Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Seksualizacja odbiera dzieciom radość życia

Skłonności samobójcze, wcześniejsza inicjacja seksualna, sięganie po alkohol i narkotyki, zaburzenia własnej wartości – to tylko najbardziej jaskrawe skutki wszechobecnego seksu, atakującego dzieci z każdej stron

W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że współczesne społeczeństwa, zwłaszcza w zachodnim kręgu kulturowym, żyją we względnym spokoju i dostatku i mają stosunkowo niewiele problemów, których nie stworzyły sobie same. Jednym z takich stworzonych przez człowieka w epoce dobrobytu problemów jest zjawisko seksualizacji. Zdominowanie sfery publicznej, kultury masowej, reklam, filmów przez seksualność jest już dla nas po prostu stałym elementem krajobrazu. Nie sprzeciwiamy się mu, nie poświęcamy zbyt wiele myśli, nie kłopoczemy się zadawaniem sobie pytań o jego wpływ na nasze mózgi, na rozwój naszych dzieci, na społeczeństwo jako całość.

Wiele badań pokazuje, że skupienie na wyglądzie i wymuszone przez seksualizację przedmiotowe traktowanie samego siebie osłabia zdolność koncentracji, prowadząc do realnego upośledzenia zdolności umysłowych

Seksualnie zindoktrynowani

Oczywiście, konserwatyści wiedzą, że seksualizacja negatywnie wpływa na postawy moralne, status rodziny czy trwałość relacji międzyludzkich. Przebąkują też czasem o tym, że nie powinno się narażać dzieci na kontakt z seksualizującym przekazem, ale tak naprawdę znakomita część tego przekazu tak trwale wrosła już w nasze otoczenie, że nie myślimy już o nim jako seksualizującym. Czy ktokolwiek zwraca jeszcze uwagę na to, że półnagie modelki na co drugim bilbordzie reklamują swoją golizną nie tylko bieliznę i kostiumy kąpielowe, ale też napoje gazowane, lody i materiały budowlane? Epatowanie negliżem wyidealizowanych ciał to jednak tylko jeden z wielu wymiarów seksualizacji.

W tym miejscu warto odpowiedzieć sobie na pytanie, czym w ogóle seksualizacja jest. Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne w raporcie o seksualizacji dziewcząt podaje takie kryteria, które definiują przekaz seksualizujący:

  • wartość osoby sprowadzana jest do “seksownego” wyglądu lub zachowania;
  • osoba jest seksualnie uprzedmiotowiona (widziana jako obiekt użycia seksualnego innych, a nie w pełni człowieczeństwa);
  • seksualność jest narzucana nieadekwatnie do wieku i sytuacji.

Pierwszy punkt można przypisać niemal każdej reklamie i każdej produkcji filmowej, w której występują ludzie. Drugi jest nieco węższy, ale wcale nierzadki – wystarczy zajrzeć do pierwszej z brzegu fabularnej gry komputerowej, filmu, książki czy gazety. Trzeci punkt jest najciekawszy, bo odnosi się on wprost do problemu atakowania seksualizującymi komunikatami dzieci i młodzieży. I na tym chciałabym się skupić.

Alkohol, myśli samobójcze, wczesna inicjacja seksualna, problemy z koncentracją

Nawet osoby o liberalnym światopoglądzie i piewcy edukacji seksualnej według niesławnych standardów WHO nie mogą zaprzeczyć negatywnemu wpływowi seksualizacji na dzieci i młodzież. Skłonności samobójcze, wcześniejsza inicjacja seksualna, sięganie po alkohol i narkotyki, zaburzenia własnej wartości – to tylko najbardziej jaskrawe skutki wszechobecnego, atakującego dzieci z każdej strony, seksu.

Jak pisze Szymon Grzelak w artykule pt. „Seksualizacja w przestrzeni publicznej i jej wpływ na młodzież”seksualizacja odbiera niewinność dzieciom, redukuje marzenia młodzieży, zachęcając do traktowania seksu jak towaru, a nie jak wyrazu głębokiej więzi.

