Test europejskiej chadecji

Do tej pory Europejska Partia Ludowa rozdawała karty w Parlamencie Europejskim. Czy tak będzie po wyborach, w których może stracić sporo mandatów, a w siłę urosną eurosceptycy?

W obecnym Parlamencie Europejskim na 751 posłów zasiada aż 265 z ramienia Europejskiej Partii Ludowej (EPP). Tworzą oni największa frakcję. Ci chadecy i konserwatywni liberałowie pochodzą ze wszystkich 28 krajów członkowskich. W największej liczbie – z Niemiec (34), zaraz potem – z Polski (22 posłów, w tym 18 z PO i 4 z PSL). O dwóch posłów mniej w EPP posiada Francja (19 republikanów, 1 niezależny). W ostatnich wyborach do PE (2014 r.) chadecy po raz pierwszy wystawili lidera (niem. Spitzenkandidat), prowadzącego partię do wyborów. Były premier Luksemburga, Jean-Claude Juncker, po zwycięstwie został szefem brukselskiego rządu (Komisji Europejskiej). Do tej pory wybór szefa KE był efektem uzgodnień 28 głów państw i rządów. Wprowadzenie systemu z liderem miało zdemokratyzować wybór przewodniczącego KE, eliminując obsadzanie urzędu na drodze zakulisowych szachów.

Kanclerz Merkel ceni koncyliacyjność i spokojną naturę Webera. Wprawdzie Bawarczyk do końca nie podziela jej linii politycznej, ale jeśli stanie na czele UE, będzie dla Merkel – w jej ostatnich dwóch latach rządów – nieoceniony w Brukseli

Do wyborów nowego PE, które odbywają się od 23 do 26 maja, EPP prowadzi Manfred Weber, niemiecki chadek z CSU, siostrzanej, ale bardziej od CDU Angeli Merkel konserwatywnej, bawarskiej partii. Weber nie ukrywa, że posiada ambicje przejęcia schedy po Junckerze, czyli celuje w zwycięstwo w wyborach. Jeśli chadecy je wygrają i Weber wprowadzi się na 13 piętro budynku Berlaymont, członek CSU będzie pierwszym Niemcem, przewodzącym unijnemu rządowi, od pół wieku – czyli od czasu, gdy na jego czele stał Walter Hallstein.

Kim jest Manfred Weber?

Ten 46-letni konserwatysta, ze znaczną, postępującą łysiną, który od 4 lat przewodzi EPP, ale nigdy nie piastował funkcji ministra w berlińskim rządzie federalnym (i dlatego do tej pory znany jest bardziej brukselskim insiderom, niż szerokiej opinii publicznej), jest znacznie mniej ekscentryczny niż Juncker. Niemal zawsze w stonowanej niebieskiej koszuli i czerwonym krawacie, unika politycznych shows i uchodzi za człowieka kompromisu. „Buduję mosty” – tak mówi o sobie. Ostatnio w wewnątrzniemieckim sporze o uchodźców godził kanclerz Merkel ze swoją własną CSU, domagającą się silnie ograniczonej migracji. Kanclerz Merkel ceni koncyliacyjność i spokojną naturę Webera. Wprawdzie Bawarczyk do końca nie podziela jej linii politycznej, ale jeśli stanie na czele UE, będzie dla Merkel – w jej ostatnich dwóch latach rządów – nieoceniony w Brukseli, skoro autorytet kanclerz po kryzysie migracyjnym doznał sporej erozji. Weber udowodnił ponownie przed miesiącem, jak bardzo nastawiony jest na dialog, kiedy przekonał swoją frakcję, by z chadeckiej międzynarodówki nie wyrzucać węgierskiego Fideszu. O taką decyzję zawnioskowało 13 partii z 10 krajów unijnych w związku z atakami pochodzącego z Fideszu premiera Viktora Orbána na Jeana-Claude’a Junckera, samą Brukselę, i dążenie Orbána do zamknięcia Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego, dezawuowanego w rządowych mediach jako „uniwersytet Sorosa”.

Po angielsku mówi Weber z silnym akcentem bawarskim, trudno zrozumiałym nawet dla Niemców z pozostałej części kraju. Jego polityczne motto brzmi jednak jasno: „Bawaria jest moją ojczyzną, Niemcy nacją, a Europa – moją przyszłością”. W ten sposób łączy narodowe korzenie i przywiązanie do bawarskiej ojczyzny z europejskim horyzontem. „Bruksela nie jest moją ojczyzną”, mówi, ale od razu dopowiada: „poczucie europejskości tkwi we mnie, skoro i w Czechach i w Szwecji tak samo rozumie się demokrację, państwo prawa, niezależność mediów, państwo socjalne”. I nie pozwoli, by „egoiści i nacjonaliści” ten polityczno-kulturowy metysaż rozbili.

Weber udowodnił ponownie przed miesiącem, jak bardzo nastawiony jest na dialog, kiedy przekonał swoją frakcję, by z chadeckiej międzynarodówki nie wyrzucać węgierskiego Fideszu

Europa bardziej

Program Webera jest programem chadecji w wyborach, ale bardziej przypomina zbiór obietnic. I tak UE ma być sprawniejsza w polityce zagranicznej poprzez głosowanie w Radzie na zasadzie większości, a nie jednomyślności, powołanie armii europejskiej i opodatkowanie gigantów internetowych takich jak Facebook, Amazon czy Google. Ma być silniejsza dzięki wzmocnieniu granic Frontexem i stworzeniu cyberbrygady, zwalczającej przestępczość internetową. Ma stać się bardziej smart dla obywateli, poprzez wdrożenie nadrzędnego planu strategicznego walki z nowotworami. Ma być wreszcie skuteczniejsza w polityce migracyjnej poprzez stworzenie „planu Marshalla” dla Afryki i wprowadzenie jednolitego systemu azylowego, hamującego migrację z Czarnego Kontynentu.

Jak przewidują analitycy, chadekom i drugiej największej po nich frakcji w PE, socjaldemokratom, grozi w wyborach majowych odpływ głosów. Wprawdzie chadecy pozostaną największa rodziną polityczną, ale większość w PE Manfred Weber z EPP osiągnie tylko w sojuszu lub przy wsparciu innych proeuropejskich rodzin politycznych. Swoje zdolności koncyliacyjne szef chadeków będzie musiał poddać ciężkiej próbie, kiedy po wyborach stanie przed koniecznością zawarcia szerokiej koalicji rządowej. Nie tylko wzorem Junckera z socjaldemokratami pod przewodnictwem Fransa Timmermansa, ale także z liberałami (z Emmanuelem Macronem i faworyzowaną duńską komisarz ds. konkurencji, Margrethe Vestager, na czele), a może i z Zielonymi. Tylko w ten sposób będzie mógł Weber odeprzeć ataki wzmocnionych po wyborach eurosceptycznych nacjonalistów. Jego największym konkurentem jest Timmermans, obecny wiceszef KE, który włada 7 językami. Jednak stoi on na czele słabych w wielu państwach socjaldemokratów, w związku z czym największym wyzwaniem dla chadeków, ale i dla pozostałych proeuropejskich ugrupowań, są eurosceptyczni nacjonaliści.

Swoje zdolności koncyliacyjne szef chadeków będzie musiał poddać ciężkiej próbie, kiedy po wyborach stanie przed koniecznością zawarcia szerokiej koalicji rządowej. Nie tylko z socjaldemokratami pod przewodnictwem Fransa Timmermansa, ale także z liberałami (z Macronem i Vestager na czele), a może i z Zielonymi

Wzloty i upadki nacjonalistów

Wcześniej chcieli zniszczyć UE, dziś wolą w niej przejąć stery. Ich główny cel to odzyskanie rzekomo utraconej suwerenności przez państwa narodowe, zapobieżenie islamizacji chrześcijańskiej Europy i  nie tylko: tableau wrogów tworzą jeszcze parytet kobiet, małżeństwa jednopłciowe i forsowany przez brukselskich globalistów gender. W ciągu ostatnich 5 lat, jakie upłynęły od wyborów do PE w 2014 r., od Hiszpanii i Portugalii po Szwecję na północy i Słowację na wschodzie, wszędzie wpływy nacjonalistów wzrosły. Na ich lidera wyrasta włoski wicepremier Matteo Salvini, który ogłosił już szturm na Brukselę, centrum znienawidzonej eurobiurokracji. A pod wybory do PE montuje prawicowo-populistyczny alians Europejskich Ludów i Narodów (AEPN), i zamierza przyciągnąć do niego zawieszony w EPP Fidesz oraz wszystkie formacje, znajdujące się na prawo od EPP. W obecnym parlamencie są one zakotwiczone w trzech rodzinach politycznych. Największej i najbardziej umiarkowanej partii Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (ECR) ton nadają PiS i brytyjscy torysi. Niemiecka i prorosyjska AfD należy do niewielkiej rodziny politycznej Europy Wolności i Bezpośredniej Demokracji (EFDD). Tak jak brytyjska  UKiP, w międzyczasie okrzyknięta The Brexit Party. Ale dni tej frakcji są policzone. UKiP z powodu brexitu prędzej czy później opuści frakcję, a włoski Ruch 5 Gwiazd zamierza się przeorientować. W najskrajniej prawicowej rodzinie politycznej Europy Narodów i Wolności (ENF) zasiadają posłowie austriackiej FPÖ, francuskiego Frontu Narodowego (zamienionego w międzyczasie na Rassemblement National) Marine Le Pen i holenderskiej PVV Geerta Wildersa. Rodzima formacja Salviniego w Italii, Lega, również w ENF, na skutek dołowania w sondażach koalicyjnego Ruchu 5 Gwiazd wicepremiera Luigiego Di Maio, ma szansę uzyskania największej liczby głosów jako pojedyncze ugrupowanie (36 proc.) – więcej nawet od niemieckiej CDU Merkel – by stać się najsilniejszą pojedynczą partią w nowym PE. Cała ultraprawica może liczyć w nim na ¼ mandatów. Tyle że w wyborach do PE nie chodzi wyłącznie o liczbę zdobytych mandatów. Jeszcze istotniejsza jest siła uderzenia ultraprawicy w nowym PE, i to, czy uda się jej zespolić siły. I tu trudno sobie jednak wyobrazić, by nastąpił cud i Salvini scalił wszystkie te prawicowo-populistyczne partie w jedną nową frakcję.

Francuski prezydent generalnie opowiada się przeciwko Niemcowi stojącemu na czele 14-tysięcznego korpusu urzędniczego KE

Pomimo wspólnoty trzech fundamentalnych celów: ograniczenia władzy Brukseli, oddania jej z powrotem w ręce państw narodowych i zatamowania migracji i zapobieżenie powstania „Euroarabii”, jak i wysiłków samego Salviniego, który gdzie tylko mógł, zarzucał sieci (w Warszawie spotkał się z Jarosławem Kaczyńskim, zaklinając oś polsko-włoską, w Mediolanie Orbána nazwał „moim bohaterem”, a w Paryżu umówił się z Marine Le Pen na „roboczym śniadaniu”), jeszcze silniejsze wydają się podziały na ultraprawicy. Przebiegają one wokół stosunku do Rosji, osi Północ-Południe (np. Finowie i Duńczycy nie podzielają stanowiska Salviniego wobec powiększania włoskiego zadłużenia), a także Wschód-Zachód (np.  wobec relacji transatlantyckich). Generalnie w północnych krajach UE zdecydowaną większość stanowią transatlantycy i gospodarczy liberałowie. Taki np. czeski europoseł Jan Zahradil, obecnie przewodniczący frakcji ECR, największej ze wszystkich trzech ultraprawicowych w PE, odrzuca współpracę z Marine Le Pen, skoro Rassemblement National nie jest wystarczająco atlantycki, za to zbyt protekcjonistyczny.

