lat), to chyba dobrze że w swoich wąskich specjalizacjach wykraczają wiedzą ponad poziom szkoły podstawowej a nawet średniej ?

  5. Andrzej Mikosz pisze:

    Jeszcze raz powtarzam: Wykształcenie do wykonywania zawodu to jedno (i to albo w technikum albo w szkole zawodowej albo na studiach). Natomiast także jako prawnik, dostaję drgawek, jak delikwent nie rozumie całek, pochodnych, funkcji (i różnych ich przebiegów) tudzież podstaw kombinatoryki i rachunku prawdopodobieństwa. Także rozumienie działania silnika o wewnętrznym spalaniu dla prawnika jest konieczne. Nawet jeżeli nie potrafi go rozłożyć i złożyć.
    Muszę przyznać, że mam dość ograniczony szacunek do poziomu intelektualnego absolwentów studiów humanistycznych – w tym prawniczych, którzy nie rozumieją podstaw matematyki, fizyki czy biologii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz