„Resortowe dzieci”: celnie, choć zbyt płytko

„Resortowe dzieci. Media” Kani, Targalskiego i Marosza wywołały burzę. Skrajne reakcje, ostre dyskusje i szybka wyprzedaż nakładu potwierdzają, że to bodaj najważniejsza książka ostatnich miesięcy
„Resortowe dzieci. Media” Kani, Targalskiego i Marosza wywołały burzę. Skrajne reakcje, ostre dyskusje i szybka wyprzedaż nakładu potwierdzają, że to bodaj najważniejsza książka ostatnich miesięcy. Rodowody ludzi mainstreamowych mediów zawsze cieszyły się zainteresowaniem. Wiedza na ten temat była traktowana jako nieco wstydliwy element czasów transformacji. Stanowiła niszowy segment debaty publicznej. Wszak przez lata przekonywano nas usilnie, iż niestosowną rzeczą, a nawet łajdactwem, jest grzebanie w kronikach rodzinnych elity medialnej III Rzeczypospolitej. Rodzinne tabu To było chore: przecież nikogo nie dziwi mówienie choćby o rodzinie Rothschildów czy też o rodach finansowych magnatów, którzy na dobre wpisali się w historię kapitalizmu i jego wszelkich odmian. Tylko o polskich rodach, stanowiących tę część nowej burżuazji, której korzenie sięgają stalinowskiej rzeczywistości, nie wypadało mówić....

Czytaj więcej bezpłatnie!

Zaloguj się lub załóż konto
Zajmie Ci to tylko kilka sekund
Zaloguj się Załóż konto
Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”. Publicysta „Nowego Obywatela”, członek zespołu „Pressji”, stały współpracownik pisma „KONTAKT”; regularnie pisze też dla miesięcznika „Znak”, „Gazety Polskiej Codziennie”, tygodnika „wSieci”, portali Lewicowo.pl, Plac Wolności, wGospodarce.pl, DEON.pl; publikuje również na łamach „Frondy”, „Christianitas”, rzadziej „Rzeczpospolitej”. Niegdyś współpracował z jezuickim „Życiem Duchowym”, a później postkomunistyczną „Trybuną”.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz