Newsletter

Amerykanie targają “dobrą zmianę” za uszy?

Władze kraju, którego bezpieczeństwo w przeważającej mierze zależy od USA, nagle zaczynają stroić fochy i wbrew regułom dyplomatycznym obrażać swego protektora. Żadne supermocarstwo nie może przejść nad tym do porządku dziennego

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

 

Ten artykuł powstał dzięki hojności Darczyńców NK. Zostań jednym z nich!

 

Po dwóch dniach obfitych informacji medialnych dotyczących amerykańsko-polskich relacji dyplomatycznych można odsiać ziarno od plew i wskazać na fakty, które zaszły z wysokim prawdopodobieństwem.

Po pierwsze, można przyjąć, że 20 lutego doszło do spotkania polskich dyplomatów w Waszyngtonie z Wesem Mitchellem, asystentem sekretarza stanu (w nomenklaturze amerykańskiej jest to stanowisko wiceministerialne), i że podczas tego spotkania Mitchell poinformował stronę polską, że do czasu zmiany ustawy o IPN nie dojdzie do spotkań polsko-amerykańskich na najwyższym szczeblu (prezydent, premier, wiceprezydent, prezydent). Notatka z tego spotkania, przekazana do polskiego MSZ, nosi sygnaturę Z-99/2018.

Świadczy o tym to, że po stronie polskiej szef gabinetu politycznego Prezydenta RP, minister Krzysztof Szczerski uchylił się od odpowiedzi na pytanie, czy 20 lutego miało miejsce spotkanie polskich dyplomatów z Wesem Mitchellem i czy przekazał on im decyzje o zamrożeniu kontaktów na najwyższym szczeblu. Ponadto indagowany przez dziennikarzy Onet.pl Jan Parys, dyrektor gabinetu politycznego szefa MSZ, który miał napisać notatkę analityczną odwołującą się do notatki z polskiej ambasady w USA o przytoczonej sygnaturze, uchylił się od odpowiedzi o to, czy ona istnieje. Biuro prasowe MSZ poinformowało w środę PAP, że opisany w publikacji portalu Onet dokument o sygnaturze Z-99/2018 jest dokumentem niejawnym.Podkreślono, że resort podjął działania w związku z możliwością popełnienia przestępstwa przeciwko ochronie informacji określonego w art. 266 Kodeksu karnego. Gdyby dokument o przytoczonej sygnaturze nie istniał, i gdyby fragmenty jego treści ujawnione przez Onet nie odpowiadały jego zawartości, to niemożliwe byłyby działania prawnokarne w sprawie ujawnienia tajemnicy prawnie chronionej. Fantazjowanie o zawartości depesz dyplomatycznych nie jest ścigane karnie.

Głęboka rozbieżność w kwestii ustawy o IPN to za mało na tak brutalne działanie. Co zatem mogło być ewentualną przyczyną?

Natomiast po stronie amerykańskiej rzeczniczka Departamentu Stanu określiła jako fałszywe informacje, że „doszło do zawieszenia współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa i dialogu na wysokim szczeblu”. W języku dyplomacji dialog na wysokim szczeblu prowadzą ze sobą ministrowie i wiceministrowie. Prezydent, premier, wiceprezydent to szczebel najwyższy. Departament Stanu nie zaprzeczył zatem, że spotkania na najwyższym szczeblu zostały przez stronę amerykańską zamrożone.

Po drugie, jest wysoce prawdopodobne, że źródłem przecieku do Onetu była bezpośrednio strona polska i to nie ambasada w USA, ale centrala MSZ. Dziennikarze Onetu poinformowali, że dysponują szeregiem dokumentów. Albo nimi dysponują, albo nie, natomiast jest wysoce prawdopodobne, że dysponują co najmniej dwoma już przez nich omówionymi, co wskazuje na centralę MSZ, gdyż notatka Parysa nie mogła być znana polskiej ambasadzie w USA i Amerykanom, a jest mało prawdopodobne, by Amerykanie znali sygnaturę notatki polskiej ambasady.

Teraz wchodzimy w obszar spekulacji dotyczących motywacji źródła przecieku. Po pierwsze, jakiś wyższy urzędnik MSZ, którego pokrzywdziła lub zamierza w ramach zapowiadanego „usuwania złogów w MSZ” pokrzywdzić „dobra zmiana” może się mścić. Niskie, ale ludzkie. Po drugie, jakiś wysoki urzędnik MSZ może działać z pobudek patriotycznych uznając, że polityka „dobrej zmiany” jest tak sprzeczna z polskimi interesami narodowymi, że trzeba temu przeciwdziałać. Motywacja druga nie wyklucza motywacji pierwszej: miło jest się mścić z pobudek patriotycznych. Istnieje jednak możliwość trzecia, bardziej ponura, polegająca na tym, że to nasi amerykańscy sojusznicy uruchomili swoje aktywa w centrali MSZ, a byłoby dziwne, gdyby ich nie posiadali.

Jeżeli tak jest – to w dalszym ciągu dywagacje i spekulacje – to trzeba zadać pytanie, dlaczego to zrobili? Głęboka rozbieżność w kwestii ustawy o IPN to za mało na tak brutalne działanie. Co zatem mogło być ewentualną przyczyną? Jeśli prawdą jest, że prezydent Duda uchylił się od telefonicznej rozmowy z amerykańskim sekretarzem stanu tuż przed podpisaniem nowelizacji ustawy o IPN, to mógł to być bardzo silny impuls do akcji odwetowej ze strony USA. Władze kraju, który leży na wschodniej flance NATO, i którego bezpieczeństwo w przeważającej mierze zależy od Stanów Zjednoczonych, nagle zaczynają stroić fochy i wbrew regułom dyplomatycznym obrażać swego protektora. Żadne supermocarstwo nie może przejść nad tym do porządku dziennego i reakcja w postaci wytargania „dobrej zmiany” za uszy jak niesfornego uczniaka z amerykańskiego punktu widzenia jest racjonalna i zrozumiała. Jeżeli moje spekulacje mają jakiś związek z rzeczywistością, to pan prezydent Duda powinien skierować do lustra nieśmiertelną kwestię: „sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało”.