Fundacja Homo Homini i Instytut Profilaktyki Zintegrowanej przeprowadziły anonimowe badania ankietowe wśród blisko 7 tysięcy polskich 14- i 15-latków. Mierzono „skalę seksualizacji” i jej powiązanie z innymi zjawiskami. Jak wyjaśnia Grzelak, „z sześciu pytań skali (odpowiedzi od 1 do 5) dwa dotyczą przekonań młodzieży o współżyciu seksualnym, dwa podejścia do spraw seksualnych na randce, a dwa preferencji dotyczących treści seksualnych w filmach i telewizji. W zależności od wyników na skali badani zostali podzieleni na kwintyle, gdzie przynależność do pierwszego kwintyla oznacza 20% młodzieży o najniższym wskaźniku seksualizacji, a piąty kwintyl – 20% młodzieży o najwyższym stopniu seksualizacji”.

Brytyjskie media donoszą o „epidemii” transgenderyzmu wśród dzieci

Spośród dziewcząt o najwyższym stopniu seksualizacji aż 57,7% miało myśli samobójcze w ciągu ostatniego roku. W grupie o najniższym stopni seksualizacji wynik to 24,9%. W przypadku chłopców to odpowiednio 25,5% i 12,4%.

21,1% dziewcząt o najwyższym stopniu seksualizacji zadeklarowało, że w ciągu ostatnich 30 dni upiły się 4 lub więcej razy (przypominam, że chodzi o 14- i 15-latki!). W przypadku grupy o najmniejszym stopniu seksualizacji tyle razy upiło się 1,6% dziewcząt.

14- i 15-letni respondenci odpowiadali też na pytanie o inicjację seksualną. W grupie o najwyższym stopniu seksualizacji 29,3% młodych ludzi ma pierwszy stosunek już za sobą. Dla grupy o najniższym stopni seksualizacji ten wskaźnik to 1,6%.

Wyniki badań wskazują też na korelację pomiędzy seksualizacją a zażywaniem narkotyków, korzystaniem z pornografii i stosowaniem przemocy. Jak informuje Instytut Profilaktyki Zintegrowanej, 66% chłopców i 54% dziewcząt pierwszy kontakt z pornografią miało w wieku poniżej 12 lat. Wśród badanych gimnazjalistów 25% chłopców celowo korzystało z pornografii więcej niż 10 razy w ciągu ostatnich 30 dni, a 14% chłopców więcej niż 30 razy w ciągu ostatnich 30 dni. O wpływie pornografii na dzieci i młodzież rozmawiałam z Izabelą Karską ze Stowarzyszenia Twoja Sprawa.

Wiele badań pokazuje też, że skupienie na wyglądzie i wymuszone przez seksualizację przedmiotowe traktowanie samego siebie osłabia zdolność koncentracji, prowadząc do realnego upośledzenia zdolności umysłowych. Krótko mówiąc: osoby, które poświęcają uwagę na myślenie o swoim wyglądzie gorzej liczą i mają większe problemy z logicznym rozumowaniem. Cytowane w raporcie Amerykańskiego Towarzystwa Psychologii przeprowadzone już w 1998 roku badanie wykazało to w ciekawy sposób: Podczas pobytu w szatni studenci zostali poproszeni o przymierzenie i ocenę kostiumu kąpielowego i swetra. W tych ubraniach mieli w ciągu 10 minut rozwiązać test matematyczny. Wyniki wykazały, że młode kobiety w strojach kąpielowych radziły sobie znacznie gorzej z problemami matematycznymi niż te, które miały na sobie swetry. W przypadku chłopców nie stwierdzono różnic. Innymi słowy, myślenie o ciele i porównywanie go z seksualizowanymi ideałami kulturowymi zaburzyło u młodych kobiet zdolności umysłowe.

Praca domowa z masturbacji

Polską opinię publiczną w ostatnich miesiącach zelektryzował temat edukacji seksualnej. Bardzo słusznie, bo ta forma komunikacji skierowanej wprost do dzieci może być kolejnym nośnikiem seksualizacji.

Analizę standardów WHO (do których samo WHO nie do końca się przyznaje, pisząc „WHO, BZgA i UNDP nie ponoszą̨ odpowiedzialności za szkody powstałe w wyniku wykorzystania tych informacji. Poglądy wyrażone w publikacji należą̨ do autorów i autorek i niekoniecznie reprezentują̨ oficjalne stanowisko Biura Regionalnego Światowej Organizacji Zdrowia dla Europy (WHO), Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP), ich zarządów ani krajów członkowskich Organizacji Narodów Zjednoczonych.”), zostawię na boku, bo wymagałaby osobnego artykułu. W kwestii tego, czy edukacja seksualna seksualizuje, mogą być może pojawiać się kontrowersje, bo niesławne standardy WHO mówią przecież, że edukacja musi być dostosowana do wieku odbiorców. Problem w tym, że w krajach, które takie lekcje w szkołach wprowadziły, to nie treści zostały dostosowane do wieku odbiorców, ale wiek odbiorców do treści. Spójrzmy, jak wygląda tam percepcja „treści nieodpowiednich do wieku”.

Edukacja seksualna dzieciaków w przedszkolach i szkołach powinna być ograniczona do minimum. To rodzice powinni odpowiadać za to, czego na temat seksu, prokreacji, rodziny, ale też pornografii, aborcji czy antykoncepcji nauczą się ich dzieci

Według organizacji About Kids Health Canada dzieci w wieku od 5 do 8 lat powinny rozumieć, że ludzie mogą być heteroseksualni, homoseksualni i biseksualni oraz że istnieje szeroki zakres ekspresji płciowej, a płeć nie zależy od genitaliów danej osoby. Powinny też wiedzieć, jaką rolę odgrywa seksualność w związkach. Dzieci w wieku 9-12 lat powinny uczyć się o antykoncepcji, chorobach wenerycznych i bezpiecznym seksie.

American Academy of Pediatrics stwierdza, że normalne (choć stosunkowo rzadkie) u dzieci w wieku 2-6 lat jest np. dotykanie genitaliów innych dzieci i dorosłych, próby wkładania języka do ust innych osób podczas pocałunku oraz naśladowanie ruchami stosunku seksualnego. Norweskie seksedukatorki chwalą się w wywiadzie dla Die Zeit, że zadawały dziewczynkom masturbację jako pracę domową.

Jakie są skutki nachalnej seksualizacji dzieci?

Wpajanie dzieciom treści seksualizujących, afirmujących transseksualizm, homo- i biseksualizm prowadzą nieodwracalnych zmian w postrzeganiu przez nie świata, innych ludzi i samych siebie.

Brytyjskie media donoszą o „epidemii” transgenderyzmu wśród dzieci. Dane z 2018 roku przekazane przez UK Deed Poll Service mówią o jednym dziecku dziennie zgłaszającym do urzędu wniosek o zmianę płci w dokumentach. Cytowane przez The Telegraph dane z Gender Identity Development Service (GIDS) pokazują radykalny wzrost, jeśli chodzi o liczbę dzieci kierowanych w Wielkiej Brytanii do klinik tożsamości płciowej. W 2016 roku było to 84 dzieci w wieku od 3 do 7 lat (w 2012/13 było to 20). Dla dzieci w wieku poniżej dziesięciu lat liczby też wzrosły w tym okresie czterokrotnie: z 36 w roku 2012/13 do 165 w 2017. W 2017 roku w sumie na terapię tożsamości płciowej wysłano 2016 osób w wieku od 3 do 18 lat, (2012/13 było to 314 osób).

Już w 2017 roku w rozmowie z The Telegraph Chris McGovern, były doradca Departamentu Edukacji, mówił na ten temat: „Ludzie robią karierę, zachęcając dzieci do kwestionowania płci w wieku, w którym trzeba im po prostu pozwolić być dziećmi. Kiedy nauczyciele podnoszą na lekcjach te kwestie, dzieci są zdezorientowane, smutne i przeżywają traumę”. Teraz o problemie jest już stosunkowo głośno, a badaniem jego przyczyn zajęli się psychologowie i socjologowie.

Znanym przykładem dziecka zindoktrynowanego i wykorzystywanego zarówno przez aktywistów LGBT, jak i wielki biznes, jest 12-letni Desmond Napoles, drag queen, identyfikujący się jako gej, który tańczy na homoparadach i w klubach gejowskich, a w ostatnim czasie został twarzą marki Converse (Desmond pierwszy raz zatańczył na paradzie równości w wieku 8 lat!). Zarzuty wobec jego menadżerów i rodziców mówiące o tym, że jest to przykład perfidnej seksualizacji dziecka odpierane są krzykami o homofobii i braku tolerancji.

Skala degeneracji wyedukowanych seksualnie Niemiec czy Kanady jest dla przeciętnego Polaka nie do pojęcia. To jednak nie znaczy, że tak będzie zawsze. Społeczeństwa, jak żaby, gotują się powoli.

Co robić?

Problem wszechobecnej seksualizacji wydaje się nierozwiązywalny i być może taki jest, jeśli bierze się pod uwagę tylko rozwiązania, które miałyby pozbyć się go całkowicie. Moim zdaniem, w tym akurat przypadku metoda małych kroków jest zdecydowanie lepsza niż żadna.

Po pierwsze, w Polsce potrzebujemy zmian prawnych i samoregulacji dostawców internetu, które pozwolą na ograniczenie dostępu dzieci do pornografii. Wystarczy wziąć przykład z Wielkiej Brytanii, która pod tym względem wyprzedza cały świat.

Po drugie, edukacja seksualna dzieciaków w przedszkolach i szkołach powinna być ograniczona do minimum. To rodzice powinni odpowiadać za to, czego na temat seksu, prokreacji, rodziny, ale też pornografii, aborcji czy antykoncepcji nauczą się ich dzieci. Tylko oni znają w wystarczającym stopniu wrażliwość tych młodych ludzi i tylko oni powinni decydować w jaki sposób i kiedy powiedzą swoim dzieciom „skąd się biorą dzieci”.

Jeśli trzeba już kogoś edukować (a uważam, że w kilku kwestiach trzeba), to edukujmy rodziców – zarówno jeśli chodzi o skutki używania pornografii, jak i choćby w kwestii ochrony dzieci przed pedofilią. Czemu zamiast forsować obowiązkowe programy dla dzieci nie zorganizować po wywiadówkach obowiązkowych lekcji dla rodziców?

Na koniec: bądźmy czujni, nie przechodźmy nad seksualizacją kultury masowej i sfery publicznej do porządku dziennego. Niejednokrotnie interwencje obywatelskie przynoszą rezultaty.

 

Członek zespołu Nowej Konfederacji. Zawodowo zajmuje się public relations, public affairs, media relations, fundraisingiem i koordynacją projektów. Pracowała dla agencji PR, polityków, organizacji pozarządowych i szkół językowych. Ukończyła filologię polską i nauczanie języka angielskiego na Uniwersytecie Warszawskim. Kilkukrotna medalistka Mistrzostw Polski w lekkiej atletyce.

Komentarze

6 odpowiedzi na “Seksualizacja odbiera dzieciom radość życia”

  1. Obywatel pisze:

    Z zadziwieniem przeczytałem ten artykuł. Jeśli teza jest ze seks jest wszechobecny od reklam po tv czy internet to postulowanie aby nie było edukacji seksualnej dla dzieci w szkołach a tylko ze jest to rola rodziców jest ultra absurdalne. Bo jak rodzic pozbawiony wiedzy o edukacji seksulanie, bo przecież jego nikt nie uczył niczego w tej dziedzinie, ma uczyć dziecko jak reagować na złe zachowania nauczyciela czy katechety albo kolegi w klasie albo ze te plakaty z modelkami to fake? Przecież nie mamy jak organizacyjnie zmusić 10 mln rodziców w PL do tego aby sie tego nauczyli aby potem uczyli swoje dzieci!!! Dyskusja powinna isc w kierunku co i jak mówić dzieciom w szkołach, jaka ma być treść tej edukacji a nie uciekać w mitycznych rodziców którzy wiedza lepiej. To co się tu proponuje to po prostu abdykacja z tego aby dzieci realnie bronić !!!!

    Jest tez filozoficzne pytanie – jeśli dziecko dowie się ze są różne modele zachowania seksualnego i będzie się z nimi identyfikować to jak mamy ocenić i zadecydować czy to jest, czy nie jest naturalne ? Może to co nam, autorce tego art, wydaje się „normalne” i tym samym warte obrony jednak tym nie jest? Może jest tak ze statystyki samobójstw czy innych kryzysów wśród dzieci o jakich napisała autorka biorą się z reakcji hejterskich kolegów czy opiekunów którzy upierają się ze ich „normalność” jest „normalniejsza” ? 100 lat temu autorka nie miałaby prawa jako kobieta głosować w wyborach i to było uznawane za normalne i zgodne z prawem naturalnym ale jednak dziś może. Wiec widać ze to wcale nie jest takie wszystko oczywiste jak się nam wydaje.

  2. Obywatel pisze:

    I jeszcze taka uwaga: naprawdę proszę nie mylić seksualizacji jaka nas otacza w tv czy reklamach z edukacja seksualna w szkole. Ta edukacja to jest właśnie po to aby bronić nasze dzieci, jako wspólnota, w sytuacji kiedy rodzice ewidentne nie dają rady (bo tego dowodzą badania tu cytowane) a o np kościele to szkoda w ogóle rozmawiać.

  3. Andrzej pisze:

    Seksualizacja dzieci jest elementem ideologii LGBT. Konsekwencje są tragiczne, 30% ma zaburzone poczucie tożsamości, depresja i psychozy, apatia, samobójstwa. Tak to jest gdy patologia staje się normą.

    Ponieważ nie jesteśmy w szpicy “postępu” to mamy ten komfort, że możemy obserwować jak postępuje rozpad społeczeństw gdzie “postęp” zdominował społeczeństwo – celem jest zniewolenie ludzi, pozbawienie ich wyższych wartości, stopniowe wygaszenie społeczeństwa.

    Celem jak w komunizmie jest zniszczenie społeczeństwa, stworzenie nowego odczłowieczonego człowieka, poddanie go pełnej kontroli emocji i instynktów, wyeliminowanie tych, którzy nie poddają się tresurze.

  4. Yogibabu pisze:

    Formatowanie spoleczne ?

  5. zodiakrem pisze:

    Gratuluję Autorce poczucia humoru. Rozwiązaniem zamiast edukować dzieci, zróbmy po wywiadówkach obowiązkowe lekcje dla rodziców. Dzieci mają obowiązek szkolny, a rodzice – tylko jeśli nie ukończyli 18. roku życia.
    Z poważaniem

  6. B85 pisze:

    Brawo za poruszenie tematu. Prawda jest taka, że mało kto zdaje sobie sprawę z tego jak pornografia jest wszechobecna, łatwo dostępna i jak łatwo wkrada się w życie. Porno to nie domena wąsatych gości w okularach jak denka od szkiełek wymieniających się kasetami VHS. To obecnie hobby, sposób na spędzanie wolnego czasu przed komputerem i niestety coraz częściej wspaniały środek zastępczy w sytuacji braku partnera/partnerki. I nie zgadzam się, że edukacja jest dla dzieci. Jeśli ktoś tak twierdzi to najwyraźniej nie rozumie roli rodzica. Powinny być zajęcia dla rodziców uświadamiające im jak wygląda seksualność w czasach obecnych i z jakimi zagrożeniami mogą się zetknąć ich dzieci. Kontrola dostępu do pornografii to podstawa tak jak równocześnie prowadzona kampania edukacyjna dla rodziców i dzieci. Dlaczego dla rodziców? Ponieważ to rodzic powinien potrafić rozmawiać z dzieckiem o seksie po to aby dziecko miało możliwość skonfrontowania tego co przekaże mu rodzic z informacjami uzyskanymi od rówieśników czy z internetu właśnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz