Newsletter

Ukraińskie dążenie do NATO jak igranie z ogniem

Dwoje głównych kandydatów na prezydenta Ukrainy uważa, że kraj ten musi mocniej niż dotychczas starać się o akcesję do UE i NATO. Co taki wariant oznaczałby dla regionalnego bezpieczeństwa i jakie zagrożenia może za sobą nieść?

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Wybory prezydenckie na Ukrainie zbliżają się wielkimi krokami. Według ostatnich sondaży największym poparciem cieszą się obecny prezydent Petro Poroszenko, była premier Julia Tymoszenko oraz aktor Wołodymyr Zełenski. Jeśli wygra Poroszenko lub Tymoszenko, możemy spodziewać się kontynuacji w polityce zagranicznej Ukrainy. „W 2024 roku złożymy wniosek o członkostwo w UE. Tylko obecność w UE i NATO może zagwarantować nasze bezpieczeństwo w obliczu rosyjskiej agresji. To słowa Poroszenki. Tymoszenko chce jeszcze większego przyspieszenia i twierdzi, że bezpieczeństwo Ukrainyzapewni jedynie NATO… Nie wystarczy jednie zostać członkiem NATO, musimy zostać członkiem NATO natychmiast. Wypowiedzi te należy odczytywać oczywiście w kontekście trwającej kampanii wyborczej, ale nie da się ukryć, że Kijów od lat stara się pozyskać Zachód do obrony przez agresją ze strony Rosji i bardzo poważnie myśli o członkostwie w jego strukturach politycznych oraz wojskowych.

Polityka ta jest zrozumiała z perspektywy państwa, którego część jest okupowana przez obce siły. Jednak dalsze zabiegi Ukrainy o wejście do struktur zachodnich będą miały bardzo poważne konsekwencje dla bezpieczeństwa w całym regionie.

Jeżeli Ukraina znowu podejmie próbę „przejścia na Zachód”, a Moskwa zdecyduje, że to zagraża jej przetrwaniu w dotychczasowym kształcie, za wszelką cenę będzie chciała Ukrainę powstrzymać

Rosja – choć oczywiście postąpiła bezprawnie – pokazała w 2014 roku, że nie pozwoli, aby Ukraina stała się częścią UE lub NATO. Z doświadczenia wiemy już, że w przypadku podjęcia przez Kijów bardziej zdecydowanych kroków – tak jak zapowiada Tymoszenko – Kreml nie cofnie się przed wojną.

Należy tutaj przypomnieć, dlaczego właściwie Rosja zaanektowała Krym i nadal utrzymuje konflikt na wschodzie Ukrainy. Działania te nie wynikają z naturalnych skłonności państwa rosyjskiego do agresji (skłonności takich zresztą nie posiada żadne państwo), ale z chęci zabezpieczenia przez nie podstawowych, własnych interesów. Takim interesem jest niedopuszczenie, aby UE i NATO podeszły pod granice Rosji. Rosjanie nie chcą koło siebie UE dlatego, że pakiet głoszonych przez nią wartości mógłby zagrozić autorytarnemu reżimowi na Kremlu. NATO jest zaś niemile widziane dlatego, że Kreml nie chce mieć obcych rakiet przy swoich granicach.

Jeżeli Ukraina znowu podejmie próbę „przejścia na Zachód”, a Moskwa zdecyduje, że to zagraża jej przetrwaniu w dotychczasowym kształcie, za wszelką cenę będzie chciała Ukrainę powstrzymać. Nie jest to perspektywa szczególnie przyjemna, ale niestety jedyna możliwa.

Ukraina straciłaby więc najwięcej na takim manewrze. Owszem, idealnym dla niej scenariuszem byłoby przystąpienie do struktur zachodnich i rozwój w duchu demokracji, rządów prawa i gospodarki kapitalistycznej. Ze względu jednak na jej położenie – co pokazały ostatnie lata – nie jest to do końca możliwe. Czy jest więc rzeczą odpowiedzialną próbować tego samego po raz kolejny? Czy w interesie Ukrainy rzeczywiście jest przystąpienie do UE, jeżeli oznacza to wojnę na jej terytorium? Może istnieje inny sposób, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo? Dopóki ukraińscy przywódcy nie skonfrontują się z tymi pytaniami, bezpieczeństwo ich państwa się nie poprawi.

