Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Spiskowa strzelba Czechowa

Teorie spiskowe same okazują się rezultatem niecnych układów i oszustw – integralną częścią patologii, które rzekomo miały obnażać

Prawdziwe spiski istnieją. Liczne zmowy osób czy organizacji są historycznie udokumentowane. Koordynowanie złożonych planów w bardziej lub mniej potajemny sposób jest przecież istotą ludzkiej kooperacji i rywalizacji. Od wieków rejestrujemy skoordynowane działania ugrupowań politycznych, dysydentów czy rządzących, biznesmenów czy wojskowych. Ich ocena zależy raczej od skutków i naszych przekonań etycznych. Trudno jednak zaprzeczyć istnieniu karteli rynkowych, zorganizowanej przestępczości, korupcji na wysokich szczeblach, a nawet spisków w celu popełnienia zbrodni. Przykładem kartelu może być istniejący w latach 1925-39 Phoebus, zwany popularnie „spiskiem żarówkowym”, a zawiązanym między innymi w celu ograniczenia trwałości żarówek do 1000 godzin. Wzorowym przykładem ostatniego  jest konferencja w Wannsee ze stycznia 1942 roku, na której uzgodniono „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej”.

Terminem „spisek” określa się więc zmowy o bardzo różnym charakterze i skali. Z jednej strony mamy ewidentną zbrodnię przeciw ludzkości, z drugiej – planowane postarzanie produktu, które może mieć nawet jakiś gospodarczy sens. Istnieje mnóstwo dobrze zbadanych spisków na wysokim szczeblu:  operacje tajnych służb (zamach stanu w Iranie), operacje „pod fałszywą flagą” (prowokacja gliwicka) i inne preteksty do wszczynania wojen (broń masowego rażenia w Iraku, incydent w Zatoce Tonkińskiej); spiski polityków (Watergate) i nieetyczne eksperymenty rządowe (programu MK-ULTRA). Jednak jeśli już mówimy o rzeczywiście stwierdzonych spiskach, to raczej nigdy nie były one odkryte przez tzw. „zwolenników teorii spiskowych”. Identyfikacja prawdziwego spisku wymaga sumiennej pracy w archiwach, gromadzenia dowodów, przeprowadzania wywiadów, weryfikowania związków – pracy okropnie żmudnej, pieczołowitej i często rozczarowującej.

Teorie spiskowe są bowiem współczesną formą folkloru. Widać to szczególnie na przykładnie klasycznych już amerykańskich teorii wokół UFO

Wszystko łączy się ze wszystkim

Kiedy mówimy o „teoriach spiskowych”, mamy na myśli nieco inne zjawisko niż realne spiski. Stwierdzenie i udokumentowanie zmowy w ramach jakichś grup interesów nie jest „teorią spiskową”. Uczciwa obawa o szkodliwość produktów leczniczych czy innych nowych technologii nie jest jeszcze „teoria spiskową”. W teoriach spiskowych nie chodzi bowiem o odkrywanie i udowadnianie prawdopodobnych powiązań między zdarzeniami i osobami. Chodzi w nich raczej o ekscytującą historię – o narrację z konfliktem i złoczyńcami. Ta opowieść wcale nie musi być spójna. W rzeczywistości to nie ma znaczenia. W teoriach spiskowych ważne jest usatysfakcjonowanie emocjonalnej potrzeby głębszego sensu rozproszonych, chaotycznych wydarzeń.

Dlatego teorie spiskowe nie respektują reguł sumiennego dochodzenia. Dla ich zwolenników takie szkolarstwo wpisuje się w „oficjalną historię”. Zamiast tego teorie spiskowe respektują raczej niektóre reguły kompozycji fabuł teatralnych czy filmowych. Jedną z jej naczelnych zasad jest strzelba Czechowa: „Jeśli w pierwszym akcie powiesiłeś strzelbę na ścianie, to w kolejnym musi wystrzelić. W przeciwnym razie nie umieszczaj jej tam”. Wszystkie pokazane w opowieści przedmioty, wydarzenia czy osoby powinny mieć jakąś rolę w narracji. W przeciwnym razie są nieefektywnym opowiadaniem historii. Musi być zapowiedź (setup), i musi być satysfakcja (payoff). W szczególności w opowieściach kryminalnych czy detektywistycznych, a do nich można porównać teorie spiskowe.

Nie ma w nich miejsca na przypadki, zbiegi okoliczności, czy pomyłki. Nie ma miejsca na niepowodzenie misternych planów. Tam wszystko przebiega „zgodnie z planem” – zupełnie jak w filmach. I wszystko musi być powiązane. To dlatego COVID-19 musi jakoś łączyć się z 5G. To dlatego, gdy naukowcy WHO przestrzegali parę lat temu przed globalną pandemią, to jest to pewny dowód, że już wtedy ją planowali. „Poczytaj sobie o tych laboratoriach w Wuhan! Bill Gates walczy z chorobami zakaźnymi w krajach rozwijających się? Finansuje prace nad szczepionkami? No to na pewno maczał w tym palce! Pandemia jest po to, by nas wszystkich zaszczepić i zaczipować. A maski są kagańcami, które mają nas upokorzyć i zniewolić!” Zawsze jest tu jakiś ukryty plan. Zawsze jest jakiś potężny władca marionetek. Zawsze jakaś fantastyczna opowieść. Wygląda to mało wiarygodnie? „A nie słyszałeś nigdy o zawieszeniu niewiary?”.

Nastrój epoki

Teorie spiskowe są bowiem – moim zdaniem – współczesną formą folkloru. Widać to szczególnie na przykładnie klasycznych już amerykańskich teorii wokół UFO. Folklor ten – choć jego inspiracje sięgać mogą daleko w przeszłość – zawsze intensywnie czerpie z nastroju epoki. Właśnie dlatego pasuje tak dobrze do nowoczesnego imaginarium społecznego – tej odczarowanej mitologii instrumentalnie racjonalnej nowoczesności. Jako założenie wykorzystuje najbardziej śmiałe hipotezy – tj. takie, które mają ziarno sensu z perspektywy spekulacji (quasi-)naukowych. Eksploruje opowieści, które mogłyby być w takim świecie osadzone. Wszystko w tych teoriach jest na swój sposób prawdopodobne dla współczesnego umysłu. Może nie bardzo prawdopodobne, ale na pewno nie niemożliwe. Obce cywilizacje, genetyczne mutacje, prehistoryczne monstra wybudzone z lodu, apokaliptyczna broń biologiczna i maltuzjańskie plany depopulacji – wszystko to są rzeczy potencjalnie możliwe, a nawet rozważane przez poważanych ludzi (przynajmniej niegdyś, vide sam Thomas Malthus). Są też tu udokumentowane rzeczy, o których gdzieś słyszeliśmy, że są prawdziwe: spiski elit i tajnych służb, skorumpowani politycy, szaleni naukowcy i amoralne korporacje. Teraz to wszystko wystarczy poukładać w jakąś zgrabną opowieść.

Przestrzegałbym też przed uznaniem teorii spiskowych za efekt intelektualnego lenistwa, braku dociekliwości czy czegoś podobnego. To, co jest najbardziej imponujące w teoriach spiskowych, to jest często ich niesamowita pieczołowitość w budowaniu detali świata przedstawionego

Właśnie dlatego teorie spiskowe stanowią idealną kanwę dla kiczowatej rozrywki – filmów, książek, komiksów, gier. Żeby nie było: sam uwielbiam guilty pleasures. Spełniają naszą potrzebę przerysowanych, heroicznych albo całkiem mrocznych opowieści. Satysfakcjonują nasz zmysł egzystencjalnej grozy, a zarazem potrzebę maksymalnej podmiotowości i ładu.  Potwierdzają, że to wszystko wokół nas ma jakiś cel – gdzieś zmierza i nie jest tylko chaosem próżnego ludzkiego żywota. Spiski i niecne plany potężnych sił stanowią idealne źródło konfliktu i dają antagonistę dla samotnego bohatera – herosa stawiającego czoła przeciwnościom losu. Oczywiście, niekoniecznie jest to optymistyczna opowieść. Ale przynajmniej wiemy, że obowiązuje tu jakaś sprawczość. I wiemy, że ktoś odpowiada za zło tego świata. Gdyby tylko udało się wysłać samotnego ninję-komandosa z karabinem szturmowym żeby zszedł do tej piwnicy pizzerii i rozprawił się z tą międzynarodową kliką… Jakby tylko udało się uciąć łeb temu potworowi, to świat byłby uratowany. Tam na pewno jest gdzieś wyłącznik tego całego koronawirusa. Jak w filmach.

Teorie spiskowe jeszcze jedno łączy z kampowymi filmami. Są pełne dziur fabularnych. Koronawirus powstał w laboratorium? Dlatego jest oszustwem i nie powinniśmy się go obawiać (sic!). Zwolennikom teorii spiskowych nie przeszkadza, że historia nie trzyma się kupy, że jest sprzeczna wewnętrznie. Ważne, że na pewnym fasadowym poziomie zgrywa się w jakąś emocjonalnie spójną całość. I daje bodziec do działania. Na swój sposób przywraca maluczkim podmiotowość. Daje im uzasadnienie działania, zamiast domagać się pasywności. Daje też poczucie wglądu w ukryte mechanizmy tego świata – jakieś nieuchwytne poczucie oświecenia. Tym samym daje też poczucie wyższości wobec tych, co „jak bydło idą na rzeź”; tych, co nie połknęli „czerwonej pigułki” i co dalej siedzą w tej jaskini Platona.

Typowym chwytem erystycznym zwolenników teorii spiskowych jest tzw. „galop Gisha” (technika nazwana od kreacjonisty Duane’a T. Gisha), czyli przytłoczenie potokiem zdań, argumentów i faktoidów; pędzącej na złamanie karku opowieści. Gishgalop teorii spiskowych bardzo pasuje do pędzących fabuł współczesnego kina hollywoodzkiego. Uniemożliwia refleksję – zastanowienie się nad tym, co się dzieje i czy to ma ręce i nogi. To pędząca, pełzająca i mutująca kreatura. Pochłania wszystko na swej drodze i niczemu nie daje się zatrzymać. Ten potwór jest śliski. On „tylko zadaje pytania”. Jeśli chwycisz go za słowo i obalisz jeden argument, natychmiast się wyślizguje i zupełnie niespeszony wysuwa w twoją stronę następną odrastającą mackę. Nie da się go obalić, bo on nie ma podstawy, kręgosłupa czy słabego punktu. Ta kreatura nie ma żadnej stałej postaci, a jedynie memetyczną wolę przetrwania i replikacji.

Teorie spiskowe zwykle są wybitnie niespójne. Charakteryzuje je absurdalnie pochopne przeskakiwanie od śmiałych hipotez do kategorycznych wniosków. Jednak przestrzegałbym przed uznawaniem ich za symptom ułomności intelektualnej. Nie brakuje bowiem przypadków, że wyznawcami teorii spiskowych były osoby utalentowane, błyskotliwe i inteligentne – o ogromnym dorobku, nawet naukowym. Sam Isaac Newton intensywnie angażował się w dociekania o charakterze okultystycznym, czyli w coś, co dziś nazwalibyśmy teoriami spiskowymi rodem z ery alchemików. Teorie spiskowe stanowią raczej zaspokojenie emocjonalnej potrzeby i są motorem poszukiwań prawideł rządzących światem. Możliwe, że chodzi o poszukiwanie głębszego sensu w obliczu jakiegoś niepokoju. Możliwe, że chodzi o wyjaśnienie pochodzenia zła – zrozumienie wykluczenia czy tragedii. Warto pamiętać, że takie poszukiwania – czasem bardzo chybione – stały u źródeł nowoczesnej nauki, nawet jeśli teraz uznajemy je za antytezę metody naukowej.

Wypełnić każdą lukę

Przestrzegałbym też przed uznaniem teorii spiskowych za efekt intelektualnego lenistwa, braku dociekliwości czy czegoś podobnego. To, co jest najbardziej imponujące w teoriach spiskowych, to jest często ich niesamowita pieczołowitość w budowaniu detali świata przedstawionego. Wszelkie luki dowodowe natychmiast wypełniane są rozwiniętymi historiami, dzięki którym wszystko zaczyna układać się w barwną, ciekawą całość – niczym misterne mitologie z fantastyki J.R.R. Tolkiena czy Ursuli Le Guin. Nie jest też tak, że wyznawcom teorii spiskowych brakuje krytycyzmu. W Internecie do niedawna krążyło nagranie wykładu jednego z teoretyków spisku wokół ataku na World Trade Center. Misternie i pieczołowicie – z wykorzystaniem radarowych rejestratorów lotu oraz zaawansowanych symulacji komputerowych – obala on teorię spiskową, że samolot, który uderzył w WTC, był tylko hologramem. A następnie przekonuje, że to nie był samolot, tylko jakiś inny obiekt…

Z teoriami spiskowymi – jako czymś „dokumentalnym” – oswajał już utworzony w 1995 roku kanał History Channel – aktualnie History. W Polsce nadawany jest od 2008 roku, ale jego niektóre programy trafiały do innych polskich telewizji znacznie wcześniej. History od lat jest „historyczny” tylko z nazwy

Jest wiele mechanizmów psychologicznych, które odpowiadają za błędy poznawcze wspierające teorie spiskowe. Jednak trzeba przyznać, że opierają się one na naturalnych instynktach ludzkich: poszukiwaniu związków między zdarzeniami; dociekaniu sensu i sprawczości w chaotycznym świecie; identyfikowaniu winnych zła. Wszytko to są również podstawy nauki, sprawiedliwości i naszej tożsamości. Same teorie spiskowe nie są niczym unikatowym. Jednak tak wyraźny wzrost ich popularności – ich rozpowszechnienie i skala społecznego oddziaływania – wydaje się czymś nowym, przynajmniej dla współczesnych pokoleń. Rozkwit postprawdy i eksplozja fake newsów zdecydowanie uznajemy za zjawisko bardzo niepokojące. Okazuje się ono kolejnym aspektem kryzysu, jaki zdaje się dotykać naszą cywilizację. Folklor nowoczesności, tak jak folklor dawniejszy, może mieć najzupełniej mroczne oblicze. Tak jak dawniej, może inspirować dyskryminację i przemoc. I – tak jak kiedyś – bywa narzędziem ordynarnych oszustw żerujących na osobach pilnie poszukujących sensu, wsparcia czy innej pomocy.

Wybuch popularności teorii spiskowych wynika w znacznej mierze z bujnego rozkwitu nowych mediów – szczególnie mediów społecznościowych. Warto zauważyć, że podobny chaos informacyjny i towarzyszące mu wzburzenie ideowe i polityczne ludzkość doświadczała już przynajmniej parokrotnie przy okazji upowszechnienia się nowych technologii informacyjnych. Z wynalezieniem w Europie druku kojarzymy pierwsze powszechnie dostępne Biblie. Jednak w swoim czasie druk wykorzystywany był przede wszystkim w celu rozpowszechniania polityczno-religijnych pamfletów, oszczerczej publicystyki i karykatur. Wiele publikacji bardziej przypominało współczesne memy niż poważną „wymianę idei”. Podobnie jak dziś, tak i w czasach reformacji o społecznym poparciu decydowało to, czyja narracja w przystępnej formie trafiła do większej rzeszy ludzi.

Media społecznościowe idealnie nadają się do rozpowszechniania teorii spiskowych.  Jednak grunt pod ich popularność położyły też stare media – włączając w to najzupełniej mainstreamowe telewizje. Z teoriami spiskowymi – jako czymś „dokumentalnym” – oswajał już utworzony w 1995 roku kanał History Channel – aktualnie History. W Polsce nadawany jest od 2008 roku, ale jego niektóre programy trafiały do innych polskich telewizji znacznie wcześniej. History od lat jest „historyczny” tylko z nazwy. Teraz słynie raczej z kuriozalnych reality show i programów propagujących teorie o kosmitach, którzy budowali inżynieryjne cuda starożytnego świata (Ancient Aliens). Memem jest już kadr z tego programu, w którym rozczochrany prezenter Giorgio Tsoukalos z przymrużonymi oczami mówi o tym, że „to byli obcy”. Tego rodzaju media tworzą nastrój epoki wyznaczając standardy oceny rzeczywistości. Nawet jeśli będziemy śmiać się z kanału Ancient Aliens, to na jego tle narracje tylko nieco mniej absurdalne zaczną się nam jawić jako całkiem rozsądne.

Plusy domysłów

Teorie spiskowe prezentowane są jako niepokorne występowanie przeciw „dominującym narracjom”, przeciw potężnemu establishmentowi – skorumpowanym klikom naukowców i wielkim korporacjom. Oczywiście, i tu tkwi ziarno prawdy. Tak: politycy są skorumpowani, naukowcy bywają oszustami, a prezesi korporacji dla zysków zrobią wszystko.  Właśnie w tym kontekście powinniśmy pamiętać, że teorie spiskowe same w sobie bywają także rezultatem spisków – często po to, by maskować prawdziwe działania (np. folklor UFO maskował prawdziwą rolę Strefy 51). Teorie spiskowe same stały się lukratywnym biznesem i częścią patologicznych układów – najzupełniej nieliczących się z zasadami moralnymi. Wzorowym przykładem jest słynny Andrew Wakefield, którego artykuł o szczepionkach powodujących autyzm okazał się skandalicznym oszustwem. W dochodzeniu dziennikarza śledczego Briana Deera okazało się, że wywołanie przez Wakefielda strachu przed trójskładnikową szczepionką przeciw odrze, śwince i różyczce (MMR) miało być wstępem do lukratywnego biznesu: sprzedawania testów na autyzm na potrzeby pozwów sądowych a potem… sprzedawania szczepionki zastępczej.

Przestrzegałbym jednak przed nazywaniem „teorią spiskową” jakiegokolwiek podejrzewania korupcji czy złych zamiarów, dowolnej obawy o skutki uboczne szczepionki czy leku albo nowej technologii komunikacyjnej. Wszystko to mogą być uczciwe obawy – i z zasługują one na konkretną, kompletną odpowiedź. Zbywanie takich trosk jako „teorii spiskowych” jest rozwiązaniem fatalnym, przede wszystkim dlatego, że szkodzi procesowi rewizji i korekty polityk publicznych czy teorii naukowych. Współczesny kryzys autorytetu nauki i ekspertów jest bowiem skutkiem postrzegania nauki jako tworzącej nieomylne dogmaty i wizji autorytetu jako nieomylności. W takiej percepcji (niestety dominującej w dotychczasowym modelu zarządzania publicznego i prywatnego sektora) jakakolwiek krytyka odbierana jest jako potwarz.

W dochodzeniu dziennikarza śledczego Briana Deera okazało się, że wywołanie przez Wakefielda strachu przed trójskładnikową szczepionką przeciw odrze, śwince i różyczce (MMR) miało być wstępem do lukratywnego biznesu: sprzedawania testów na autyzm na potrzeby pozwów sądowych a potem… sprzedawania szczepionki zastępczej

Rzecz w tym, że nauka ewoluuje, uzupełnia albo nawet obala swoje własne teorie. Teorie, o których uczyliśmy się w szkole już parę lat po maturze, bywają nieaktualne. Dlatego autorytet we współczesnym świecie powinien oznaczać otwartość na krytykę i gotowość do korekty pomyłek. Rzeczywiste, szkodliwe teorie spiskowe psują ten mechanizm korekty przez wprowadzenie absurdalnych standardów oceny rzeczywistości i – paradoksalnie – jednocześnie wspierają i żerują na i tak dogmatycznej wizji autorytetu, choćby tylko wzmacniając jakiś autorytet alternatywny. Właśnie dlatego teorie spiskowe stały się mechanizmem politycznej mobilizacji. Dają poczucie absolutnej pewności co do swojej racji – pewności zaimpregnowanej na zwątpienie, rozwagę lub dowody: uodpornionej na rozsądek czy zwyczajne poczucie przyzwoitości.

Teorie spiskowe już od lat wpisały się w krajobraz naszej polityki i biznesu. Wzrost ich publicznej roli powinien być powodem do niepokoju, jako symptom i zapowiedź systemowego kryzysu instytucji. Jak dowolne narracje, i ten folklor także zostaje zinstrumentalizowany. Teorie spiskowe coraz bardziej wspierają skandaliczne działania polityczne. Służą też ogromnie dochodowym branżom wellness, „alternatywnej medycyny” i suplementów diety. Jeden z czołowych współcześnie propagatorów teorii spiskowych jest Alex Jones (InfoWars), który zarabia, sprzedając między innymi „pigułki na mózg” (Brain Force PLUS™), a także pastę do zębów na bazie srebra koloidowego, która rzekomo ma… leczyć COVID-19. Ostatecznie więc teorie spiskowe same okazują się rezultatem niecnych układów i oszustw – integralną częścią patologii, które rzekomo miały obnażać.

Spiski istnieją. Ale teorie spiskowe prędzej będą przykrywką dla rzeczywistej tajnej zmowy, niż uczciwym poszukiwaniem prawdy.

Doktor nauk politycznych, adiunkt w Instytucie Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Współpracownik Europejskiego Obserwatorium Systemów i Polityk Zdrowotnych w Brukseli. Gościnny wykładowca Uniwersytetu Kopenhaskiego. Prowadził badania m.in. na uniwersytetach Maastricht i Harvarda. Specjalizuje się w analizie polityk zdrowotnych z perspektywy teorii systemów deliberatywnych. Zajmuje się też popularyzacją badań naukowych w ramach założonego przez siebie Bloga Instytutu Zdrowia Publicznego.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz