Newsletter

Czy zawsze winny jest rolnik?

Aby skutecznie chronić się przed wirusem ASF, potrzeba zaangażowania nie tylko hodowców trzody. Polemika z komentarzem „Świnie nie uchronią się same” Stefana Sękowskiego

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Na łamach „Nowej Konfederacji” pojawił się 21 września artykuł Stefana Sękowskiego pt. „Świnie nie uchronią się same. Ale hodowcy owszem”. Niestety, już sam tytuł zawiera błędnie postawioną tezę. Aby skutecznie chronić się przed wirusem ASF potrzeba zaangażowania nie tylko hodowców trzody, ale administracji publicznej, weterynaryjnej, łowieckiej, a nawet całego społeczeństwa.

ASF w tej chwili to problem ogólnoświatowy. Choroba pojawiła się już w Belgii, blisko granicy zarówno z Niemcami, jak i Francją, a także w Chinach, gdzie jej ogniska znajdują się nawet w odległości około 2 tys. kilometrów od siebie. Prawdą jest również to, że w czasie zbliżających się kampanii wyborczych strony politycznego sporu będą wzajemnie przypisywać sobie polityczną odpowiedzialność za rozprzestrzenianie się wirusa, ale konstruktywnej dyskusji i rozwiązań nadal nikt nie ma.

Autor słusznie zauważył, że walka z ASF w Hiszpanii trwała aż 30 lat. Wirus nie jest szkodliwy dla ludzi, ale śmiertelny dla trzody i dzików. Bioasekuracja i odpowiednie zachowanie rolników są rzeczywiście konieczne i potrzebne, ale nie wystarczą do rozwiązania problemu. Chorobę mogą przenieść gryzonie i ptaki; wirus może znajdować się w paszy; a w Rumunii najprawdopodobniej źródłem zakażenia była woda. W tej sytuacji ani duże, ani małe gospodarstwa nie mogą być bezpieczne. Dla zwalczania choroby potrzebny jest złożony i kompleksowy program oraz wzrost świadomości społecznej.

Brak pewności dochodu może sprawić, że rolnicy będą rezygnować z produkcji, a wymaganie od hodowców nadmiernych środków bezpieczeństwa pogłębi tę tendencję – żaden odpowiedzialny rolnik nie będzie szkodził własnemu gospodarstwu i narażał go na coraz większe koszty

Nie można zgodzić się ze Stefanem Sękowskim, że pomysł budowy płotu jest „kuriozalny” – ogrodzenie to jedyna możliwość, aby zatrzymać przedostawanie się dzików na polską stronę. W ten sposób można usunąć choć jedno z licznych źródeł wirusa. Nie ma też wątpliwości, że z tej samej przyczyny należy zmniejszyć populację dzików.

Wymienione przez autora środki zabezpieczenia hodowli nie zawsze spełnią swoją funkcję. Przykładowo nasączone maty nie spełniają swojej roli w czasie upałów, kiedy środek dezynfekcyjny bardzo szybko paruje. Ponadto wirus może być wniesiony do chlewni także ze słomą, zebraną na polu. Może przetrwać również w mieszankach paszowych i dodatkowo pokonywać duże odległości, dlatego już teraz Stany Zjednoczone, Japonia szukają kolejnych rozwiązań, aby zapobiec przedostaniu się choroby do tych państw.

Z powodu ASF cała branża wieprzowa jest zagrożona. Brak pewności dochodu może sprawić, że rolnicy będą rezygnować z produkcji, a wymaganie od hodowców nadmiernych środków bezpieczeństwa pogłębi tę tendencję – żaden odpowiedzialny rolnik nie będzie szkodził własnemu gospodarstwu i narażał go na coraz większe koszty. Problemem jest również fakt, że służby weterynaryjne często nie dopełniają swoich obowiązków – nie mają z tego powodu żadnych strat, w przeciwieństwie do rolnika.

W odpowiedzi na interpelację posła Roberta Winnickiego resort rolnictwa podał, że w okresie od 1 kwietnia do 31 sierpnia 2018 Inspekcja Weterynaryjna skontrolowała 17025 gospodarstw. W 3400 stwierdzono nieprawidłowości, ale tylko w 83 wprowadzono zakaz czasowego utrzymywania trzody. Można z tego wnioskować, że rolnicy generalnie stosują się do zasad bioasekuracji. Problem w tym, że może to być niewystarczające zabezpieczenie przed ASF.

Ważną sprawą jest także świadomość służb i społeczeństwa, czyli m.in. informowanie o padłych dzikach, a następnie ich utylizacja. Nie może dochodzić do sytuacji, w której padłe dziki przez kilka dni są niezabezpieczone i nie ma odpowiedzialnych za to osób.

Walka z ASF potrwa jeszcze wiele lat i zamiast tracić czas na mało znaczące spory, należy zrobić wszystko, aby zabezpieczyć produkcję trzody nie tylko wewnątrz kraju, ale również ograniczyć ryzyko zewnętrzne – co będzie wyjątkowo trudne. Nie można w takiej sytuacji przerzucać wszystkich obowiązków na rolników i tylko ich obarczać polityczną i finansową odpowiedzialnością za ewentualne pojawienie się w Polsce ognisk ASF.