Przyspieszenie Ukrainy na drodze do UE i NATO byłoby również niezwykle niekorzystne dla Białorusi. Rządzący nią od 25 lat Alaksandr Łukaszenka próbuje z jednej strony utrzymać niezależność od Rosji, a z drugiej obronić się przed napływem idei i wartości demokratycznych, które przychodzą z Zachodu. Patrząc na jego dokonania jedynie przez pryzmat polityki zagranicznej, musimy przyznać, że zachowanie suwerenności w środowisku tak nieprzychylnym „ostatniemu dyktatorowi Europy” jest niemałą sztuką. Docenił to niedawno nawet “The Economist”, nazywając Łukaszenkę politykiem o ponadprzeciętnych umiejętnościach.

Jednak zachodnie przyspieszenie Ukrainy będzie dla Białorusi oznaczać problemy. Przede wszystkim coraz trudniej byłoby jej utrzymać dotychczasowy status państwa lawirującego między Wschodem a Zachodem. Łukaszenka cały czas skutecznie opiera się przed otwarciem na swoim terytorium rosyjskich baz wojskowych i niechętnie prowadzi rozmowy na temat zacieśniania więzów politycznych z Kremlem. Jeżeli jednak ten uzna, że Ukraina coraz bardziej wyrywa się z jego strefy wpływów, Rosja wykona ruch uprzedzający i nie pozwoli na to samo w przypadku Białorusi. W wariancie pośrednim Rosja przykręci jej kurek z pieniędzmi i będzie starała się rozlokować na jej terytorium swoje wojska. W najgorszym wariancie Białoruś przestanie istnieć jako bufor między Wschodem a Zachodem.

W tym miejscu warto się zastanowić, co to wszystko oznacza dla Polski. Czy na pewno nasze poczucie bezpieczeństwa poprawi się w przypadku konfliktu między Rosją a Ukrainą oraz ograniczenia suwerenności Białorusi?

Czy fakt, że jesteśmy częścią UE i NATO nie oznacza, że powinniśmy być odpowiedzialni za to, co razem z naszymi sojusznikami budujemy?

Czy fakt, że jesteśmy częścią UE i NATO nie oznacza, że powinniśmy być odpowiedzialni za to, co razem z naszymi sojusznikami budujemy? A wiedząc, że próby przystąpienia Ukrainy do tych struktur oznaczają wojnę z Rosją, czy jest rzeczą odpowiedzialną popychanie jej w tym kierunku? Może raczej powinniśmy postawić sobie za zadanie pomoc w znalezieniu takiego rozwiązania dla Ukrainy, które połączy jej demokratyczne i zachodnie ambicje z zapewnieniem jej bezpieczeństwa w innych ramach niż unijne czy natowskie?

Jeżeli wychodzimy z założenia, że w polityce międzynarodowej liczy się to, kto ma rację, być może pytania te stanowią jedynie niepotrzebną przeszkodę w realizowaniu naszej dobrze ugruntowanej polityki wschodniej. Jeżeli jednak przyjmiemy, że w największym stopniu liczy się to, kto tę rację potrafi przeforsować, jasne stanie się, że gramy zdecydowanie powyżej swojej wagi, i powinniśmy się zastanowić, czy na pewno dobieramy odpowiednie środki do sytuacji, z którą mamy do czynienia.

O ile więc popieranie unijnych i natowskich ambicji Ukrainy jest z ludzkiego punktu widzenia rzeczą szlachetną, nie należy zapominać, że idee mają konsekwencje. W naszej części świata tym bardziej.

Masz dość bzdur i propagandy?

Wspieraj niezależny i ambitny ośrodek myśli

Solennie zobowiązuję się przemyśleć czy stać mnie na wsparcie serwisu Nowa Konfederacja stałym zleceniem przelewu dowolnej kwoty

przykładowe kwoty:

  • 16 zł - latte z dodatkami w kawiarni
  • 50 zł - bilet ulgowy do teatru
  • 150 zł - bilet do opery
  • 500 zł - zostań mecenasem polskiej myśli politycznej