Jarosław Kaczyński natomiast z podejrzeniem prokuratora spogląda na Salviniego. Kiedy Włoch z początkiem roku przyleciał do Warszawy, odmówiono mu wspólnej konferencji z szefem PiS. Jego Lega wykazuje zbyt przyjazne uczucia wobec Rosji Putina, podobnie jak FPÖ, francuski RN, czy niemiecka AfD. Nie dziwi więc, że na zjeździe założycielskim AEPN w Mediolanie świeciła nieobecność przywódców ultraprawicy z Francji (Le Pen), Holandii (Geerta Wildersa) i Austrii (Heinza-Christian Strachego). I wydaje się bardziej niż prawdopodobne, że po wyborach różnice te nie znikną, a partie radykalnej prawicy utworzą w PE co najmniej dwie konkurencyjne frakcje, z których Alians Salviniego bynajmniej nie musi być silniejszy. Sa bowiem na skrajnej prawicy takie partie jak np. hiszpański Vox, który pozostaje otwarty na wszelkie opcje. To uspokajające dla Manfreda Webera i EPP, którzy odrzucają po wyborach koalicję z ultraprawicą.

Przeszkody w Paryżu i Budapeszcie

Mimo że szefa nowej KE zatwierdzać będą w głosowaniu plenarnym nowo wybrani posłowie PE, to jednak głowy państw członkowskich na posiedzeniu Rady Europejskiej nie są formalnie zobligowane, by jedynie pobłogosławić Spitzenkandidata ugrupowania, które akurat wygrało wybory do PE. Liderzy krajów członkowskich mogą sami zaproponować jeszcze inną osobę. Za takim rozwiązaniem optuje przede wszystkim stylizujący się na wzorowego Europejczyka Emmanuel Macron. Francuski prezydent generalnie opowiada się przeciwko Niemcowi stojącemu na czele 14-tysięcznego korpusu urzędniczego KE (nota bene w samym  Hamburgu ratusz zatrudnia 60 000 urzędników). Ale bardziej niż pokerowe manewry Macrona, o nominacji na szefa przyszłej KE zadecydują dwa inne czynniki: rzeczywisty wynik wyborczy Webera w dniu 26 maja oraz wpływy ustępującej za dwa lata ze sceny politycznej liderki europejskich chadeków Angeli Merkel. To przecież jej poparcie zadecydowało o wyborach Manuela Barroso (2004, 2009) i Junckera (2014) na szefa unijnego rządu. A niemiecka kanclerz w sekundzie zmieniłaby poparcie dla Webera na rzecz (innego) Niemca, który objąłby stanowisko szefa Europejskiego Banku Centralnego.

Jarosław Kaczyński natomiast z podejrzeniem prokuratora spogląda na Salviniego. Kiedy Włoch z początkiem roku przyleciał do Warszawy, odmówiono mu wspólnej konferencji z szefem PiS. Jego Lega wykazuje zbyt przyjazne uczucia wobec Rosji Putina

Ostatnią przeszkodą dla Webera – możliwe, że największą, której on sam do końca nie docenia – jest wspomniany i suspendowany z EPP Viktor Orbán. Weber długo bronił szefa Fideszu i finalnie opowiedział się za zawieszeniem, a nie wyrzuceniem jego partii z chadeckiej międzynarodówki. To może odbić się na jego losach nie tyle przy urnie wyborczej, co raczej przy scalaniu powyborczej, większościowej koalicji, dla której przyszły szef KE potrzebuje większościowego poparcia poszczególnych partii. A te, choć znajdą u siebie niewiele punktów stycznych, jeden znajdą z pewnością: czerwoną kartkę dla Viktora Orbána.

 

 

Historyk, politolog, watykanista, komentator polityczny portalu TOK FM i telewizji POLSAT NEWS. Ukończył studia historyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz germanistykę na Albert-Ludwigs-Universität we Freiburgu. Doktorat w 2003 r. (Albert-Ludwigs-Universität Freiburg), habiltacja w 2008 r. (Albert-Ludwigs-Universität Freiburg). Od 2009 roku kierownik katedry im. Konrada Adenauera w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. J. Tischnera. Ostatnie publikacje: "Angela Merkel - cesarzowa Europy" (Agora 2014), https://histmag.org/arkadiusz-stempin-sojusznicy-od-fryderyka-i-katarzyny-wielkiej-do-merkel-i-putina-recenzja-13278

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Test europejskiej chadecji”

  1. Kuba pisze:

    hmm hiszpański VOX to partia ultraprawicowa??
    Zwrot NK ku „lewemu centrum” coraz widoczniejszy ; )
    (i nie, nie chodzi mi tylko o ten artykuł)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz