Reprywatyzacja obiecana Polsce i światu

Aktualności,

 

Ten artykuł powstał dzięki hojności Darczyńców NK. Zostań jednym z nich!

 

Z uwagi na burzę dyplomatyczną wywołaną nowelizacją ustawy o IPN, coraz więcej uwag pada pod adresem polskiej reprywatyzacji, o czym na łamach NK informował Patryk Gorgol. Jednakże nie sposób ocenić rzeczywistych nacisków strony izraelskiej jedynie po wypowiedziach ambasador Izraela i wiceministra Jakiego. Ministerstwo Sprawiedliwości firmujące tzw. „dużą ustawę reprywatyzacyjną” ma bowiem tendencje do odrzucania uwag do projektu a priori, uznając za bezdyskusyjną konieczność ustanowienia zakazu zwrotów w naturze oraz ograniczenia ilości i wysokości roszczeń reprywatyzacyjnych. Zasadnicze pytanie brzmi więc: czy z uwagi na słabości obecnego projektu ustawy powinniśmy postrzegać uwagi Światowej Organizacji ds. Restytucji Mienia Żydowskiego (WJPO) tylko jako element nacisku? Co więcej, czy restytucji mienia, w tym zrekompensowania tzw. „mienia bezdziedzicznego”, nie obiecaliśmy na forum międzynarodowym?

Analizując rozpowszechnione w opinii publicznej uwagi ze strony żydowskiej, nie natrafimy na żaden postulat wychodzący poza uwagi zgłaszane przez polskie organizacje opowiadające się za restytucją mienia. Umożliwienie zwrotów w naturze, zbyt niska wysokość rekompensaty, konieczność równego traktowania pokrzywdzonych – to postulaty również organizacji takich jak Polskie Towarzystwo Ziemiańskie, Dekretowiec i ekspertów. Opinie organizacji żydowskich, które trafiły do Rządowego Centrum Legislacji, skupiają się jednak na dwóch kwestiach, które łatwo w obliczu kryzysu przedstawić jako nacisk na kształt ustawy. Chodzi bowiem o samą legitymację obcokrajowców do złożenia wniosku o rekompensatę na podstawie ustawy oraz o tzw. mienie bezdziedziczne (heirless property). Obie kwestie były i są przedmiotem debaty i regulacji w innych krajach dawnego bloku komunistycznego, jednakże włączenie ich do dyskusji przed jakimkolwiek systemowym uregulowaniem restytucji mienia w Polsce może przyczynić się do wylania dziecka z kąpielą.

Paradoksalnie to niedotycząca samej ustawy dyskusja nad mieniem bezdziedzicznym może pogrzebać projekt Ministerstwa

Po latach zaniechania legislacyjnego, uregulowanie kwestii mienia pożydowskiego (najczęściej potraktowanego w dekretach nacjonalizacyjnych jako opuszczone) stało się niezwykle trudne. Kraje Europy Wschodniej, które poradziły sobie z problemem restytucji mienia, mogły odnosić się do tych kwestii w momencie uporządkowania sytuacji prawnej własnych obywateli. Mimo to regulacje innych krajów europejskich inaczej (często szerzej) określały legitymację prawną obcokrajowców. Estonia zdecydowała się na zwrot mienia także tym, którzy nie mają obywatelstwa estońskiego. Na podobny wariant zdecydowały się Niemcy oraz Słowenia; w pozostałych krajach wprowadzono wymóg obywatelstwa danego kraju w okresie nacjonalizacji (a w niektórych przypadkach, np. na Węgrzech, także wymóg zamieszkania w tym kraju w momencie wejścia prawa w życie). Polski projekt ustawy kategorycznie określa jedynie obywateli polskich jako uprawnionych do rekompensaty, co ma na celu ograniczenie kręgu uprawnionych. Jedyna ustawa reprywatyzacyjna, która przeszła przez cały proces legislacyjny – ustawa rządu Buzka – zawierała bowiem poszerzony katalog takich osób, uwzględniający polskie uwarunkowania (włącznie z autochtonami z Ziem Zachodnich i niektórymi byłymi obywatelami Wolnego Miasta Gdańska).

Nie dziwi zatem, że projekt niekorzystny dla byłych właścicieli obywatelstwa polskiego oraz ignorujący postulaty prawa międzynarodowego budzi kontrowersje w środowisku żydowskim, szczególnie wyczulonym na pominięcia.

Oczywiście projektując ustawę reprywatyzacyjną korzystamy ze swobody legislacyjnej, a projekt musi przede wszystkim naprawiać stosunki własnościowe wewnątrz kraju. Skąd jednak wziął się w stosunku do Polski postulat odszkodowania mienia bezdziedzicznego? Starania o zrekompensowanie skutków Holocaustu in abstracto trwają w dyskursie międzynarodowym od zakończenia II wojny światowej. Ostatni, bardzo konkretny wyraz, postulat ten znalazł w deklaracji z Terezina (2009), podpisanej przez 46 państw, w tym Polskę, postulującej, by wsparcie przeciwdziałania dyskryminacji rasowej, religijnej i etnicznej (w tym antysemityzmowi i nastrojom antyromskim) poprzez dodatkowe środki na działalność edukacyjną pochodziło, tam gdzie to właściwe, z majątków pozbawionych spadkobierców. Sprawa „heirless property” m.in. w Czechach, Francji czy Serbii jest przedmiotem mechanizmów dotowania odpowiednich fundacji związanych z taką działalnością. Na Deklarację Terezińską powołuje się też ustawa senatu USA, zwana skrótowo „JUST”, szerokim echem odbijająca się w Polsce.

W moim przekonaniu polska dyplomacja przez niestaranną legislację przegrywa dialog o restytucji mienia i rekompensatach m.in. dla Żydów. Mamy pełne prawo, by najpierw zaprowadzić sprawiedliwość w Polsce, choć w obecnym projekcie jest jej jak na lekarstwo. Dopiero następnie – w myśl Deklaracji Terezińskiej – o ile to możliwe, należałoby wypełniać deklaracje międzynarodowe. Jednak paradoksalnie to niedotycząca samej ustawy dyskusja nad mieniem bezdziedzicznym może pogrzebać projekt Ministerstwa.