Newsletter

Cios miłosierdzia dla referendum Dudy

Senat wybawił nas z kłopotu zastanawiania się nad tym, co jako obywatele powinniśmy zrobić z problematycznym plebiscytem, którego pytania jeżą się od pułapek

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Senat odrzucił wniosek prezydenta Andrzeja Dudy o przeprowadzenie referendum konstytucyjnego głównie głosami senatorów Platformy Obywatelskiej. Senatorowie Prawa i Sprawiedliwości głosowali za, bądź wstrzymali się od głosu – tak Danuta Holecka relacjonowała w „Wiadomościach” TVP1 decyzję izby wyższej. Z formalnego punktu widzenia to oczywiście prawda: żaden senator PiS nie zagłosował przeciwko referendum. Z faktycznego punktu widzenia PiS zadał prezydenckiemu pomysłowi „cios miłosierdzia” w przedłużającej się już debacie na ten temat. Partia rządząca ma bowiem większość w Senacie i – gdyby tylko przyszedł taki nakaz z Nowogrodzkiej – przepchnęłaby referendum, tak jak przepchnęła liczne inne ustawy w tej kadencji. A tak przynajmniej uchroni prezydenta od frekwencyjnego blamażu, którym mogłaby się skończyć jego inicjatywa.

Lider Kukiz’15 jest najwyraźniej niereformowalnym, romantycznym i naiwnym Rycerzem Smętnego Oblicza demokracji bezpośredniej

Dlaczego tak się stało? Zdaniem Beaty Mazurek, „wśród senatorów zwyciężyło myślenie techniczne”. Można powiedzieć: nareszcie. Decyzji nie powinno się podejmować słuchając porywu serca, tylko rozważając, czy ich realizacja jest możliwa. Jeśli faktycznie parlamentarzyści posłuchali uwag Państwowej Komisji Wyborczej, wedle której 10-11 listopada przeprowadzenie referendum będzie bardzo trudne, bądź wręcz niemożliwe, to tylko chwała im za to. Ostrzej na ten temat wypowiedział się Paweł Kukiz, obrzucając w mediach społecznościowych polityków PO i PiS stekiem wyzwisk. Lider Kukiz’15 jest najwyraźniej niereformowalnym, romantycznym i naiwnym Rycerzem Smętnego Oblicza demokracji bezpośredniej. Los referendum Bronisława Komorowskiego nie nauczył go, że politycy organizują plebiscyty niekoniecznie po to, by oddać głos w najważniejszych sprawach obywatelom, a ci niekoniecznie chcą brać udział w farsie.

Bo referendum proponowane przez Andrzeja Dudę byłoby farsą. Nie tylko kontekst całej akcji, ale także pytania w ich ostatecznym brzmieniu powinny poważnie nastrajać do bojkotu. Zacznijmy od tego, że obóz rządzący powinien przede wszystkim zacząć od przestrzegania obecnej Konstytucji, zanim zabierze się za uchwalanie nowej. Jednak nawet jeśli będziemy od tego abstrahować, to już pierwsze pytanie jest problematyczne. Obecny obóz władzy traktuje bowiem chęć przeprowadzenia reformy np. sądownictwa, wyrażoną w byle sondażu, jako weksel in blanco na wszelką treść i formę zmian, oczywiście autorstwa PiS. Nie widzę powodu, dla którego tym razem miałoby być inaczej. Jarosław Kaczyński dożywotnim królem Polski, decyzją podjętą zwykłą większością głosów w Sejmie i Senacie? Czemu nie – w końcu Polacy w referendum konsultacyjnym powiedzieli, że chcą zmian w obowiązującej Konstytucji (albo wręcz nowej), a obwołanie Prezesa monarchą to przecież zmiana. I nie będzie świstek papieru postkomunistycznej proweniencji ze swoimi sztywnymi ramami reformy ograniczał woli Suwerena.

Referendum proponowane przez Andrzeja Dudę byłoby farsą

Ktoś może powiedzieć, że nieco poniosła mnie wyobraźnia, ale właściwie – czemu miałoby się tak nie stać? Ale nawet jeśli nie, to w pytaniach, które Andrzej Duda chciał zadać Polakom, czają się także inne pułapki. Choćby w pytaniu 8., które brzmi: „Czy jest Pani/Pan za konstytucyjnym zagwarantowaniem ochrony rodziny, macierzyństwa i ojcostwa, nienaruszalności praw nabytych rodziny (takich jak świadczenia z programu 500+) oraz uprawnień do szczególnej opieki zdrowotnej kobiet ciężarnych, dzieci, osób niepełnosprawnych i w podeszłym wieku?”. Część z tych elementów już znajduje się w Konstytucji, część nie. Czy jeśli np. nie chcę w Konstytucji potencjalnie szkodliwego dla finansów publicznych zapisu o prawach nabytych do 500+, czy to oznacza, że chcę także wyrzucenia z ustawy zasadniczej np. art. 68 ust. 3, który zobowiązuje władze dozapewnienia szczególnej opieki zdrowotnej dzieciom, kobietom ciężarnym, osobom niepełnosprawnym i osobom w podeszłym wieku”? Zresztą nie tylko to pytanie dotyczy kwestii, które albo są już w Konstytucji, albo mogłyby powodować ogromne problemy ustrojowe.

Senat wybawił nas jednak od tych dylematów. Miejmy nadzieję, że na stałe, choć możemy spodziewać się też kolejnych wniosków, bo prezydent z uporem godnym lepszej sprawy (np. ochrony niezależności sądu konstytucyjnego bądź niezawisłości sądownictwa) walczy o to referendum. Jednak, na przyszłość – zmiana terminu tego plebiscytu usunie tylko jedną z mniejszych jego wad.