Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

5G: w poszukiwaniu kompromisów

W obliczu globalnej rywalizacji o warunki wdrożenia technologii 5G niemal wszyscy starają się znaleźć złoty środek pomiędzy chińską marchewką a amerykańskim kijem. Do tego grona właśnie dołączyła Wielka Brytania oraz Komisja Europejska. A co z Polską?

Oto dylemat, przed którym stanęła większość rządów na świecie: czy ulec naciskom administracji Donalda Trumpa, wskazującej w przypadku kooperacji z Huawei na niebezpieczeństwo zwiększonej inwigilacji przez chińskie służby specjalne, a nawet zakłócenia działania infrastruktury krytycznej i Internetu rzeczy (IoT), a w dodatku narazić się na amerykański gniew?  Czy raczej wbrew USA dopuścić chińskiego partnera, kierując się rachunkiem ekonomicznym (zarówno na poziomie makro, jak i odnośnie portfeli indywidualnych konsumentów) oraz nadzieją na korzyści natury technologicznej, obejmujące zresztą nie tylko sektor telekomunikacyjny, ale całą gospodarkę?

Im dalej od Chin, tym skłonność do współpracy z Huawei rośnie

Z jednej strony, nikt nie pokazał publicznie jednoznacznych dowodów na nielegalne i wrogie wykorzystywanie przez wywiad ChRL elementów tworzonej infrastruktury 5G. Z drugiej, pomimo płomiennych zaprzeczeń płynących z Pekinu, związki między (teoretycznie prywatnym) koncernem Huawei a chińskim wojskiem i aparatem bezpieczeństwa są tajemnicą poliszynela, zaś poszlaki dotyczące „drugiego dna” całej operacji – dosyć poważne. Służby PR-owskie Huawei oraz chińska dyplomacja podkreślają jednak, że są zainteresowane budową zaufania, między innymi poprzez tworzenie wspólnych centrów cyberbezpieczeństwa i maksymalną transparentność. Tymczasem Amerykanie kładą nacisk na raczej polityczne naciski i szantaże, co łatwiej trafia do decydentów (przynajmniej ich części), ale zazwyczaj kiepsko do opinii publicznej wielu krajów.

Sytuację dodatkowo komplikują podejrzenia, że zdolny do zaskakujących wolt Donald Trump dogada się jednak w pewnym momencie z Chińczykami, a nadgorliwi zostaną bez wsparcia chińskiego potentata i bez alternatywnej nagrody ze strony USA. Istnieje też ryzyko, że Państwo Środka może znienacka udostępnić technologie następnej generacji, czyli 6G, nad którymi potajemnie pracuje od dłuższego czasu równolegle z 5G – a wtedy ci, którzy zbytnio zaangażują się w krucjatę przeciw Huawei, prawdopodobnie pozostaną już trwale wykluczeni z głównego nurtu rozwoju. Informację o nowym projekcie ujawnił niedawno Su Xin z Ministerstwa Przemysłu i Technologii Informacyjnej. Teoretycznie komercjalizacja 6G ma nastąpić w 2030 roku; sieć ta, według założeń, będzie aż 10 razy szybsza od sieci 5G, czyli umożliwi przesyłanie danych z niewyobrażalną prędkością 1 terabita na sekundę, co w sposób skokowy zrewolucjonizuje zwłaszcza Internet rzeczy.

Blef? Może tak, a może nie.

Geografia ma znaczenie

Skłonność do przyjmowania narracji amerykańskiej (czy, jak kto woli, do dawania priorytetu kwestiom bezpieczeństwa) jest tym większa, im bliżej Chin leży dany kraj i im wyraźniejsze są sprzeczności jego i chińskich interesów strategicznych. Twarde wykluczenie Huawei ze współpracy ma dziś miejsce np. w Australii, w Japonii (acz – uwaga – mimo to miasto Tokio wraz z m.in. Seulem i Londynem uczestniczy w projekcie TechCity, w ramach którego z udziałem partnerów chińskich pracuje się nad budową miejskich sieci 5G, przeznaczonych dla mieszkańców, placówek badawczych i przemysłu), w Nowej Zelandii (gdzie kluczowy kontrakt z operatorem Spark podpisała w listopadzie ubiegłego roku Nokia) oraz na Tajwanie. Okoniem stanął też Wietnam; największa w tym kraju firma telekomunikacyjna Viettel, będąca zresztą własnością wojska, przystąpiła do budowy sieci 5G m.in. w Hanoi i Ho Chi Minh we współpracy z Nokią i Ericssonem.

Wyjątkiem od reguły jest przypadek Filipin, znanych z silnych antychińskich nastrojów sporej części opinii publicznej, gdzie mimo to prezydent Duterte przeforsował Huawei jako głównego partnera. Podobnie w Singapurze, który dysponuje już siecią określaną jako „4,5G”, przeznaczoną do IoT. Na razie chiński potentat utworzył tam Artificial Intelligence of Things (AIoT) Innovation Bootcamp, a dalsza budowa 5G z chińską pomocą jest wysoce prawdopodobna.

W Tajlandii państwowy regulator telekomunikacyjny ogłosił „neutralność” w sprawie wyboru partnerów do 5G; owocuje to zarówno współpracą niektórych podmiotów z Huawei (np. zeszłoroczne testy na jednym z uniwersytetów), jak i firmami amerykańskimi (Intel, IBM, Qualcomm, Cisco). Do wspomnianego programu TechCity niedawno przystąpiło także miasto Kuala Lumpur, co można uznać za sygnał, w którym kierunku zechce niebawem podążyć Malezja.

W Ameryce Łacińskiej Trump bardzo liczy na lojalność Brazylii, rządzonej przez prezydenta Jaira Bolsonaro, który w przeszłości pozwalał sobie na mocne demonstracje antychińskie (m.in. odwiedził Tajwan w czasie kampanii wyborczej)

Huawei został również dopuszczony do rynku południowokoreańskiego oraz, co jest jego ogromnym sukcesem, do gigantycznego rynku indyjskiego (ale, wobec niedawnego stanowczego i solidarnego sprzeciwu wszystkich rodzajów sił zbrojnych, tylko do cywilnego – infrastruktura związana z potrzebami wojska pozostała poza chińskim zasięgiem).

Na marginesie, warto odnotować interesujące wnioski z raportu „The State of Southeast Asia: 2020 Survey Report”. Przepytano na jego potrzeby ponad 1000 respondentów z całego regionu, reprezentujących biznes, sferę B+R, media i społeczeństwo obywatelskie. Generalne konkluzje:  Chiny są wyraźnie postrzegane jako „Wielki Brat”, zdecydowanie większe zaufanie budzą Koreańczycy z Południa (m.in. dzięki umiejętnemu balansowi ekspansji technologicznej i kulturowej), Amerykanie są zaś oceniani jako „łobuzy”, bezwzględnie żądający akceptacji swego punktu widzenia. W efekcie jako preferowanych dostawców usług i sprzętu w zakresie związanym z 5G wskazano m.in. Samsunga; prócz Filipin i Wietnamu we wszystkich krajach ASEAN Amerykanie przegrali jednak z Chińczykami.

Business as usual?

Im dalej od Chin, tym skłonność do współpracy z Huawei rośnie. Wielki południowoafrykański operator MTN, mający ponad 230 mln abonentów, aktywny także m.in. w Nigerii, a nawet w Syrii, Jemenie i Iranie, po okresie wspólnych testów z Chińczykami podpisał co prawda w listopadzie 2019 roku kontrakt na budowę 5G z Ericssonem; kolejny ze znaczących operatorów na kontynencie, rain (oficjalna pisownia małą literą) nadal stawia jednak na Huawei i uruchomił już wraz z nim pierwszą sieć komercyjną.

Mimo działań Waszyngtonu, również jego sojusznicy z regionu Zatoki Perskiej zachowują się w kwestii 5G bardzo pragmatycznie. W czerwcu 2019 roku saudyjski minister technologii powiedział, że nie widzi problemu w używaniu technologii Huawei, jeśli ta spełnia normy bezpieczeństwa. Według danych z końca ubiegłego roku 11 firm telekomunikacyjnych z Arabii Saudyjskiej, Bahrajnu, Kuwejtu, Omanu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich podpisało już kontrakty z udziałem Chińczyków; co więcej, w czasie konferencji o ekosystemie 5G w Dubaju Huawei zapowiedział utworzenie centrum innowacyjności 5G w regionie. John Calabrese z Middle East Institute stwierdził, że w Zatoce Perskiej, mimo „wojen Huawei” i presji USA dominuje „business as usual”. Na Bliskim Wschodzie z Chińczykami pełną parą współpracuje również Turcja, prowadząc wspólne testy (w jednym z nich pobito rekord szybkości transferu). O tworzeniu kompletnej sieci 5G wraz z Huawei największy turecki operator Turkcell poinformował już rok temu.

Próby ściślejszej koordynacji działań na poziomie unijnym natrafiają jednak na wyraźne problemy

Natomiast nie całkiem jasna jest dziś przyszłość 5G w Izraelu. Chińscy inwestorzy działają tam z coraz większym rozmachem, co budzi niepokój USA (np. w związku z chińską aktywnością w okolicach portu w Hajfie, ważnej bazie VI Floty). Co więcej, wszystko wskazuje na to, że Tel Awiw i Pekin podpiszą niebawem umowę handlową; rozmowy za zamkniętymi drzwiami trwają. Izrael jest szczególnie istotny także dlatego, że stanowi potęgę w obszarze start-upów nowych technologii (SI oraz pochodne). Bardzo zależy mu na szybkim rozwoju 5G ze względu na słabą jakość połączeń internetowych w kraju (rząd będzie nawet dopłacał telekomom do budowy infrastruktury). W połowie 2019 ruszyła aukcja częstotliwości, ale pod koniec listopada (kiedy miały zostać ogłoszone wyniki) jedna z uczestniczących firm poprosiła o więcej czasu i finalizacja procesu została odłożona. Jednocześnie wprowadzane są regulacje, ustanawiające ścisłą kontrolę struktury i celów inwestycji zagranicznych (Chiny oczywiście nie są wymieniane wprost), a izraelskie służby specjalne, jak nieoficjalnie wiadomo, poświęciły sporo energii na dokładną weryfikację zagrożeń wynikających z ewentualnego wrogiego wykorzystania 5G przez Państwo Środka. Promujący – wedle własnego określenia – „żydowską myśl” portal Mosaic (o wyraźnie proamerykańskim profilu)  podaje, że w efekcie Izrael miał w tajemnicy zapewnić sojusznika, iż Chińczycy nie będą dopuszczeni do wdrażania 5G. Oficjalnie jednak wciąż są w grze.

W Ameryce Łacińskiej Trump bardzo liczy na lojalność Brazylii, rządzonej przez prezydenta Jaira Bolsonaro, który w przeszłości pozwalał sobie na mocne demonstracje antychińskie (m.in. odwiedził Tajwan w czasie kampanii wyborczej). W relacjach między tymi państwami (a także personalnie między przywódcami) pod koniec 2019 roku miał jednak miejsce poważny zgrzyt – Trump ogłosił (swoim zwyczajem, na Twitterze), że wprowadzi cła na brazylijską stal. Bolsonaro dzwonił do Białego Domu z protestem i cła ostatecznie nie zostały wprowadzone, ale niesmak pozostał. Chińczycy zaś nie zasypiają gruszek w popiele, intensyfikując wielopłaszczyznowe naciski, adresowane zwłaszcza do łaknącego taniego kapitału brazylijskiego biznesu. Pod koniec 2019 roku prezydenci Bolsonaro i Xi Jinping spotkali się dwukrotnie, w Pekinie i na szczycie BRICS (relacje między nimi komplikuje sprawa Wenezueli: Chiny odmawiają wycofania wsparcia dla Nicholasa Maduro, Brazylia skłania się zaś do poparcia tamtejszej opozycji). W listopadzie Bolsonaro spotkał się też z szefem Huawei w Brazylii, Wei Yao, i stwierdził, że jego kraj jest zainteresowany „jak najlepszą ofertą”. W tej atmosferze w 2020 roku zostanie zorganizowana aukcja częstotliwości (jedna z największych). Na razie Huawei sprawia wrażenie pewnego, że kontrakt na budowę 5G w Brazylii mimo wszystko padnie jego łupem.

Rosja – kolejny kraj zaliczany do grupy BRICS – oficjalnie stara się „dywersyfikować” swoje podejście do wdrażania 5G. W pracach nad budową architektury tej sieci polega zarówno na dostawcach europejskich, jak i na chińskim Huawei. Udział tego ostatniego jest jednak szczególnie uprzywilejowany i istotny w związku z umową, zawartą w tej sprawie między prezydentami Władimirem Putinem i Xi Jinpingiem. Współpraca technologiczna Rosji i ChRL jest coraz głębsza; rozpoczynają się prace nad wdrożeniem w oparciu o urządzenia Huawei rosyjskiego systemu operacyjnego Aurora.

We Francji już w ubiegłym roku minister spraw zagranicznych Jean-Yves Le Drian stwierdził, że władze są świadome ryzyka i zagrożeń, związanych z obecnością Huawei w procesie budowy sieci 5G, i będą podejmować działania w zależności od rozwoju sytuacji; mimo to koncern jest jednak wciąż w grze na francuskim rynku

Europa na rozdrożu

W czasie ubiegłorocznej Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa członek chińskiego politbiura Yang Jiechi retorycznie zapytał Europejczyków, czy wywierana na nich amerykańska presja oznacza, że USA mają „w sercu interesy europejskie, czy może jedynie własne”. Waszyngton nie ustaje jednak w naciskach, szczególnie wobec państw, którym zależy na obecności wojskowej USA, a także na współpracy wywiadowczej i handlowej. W tej sytuacji, w Europie wyraźnie zaznaczył się trend do poszukiwania przeciwwagi w postaci budowy wspólnych, unijnych mechanizmów postępowania w tej delikatnej kwestii.

Komisja Europejska najpierw nieformalnie zasygnalizowała, że „wezwie kraje UE do wymiany większej ilości danych w celu przeciwdziałania zagrożeniom cyberbezpieczeństwa związanym z sieciami 5G, ale zignoruje amerykańskie wezwania do zakazania technologii Huawei”; w ślad za tym wiceprzewodniczący Komisji i jednocześnie komisarz ds. jednolitego rynku cyfrowego Andrus Ansip (który wcześniej dał się poznać jako jeden z polityków europejskich, najbardziej sceptycznych wobec chińskich zapewnień o braku zagrożeń) przedstawił oficjalne rekomendacje dotyczące cyberbezpieczeństwa i sieci 5G. Komisja zapowiedziała, że zwróci się do Agencji ds. Bezpieczeństwa Sieci i Informacji (ENISA) o opracowanie programu certyfikacji, dedykowanego zapewnieniu bezpieczeństwa sieci 5G. Zaczęła też od razu wdrażać rekomendacje, m.in. powołując zespół zadaniowy ds. wypracowania wspólnych mechanizmów identyfikacji i ograniczenia ryzyka. Wreszcie, 29 stycznia 2020 roku, Komisja opublikowała z dawna wyczekiwany zestaw wytycznych dla krajów członkowskich, pozwalając im samodzielnie ocenić ryzyko, sugerując poleganie na różnych dostawcach,  ale nie narzucając z góry wykluczania kogokolwiek.

Próby ściślejszej koordynacji działań na poziomie unijnym natrafiają jednak na wyraźne problemy. Wynika to nie tylko z różnic natury politycznej, ale też odmiennych uwarunkowań i punktów wyjścia. Różni są dominujący dostawcy w istniejących sieciach 4G, różne kalendarze aukcji na częstotliwości dla sieci 5G, gotowość i potencjał do przeprowadzenia certyfikacji, aktualne przepisy krajowe, itd. Powszechnie uznano już wobec tego, że o ile główne założenia i minimalny oczekiwany poziom bezpieczeństwa powinien być maksymalnie wspólny w UE, to konkretne podejmowane działania mogą się znacząco różnić. Generalnie, główni gracze europejscy – nie wykluczając Huawei i innych chińskich firm w sposób mechaniczny, na modłę amerykańską – starają się przede wszystkim zapewnić sobie wyższą jakość usług ze strony wszystkich dostawców sprzętu oraz usług telekomunikacyjnych, w tym partnerów chińskich, a jednocześnie uzyskać możliwie najwyższy poziom bezpieczeństwa cybernetycznego.

Jednym z krajów początkowo najbardziej odpornych na amerykańską presję okazała się Republika Federalna Niemiec. Wynikało to i z jej własnego potencjału technologicznego oraz zaufania do sprawności służb kontrwywiadowczych, i z ogólnych priorytetów polityki międzynarodowej Berlina, i zwłaszcza z gigantycznej skali interesów gospodarczych, łączących Niemców z Chinami. Pomimo oficjalnych zaprzeczeń w tej sprawie, wiele wskazuje, że za zgodą kanclerz Merkel podjęto nieformalne negocjacje z Pekinem, mające pomóc w wyeliminowaniu kwestii spornych (m.in. „Handelsblatt” twierdził np., że niemiecki rząd posiadał dowody na współpracę Huawei z chińskimi agencjami szpiegowskimi, ale celowo ich nie upublicznił) i dopuszczeniu chińskich podmiotów do tworzenia 5G w Niemczech na optymalnych dla obu stron warunkach. Gdy pojawiły się przecieki o chińskiej presji dyplomatycznej na rząd (chodziło m.in. o ograniczenie importu niemieckich samochodów), pani kanclerz stwierdziła, że nie słyszała o takich próbach. Mimo opozycji we własnej partii i ostrzeżeń służby wywiadu (BND), która jednoznacznie odradziła nawiązywanie współpracy z Huawei, szefowa niemieckiego rządu konsekwentnie podkreśla, że nie należy wykluczać z rynku jakiejkolwiek firmy a priori. Tymczasem drugi co do wielkości spośród niemieckich operatorów, kooperująca także z Nokią Telefonica Germany (jej właścicielem jest hiszpański TEF) zdecydowała się już parę tygodni temu na kupno elementów hardware’u Huawei do budowy sieci 5G, jeśli otrzymają one odpowiedni certyfikat bezpieczeństwa.

Ostateczny werdykt w sprawie bezpieczeństwa chińskiej oferty ma zostać w Niemczech ogłoszony w tym roku; zawirowania w rządzie prawdopodobnie sprawiły jednak, że na razie zawieszone zostały rozmowy między Huawei a głównym operatorem, czyli Deutsche Telekom. Przyczyna została przez Reutersa określona jako „polityczna”, ale można się też spotkać z opinią, że strona niemiecka nie tyle ulega naciskom amerykańskim czy też opozycji wewnętrznej, ile gra na poprawę czysto komercyjnych warunków współpracy. Wcześniej przedstawiciele obu firm mieli osiągnąć wstępne porozumienie podczas rozmów prowadzonych w Paryżu w listopadzie i w grudniu we Frankfurcie. Ponoć miało ono zakładać, że Huawei dostarczy 70 proc. sprzętu potrzebnego Deutsche Telekom do zbudowania własnej sieci 5G, a wartość tego kontraktu wyniesie 533 mln euro.

Największe zainteresowanie zewnętrznych obserwatorów walki o 5G budziła jednak od dawna polityka Wielkiej Brytanii

We Francji już w ubiegłym roku minister spraw zagranicznych Jean-Yves Le Drian stwierdził, że władze są świadome ryzyka i zagrożeń, związanych z obecnością Huawei w procesie budowy sieci 5G i będą podejmować działania w zależności od rozwoju sytuacji; mimo to koncern jest jednak wciąż w grze na francuskim rynku. Do Portugalii USA wysłały specjalną delegację – władze w Lizbonie, choć odpowiedziały pozytywnie na potrzebę konsultacji, nie podjęły wciąż żadnych wiążących decyzji, podobnie jak Włosi. Huawei cały czas podkreśla jednak wolę i posiadane możliwości budowy sieci 5G w tych krajach. Mimo zaniepokojenia części mediów, hiszpański Vodafone będzie natomiast budował sieć 5G we współpracy z chińskim koncernem – decyzja ta została podjęta już rok temu.

Jak dotychczas, praktycznie jedynym krajem spośród członków UE (i europejskich członków NATO), w którym wiodący operator telekomunikacyjny zdecydował się faktycznie zrezygnować z usług Huawei przy budowie sieci 5G, jest Dania. Strona chińska wskazuje jednak, że nastąpiło to wyłącznie z przyczyn ekonomicznych, tzn. niższej ceny zaproponowanej przez konkurenta. Należy odnotować, że w tym przypadku obecność chińskiego potentata była stosunkowo „płytka”, gdyż zastąpił on szwedzkiego Ericssona jako partner w rozbudowie infrastruktury poprzednich generacji dopiero w roku 2014 – proces odwrotny, czyli przywrócenie kooperacji duńskiej spółki telekomunikacyjnej TDC z Ericssonem, jest więc prawdopodobnie relatywnie prostszy i tańszy niż w krajach korzystających z technologii Huawei dłużej i w szerszym zakresie. Wedle oficjalnych informacji strony duńskiej, uruchomienie sieci 5G w tym kraju powinno nastąpić do lata 2020 roku i odbędzie się „bez perturbacji dla klientów”. Chińczycy jednak zdają się nie rezygnować z rywalizacji ze skandynawskimi potentatami technologicznymi na ich własnym podwórku. Mogą o tym świadczyć niedawne sygnały, że Dania podlega szantażowi, dotyczącemu intratnych programów współpracy gospodarczej na terenie Wysp Owczych. Próbę formalnego „bana” dla Huawei podjęła natomiast Praga i natychmiast natknęła się na poważne problemy prawne. Ostatecznie, Czeska Generalna Dyrekcja Finansowa wskutek protestu chińskiej firmy ogłosiła, że ​​odwołuje przetarg o wartości pół miliarda dolarów na funkcjonowanie portalu podatkowego MOJE, z którego wcześniej wycofano Huawei z powodu ostrzeżenia ekspertów ds. bezpieczeństwa.

Brytania zdecydowała

Największe zainteresowanie zewnętrznych obserwatorów walki o 5G budziła jednak od dawna polityka Wielkiej Brytanii. Ten wierny (zazwyczaj) sojusznik Stanów Zjednoczonych, w obliczu Brexitu liczący w dodatku na szczególne warunki nowych umów handlowych ze Stanami Zjednoczonymi, mogącymi potencjalnie zrekompensować straty związane z zakłóceniami w gospodarczej współpracy z krajami unijnymi, dość długo odwlekał wyraziste decyzje. Tłumaczono to przede wszystkim procesem oceny parametrów działania firmy Huawei, który prowadziły instytucje odpowiadające za kontrwywiad elektroniczny. Z pojawiających się w mediach doniesień wynikało, że brytyjskie władze uznają ryzyka związane z obecnością chińskich przedsiębiorstw za możliwe do kontrolowania. Boris Johnson stwierdził w międzyczasie, że „Brytyjczycy zasługują na najlepszą technologię 5G, więc jeśli ktoś sprzeciwia się dopuszczeniu Huawei, powinien wskazać atrakcyjniejszą alternatywę”. Zastrzegł jednak od razu, że bierze także pod uwagę względy bezpieczeństwa narodowego. Sprawiało to wrażenie testowania reakcji amerykańskich. Waszyngton odpowiedział sugestią zmiany zasad współpracy wywiadowczej w ramach sojuszu Five Eyes, motywując to sceptycyzmem co do zapewnień Londynu, że będzie w stanie kontrolować ryzyka, związane z uczestnictwem Huawei w budowie architektury 5G. Brytyjczycy z kolei, ufni we własny potencjał, najwyraźniej potraktowali to jako blef: szef resortu obrony Ben Wallace stwierdził, że „w związku z możliwym wzmocnieniem tendencji izolacjonistycznych w polityce USA, Wielka Brytania musi przygotować się na wojny, w których nie będzie walczyć u boku Amerykanów”.

Wreszcie, po trwającej miesiące debacie, Wielka Brytania podjęła parę dni temu decyzję w sprawie budowy architektury sieci 5G. Nie zawiera ona, zgodnie z przewidywaniami większości analityków, jednoznacznego wykluczenia Huawei ze współpracy. „Dostawcy wysokiego ryzyka” (high risk vendors) – rzecz jasna, nie nazwani po imieniu – mają być jednak wykluczeni z wszystkich sieci infrastruktury krytycznej (Critical National Security) oraz wrażliwych części pozostałych sieci. Ustanowiono limit 35 proc. udziału owych „dostawców wysokiego ryzyka” w normalnych (non-sensitive) częściach sieci (chodzi tu głównie o sieć dostępową, która łączy urządzenia z masztami/stacjami bazowymi). National Cyber Security Centre przygotuje teraz konkretne, wykonawcze zasady wdrożeniowe dla telekomów. Zapowiedziano, że operatorzy powinni w swoim zakresie podjąć „dodatkowe środki zabezpieczające”, by wykluczyć „dostawców wysokiego ryzyka”. Brak jednoznacznego zakazu wstępu dla Chińczyków spowodował krytyczne reakcje Waszyngtonu, Pekin powitał natomiast zapowiedziane obostrzenia spokojnie i wyraził zadowolenie z brytyjskiej decyzji.

Na marginesie, nie sposób nie zauważyć, że stanowisko brytyjskie jest niemal całkowicie zbieżne z opublikowanymi dzień później wytycznymi Komisji Europejskiej.

A co z Polską?

Nasz kraj, słusznie czy nie, jest dziś postrzegany jako jeden z najbardziej skłonnych do bezwarunkowej akceptacji wytycznych z Waszyngtonu i twardego wykluczenia Huawei z budowy infrastruktury 5G. Niedawno opublikowany i skierowany do konsultacji projekt rozporządzenia Ministra Cyfryzacji w sprawie minimalnych środków technicznych i organizacyjnych oraz metod, jakie przedsiębiorcy telekomunikacyjni są obowiązani stosować w celu zapewnienia bezpieczeństwa lub integralności sieci lub usług, nieco osłabił to wrażenie, gdyż wyraźnie przewiduje otwarte furtki dla różnych rozwiązań natury politycznej. Niemniej na drugiej szali mamy konkretny przypadek odrzucenia korzystniejszej cenowo oferty Huawei – nie przyjęła jej nadzorowana przez resort cyfryzacji Naukowa Akademicka Sieć Komputerowa (NASK). Potem zdarzyła się afera z zatrzymaniem, pod zarzutami szpiegostwa, szefa przedstawicielstwa Huawei w Polsce. Na dokładkę premier Mateusz Morawiecki stwierdził w wywiadzie dla „Die Welt”, że nie zgadza się z polityką premiera Węgier Viktora Orbána, i że wolałby budować 5G w kooperacji z Niemcami i Francją niż z Huawei. W kontekście aktualnej polityki Berlina i Paryża wydaje się to mało realistyczne; zostało więc odebrane przez wielu obserwatorów jako niezbyt zawoalowana „czarna polewka” dla Chińczyków oraz de facto deklaracja pełnego poparcia dla polityki amerykańskiej.

5G jest wspólnym interesem polityków, biznesu, administracji i obywateli

Taka opcja byłaby pewnie dla obozu obecnie rządzącego psychicznie najłatwiejsza. To jednak nie znaczy, że także korzystna politycznie na dłuższą metę – w pewnym momencie przyjdzie się bowiem zmierzyć z falą niezadowolenia konsumentów i partnerów biznesowych, obciążanych dodatkowymi kosztami oraz narażonymi na skutki prawdopodobnych opóźnień w budowie 5G. Z uwagi na znaczenie tej technologii dla gospodarki oraz dla jakości zarządzania usługami publicznymi, zdecydowanie lekkomyślnym jest lekceważenie tego elementu.

Polska to nie Niemcy czy Wielka Brytania; nie dysponuje takimi atutami, choćby w postaci bogatych i wysoce profesjonalnych służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo informatyczne i informacyjne. Jest także pod tym względem znacznie bardziej uzależniona od USA, więc raczej nie może sobie pozwolić na całkowite zlekceważenie stanowiska Waszyngtonu. Warto jednak próbować przynajmniej negocjacji, wykorzystując też w roli argumentów casus brytyjski oraz stanowisko Komisji Europejskiej. Wbrew pozorom, kontrolowane dopuszczenie Chińczyków do naszego rynku mogłoby, przy dobrym rozegraniu sprawy, przynieść korzyści wszystkim zainteresowanym, w tym i naszym amerykańskim sojusznikom. Mowa o – na przykład – stworzeniu na naszym terytorium możliwości elastycznego kontrolowania działalności struktur chińskich, przynajmniej pośredniego dostępu do reglamentowanej technologii w ramach audytowania zarówno software’u jak i hardware’u wprowadzanego przez Huawei itp. Bez wątpienia, służby amerykańskie miałyby do ewentualnego chińskiego centrum technologicznego (oferowanego przez Huawei „w pakiecie”) dogodniejszy dostęp w Polsce, niż w innych krajach, rozpatrywanych jako alternatywne lokalizacje. Na wypadek sygnalizowanego wygaszenia ostrej fazy rywalizacji chińsko-amerykańskiej lub złagodzenia i zniuansowania polityki USA po hipotetycznej zmianie administracji, taki scenariusz byłby jak znalazł.

Mówi się, że bezpieczeństwo nie ma ceny – i to prawda. Ale gdy cena za bezpieczeństwo okazuje się zbyt wysoka dla kieszeni przeciętnego obywatela, zostają podważone fundamenty zaufania obywatela do państwa, zaś zewnętrzni przeciwnicy mają niezwykle ułatwioną ofensywę informacyjną. Trzeba o tym pamiętać szczególnie wtedy, gdy – tak jak przy budowie sieci 5G – splatają się skomplikowane uwarunkowania technologiczne, gospodarcze i polityczne, a także obronne i wywiadowcze.

5G jest wspólnym interesem polityków, biznesu, administracji i obywateli. Rząd, który popełni błędy w tej kwestii, odejdzie w niesławie – ale z negatywnymi skutkami tych błędów będziemy wszyscy zmagać się przez dekady. Dlatego warto wspólnie zadbać, by tych błędów nie popełniono. Jeszcze jest na to czas.

 

Partnerem bloku jest Orange Polska

Witold Sokała
Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”, zastępca dyrektora Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Polityk Publicznych Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, przewodniczący Rady oraz ekspert Fundacji Po.Int. W przeszłości pracował jako dziennikarz prasowy, radiowy i telewizyjny, menedżer w sektorze prywatnym oraz urzędnik państwowy, a także jako niezależny konsultant w zakresie m.in. marketingu i wywiadu konkurencyjnego. Absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Wydziału Zarządzania Akademii Górniczo-Hutniczej; stopień doktora w dziedzinie nauk o polityce uzyskał na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego.
politolog, doktor nauk humanistycznych, pracownik naukowy Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach; analityk w Fundacji Po.Int; specjalizuje się w studiach nad wpływem nowoczesnych technologii oraz zmian klimatu na system międzynarodowy i globalne środowisko bezpieczeństwa

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz