Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Bitcoin – cyfrowy tulipan XXI wieku

Ogromne tąpnięcia na rynku kryptowalut pogrzebały marzenia o egalitarnej walucie, która wyzwoli świat z ubóstwa. A końca tego kryzysu ciągle nie widać

Tekst jest częścią nowego cyklu „Klinika NK” Stanisława Maksymowicza. O zdrowiu, geopolityce i nauce co tydzień we wtorek w otwartym dostępie.

Początkowo ten tekst miał opowiadać historię o nadziejach, jakie wzbudzały kryptowaluty wśród organizacji walczących z globalnym ubóstwem. Chciałem ukazać w nim przede wszystkim dwoistość tego myślenia w kontekście nowego kolonializmu. Co czynię. Ale tekst nie powstaje w jeden dzień. Jak się okazało – gdy tylko zacząłem go pisać, zaraz stał się nieaktualny. Głównym problemem okazał się globalny kryzys, który objął kursy kryptowalut.

Źródła tego kryzysu tkwią głęboko w globalnej ekonomii. Na skutek pandemii i wojny odnotowuje ona najgłębsze problemy od poprzedniego cyklu kryzysowego, który rozpoczął się w 2008 roku po upadku Lehman Brothers w USA. Mimo to warto przyjrzeć się nadziejom, jakie miał nieść ze sobą egalitarny i wolny handel kryptowalutami, i jakie było drugie dno tego rozwoju. Może pomoże to też lepiej zrozumieć obecną sytuacją na tym rynku, który okazał się wielką spekulacyjna bańką.

Cyfrowe tulipany

W 2021 roku Salwador stał się pierwszym krajem na świecie, który przyjął wiodącą i największą kryptowalutę – Bitcoin – jako prawny środek płatniczy obok dolara amerykańskiego. Tym samym przypieczętowując uznanie systemu kryptowalutowego jako realnego narzędzia, na którym można oprzeć oficjalne transakcje finansowe.

Lawinowo rosnące ceny Bitcoina stały się źródłem kryptofortun, co spowodowało, że kojarzymy go głównie z bogactwem spekulantów i wielkich korporacji

Był to niemały przełom, bo kryptowaluty nawet dzisiaj kojarzone są przede wszystkim ze spekulacją i czarnym rynkiem. Wszak wszystkie transakcje w tzw. darknecie (nieregulowanej przestrzeni internetu) – w tym handel bronią, narkotykami i usługami hakerów – dokonywane są właśnie za pomocą kryptowalut. Dodatkowo lawinowo rosnące ceny Bitcoina stały się źródłem kryptofortun, co spowodowało, że kojarzymy go głównie z bogactwem spekulantów i wielkich korporacji. Te ostatnie zresztą też bardzo polubiły wymianę tym środkiem, gdyż ogranicza to nadzór regulacyjny i zmniejsza obciążenia finansowe.

Tymczasem kryptowaluty stały się też uosobieniem marzeń o prawdziwie wolnym, liberalnym rynku: bez sztucznych interwencji, presji politycznej, dodruków, inflacji, kryzysów. Po prostu czysta, wolna wymiana. Niektórzy zaczęli wręcz widzieć w kryptowalutach cudowny lek na główne bolączki świata. Także problemy ubóstwa i nierówności.

Czym właściwie są kryptowaluty? Ciężko o prostą i klarowną odpowiedź. Definicja głosi, że jest to bazujący na kryptografii rozproszony system księgowania, opartego na łańcuchu bloków. Są to więc po prostu zapisane i zaszyfrowane ciągi cyfr, zgodne z ustalonym wzorem matematycznym, uporządkowane za pomocą rejestru. Aby wytworzyć daną jednostkę walutową, należy przeprowadzić odpowiednie obliczenie matematyczne zgodne z algorytmem. Proces wytwarzania nowych jednostek nie jest jednak prosty i wymaga dużej mocy obliczeniowej komputera. Nazywa się to kopaniem kryptowalut i jest domeną krajów, w których energia jest tania i łatwo dostępna, takich jak Islandia. Podstawą funkcjonowania danej kryptowaluty jest tzw. blockchain (łańcuch bloków), czyli cyfrowa księga transakcji. Różni się on od tradycyjnego rejestru bankowego tym, że nie wymaga do wymiany pośredników (np. banku), a jest współdzielony przez wszystkich użytkowników.

Spektakularne wzrosty i spadki wartości kryptowalut można porównać do szaleństwa, jakie ogarnęło XVII-wieczną Holandię, gdy cena jednej cebulki tulipana odpowiadała wartości kilku, a nawet kilkudziesięciu ton pszenicy

Historia kryptowalut rozpoczęła się w 2009 roku od powołania do życia kryptowaluty Bitcoin (BTC) przez tajemniczego programistę Satoshi Nakamoto. Jego celem było stworzenie zdecentralizowanego elektronicznego systemu płatności, opartego i zabezpieczonego przez kryptografię, czyli matematykę. Początkowo będący raczej ciekawostką, z czasem Bitcoin zaczął zyskiwać coraz więcej użytkowników, przez co jego wartość zaczęła rosnąć, dochodząc pod koniec 2021 roku do wyceny na poziomie ponad 64 tysięcy dolarów za 1 BTC! Rok wcześniej było to około 16 tysięcy dolarów.

Spektakularne wzrosty i spadki wartości kryptowalut można porównać do szaleństwa, jakie ogarnęło XVII-wieczną Holandię, gdy cena jednej cebulki tulipana odpowiadała wartości kilku, a nawet kilkudziesięciu ton pszenicy. Czy nie podobnie stało się z kryptowalutami, które okazały się w istocie bańką finansową, napompowaną do granic wytrzymałości przez rosnący popyt, ale pustą w środku?

Wiele na to wskazuje. Po wielkiej hossie, trwającej kilka lat, Bitcoin i inne kryptowaluty zaczęły gwałtownie tracić na wartości. 14 maja 2022 roku 1 BTC wyceniany był już na „zaledwie” 29 tysięcy dolarów, co oznacza ponad 40-procentowy spadek w ciągu roku. Druga największa kryptowaluta, Ether, straciła w rocznym ujęciu ponad 51 proc. Ale to i tak nic w porównaniu z Luną, która straciła w pięciodniowym ujęciu 99,98 proc. i jest już właściwie pozbawiona wartości.

Ryc. 1. Kurs BTC w miesięcznym ujęciu (źródło: google.com).

Ryc. 2. Kurs LUNA/USD w miesięcznym ujęciu (źródło: google.com).

Koniec nadziei dla ubogich?

Wróćmy do problemu ubóstwa. Skąd pojawił się pomysł, że kryptowaluty mogą stać się narzędziem walki z biedą i nierównościami społecznymi? Idea tkwi m.in. w walce z inflacją. Najbiedniejsze kraje i ich mieszkańcy zwykle padają ofiarą hiperinflacji – ogromnego spadku wartości pieniądza i związanego z tym gigantycznego wzrostu cen. W efekcie coraz biedniejszych ludzi stać na coraz mniej. W pewnym stopniu przejawia się to dzisiaj w Polsce, gdy ten sam koszyk żywności kosztuje dziś kilkadziesiąt złotych więcej niż rok temu. Wyobraźmy sobie zatem, że jednego dnia chleb kosztuje 10 złotych, a kilka dni później – 1000. To jest hiperinflacja, powodująca skrajne ubóstwo. Jej źródłem jest przede wszystkim niekontrolowany i nieuzasadniony dodruk pieniądza. Przez to na rynku powstaje nadwyżka waluty bez oparcia w i tak słabej gospodarce.

14 maja 2022 roku 1 BTC wyceniany był już na „zaledwie” 29 tysięcy dolarów, co oznacza ponad 40-procentowy spadek w ciągu roku

Tymczasem Bitcoin czy inne kryptowaluty posiadają cechę, która wydaje się odpowiedzią na ten problem: są zdecentralizowane. Nie ma jednego banku, instytucji regulacyjnej czy nawet kraju, w którym kryptowaluty istniałyby w rzeczywistości. Są bowiem zapisane na rozproszonych kontach użytkowników, na serwerach całego świata. Nikt nie reguluje produkcji Bitcoina, jedynie „obywatele świata”. Ponadto sam Bitcoin posiada zaszyty w algorytmie mechanizm, zakładający, że nie może być go więcej niż 21 milionów tokenów. Ograniczona podaż powoduje, że jego wartość rośnie wraz z popytem, a jego skończoność zapobiega ostatecznie inflacji. Nie można go więc w nieskończoność kopać, tak jak można w nieskończoność drukować bezwartościowe banknoty.

Co więcej, z kryptowalut może korzystać potencjalnie każda osoba z dostępem do komputera/telefonu i sieci Internet. Nie potrzebuje do tego konta bankowego, bo dane o jej portfelu przechowywane są w blockchainie. Zatem władze żadnego kraju, w tym najbardziej skorumpowane, nie mogą specjalnie ograniczać swoim obywatelom dokonywania transakcji kryptowalutami, jak mogą to czynić w swojej własnej walucie. Nie mogą też wejść na jego konto i czegoś ukraść: w ogóle kryptowalutę trudniej jest ukraść niż tradycyjne pieniądze.

Te mechanizmy mają więc potencjalnie szansę wpłynąć na zmniejszenie globalnego ubóstwa i obiecują równomierny rozwój gospodarczy i społeczny na całym globie. Także w krajach najuboższych, dopiero rozwijających się.

Nowy kryptokolonializm?

Bitcoin posiada zaszyty w algorytmie mechanizm, zakładający, że nie może być go więcej niż 21 milionów tokenów

Ekspansja kryptowalut, niosąca ze sobą niewątpliwe szanse, ma jednak swoje drugie dno i najwięcej mówi o świecie zachodnim, z którego się wywodzą. Obietnice związane z nimi mają bowiem w swojej istocie iście XIX-wieczną, europocentryczną genezę, m.in. leżącą u podstaw filozofii J.S. Milla, który uznał, że prywatna własność, rynek, gospodarka, akumulacja dóbr i etyka pracy, będące filarami kapitalizmu, są miarą postępu kulturowego. Każdy kraj ma iść tą samą ścieżką rozwoju, wyznaczoną przez najbardziej rozwinięte kraje świata. Jeśli dane państwa nie dotarły jeszcze do tego punktu co my, to znaczy, że jeszcze się rozwijają. Nie idzie im rozwój? Zatem coś robią źle. Dajmy im więc narzędzia, które pomogą im wrócić na właściwe tory.

Podobnie jest z kryptowalutami i międzynarodowym obiegiem pieniądza. Jeśli całe kraje nie radzą sobie z właściwą – rozumianą z zachodniego punktu widzenia – wymianą, to trzeba im pomóc jakoś inaczej. I w tym myśleniu jest pewna pułapka. Bo w istocie kraje te nie są poddawane żadnym specjalnym reformom, nie wspiera się ich własnej ścieżki rozwoju przez naprawę błędów kolonializmu. Wtłacza się je tylko w uprzednio wypracowaną matrycę społeczno-gospodarczo-polityczną, do której nijak nie pasują. A przecież istniały i istnieją społeczeństwa, w których od waluty bardziej wartościowe były inne formy kapitału – władza, prestiż (czy w naszym społeczeństwie też tak przypadkiem nie jest?) – i zapomniane formy wymiany, jak choćby barter. I dopiero pojawienie się w nich obcego ze swojej natury modelu ekonomicznego doprowadziło do załamania, najpierw w czasach kolonialnych, teraz w czasach globalizacji.

Rozwój kryptowalut, które zyskały globalną popularność, można więc postrzegać jako nową formę kolonializmu, nazywanego już nawet kryptokolonializmem. Dzięki dostarczeniu krajom rozwijającym się uniwersalnych i efektywnych narzędzi wymiany finansowej, omijających ich własne gospodarki, w istocie pomagamy bowiem w drenażu ich zasobów. Czym to się różni od podstawiania do portów w Ameryce Południowej czy Afryce statków gotowych na załadowanie tanim towarem? Ponadto promowany przez organizacje humanitarne mechanizm oparty o kryptografię w istocie, jak pisze w pracy naukowej „Blockchain humanitarianism and crypto-colonialism” Oliver Jutel z University of Otago w Nowej Zelandii, jest nierozerwalnie związany z polityką i wartościami kulturowymi Doliny Krzemowej. Same zaś kraje, w których wprowadza się humanitarne rozwiązania kryptowalutowe, są niczym pola doświadczalne dla zachodnich gospodarek. Tak jak pacjenci tych krajów są najczęstszymi uczestnikami badań klinicznych nowych zachodnich leków.

Rozwój kryptowalut, które zyskały globalną popularność, można więc postrzegać jako nową formę kolonializmu, nazywanego już nawet kryptokolonializmem

A problem globalnego ubóstwa nie wiąże się wyłącznie z możliwościami zapłaty za towary i lokalną inflacją. Jest głęboko powiązany z historią, nierównościami i podziałem globalnego świata. A te generują kolejne problemy, jak kryzys klimatyczny czy nierówny dostęp do dokonań nauki, w tym medycyny. Tę ostatnią kwestię szczególnie uwidoczniła pandemia COVID-19, oraz problem głodu na świecie. Czy kryptowaluty rozwiążą te problemy? To bardzo wątpliwe. Szczególnie gdy obserwujemy obecny kryzys. Już teraz pogrążył on tysiące ludzi, którzy, nieświadomi ryzyka, zainwestowali w kryptowaluty całe swoje oszczędności. I stracili je w ciągu kilku dni.

Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”, ekspert ds. zdrowia, adiunkt w Collegium Medicum UWM w Olsztynie, doktor socjologii, członek Polskiego Towarzystwa Socjologicznego i Polskiego Towarzystwa Komunikacji Medycznej, wykładowca socjologii zdrowia i medycyny dla studentów kierunków medycznych. W swojej pracy naukowej podejmuje problemy komunikacji medycznej, technologii medycznych, jakości życia i funkcjonowania chorych na choroby rzadkie oraz zachowań zdrowotnych. Autor stałej rubryki „Klinika NK” o zdrowiu, geopolityce, technologii i nauce.

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Bitcoin – cyfrowy tulipan XXI wieku”

  1. esi pisze:

    Z tymi tulipanami to większość powołuje się na te stare czasy, a niekoniecznie zna fakty: https://www.smithsonianmag.com/history/there-never-was-real-tulip-fever-180964915/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Zobacz