Wyrzucone drzwiami, OFE wracają oknem

Aktualności,

Towarzystwo Ekonomistów Polskich chce wprowadzenia przymusu oszczędzania w III filarze. Przyszłym emerytom to nie pomoże, skorzystają na tym za to instytucje finansowe.

Towarzystwo Ekonomistów Polskich – „liberalna” odpowiedź na Polskie Towarzystwo Ekonomiczne kierowane kiedyś m.in. przez Leszka Balcerowicza i Ryszarda Petru – znalazło sposób, by ratować stały dopływ środków do instytucji finansowych, pardon, zadbać o nasze zabezpieczenie na starość. Skoro nie da się już obowiązkowo przekazywać na rynek kapitałowy pieniędzy ubezpieczonych za pomocą drugiego filaru, to należy to zrobić za pomocą… trzeciego.

Na razie III filar jest dobrowolny. I korzysta z niego bardzo mało osób (w ubiegłym roku funkcjonowało 742 tys. kont, z czego duża część jest „martwa”). Polacy w pierwszej kolejności wydają pieniądze na bieżącą konsumpcję. Na odkładanie ich nie stać, a ponadto pracodawcy (część III filaru to programy pracownicze) nie kwapią się do zainteresowania tym pomysłem zatrudnionych. Swoją wagę ma także przeświadczenie, że „zawsze będzie jakaś emerytura”, w związku z czym nie ma potrzeby, by samemu się o nią postarać. Towarzystwo, które w Deklaracji Ideowej mówi o sobie, że bliski mu jest „klasyczny liberalizm oraz wolnorynkowe podejście do gospodarki i polityki gospodarczej” stwierdziło, że remedium na problemy państwowego systemu emerytalnego będzie jeszcze więcej państwowego systemu emerytalnego, tyle że zarządzanego przez prywatne firmy. Swój pomysł nazwało żartobliwie „Dodatkowym, dobrowolnym systemem emerytalnym w Polsce” – i zaprezentowało pod postacią raportu napisanego pod kierunkiem Wiktora Wojciechowskiego.

Zasadniczą wadą naszego systemu emerytalnego nie jest to, że zbyt mało środków płynie do instytucji finansowych, ale to, że jest przymusowy, naszpikowany licznymi branżowymi przywilejami, nadmiernie obciąża kosztami pracę i jest zbyt zależny od sytuacji demograficznej

Dobrowolność tego systemu polega na tym, że pracownicy mają być przymusowo zapisywani do Indywidualnych Planów Emerytalnych i wpłacać na nie w pierwszym roku swego udziału 1 proc., a w kolejnych 2 proc. dochodu netto. Drugie tyle do IPE dopłacałoby państwo, swoje dorzucić mogliby także pracodawcy. Te pieniądze byłyby inwestowane na rynku kapitałowym, miałyby też być zwolnione z „podatku Belki”. Można byłoby się wypisać z programu do dwóch miesięcy od zapisania, albo w „okienku transferowym” po upływie czterech lat – jednak wtedy od zysków trzeba by zapłacić podatek. Miałoby to podnieść nasze przyszłe emerytury o kilkanaście procent.

Wprowadzenie przymusu oszczędzania w III filarze to prosta droga do powtórzenia losu II filaru (OFE), który jest w dużej mierze winien ogromnego zadłużenia naszego kraju, za cenę kiepskich efektów działalności Funduszy. Pal licho, gdyby to był tylko pomysł zapatrzonych wcześniej w OFE jak w obrazek ekonomistów z TEP – gorzej, że znajdujemy go także w „Planie Morawieckiego”. Przedstawiony w nim „przykładowy schemat systemu wsparcia oszczędności Polaków” zakłada „domyślne” uczestnictwo w Pracowniczych Programach Emerytalnych, do których dopłacić może pracodawca, zaś zarządzane przez instytucje finansowe środki „zasilą gospodarkę” i mają być jednym z kół napędowych Planu. TEP tylko rozpisało ten zamysł na szczegóły.

Zasadniczą wadą naszego systemu emerytalnego nie jest to, że zbyt mało środków płynie do instytucji finansowych, ale to, że jest przymusowy, naszpikowany licznymi branżowymi przywilejami, nadmiernie obciąża kosztami pracę i jest zbyt zależny od sytuacji demograficznej. Żyjemy coraz dłużej, chcemy pracować krócej, a pokolenie wyżu najlepszy czas na poczynanie następnych płatników ZUS przespało na drugim boku. 

Tego nie zmieni inwestowanie na giełdzie pieniędzy wyciągniętych w ramach „kapitalizmu opiekuńczego” z kieszeni pracujących. Oderwane od realnej gospodarki rynki finansowe w coraz większym stopniu przypominają bowiem ruletkę. Zmianie musi ulec logika systemu. Wywodzący się z czasów bismarckowskich system emerytalny to przeżytek, oszczędzanie na emerytury wcale nie musi być obowiązkowe. Realistyczną propozycją jest zabezpieczenie wypłacanej z podatków emerytury obywatelskiej, która na starość zapewni nam niski, ale wystarczający do egzystencji poziom życia. Resztę musimy zaoszczędzić i zainwestować sami. Droga do tego rozwiązania byłaby niełatwa (co zrobić z prawami nabytymi obecnych i przyszłych emerytów?) i zapewne rozłożona na wiele lat – ale lepsze to , niż tuczenie finansjery pod pozorem dbania o naszą „złotą jesień”.