Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Atom – moc, której potrzebujemy

Emisje CO2 pochodzące z energetyki jądrowej są bardzo niskie, a zasoby paliwa jądrowego są praktycznie nieograniczone. Ta energetyka daje odpowiedzi na wiele problemów związanych z rozwojem naszej cywilizacji

Według wielu prognoz m.in. WiseEuropa, zapotrzebowanie na energię elektryczną w Polsce może do 2050 podwoić się do prawie 300 TWh. Połączone to będzie z jednoczesną rezygnacją z energetyki węglowej w celu redukcji emisji CO2, a wzrost zapotrzebowania będzie efekem m.in. masowej elektryfikacji transportu oraz ogrzewania. Negowanie antropogenicznych zmian klimatu jest już dziś domeną kurczącej się grupy „naukowców wyklętych” – często wybitnych specjalistów w konkretnej branży, którzy jednak kwestionują ustalenia Międzynarodowego Panelu nt. Zmian Klimatu (IPCC) – dziś uznawane właściwie za powszechnie obowiązujące w nauce.

Wyzwania związane z konieczną redukcją emisji CO2 w energetyce, transporcie, przemyśle i rolnictwie są tak ogromne, że wymagają absolutnie wszystkich dostępnych nam technologii, które na to pozwalają. Źródła odnawialne, efektywność energetyczna, redukcja zapotrzebowania, nowoczesne technologie rolnicze, mięso z probówek (z ang. clean meat), elektryfikacja transportu i ogrzewania – to tylko część zmian systemowych, których potrzebujemy. W gronie czystych technologii zalecanych przez IPCC znajduje się też energią jądrowa, a na potrzebę wzrostu jej udziału wskazuje przytłaczająca większość analizowanych scenariuszy.

Dlaczego atom?

Energetyka jądrowa, podobnie jak energia wiatrowa, powoduje bardzo niskie emisje CO2, a zasoby paliwa jądrowego są praktycznie nieograniczone. Jej cechą najważniejszą jest niezwykle wysoka gęstość energetyczna paliwa jądrowego: wyprodukowanie tej samej ilości energii wymaga kilka milionów razy więcej węgla lub gazu. Stosunkowo duża jednostkowo instalacja jądrowa produkuje więc ogromne ilości czystej energii. Dla uproszczenia możemy założyć tu, że nowoczesny reaktor produkuje około 12 TWh energii elektrycznej, co w polskich warunkach (170 TWh rocznie) oznacza 7% zapotrzebowania i przychód ponad 250 mln PLN miesięcznie, gdzie około jedna trzecia tej kwoty potrzebna jest do pokrycia kosztów operacyjnych elektrowni. Instalacja taka może pracować 60-80 lat, produkując rocznie około 3 metry sześcienne odpadów, które są metalami i zatapiane są w szkle w potężnych i ciężkich pojemnikach.

Stosunkowo duża jednostkowo instalacja jądrowa produkuje ogromne ilości czystej energii

Z gęstości energetycznej paliwa wynikają też dla Polski ogromne korzyści ekologiczne: wyprodukowanie energii elektrycznej, potrzebnej w całym okresie życia statystycznego Europejczyka, wiąże się z produkcją odpadów, które objętościowo możemy zmieścić w puszce po coli. Gdy spojrzymy na hałdy popiołów powęglowych, nietrudno jest skonstatować, że atom jest tu niewątpliwie najbardziej zrównoważonym ze sposobów produkcji energii elektrycznej, szczególnie, że jest to jedyna branża energetyki, w której w trakcie pracy przechwytywane jest 100% odpadów. Zużyte paliwo może być ponownie wykorzystane w reaktorach prędkich, co stanowi idealny przykład ekologicznej gospodarki obiegu zamkniętego, gdzie odpad jednego procesu jest wsadem do kolejnego.

Wbrew przeciwnikom tej technologii jest ona tania w długim okresie, ponieważ wszystkie inne źródła (z wyjątkiem hydroenergetyki) muszą w trakcie życia elektrowni jądrowej być wybudowanie od nowa, czasem kilkukrotnie (elektrownie wiatrowe np. już po 20-25 latach). Nie zmienia to faktu, że sama inwestycja jest bardzo kapitałochłonna i wrażliwa na koszty oprocentowania kredytu, dlatego nie jest realizowana tam, gdzie liczy się tylko szybki zwrot z kapitału, a nie tania i czysta energia dla naszych dzieci i wnuków.

Ważna część miksu

Jest to dziś technologia dojrzała i bezpieczna. Na świecie zaspokaja blisko 11% zapotrzebowania. W Europie i USA przedłuża się czas budowy nowych instalacji jądrowych, co wynika z faktu że są to realizacje pierwsze w swoim rodzaju. Ale w krajach takich jak Chiny, Indie, Białoruś, Bangladesz, Korea Południowa, Zjednoczone Emiraty Arabskie nowe reaktory powstają nawet w kilka lat. Co ciekawe, Chińczycy ukończyli już u siebie nowoczesne reaktory konstrukcji amerykańskiej i francuskiej, mimo że zaczęli ich budowę dużo później. Polskie firmy i pracownicy obecni są na wielu budowach elektrowni jądrowych, realizując praktycznie wszystkie elementy poza częścią związaną z samym reaktorem. Mitem jest więc przekonanie, że rozwój energetyki jądrowej w Polsce spowoduje jedynie wypływ cennego kapitału za granicę. Inwestycję można realizować w trybie PPA (z ang. “power purchase agreement”), gdzie państwo gwarantuje zakupy energii po ustalonej cenie przez np. 20 lat, pokrywając niewielką różnicę między tą ceną a ceną hurtową na rynku. Projekt jest wtedy realizowany i zarządzany przez realizatora kontraktu, który może korzystać z polskich poddostawców i szkolić kadrę operatorów.

Z atomem przyjdzie nam dekarbonizować się dużo łatwiej

O dziwo, w historii świata mamy już kilka przykładów głębokiej dekarbonizacji energetyki za pomocą odnawialnych źródeł energii i energii jądrowej: w 15-20 lat takiego wyczynu dokonały np. Francja i Szwecja. Oba te kraje zdekarbonizowały się niejako przez przypadek: z braku własnego węgla wykorzystano atom w celu uzyskania niezależności energetycznej. Redukcja emisji nastąpiła wtedy już w latach 70-tych i 80-tych. Dziś Francja ma najniższe ceny energii detalicznej, co pozwala na masowe elektryczne ogrzewanie i emituje jedynie 50 g CO2 na każdą wyprodukowaną kWh energii elektrycznej. W Niemczech ta wartość waha się od 200 do 550 g CO2 na kWh, a w Polsce – wynosi około 750.

W połączeniu z energią wiatrową, fotowoltaiką, wykorzystaniem biogazu i hydroenergetyką, atom stanowi podstawę zrównoważonego miksu energetycznego, który jest najprostszy i najtańszy w realizacji. Bardzo przystępnie wykazała to najnowsza publikacja naukowców z MIT, którzy modelowali tysiące scenariuszy tylko po to by dowieść czegoś co w gruncie rzeczy jest sprawą dość oczywistą: z atomem przyjdzie nam dekarbonizować się dużo łatwiej. Taka sytuacja jest ważna dla Polski: kraju bez znaczących zasobów hydroenergetyki i geotermii, i z ograniczonym (w porównaniu do Danii czy Arizony) potencjałem energetyki wiatrowej i słonecznej.

Mit 100% OZE

Nie sposób dyskutować o atomie bez rozprawienia się z dość powszechnym i błędnym przekonaniem, że atom jest dziś po prostu niepotrzebny, lub jest technologią schyłkową, a wszystkie potrzeby energetyczne zaspokoją źródła odnawialne.

Brudna, wadliwa i obarczona niedoskonałościami szara rzeczywistość energetyki ma tendencję do ulegania w naszej świadomości różnym wizjom i marzeniom, które są tym bardziej atrakcyjne i kuszące, im mniej są udowodnione, realne i im bardziej obiecują nam one „nowy wspaniały świat po rewolucji”. Do takich mitów niewątpliwie należy mit 100% OZE, równie rzeczywisty, co sny powojennych inżynierów o gospodarce plutonowej opartej w 100% na atomie.

Wizja całkowicie odnawialnej energetyki jest kusząca, ale już w samym nazewnictwie czai się na nas pułapka. Otóż nie wszystko, co czyste, jest odnawialne – i vice versa. Przykładowo: kraje takie jak Dania i Wielka Brytania masowo przechodzą na spalanie peletów drzewnych w ciepłowniach miejskich. Jest to paliwo wg aktualnego prawodawstwa unijnego zeroemisyjne, w rzeczywistości jednak sprowadzane jest z USA i produkowane dzięki wycince tysięcy hektarów tamtejszych dzikich lasów. Polska Zachodnia na masową skalę produkuje również wsad kukurydzy dla niemieckich biogazowni, co skutkuje na dłuższą metę zwiększeniem upraw monokulturowych i wzrostem cen żywności. Debata “żywność czy paliwo” trwa już od dawna, i z ekologicznego punktu widzenia oznacza jedno: oto przyroda, do dziś często dręczona przemysłowym rolnictwem, zostaje przez zwolenników 100% OZE obarczona dodatkowym obowiązkiem: produkcją energii. Warto w tym momencie zauważyć, że spalanie biogazu i biopaliw jest często wprost marnotrawstwem. Zapominamy bowiem w pierwszej kolejności wykorzystać te zasoby do eliminowania paliw kopalnych z transportu lotniczego, tutaj bowiem nie mamy żadnej alternatywy na dziś i biopaliwa mają w tej branży ważną rolę do odegrania. Jednak nawet jeśli zrezygnujemy ze spalania biomasy i uprawy monokultur dla biogazu, sama energia wiatru i słońca również nie jest wystarczającym rozwiązaniem.

Mit 100% OZE opiera się bowiem na jednym kluczowym założeniu, które niestety się nie realizuje: istnieniu tanich, wydajnych i ekologicznych magazynów energii. Dotychczas najlepsze w tym zakresie elektrownie szczytowo-pompowe wymagają bardzo wyjątkowych warunków geograficznych i w gęsto zamieszkanej Polsce nie powstaną w niezbędnej skali. Baterie natomiast od kilku dekad przechodzą kolejne “rewolucje”, które jednak kończą się w miarę niewielkim wzrostem gęstości energetycznej. Dość przypomnieć, że baterie w samochodzie Tesla ważą dziś wciąż około 600 kg, i stanowią główny koszt tego pojazdu.

Nawet jeśli zrezygnujemy ze spalania biomasy i uprawy monokultur dla biogazu, sama energia wiatru i słońca również nie jest wystarczającym rozwiązaniem

Dlatego tak długo jak technologia potrzebna do zmagazynowania energii wagonu węgla to inwestycja rzędu dziesiątków milionów dolarów, nie należy oczekiwać jakiegoś znaczącego przełomu w tej dziedzinie. Oznacza to, że do bilansowania źródeł OZE będziemy potrzebowali głównie gazu ziemnego. I w naszym, polskim kontekście będzie to gaz z Rosji suplementowany LNG sprowadzanym z USA, Norwegii czy Kataru. Wykluczenie atomu ma więc dla Polski konkretną geopolityczną cenę.

Nie idźmy drogą Energiewende

Przykładem tego, jak łatwo jest stracić z oczu klimatyczny cel eliminując atom jest niemiecka transformacja energetyczna (nazywana Energiewende). Niemcy biją rekordy udziału OZE w miksie energetycznym: w 2018 roku było to już 35%. Jednocześnie jednak porażką zakończą się ich plany redukcji emisji CO2 w 2020. Co poszło nie tak? Otóż prawie całość oszczędności w emisjach CO2 została zmarnowana przez przedwczesne wyłączenie połowy energetyki jądrowej po 2011 roku. Był to efekt czysto wizerunkowej decyzji Angeli Merkel, podjętej na fali obaw o bezpieczeństwo związanych z awarią elektrowni atomowej w japońskiej Fukushimie Daichi.

Na miejsce atomu wejdzie w Niemczech gaz ziemny z rurociągu Nord Stream oraz energia OZE (w tym spalana biomasa). Priorytetowe wyłączenie atomu spowoduje też wydłużenie pracy energetyki węglowej, aż do 2038 roku i przekroczenie „budżetu CO2” RFN o 1 Gt.

Przeciwnicy energii jądrowej wykazują się dość powszechnym podwójnym standardem: narzekając na rzekomą kosztowność energii jądrowej, zupełnie ignorują gigantyczne koszty niemieckiej transformacji. Szacunki są różne, ale wg raportu McKinsey z 2015 roku, roczny koszt tego projektu wynosi ok 65 mld euro, jest to niemal trzykrotność całego polskiego programu jądrowego. Rozwiązanie „atom+OZE” jest więc po prostu tańsze.

 Nie tylko gazy cieplarniane

Dyskusja na temat zrównoważonego rozwoju ulega często koszmarnym uproszczeniom. Cały problem związany z ograniczeniami naszej biosfery (np. utrata bioróżnorodności, zmiany ph oceanów, erozja gleb) zawężony jest często tylko do emisji gazów cieplarnianych. Emisje te zwykle upraszcza się dalej do samego dwutlenku węgla (np. pomijając metan wyciekający z rurociągów i wydobycia gazu ziemnego), a samą dekarbonizację przedstawia się głównie jako problem energetyki (pomijając ogrzewanie, transport i rolnictwo). Na tym poziomie dyskusji głównym wrogiem klimatu jest często tylko węgiel, który prowadzi walkę na śmierć i życie z bohatersko wkręcanym oświetleniem LED i panelami fotowoltaicznymi na naszych dachach.

Energia jądrowa pomoże nam nie tylko w produkcji energii elektrycznej: wykorzystać ją możemy również do odsalania ogromnych ilości wody morskiej, a ciepło powstałe podczas procesów jądrowych możemy, tak jak US Navy, zaprząc do produkcji syntetycznych paliw dla samochodów, samolotów i maszyn rolniczych

Takie uproszczenia są ogromnie szkodliwe i należy ich unikać. Zarówno OZE jak i atom stanowią ważny element zrównoważonej energetyki i dają odpowiedzi na wiele problemów związanych z rozwojem naszej cywilizacji. Obserwując niebezpieczny trend ogrzewania miast za pomocą drzewnej biomasy, wiele gmin zaczyna rozpatrywać możliwość zasilania miejskiego ogrzewania za pomocą nowoczesnych, małych i pasywnie bezpiecznych reaktorów SMR (np. Helsinki). Kiedyś staniemy przed tym dylematem także w Polsce: czym zastąpić gaz ziemny w ogrzewaniu? Biomasą drzewną czy atomem?

Energia jądrowa pomoże nam nie tylko w produkcji energii elektrycznej: wykorzystać ją możemy również do odsalania ogromnych ilości wody morskiej, a ciepło powstałe podczas procesów jądrowych możemy, tak jak US Navy, zaprząc do produkcji syntetycznych paliw dla samochodów, samolotów i maszyn rolniczych. Tania i czysta energia o stabilnej cenie otwiera drogę do elektryfikacji ogrzewania i transportu, czyli jest podstawą dalszych skutecznych działań dla klimatu.

Stojąc twarzą w twarz z bestią antropogenicznych zmian klimatu musimy skorzystać z każdej możliwości i technologii, która jest dla nas dostępna. Czyż w przypadku atomu, konsekwentnie ignorowanego w naszym kraju nie mamy tu do czynienia z „bohaterem, którego potrzebujemy, ale na niego nie zasługujemy”?

Inżynier branży efektywności energetycznej, publicysta. Współpracuje z Climate Knowledge and Innovation Community, europejskim publiczno-prywatnym partnerstwem dla innowacji dla klimatu. Jest jednym z założycieli fundacji FOTA4Climate działającej na rzecz przyrody oraz rzetelnej i otwartej debaty na temat wyzwań związanych ze zmianami klimatu w oparciu najlepszą dostępną wiedzę naukową. Jest pomysłodawcą “Listu Otwartego w sprawie ratowania niemieckiej energetyki jądrowej w obliczu katastrofalnych zmian klimatu”.

Komentarze

8 odpowiedzi na “Atom – moc, której potrzebujemy”

  1. JanOlgierd pisze:

    Energetyka jądrowa rozliczana w CAŁYM cyklu życia elektrowni [także po wygaszeniu] i z PEŁNYMI DŁUGOFALOWYMI kosztami utylizacji odpadów radioaktywnych, jest wyjątkowo droga licząc na 1kWhe. Dla Polski rozwiązaniem jest OZE – oparte o wielkoskalową głęboką geotermię HTR prof. Bohdana Żakiewicza. Co wynika z wyjątkowych w Europie zasobów głębokiej wody hydrotermalnej – gdzie przesmyk bałtycko-karpacki jest WYJĄTKOWYM geologicznie stykiem dwóch głównych i dwóch pobocznych płyt tektonicznych. Czyli “do wzięcia” 35 TWt technologicznej mocy cieplnej stałej [z OZE – i niewyczerpywalne “paliwo”] i po konwersji ok. 5 TWe mocy elektrycznej. Nie muszę tłumaczyć, że już uzyskanie 1TWe mocy oznacza, że Polska rozdaje energetyczne karty w Europie – wypychając zewnętrznych dostawców paliw kopalnych [w tym uran]. To jest PRAWDZIWA suwerenność energetyczna, a nie zamiana z jednego uzależnienia na inne. I pewnie dlatego geotermia HTR jest tak obłożona blokadą informacyjną… Notabene ROI dla danego “lokalnego placka” HTR < 2 lata [!]. Instalacje geotermii głębokiej HTR są przy tym z natury odporne na ataki kinetyczne czy na "zwykłe" awarie, natomiast budowa elektrowni atomowej w strefie geopolitycznego zgniotu to robienie prezentu Rosji, która będzie miała dogodny cel do hybrydowo-terrorystycznego ataku na Polskę [czy cyberataku – czy sabotażu czy nawet lokalnej akcji] – i łatwy i nader wrażliwy cel nr 1 na liście w razie ataku pełnoskalowego. A jak potrzebujemy głowic dla asymetrycznego odstraszania strategicznego – to najpierw tymczasowy "ersatz" NATO Nuclear Sharing, a w międzyczasie zakup gotowych głowic pod stołem – od kogo się da. Polecam lekturę pisma Rurociagi nr 70 1-2/2016 z biznesplanem i studium wykonalności.

  2. ziggi pisze:

    @Janlogierd – Z czego większość zasobów, to bezużyteczna, silnie zasolona woda o temperaturze 65 stopni, którą można, co najwyżej – ogrzać kilkaset domków w najbliższej okolicy odwiertu. Kompletne dyrdymały pan opowiada!

  3. JANOLGIERD pisze:

    A kto mówi, że ta woda geotermalna ma być procesowana na powierzchni, jak w przypadku płytkich i bardzo kapryśnych wód geotermalnych np. na Islandii? To wszystko może się odbywać w cyklu konwersji kilometry pod ziemią. Oczywiście – odwierty trzeba robić z powierzchni – ale dalej rzecz idzie pod ziemią. Odsyłam szanownego laika do Rurociągi nr 70 1-2/2016 i polecam czytanie ze zrozumieniem. I ważenie słów, zwłaszcza by je weryfikować, nim się coś powie – merytorycznie, a nie emocjonalnie.

  4. kapitan pisze:

    Szanowny Panie Janie
    Przeczytałem pana wpis. Pieknie jest.w zasadzie problem rozwiązany.
    Wpisałem do przeglądarki hasło prof.Bohdan Żakiewicz.Znalazłem wywiad z 2010 roku w Forbsie. Zagazowanie wegla na dużych głębokościach i coś tam o geotermi. Ale myślę że problem nie jest prosty. Chyba by coś z tym zrobiono do tej pory, nie sądzi pan?
    A może to jest idea nie do zrealizowania w praktyce?
    Pozdrawiam
    ps.Czemi buduje się dalej reaktory atomowe?

  5. JanOlgierd pisze:

    Polecam biznesplan i kosztorys i studium wykonalności w Rurociągi nr 70 1-2/2016 – autorstwa właśnie prof. Bohdana Żakiewicza. Na youtube jest np. wykład “LEŻYMY NA BOMBIE GEOTERMALNEJ” – https://www.youtube.com/watch?v=IbAPuukmZfc – ma prawie 130 tys odsłon – i co? – ano nic… W 2016 był nawet kongres w Polsce nt geotermii – występował tam i prof. Żakiewicz… ale szybko się okazało, że w planach długofalowych to LNG od Wujka Sama ma priorytet. Więcej – okazało się, że geotermia HTR jest “wrogiem nr 1” dla naszego “bezalternatywnego” i “jedynie słusznego” sojusznika – i stała się tematem tabu. Co z tego, że1 kWhe z HTR jest znacznie tańsza od 1 kWhe z LNG czy z uranu, skoro decyzje polityczne zakrywają interes ekonomiczny? Nadchodzą bardzo, bardzo trudne czasy – prawdziwa autonomia energetyczna jest jednym z warunków PRZETRWANIA – zwłaszcza w strefie zgniotu – dlatego powiniśmy stawiąc na prawdziwie długofalowe działania – na własne zasoby. To samo ze Skarbcem Suwalskim – na dzisiaj wycena dostępnych wydobywczo złóż to 3 biliony złotych. A przecież na pewno w którymś etapie niekinetycznej wojny wielowektorowej USA-Chiny, Chiny jako realny monopolista na ziemie rzadkie sięgną po drastyczna podwyżkę cen albo wrżcz embargo na eksport. I wtedy też będziemy sobie przysłowiowo pluli w brodę, że zawczasu nie wykorzystaliśmy tego lewara kapitałowego, nie rozwinęliśmy głębokiego zautomatyzowanego kopalnictwa, nie rozwinęliśmy pełnego łańcucha pełnych produktów OEM high-tech najwyższej marży – z jednoczesna akwizycja bezpośrednich inwestycji “greenfield” obcego kapitału – ale pod nasza pełna kontrola [i wpisaniem na listę Mobilizacji Strategicznej Państwa] – wedle konsensusu pekińskiego. A co do budowania elektrowni atomowych w innych państwach – po pierwsze tylko Polska ma tak wyjątkowe warunki dla geotermii HTR. Po drugie sam prąd w produkcji operacyjnej elektrowni atomowej jest tańszy od tego z elektrowni na węglu lub węglowodorach. Oczywiście to pół prawdy – czyli całe kłamstwo. Bo doświadczenie i koszty DŁUGOFALOWE i PEŁNE rujnują owa “taniość” – koszty wygaszenia i utylizacji elektrowni atomowej dorównują kosztowi jej budowy, a koszty utylizacji i przechowywania odpadów są gigantyczne. Tyle, że śmietankę zysków operacyjnych spija kapitał prywatny, natomiast te koszty długofalowe spycha się na przyszłe pokolenia – na wszystkich obywateli – głównie przez fundusze ochrony środowiska. Takie cwaniactwo na krótkich nogach. Jest i trzeci powód – elektrownia atomowa jest TEORETYCZNIE źródłem materiału dla głowic jądrowych. Teoretycznie – bo państwa klubu mocarstw atomowych bardzo pilnują, aby ten militarny klub się nie powiększał. W naszej sytuacji tymczasowo powinniśmy stawiać na NATO Nuclear Sharing, a pod stołem zakupić gotowe głowice – od tego kto nam sprzeda. Paradoksalnie najbardziej zainteresowanym graczem, by Polska stała się suwerennym buforem między Rosja a Niemcami – by nie nie powstało supermocarstwo od Lizbony do Władywostoku – są Chiny – które na pewno dałyby zielone światło Pakistanowi dla sprzedaży głowic dla Polski. Podkreślam – Chiny by to przeprowadziły via Pakistan tylko i wyłącznie w swoim własnym egoistycznym interesie i dla swojej prymarnej racji stanu. Tak to jest z geostrategią. Dużo mniej zainteresowane suwerennością Polski są USA – bo trzymają nas jako zasób do sprzedaży dla Rosji w ramach nowej Jałty – pod nadrzędny deal USA-Rosja przeciw Chinom. Stąd np. trzymanie nas pod batem 447 przez Wujka Sama.

  6. Zbigniew pisze:

    To są dyrdymały. Podziemne zgazowanie węgla okzazało się procesem niesłychanie teudnym do kontroli i tavtechnologia zasadniczo jest martwa. Pan po prostu nie chce się z tym fiaskiem pogodzić.

  7. JANOLGIERD pisze:

    Panie Zbigniewie – geotermia głęboka HTR nie ma nic wspólnego z podziemnym zgazowaniem węgla. Natomiast zgazowanie podziemne węgla wg osobnego projektu i osobnej technologii prof. Żakiewicza do tej pory czeka na program próbny w odpowiedniej skali – więc Pana opowieści “o “dyrdymałach” i “niesłychanych trudnościach” nie mają oparcia względem rzeczywistości. Proponuję aby Pan pisał na temat i merytorycznie. Osobieście jestem za pozyskiwaniem metanu, zaś sam węgiel widzę w zastosowaniach dla Przemysłu 4.0 – czyli produkcji odpowiednich komponentów z włókna węglowego, grafitu, grafenu, węgla dla filtrów, wreszcie węgla porowatego dla superkondensatorów w magazynach energii. No i węgiel jako podstawa przemysłu chemii organicznej. Spalanie to akurat wg mnie marnotrawstwo węgla. A 35TWt mocy termicznej z HTR to aż nadto – nawet jeżeli spora część idzie na konwersję na 5 TWe mocy elektrycznej. No i co do CAŁKOWITYCH kosztów budowy, obsługi i utylizacji elektrowni jądrowej, a także do CAŁKOWITYCH kosztów utylizacji odpadów – jakoś nikt z szanownych oponentów się nie odnosi – bo to DŁUGOFALOWO “kładzie na łopatki” temat rzekomej “taniości” energii z elektrowni jądrowych.

  8. JANOLGIERD pisze:

    Tak dla jasności – jestem za pozyskaniem metanu z odmetanowania pokładów węgla. To najprostsza i najtańsza droga [a przy tym podwyższenie bezpieczeństwa wydobycia]. W ZG Brzeszcze testują stację odmetanowania na moc 5,4 MWe i drugie tyle w kogeneracji. Pełen rozruch 2021. Tauron ocenia łączną moc z odmetanowania pokładów węgla swoich kopalni na 160 MWe, no i drugie tyle mocy cieplnej w układach kogeneracyjnych. No i kwestia objęcia tym programem wszystkich opłacalnych dla odmetanowania kopalni w Polsce. Jak pisałem – wg mnie węgiel to podstawa przemysłu chemii organicznej, produkcji włókna węglowego, grafitu, grafenu i magazynów energii wysokiej mocy na superkondensatorach. A głównym dostawcą ciepła technologicznego do konwersji na moc prądu elektrycznego winna być geotermia głęboka HTR. Zwłaszcza w strefie geostrategicznego zgniotu – bo w tej strefie budowa elektrowni jądrowej to wręcz wystawianie przeciwnikowi nader wrażliwego celu, którego będziemy zakładnikami – na własne życzenie i za nieproporcjonalnie duże koszty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz