Ameryka w szponach oligarchów

Współczesne USA są niestabilnym krajem, którego dotychczasowy byt potężnie naruszyła gospodarka oparta na nieokiełznanej spekulacji

Współczesne USA są wygaszanym, niestabilnym krajem, którego dotychczasowy byt potężnie naruszyła gospodarka oparta na nieokiełznanej spekulacji i supremacji biznesowych potęg

Ameryka – kraj pewnej swych możliwości klasy średniej, żyjących dostatnio robotników, powszechnej równości szans, niezwykłych karier od pucybuta do milionera. Czy to prawda, czy mocno zdezaktualizowany mit?

Metody oligarchów

George Packer na kartach książki Kryzys wolnego rynku? Ameryki portret wewnętrzny nie pozostawia czytelnikowi żadnych wątpliwości. Stany Zjednoczone przechodzą poważną transformację, która bogatych czyni jeszcze bogatszymi, odbywa się kosztem poważnej erozji klasy średniej, odbiera ciężko pracującym fizycznie ludziom nadzieję na dobrze płatne, pewne posady i związany z nimi dostatek, będący doświadczeniem jeszcze pokolenia ich rodziców. Wreszcie – nie tylko mniej zamożnych – coraz łatwiej pozbawia wszelkiej własności, pozostawiając ich z niespłaconymi hipotekami i kredytami, zbyt łatwo zaciągniętymi w czasach „spekulacyjnej prosperity”.

George Packer jest dziennikarzem „The New Yorkera” i powieściopisarzem. Kryzys wolnego rynku? to literatura faktu: autorska opowieść o Ameryce zaczyna się pod koniec lat 70. XX wieku i zostaje doprowadzona do roku 2012. Packer pokazuje swój kraj przez pryzmat ludzkich biografii, kreśli obszerne życiorysy konkretnych osób z różnych warstw. Na ogół nie skupia się na ich życiu prywatnym, zdecydowanie bardziej interesuje go to, jaki wpływ wywierali na rzeczywistość swoich czasów albo w jaki sposób jej ulegali. Dlatego pokazuje ludzi najbogatszych i najbardziej wpływowych, a także tych, którzy znajdują się na dole drabiny ekonomicznej i społecznej USA. Zderzenie tak odmiennych realiów pozwala czytelnikowi samemu dociekać przyczyn zmian zachodzących w Stanach w ciągu kilku ostatnich dekad, pozwala też uchwycić, jakimi metodami amerykańska oligarchia polityczno‑biznesowa kształtuje warunki życia Amerykanów.

Portrety zwycięzców

Kim są bohaterowie Packera? Jest wśród nich Sam Walton, twórca potęgi sieci handlowej Wal-Mart, człowiek, który skutecznie oszukał własnych rodaków: „pan Sam zainicjował kampanię »Kupuj amerykańskie produkty«, zdobywając uznanie polityków i dziennikarzy w całym kraju, a Wal-Mart zaczął przypinać etykiety Made in USA na wieszakach z ubraniami importowanymi z Bangladeszu, i konsumenci nawet nie zauważyli, że to Wal-Mart zmusza amerykańskich wytwórców do wyjazdu za granicę, czy nawet ich wykańcza, żądając zabójczo niskich cen”.

„Wal-Mart zaczął przypinać etykiety Made in USA na wieszakach z ubraniami importowanymi z Bangladeszu, i konsumenci nawet nie zauważyli, że to Wal-Mart zmusza amerykańskich wytwórców do wyjazdu za granicę, czy nawet ich wykańcza”

Dla Sama Waltona i jego rodzinnej firmy rzecz okazała się opłacalna: przed jego śmiercią środki finansowe zebrane przez sześcioro członków rodziny Waltonów wynosiły tyle, ile miało łącznie 30 proc. najuboższych Amerykanów. Polityka niszczenia drobnej i nieco większej rodzimej przedsiębiorczości przez potentata handlu przyniosła jeszcze jeden skutek: „małe miasteczka, które wyniosły pana Sama, stawały się coraz uboższe, co oznaczało, że konsumenci byli coraz bardziej uzależnieni od »codziennie niskich cen«, robili wszystkie zakupy w Wal-Marcie, a może nawet musieli w nim pracować”. To ostatnie nie jest bez znaczenia: potęga Wal-Mart w znacznej mierze została zbudowana na tzw. pracujących ubogich, pariasach amerykańskiego snu.

Kogo jeszcze znajdziemy na kartach książki Packera? Jest wśród jej bohaterów Jeff Connaughton, w ciągu kilku dekad zarówno pracownik Białego Domu, jak i człowiek Wall Street, jeden z tych nieznanych szerszej publice ludzi, którzy zapewnili wielkiemu biznesowi znaczny wpływ na politykę gospodarczą Stanów – dzięki praktyce „obrotowych drzwi”, gwarantującej przepływ kadr ze świata polityki do biznesu i z powrotem. Jest wśród bohaterek Kryzysu wolnego rynku? także Oprah Winfrey, gwiazda telewizyjnych talk-show, która najwierniejszych odbiorców miała w „starzejących się kobietach z niższej klasy średniej” – choć w kolejnych dekadach, gdy fortuna celebrytki żyjącej z opowieści o molestowaniu seksualnym rosła, jej widowni coraz częściej wiodło się gorzej i gorzej. I wreszcie jest wśród nich Peter Thiel, jeden z pierwszych, którzy skorzystali z rewolucji informatycznej Doliny Krzemowej, współtwórca sukcesu PayPala.

Zarobić na likwidacji

Po drugiej stronie linii dzielącej bardzo bogatych od coraz uboższych są ludzie tacy jak Tammy Thomas, przez wiele lat robotnica w należącej do Packard Electric fabryce Warren w Youngstown, jednym z miast położonych w Pasie Rdzy. Rust Belt to region upadającego przemysłu samochodowego na północnym wschodzie USA, którego niechlubną wizytówką jest Detroit. Thomas to jedna z bardzo licznych przedstawicielek amerykańskiej klasy robotniczej, które jeszcze w latach 80. XX w. zaczynały pracę z przyzwoitą pensją, by po kilku dekadach dowiedzieć się, że albo zgodzą się na drastyczną obniżkę zarobków, albo w ogóle zostaną bez zatrudnienia.

Warto bliżej przyjrzeć się tej historii. „Zorganizowany rynek kapitałowy” (używam określenia Packera) ma swoje racje, których nie zna robotnik: Packard Electric, zależny od General Motors, pod koniec XX w. stał się jeszcze jednym produktem na Wall Street, jako część podległego GM przedsięwzięcia pod nazwą Delphi Automotive Systems. Prospekt dla inwestorów zakładał „analizę działania/sprzedaży/zamknięcia”, za pomocą której korporacja zamierzała poprawić „konkurencyjność kosztową” i wprowadzić „różne inicjatywy dotyczące sourcingu, organizacji pracy i redukcji kosztów”. Spekulacja okazała się ważniejsza od materialnej produkcji, notowania giełdowe – od miejsc pracy.

Nowy dyrektor naczelny Delphi, Robert S. Miller, otrzymał pakiet świadczeń wynoszący 35 milionów dolarów i przystąpił do realizacji tajnego planu „Północna Gwiazda”, który ostatecznie wyciekł do mediów. W jego ramach przeprowadzono operację „agresywnej redukcji kosztów poprzez zakończenie produkcji, konsolidację terenu i redukcję kosztów historycznych”. W skrócie: żeby podnieść wartość Delphi na Wall Street, przyjęto plan likwidacji znacznej części zakładów pracy i drastycznego obniżenia liczby zatrudnionych i ich pensji w pozostałych fabrykach. To ostatnie stało się udziałem przynoszącego dotąd zyski dawnego zakładu Packard Electric w Youngstown.

Packer nie szuka happy endu za wszelką cenę, nie ma złudzeń co do kondycji swojego kraju, a równocześnie portretuje ludzi, którzy nie chcą się poddać

I tak blisko czterdziestoletnia Tammy Thomas dowiedziała się, że albo zrezygnuje z pracy, albo jej pensja spadnie z dwudziestu pięciu dolarów na godzinę do trzynastu i pół dolara… Na Wall Street wciąż grano Delphi i zarabiano na tym miliony dolarów, a równocześnie wciąż redukowano koszta, ogłaszając upadłość kolejnych zakładów. Wreszcie zamknięto zakłady, w których niegdyś pracowała Tammy Thomas: „stały się elementem lokalnego krajobrazu, z powybijanymi szybami, chwastami zarastającymi asfalt i pustymi parkingami, typowymi dla całej doliny Mahoning. Restauracje i bary, do których chodzili Tammy i jej koledzy, w większości upadły”.

Siła bezsilnych

Kryzys… nie opiera się na prostym przeciwstawieniu wygranych i przegranych, nie jest lamentem nad upadającą Ameryką. O wartości książki przesądza to, że pokazuje ona – by posłużyć się tytułem głośnego eseju Václava Havla – siłę bezsilnych. Packer nie szuka happy endu za wszelką cenę, nie ma złudzeń co do kondycji swojego kraju, ale równocześnie portretuje ludzi, którzy nie chcą się poddać. Ci „gorsi” bohaterowie jego książki przypominają Amerykanów z opisów de Tocqueville’a. Wierzą w demokrację, w społeczeństwo obywatelskie i amerykański naród, w ducha pracowitości i przedsiębiorczości, w swoje lokalne wspólnoty i zaangażowanie cywilne na ich rzecz – nawet jeśli chleb i domostwa odbiera im sojusz wielkiej polityki i potężnego kapitału. To ludzie, zapewne nie tak liczni, którzy nie pozwalają kłopotom i biedzie, by ich zdemoralizowały i wpędziły w rozpacz.

Jedną z takich osób, sportretowanych na kartach Kryzysu…, jest Dean Price, twórca Red Birch Energy, który zaczął produkować biopaliwo i chciał na tym zarabiać. Wcześniej Price prowadził własne sklepy i stacje paliw, ale szybko się zorientował, jak bardzo zależy od wielkich potentatów paliwa, dyktujących mu warunki dystrybucji. W jego okolicy pojawił się kolejny z wielkopowierzchniowych sklepów Sama Waltona: „trzy Wal-Marty w ubogim wiejskim hrabstwie – to musiało wykończyć wszystkie działające jeszcze sklepy spożywcze i odzieżowe oraz apteki”. Wal-Mart w swoim asortymencie miał także bardzo tanie paliwo, zatem szybko poradził sobie z lokalnymi właścicielami parkingów dla ciężarówek, którzy wcześniej i tak ledwo wiązali koniec z końcem.

Wedle danych, jakie zdobył Dean Price, osiemdziesiąt sześć centów z każdego wydanego w Wal-Marcie dolara na dobre opuszczało granice hrabstwa: niewiele z tych pieniędzy zostawało, by zasilić lokalny rynek. Price opisuje to, czego doświadczyła jego społeczność, w słowach, które powinni dobrze zapamiętać wszyscy zajmujący się relacjami między społeczeństwem a gospodarką: „jeśli się nad tym zastanowić ludzie, którzy mieli sklepy z artykułami żelaznymi czy obuwiem albo małe knajpki, stanowili tkankę społeczną. Byli przywódcami. Pracowali jako trenerzy drużyn baseballowych niższych lig, byli radnymi miejskimi, i to do nich wszyscy się zwracali. Teraz to się skończyło”. Prosty facet najlepiej ujął to, z czego zrozumieniem wciąż mają kłopoty ekonomiczni eksperci, także w Polsce: że drenaż lokalnych gospodarek przez potentatów skupionych na własnych globalnych interesach to społeczna droga donikąd. I dlatego Price postanowił postawić na biopaliwo – żeby zarabiać i pokazać, że inna Ameryka wciąż jest możliwa.

Potrzebne zmiany

Czytelnika niniejszej recenzji może zainteresować, jaką odpowiedź daje autor na pytanie postawione w tytule książki. Czy mamy do czynienia z kryzysem wolnego rynku w Ameryce? Kłopot w tym, że Packer w swoim „portrecie wewnętrznym” Stanów Zjednoczonych w ogóle nie odpowiada na to pytanie. A to z tej prostej przyczyny, że polski przekład tytułu, dokonany przez tłumaczkę Magdalenę Słysz, jest dość swobodną interpretacją oryginału: The Unwinding. An Inner History of the New America. Termin „the unwinding” w języku ekonomii oznacza korygowanie bardzo zawikłanych operacji handlowych, a szerzej: radykalne odwrócenie sytuacji, naprostowanie skomplikowanych realiów, wyjście z kryzysu.

Ameryka – kraj pewnej swych możliwości klasy średniej, żyjących dostatnio robotników, powszechnej równości szans, niezwykłych karier od pucybuta do milionera. Czy to prawda, czy mocno zdezaktualizowany mit? 

Gdy trzymać się oryginalnego tytułu, jego znaczenie staje się oczywiste i znacznie bardziej adekwatne do treści książki: współczesna Ameryka jest krajem, którego gospodarka wymaga radykalnej korekty, uwzględniającej interesy szerokich grup społeczeństwa, w tym coraz słabszej klasy średniej. Więcej jeszcze: współczesna Ameryka jest wygaszanym, niestabilnym krajem, którego dotychczasowy byt potężnie naruszyła gospodarka oparta na nieokiełznanej spekulacji i supremacji biznesowych potęg. I cała (niepewna) nadzieja w zwykłych Amerykanach, w ich woli przetrwania i oporu.

Nie bez powodu Packer pisze: „wygrywanie i przegrywanie to ogólnoamerykańska gra, a zwycięzcy wygrywają jeszcze więcej niż kiedykolwiek, natomiast przegrani, czasem po nieskończenie długim locie, spadają na dno. (…) Pozostawieni samym sobie w krajobrazie pozbawionym solidnych struktur Amerykanie sami muszą kształtować swój los, pisać historie własnego sukcesu i zbawienia”. Przydałaby się i w Polsce tak przenikliwa i dobrze napisana literatura faktu o kilku dekadach naszej transformacji.

George Packer, Kryzys wolnego rynku? Ameryki portret wewnętrzny, tłum. Magdalena Słysz, Wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2015

Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”. Publicysta „Nowego Obywatela”, członek zespołu „Pressji”, stały współpracownik pisma „KONTAKT”; regularnie pisze też dla miesięcznika „Znak”, „Gazety Polskiej Codziennie”, tygodnika „wSieci”, portali Lewicowo.pl, Plac Wolności, wGospodarce.pl, DEON.pl; publikuje również na łamach „Frondy”, „Christianitas”, rzadziej „Rzeczpospolitej”. Niegdyś współpracował z jezuickim „Życiem Duchowym”, a później postkomunistyczną „Trybuną”.

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Ameryka w szponach oligarchów”

  1. Samotus pisze:

    Modne jest wykazywanie upadku USA, ale patrzac na wskazniki ekonomiczne, jakos tego nie widac – GDP w granicach 2-3,5% (zaleznie od kwartału), zrównoważony bilans eksportu I importu kapitału inwestycyjnego (z finansowym roznie – USA to dalej najbezpieczniejsze miejsc lokowania oszczenosci, Chiny nadwyzke dochodow w obrotach handlwych lokuja w obligacjach rzadowych USA, a nie swoim nowym banku). USA dalej przoduja w innowacjach -szczegolnie nowych technologii. Bezwzglednie realizuja swoja polityke handlowa – jak wiemy ostatnio odczuła to Moskwa. No cóż, EU nawet o takim stanie gospodarki, I w konsekwencji, społeczeństwa, moze tylko marzyc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz