Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Rosja czynnikiem demokratyzacji Białorusi?

Maksym Samorukow napisał, że Białoruś może stać się „Abchazją na sterydach”. Kreml miałby kontrolę nad jej kluczowymi geostrategicznymi aktywami, wojskiem i polityką zagraniczną, a praktykowanie demokracji mogłoby stać się rozrywką miejscowej ludności

Dmitrij Trenin, dyrektor moskiewskiego Centrum Carnegie, uznany analityk ds. polityki międzynarodowej, napisał pod koniec sierpnia na łamach periodyku „Rossija w Global’noj Politikie”, że jest rzeczą przez nikogo właściwie w Rosji niekwestionowaną, iż Moskwa potrzebuje – zarówno mając na uwadze rachuby strategiczne jak i psychologię – przyjaznej Białorusi. Państwa powiązanego gospodarczo, kulturowo i językowo bliskiego, z „obliczalnym kierownictwem”, z którym dobrze współpracuje się w sferze bezpieczeństwa i obrony. Jednak  w opinii rosyjskiego eksperta Rosja nie może ignorować faktu, że większa część białoruskiego społeczeństwa „posmakowała” niepodległości, którą uznaje za wartość niepodlegającą rewizji. Ponadto dostrzec trzeba fakt powstawania na Białorusi osobnego „narodu politycznego”, dla którego perspektywa państwa związkowego z Rosją nie jest nęcąca, a punktem odniesienia dziś jest już Europa. Warto też przytoczyć w całości konkluzję wystąpienia Trenina, bo jest to pogląd dość powszechnie prezentowany przez rosyjskich ekspertów i analityków. Otóż jego zdaniem: „Oczywistą potrzebą Rosji jest zachowanie Białorusi jako partnera i dobrego sąsiada – niezależnie od charakteru reżimu politycznego i osobowości przywódców. Jest wiele możliwości, by tak się stało. Na Białorusi, podobnie jak w innych krajach sojuszniczych, Moskwa musi współdziałać nie tylko z najwyższym władcą i jego otoczeniem, ale także z elitami (nie tylko politycznymi i gospodarczymi) oraz szerzej ze społeczeństwami”.

Zdaniem rosyjskich analityków, rosyjski plan dotyczący Białorusi został dość precyzyjnie i jasno przedstawiony przez Władimira Putina, który już po pierwszych rozmowach z Łukaszenką wspominał o potrzebie reformy konstytucji i zmianie systemu władzy

Ten pogląd pozwala zrozumieć, do pewnego stopnia przynajmniej, obecną strategię Federacji Rosyjskiej wobec białoruskich wydarzeń. W przeciwieństwie do często przywoływanych, również w polskiej analityce, porównań tego, co się dzieje na Białorusi do wydarzeń armeńskiej aksamitnej rewolucji, podstawową wszak różnicą – jak trzeźwo skądinąd zauważył w wywiadzie dla Radia Swoboda Fiodor Łukianow z Klubu Wałdajskiego – jest to, że przynajmniej na razie rewolucja w Mińsku nie zwyciężyła (i to różni Białoruś od Armenii). Przez to Moskwa nie musi liczyć się ze zmienioną sytuacją wewnętrzną w zaprzyjaźnionym państwie, a może starać się wpłynąć na bieg wydarzeń. I dziś na kilka sposobów wpływa na sytuację na Białorusi. Po pierwsze, jak przyznał Alaksandr Łukaszenka, przysłała „rezerwowe ekipy dziennikarzy”, co oznacza nie tylko wprowadzenie rosyjskich wątków do narracji białoruskich mediów publicznych, np. w zakresie „faszystowskich” korzeni biało-czerwono-białej symboliki narodowej, ale również realizację precyzyjnie nakreślonych własnych celów. Jak informuje jeden z białoruskich portali moskiewski desant dziennikarski przystąpił do zbierania kompromitujących informacji, głównie związanych z uwikłaniami korupcyjnymi, ale również obyczajowymi, na przedstawicieli białoruskich elit. Przy czym nie chodzi w tym wypadku o przedstawicieli „wyższych kręgów”, ale średnie kadry administracyjne, od postawy których w dłuższej perspektywie zależy polityka państwa białoruskiego.

Zdaniem rosyjskich analityków, rosyjski plan dotyczący Białorusi został dość precyzyjnie i jasno przedstawiony przez Władimira Putina, który już po pierwszych rozmowach z Łukaszenką wspominał o potrzebie reformy konstytucji i zmianie systemu władzy. Chodzi nie tylko o zorganizowanie przedterminowego odejścia samego Łukaszenki, o którym i on zaczyna coraz częściej mówić, ale również, a może przede wszystkim, o decentralizację systemu władzy. Odejście od modelu, w którym całość uprawnień skoncentrowana jest w jednych rękach, ma dać Moskwie docelowo większe gwarancje w zakresie uniknięcia niebezpiecznej recydywy, jaką była podjęta przez Łukaszenkę próba balansowania między Rosją a Zachodem. W praktyce oznaczać to powinno rozproszenie władzy między różne ośrodki i próbę budowania własnych wpływów, czy „prorosyjskich stronnictw” w różnych, a najlepiej we wszystkich instytucjach i opcjach politycznych, mogących skutecznie blokować, a przynajmniej równoważyć prozachodnie marzenia. Przy tym starania te obejmować będą szerokie spektrum sił społecznych i politycznych, od obecnego obozu władzy po dzisiejszą opozycję.

Zdaniem Arsenija Siwickiego, dyrektora białoruskiego Center for Strategic and Foreign Policy Studies, białoruskiego półniezależnego think tanku, mającego liczne powiązania z władzami, Moskwa już rozpoczęła poszukiwanie zarówno ewentualnej kandydatury „przejściowego” lidera Białorusi, jak i punktów oparcia wśród dzisiejszej opozycji. W jego opinii w orbicie zainteresowania Moskwy są m.in. byli premierzy, tacy jak Siarhiej Rumas, który poparł protesty Białorusinów, choć nie zaangażował się ani w demonstracje ani w działalność Komisji Koordynacyjnej i byli wysocy urzędnicy państwowi, w tym ministrowie.

Rosyjscy analitycy mają przy tym pełną świadomość, że Łukaszenka, otrzymawszy zapewnienia o ekonomicznej pomocy ze strony Rosji, znów rozpocznie swą tradycyjną politykę balansowania, zatem w interesie Moskwy jest udzielenie wsparcia, ale na trudnych dla Mińska warunkach i za cenę wymiernych koncesji, w tym zgody na tzw. 31 kartę drogową, zakładającą jeden organ emisyjny i wspólną walutę

Wydaje się, że przy okazji możemy mieć też do czynienia z „rozpisaniem na głosy” zabiegów Moskwy. Siergiej Ławrow podejmuje ministra Uładzimira Makieja, do niedawna uznawanego za reprezentanta prozachodniego skrzydła białoruskiej nomenklatury, a rosyjski minister obrony, Siergiej Szojgu wspiera w Moskwie swego białoruskiego kolegę Wiktara Chrenina, który pod koniec sierpnia na odprawie z kierownictwem białoruskich sił zbrojnych argumentował, że obowiązkiem żołnierza jest obrona kraju przed „kolorową rewolucją”, nawet jeśli przyjdzie im strzelać do rodaków. Przy czym, jak informował (choć w tym wypadku możemy mieć też do czynienia z dezinformacją) portal WarGonzo na platformie Telegram, Chrenin prowadził w Moskwie rozmowy nie tylko z kierownictwem sił zbrojnych i ministrem Szojgu, ale również z przedstawicielami administracji Władimira Putina pracującymi nad politycznym uregulowaniem białoruskiego kryzysu. O Chreninie można mówić nawet, że jest potencjalnym następcą Łukaszenki. Jego atutem ma  być również to, że uznawany jest w Moskwie jako „człowiek rosyjski”, wywodzący się z wojskowej rodziny, który swą młodość spędził w garnizonach armii sowieckiej na Syberii. Być może kwestią przypadku jest to, że w tym samym czasie na łamach powiązanego z Szojgu „Moskowskiego Komsomolca” ukazał się artykuł Andrieja Kamakina, w którym ten dziennikarz i politolog zastanawia się, czy Łukaszence, jeśli zbyt uporczywie trzymał się będzie władzy, nie grozi aby los Hafizullaha Amina, zamordowanego przez Rosjan na początku ich interwencji w Afganistanie w 1979 roku.

W tym samym czasie, do Mińska przyleciał – z połową rządu, jak napisał dziennik ekonomiczny „Kommiersant” – premier Miszustin, który rozmawiał głównie na tematy gospodarcze, w tym coraz bardziej o naglącej kwestii refinansowania białoruskiego długu wobec Rosji oraz zaległości w regulowaniu rachunków za gaz. Chodzi w tym wypadku nie tylko o pomoc w palących, wobec kurczących się w ekspresowym tempie białoruskich rezerw walutowych, kwestiach związanych z bieżącymi płatnościami, ale o przyjęcie kompleksowych regulacji dotyczących handlu węglowodorami między obydwoma krajami, sytuacji sektora bankowego, w tym przejętego przez białoruskie władze Biełgazprombanku, kontroli strategicznych firm białoruskich, linii kolejowych czy przesunięcie ruchu towarowego z portów Litwy i Łotwy do rosyjskich, zlokalizowanych nad Bałtykiem. Rosyjscy analitycy mają przy tym pełną świadomość, że Łukaszenka otrzymawszy zapewnienia o ekonomicznej pomocy ze strony Rosji znów rozpocznie swą tradycyjną politykę balansowania, zatem w interesie Moskwy jest udzielenie wsparcia, ale na trudnych dla Mińska warunkach i za cenę wymiernych koncesji, w tym zgody na tzw. 31 kartę drogową, zakładającą jeden organ emisyjny i wspólną walutę. Nie można jednak oprzeć się wrażeniu, że wielkość rosyjskiej delegacji, która odwiedziła Mińsk związana jest z jednej strony z próbą „inwentaryzacji” rysujących się wyzwań ekonomicznych, ale z drugiej z uzyskaniem wpływów w nowej przecież ekipie premiera Ramana Hałouczenki.

W czasie ostatnich dwóch lat Rosja przeprowadziła prodemokratyczne zmiany, albo pogodziła się z wynikami takich w co najmniej trzech krajach pozostających pod jej kontrolą. Chodzi o Armenię, Abchazję i Mołdawię

Wydaje się, że obecnie głównym przedmiotem dyskusji między Mińskiem a Moskwą jest tempo przeprowadzenia białoruskiej reformy konstytucyjnej. O ile obóz Łukaszenki chce powolnego rytmu zmian, które winny zamknąć się do 2022 roku, o tyle Moskwa wydaje się być zwolenniczką bardziej energicznego działania. Andriej Łozowik, delegat Białorusi w OBWE ujawnił pod koniec sierpnia, że zmiana konstytucji ma zostać poprzedzona formułą dialogu politycznego ze społeczeństwem, choć nie z Komisją Koordynacyjną, a jej efektem będzie nie tylko liberalizacja systemu politycznego, ale również przyjęcie parlamentarnej formuły rządów po uprzednim referendum konstytucyjnym i przeprowadzenie przedterminowych wyborów prezydenckich. Podobne kwestie dyskutowane były 2 sierpnia w trakcie spotkania ministrów spraw zagranicznych Białorusi i Federacji Rosyjskiej. O ile jednak, jak zauważyli relacjonujący spotkanie dziennikarze Uładzimir Makiej mówił o perspektywie dwuletniej przeprowadzenia zmian i rozpoczęcia dialogu władzy z opozycją, o tyle Siergiej Ławrow dawał do zrozumienia, że proces należy uruchomić szybciej, i winny w nim uczestniczyć grupy społeczne, również opozycyjnie nastawione, takie jak białoruska młodzież, o ile nie łamie obowiązującego prawa.

Dwa dni wcześniej Maryja Kalesnikawa i Maksim Znak, ostatnia dwójka (prócz Swiatłany Aleksijewicz) członków Prezydium Komisji Koordynacyjnej przebywających na Białorusi, wcześniej współtworzący sztab wyborczy Wiktara Babaryki, poinformowali o przystąpieniu do budowy ruchu Razem, którego głównym celem miałoby być przywrócenie starej białoruskiej konstytucji i parlamentarnego systemu rządów. Internetowe wystąpienie w tej sprawie składało się z dwóch części: pierwszej, archiwalnego wystąpienia Babaryki, sprzed niemal trzech miesięcy, nagranego jeszcze przed jego aresztowaniem, i nowej deklaracji, kontunuowania wspólnej walki sformułowanej przez Kalesnikawą. W wywiadzie udzielonym tego samego dnia,  kilka godzin wcześniej, rosyjskiemu dziennikowi „Kommiersant”, Kaliesnikawa i Znak powiedzieli, że „oniemieli”, kiedy przeczytali o propozycji wsparcia białoruskich protestów kwotą 53 mln euro ze strony Komisji Europejskiej; uznali to za naganne „mieszanie się w wewnętrzne sprawy” kraju i przekazali w związku z tym ambasadorom państw Unii swój protest. Przeprowadzający wywiad rosyjski dziennikarz Andriej Kolesnikow, znany specjalista od relacjonowania życia Kremla, napisał komentując tę wypowiedź, że odniósł wrażenie, co go zresztą zdziwiło, że członkowie Komisji Koordynacyjnej, z którymi rozmawiał, demonstracyjnie odżegnują się od wsparcia Zachodu i „stawiają na Rosję”. Ale kiedy wieczorem, tego samego dnia dowiedział się o powołaniu przez Kaliesnikawą i Znaka ruchu Razem, zrozumiał, co mieli na myśli. Nie ulega również wątpliwości, że ta decyzja była nieprzyjemnym zaskoczeniem zarówno dla Swiatłany Cichanouskiej, jak i Pawła Łatuszki, innych członków Komisji Koordynacyjnej. Arsenij Siwicki jest zdania, że decyzja o powołaniu ruchu Razem jest częścią „rosyjskiego scenariusza”, którego celem jest przeprowadzenie kontrolowanej demokratyzacji białoruskiego systemu, obalenie Łukaszenki i niepodejmowanie ryzyka, że wspieranie niepopularnego satrapy, może w dłuższej perspektywie oznaczać wzrost antyrosyjskich nastrojów białoruskiego społeczeństwa. Po części, być może, tłumaczy to nerwową reakcję władz białoruskich, które kilka dni później porwały z ulicy Maryję Kaliesnikawą i próbowały, podobnie jak kilka dni wcześniej Olgę Kawałkową, tym razem nieskutecznie, wyrzucić z kraju. Innym możliwym wyjaśnieniem tego kroku, może być rosnąca nerwowość ekipy rządowej na Białorusi przed zbliżającą się wizytą Łukaszenki w Moskwie, która nie będzie łatwa, zwłaszcza w sytuacji przedłużającego się czasu od ogłoszenia wyników wyborów do zaprzysiężenia Łukaszenki na nową kadencję, kiedy jego legitymacja nie jest jeszcze niekwestionowana.

W czasie ostatnich dwóch lat Rosja przeprowadziła prodemokratyczne zmiany, albo pogodziła się z wynikami takich w co najmniej trzech krajach pozostających pod jej kontrolą. Chodzi o Armenię, Abchazję i Mołdawię. Nie we wszystkich z nich inicjowała rewolucyjne zmiany, ale z pewnością w Abchazji i Mołdawii była czynnikiem demokratyzującym tamtejszy układ polityczny, co oczywiście nie przeszkodziło jej utrzymać kontroli: geostrategicznej – nad tymi organizmami państwowymi, a politycznej – nad rządzącymi nimi elitami. Doprowadziło to nawet do wzmocnienia tej kontroli. Maksym Samorukow napisał, że Białoruś może stać się „Abchazją na sterydach”. Kreml miałby kontrolę nad jej kluczowymi geostrategicznymi aktywami, wojskiem i polityką zagraniczną, a praktykowanie demokracji, mogłoby stać się rozrywką miejscowej ludności. Ryzyka znacznie mniejsze, a potencjalne korzyści, w tym na polu kolejnego zaskoczenia, tym razem pozytywnego, Zachodu, nieocenione.

historyk i manager. Obecnie pracuje w prywatnym biznesie. Wcześniej dziennikarz. Publikował na łamach m.in. „Życia”, „Nowego Państwa”, „Wprost”, „Życia Gospodarczego”, „Rzeczypospolitej”. Członek kolegium redakcyjnego „Polityki Polskiej” oraz „Kwartalnika Konserwatywnego” (1997-2000). W latach 1997-2001 doradca ministra Szefa Kancelarii URM oraz ministra finansów.

Komentarze

2 odpowiedzi na “Rosja czynnikiem demokratyzacji Białorusi?”

  1. Adrianos99 pisze:

    Demokracja ma to do siebie, że w wolnych i uczciwych wyborach ścierają się różne wpływy i interesy. Jeśli w ramach “demokratyzacji” Rosja nie chce utracić wpływów w demokratyzowanych krajach w długiej perspektywie to albo uważa, że posiadła umiejętności zakulisowego i skutecznego sterowania procesami demokratycznymi (brexit, wybory w USA) albo ta demokratyzacja będzie fasadowa (kraje demokracji (sic!) ludowej).

  2. Jakub Wieczorek pisze:

    Siergiej Rumas nie poparł żadnych protestów. Puszczony w obieg wpis na Instagramie to była fałszywka, fałszywe było też całe rzekome konto Rumasa na Instagramie, które niedługo po pojawieniu się wpisu zostało zresztą usunięte. Niewykluczone, że fałszywkę do obiegu puściły służby któregoś państwa, by zachęcić do protestów, natomiast sam Rumas żadnego wsparcia dla protestujących nie wyraził.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz