Newsletter

Debiut Morawieckiego

Panie Premierze, proszę zagwarantować nauczycielom podwyżki, wymagając jednak od pedagogów poparcia dla rzeczywistej – nie pozornej – reformy oświaty: napisania nowoczesnych podstaw programowych i likwidacji Karty Nauczyciela

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Polski przedsiębiorca. Zatrudnia od kilku do kilkunastu osób. Nauczył się polskiej biurokracji i jakoś funkcjonuje. Koniunktura ostatnich kilku lat wraz z całkiem ciekawymi ukłonami ze strony rządu w stosunku do małych firm owocuje tym, że firma zaczyna się rozrastać. Jest więcej zleceń, nowe rynki zbytu. W normalnej sytuacji każdy właściciel firmy zacierałby ręce. Ale niestety nie u nas. U nas zaczyna się problem. „Nie ma kim” pracować. A już z całą pewnością ciężko jest liczyć na to, że nowi, młodzi pracownicy będą mieli niewielkie, chociaż przydatne w praktyce, kompetencje wyniesione ze szkół. Wygląda to zatem tak, że przyjmując młodego pracownika, który właśnie uzyskał zadowalające go wykształcenie, przedsiębiorca decyduje się na to, że prawie wszystkiego będzie musiał nauczyć go sam.

Tak kiepskiej sytuacji z efektami polskiej edukacji nie było od dawna. Najnowszy zlecony przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii raport pt. „Szkoła dla innowatora” wywołał kolejną dyskusję, czy aby naprawdę jest tak źle. Główne tezy wspomnianego raportu mówią o „braku umiejętności wychodzenia poza schematy”, „braku samodzielnego myślenia” czy „nieumiejętności kreatywnego myślenia i współpracy”. A przecież w XXI wieku, gdzie Internet zaspokaja potrzebę otrzymywania wiedzy na temat suchych, encyklopedycznych faktów, to właśnie współpraca, kreatywne myślenie, wychodzenie poza schematy czy umiejętność korzystania z wiedzy w praktyce decydują o tym, czy ktoś dobrze poradzi sobie na rynku pracy, a firma będzie się rozwijać. Tak, jest źle.

Już sam zleceniodawca wspomnianego raportu o polskiej szkole, którym nie jest MEN, a Ministerstwo Przedsiębiorczości pokazuje, że próżno szukać pomocy dla polskiej edukacji u minister Zalewskiej, która chyba nie rozumie wagi problemu, a już z całą pewnością nie ma żadnego pomysłu na jego rozwiązanie

W polskiej szkole nauczyciel, czy to dobry czy zły, rozliczany jest bezwzględnie ze zrealizowanej – lub nie – podstawy programowej. Jest to dokument, który w istocie jest planem pracy nauczyciela. W matematyce, na odpowiednim poziomie edukacyjnym, będzie on na przykład zawierał informacje o przerobieniu zagadnień typu „Prędkość, droga, czas”, na języku angielskim – czasu Present Simple, na historii – sowieckiej agresji na Polskę w 1939 roku, a na lekcji wychowania fizycznego – przewrotu w przód. Każdy nauczyciel pod koniec roku szkolnego musi przedstawić dokument potwierdzający, że wszystkie zagadnienia z podstawy programowej zostały zrealizowane. Jeśli tak, oznacza to, że nauczyciel wyposażył ucznia w niezbędną wiedzę. Pytanie o zrealizowaną podstawę programową zaczyna się jednak od „czy?”, nikt nie pyta „jak?”, a już z pewnością niewielu interesuje, co uczniowie z tej wiedzy będą mogli wykorzystać w praktyce. Ich cel to przecież dobre napisanie testów. Tak wygląda system edukacji w Polsce w 2019 roku.

Część nauczycieli realizuje podstawę programową z pruską konsekwencją, bez refleksji nad jakością i przydatnością wiedzy. Doskonale wpasowują się w obecny system pseudooświaty. Część, aby uniknąć problemów u przełożonych, pomimo świadomości odstawania treści programowych od realnych potrzeb edukacyjnych ucznia, trwa w złym systemie. Część pracuje, korzystając z podstawy programowej mądrze, wybierając z niej elementy kluczowe, minimalizując te archaiczne i przestarzałe. Typ idealny to nauczyciel mający świadomość przydatności wiedzy w praktyce, którego dyrektor pozwala mu na refleksyjne traktowanie omawianej podstawy. Nie zapominajmy jednak, że dyrektorzy również rozliczani są z suchych wyników realizacji przestarzałej podstawy, w postaci wyników egzaminów końcowych. Zatem tylko ci najmądrzejsi będą tworzyli szkołę uczącą nie tyle wiedzy, którą każdy uczeń ma w smartfonie, ale będą wymagali od pedagogów zwrócenia uwagi na umiejętności kształcenia kreatywności, analizy i selekcji informacji, radzenia sobie z problemem. Znam takich dyrektorów, znam takich nauczycieli. Pomimo medialnej nagonki na pedagogów, jest ich sporo. To odważni pasjonaci i wizjonerzy, doskonale wyczuwający, w jaką wiedzę i umiejętności trzeba wyposażyć ucznia, którego przyszły zawód często jeszcze nie istnieje.

Tylko gdzie w tym wszystkim są decydenci odpowiedzialni za system polskiej oświaty? Już sam zleceniodawca wspomnianego raportu o polskiej szkole, którym nie jest MEN, a MPiT pokazuje, że próżno szukać pomocy dla polskiej edukacji u minister Zalewskiej, która chyba nie rozumie wagi problemu, a już z całą pewnością nie ma żadnego pomysłu na jego rozwiązanie. Związki zawodowe ustami Sławomira Broniarza walczą tylko, choć słusznie, o podwyżki dla nauczycieli. Przedstawiciele ZNP ani jednak słowem nie wspominają o możliwości zlikwidowania największego szkodnika polskiej edukacji – Karty Nauczyciela oraz o koniecznych zmianach systemowych.

Nie wiem, czy Mateusz Morawiecki gra w szachy. Jeśli tak, to z pewnością wie, że dzięki debiutowi Nimzowitscha można szybko i sprawnie zakończyć partię. A gra, Panie Premierze, toczy się o przyszłą Polskę. Jeśli przedsiębiorca nie rozwinie swojej firmy przez brak ludzi potrafiących praktycznie wykorzystywać wiedzę, nasze wstawanie z kolan zostanie tylko sloganem. Proszę się przyjrzeć. Zobaczy Pan, że minister Zalewska oraz przewodniczący Broniarz nie znają reguł tej pięknej gry i narażają nas na długą, nudną, ideologiczną partię zakończoną patem. Panie Premierze, proszę zagwarantować nauczycielom podwyżki, bardzo wielu z nich na to zasługuje, wymagając jednak od pedagogów poparcia dla rzeczywistej reformy polskiej oświaty. Zacznijmy od napisania nowoczesnych podstaw programowych, zlikwidowania Karty Nauczyciela i zastąpienia jej dokumentem odpowiadającym realiom XXI wieku. Panie Premierze, Pan zaczyna białymi.

Masz dość bzdur i propagandy?

Wspieraj niezależny i ambitny ośrodek myśli

Solennie zobowiązuję się przemyśleć czy stać mnie na wsparcie serwisu Nowa Konfederacja stałym zleceniem przelewu dowolnej kwoty

przykładowe kwoty:

  • 16 zł - latte z dodatkami w kawiarni
  • 50 zł - bilet ulgowy do teatru
  • 150 zł - bilet do opery
  • 500 zł - zostań mecenasem polskiej myśli politycznej