Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Reparacyjny poker

Umiejętnie stosując blef można zwyciężyć w rozgrywce, nawet jeżeli posiada się słabsze karty. W kwestii reparacji wojennych Polska gra z Niemcami w otwarte karty, nie mając nic sensownego w ręku

Umiejętnie stosując blef można zwyciężyć w rozgrywce, nawet jeżeli posiada się słabsze karty. W kwestii reparacji wojennych Polska gra z Niemcami w otwarte karty, nie mając nic sensownego w ręku

W pokerze umiejętnie stosując blef można zwyciężyć w rozgrywce, nawet jeżeli posiada się słabsze karty. Przeciwnik musi jednak co najmniej brać pod uwagę, iż możemy mieć od niego lepsze rozdanie. Szansy na skuteczny blef oraz zwycięstwo w rozgrywce w sprawie reparacji nie widać jednak w sytuacji, gdy wszyscy znamy wzajemnie swoje karty – potencjalne argumenty prawne zarówno Niemców, jak i Polaków, są znane nie od dziś, co pozwala na wyobrażenie sobie paru scenariuszy rozwoju wydarzeń. Polska gra w otwarte karty, nie mając nic sensownego w ręku, gdy reszta kart jest na stole i stara się blefować. To nie wróży sukcesu, ani nie świadczy dobrze o pokerzyście, któremu w tym przypadku bardziej może chodzić o przychylność polskiej widowni, aniżeli o wygranie rozdania.

Sposób rozliczenia (w zasadzie nierozliczenia) reparacji wojennych uważam za krzywdzący dla Polski i po prostu niesprawiedliwy. Jak to podsumował bohater filmu „Kariera Nikosia Dyzmy” grany przez Andrzeja Grabowskiego – w Niemców pompowano dolary, a w nas Marksa i Lenina. Nie zaakceptuję jednak wprowadzaniu Polaków w błąd co do możliwości uzyskania reparacji od Niemiec na drodze prawnej, bo w polityce powinno kierować się interesem narodowym, ale wynikającym z chłodnej analizy opartej na realistycznych przesłankach.

Kto ma zasądzić reparacje?

Podstawowy problem, o którym nie dyskutuje się w Polsce to kwestia sposobu, w jaki Polska może wystąpić o reparacje. Zapomina się przy tym o tym, że nie tyle nie ma szansy na wygranie sporu, ale nawet na jego odbycie się przed sądem lub trybunałem międzynarodowym, bez zgody Niemców.

W praktyce oznacza to dwie kwestie. Debatując nad kwestią reparacji nie uciekniemy od tego, że w głównej mierze to problem polityczny. Optymiści w tym mogliby upatrywać największej szansy na sukces. Teoretycznie zatem spór ten, za zgodą zarówno Polski, jak i Niemiec, można by poddać mediacjom, negocjacjom czy arbitrażowi. Pomyślny finał wykorzystania takiego narzędzia byłby wielkim sukcesem Polski. Pytanie tylko, jaki interes mają Niemcy w wyrażeniu zgody na takie rozstrzygnięcie sprawy? Realistycznie rzecz oceniając – wszelkie ustępstwo Niemców w tym względzie i wypłata chociażby jednej złotówki mogłyby spowodować – modne słowo – hekatombę roszczeń związanych z II wojną światową pochodzących z innych krajów. Można zatem przewidywać, że Niemcy zrobią wszystko, aby kwestii reparacji nie rozstrzygnąć w sposób dobrowolny na podstawie arbitrażu czy w ramach negocjacji. Będą argumentować, iż kwestia reparacji jest już zamknięta i ten argument będzie stosowany wobec każdego, kto zgłosi roszczenie w tej sprawie.

Retoryczne jest pytanie, czy II wojna światowa miała miejsce po 30 kwietnia 2008 roku, a zatem, czy MTS dysponuje jurysdykcją w tej sprawie

Skoro zatem nie dobrowolnie, to może zmusimy Niemców i wniesiemy sprawę do sądu lub trybunału międzynarodowego? Niektórzy publicyści sugerują, iż sprawę można złożyć do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości (dalej: MTS), ponieważ Niemcy dopuszczają jurysdykcję MTS-u w tej sprawie. Niestety, to nie jest prawdziwy obraz sytuacji.

W przypadku  MTS-u jurysdykcja działa w ten sposób, że wyznaczają ją dobrowolne deklaracje poszczególnych państw. Jeżeli dwie deklaracje mają punkty styczne w odniesieniu do przedmiotu sporu i terminów podlegania jurysdykcji – można wnieść sprawę do MTS-u. Niemcy, owszem, zgodziły się na jurysdykcję obowiązkową MTS-u, ale co do sporów powstałych po 30 kwietnia 2008 roku, wynikających z sytuacji lub faktów następujących po tejże dacie (powtórzę: po 30 kwietnia 2008 roku). Retoryczne jest pytanie, czy II wojna światowa miała miejsce po 30 kwietnia 2008 roku, a zatem, czy MTS dysponuje jurysdykcją w tej sprawie. Co więcej, w dalszej części swojej deklaracji Niemcy zastrzegają, że ich zgoda na jurysdykcję nie dotyczy sporu wynikającego z rozmieszczenia przez nich wojsk poza granicami swojego kraju (i tak dalej).

Na marginesie należy dodać, że Polska deklaracja też zakłada, iż spory nie mogą dotyczyć wydarzeń sprzed 25 września 1990 roku i rozszerzenie jurysdykcji MTS-u w tej sprawie, mogące narazić nas na postępowania za działania we wcześniejszych latach mogłoby nie być w naszym interesie.

MTS nie dysponuje więc jurysdykcją w tej prawie. Nie ma jednocześnie innego sądu międzynarodowego lub trybunału międzynarodowego, który mógłby zasądzić reparacje.  Można się z tym nie zgadzać, ale tak działa sądownictwo międzynarodowe, które w dużej mierze ułożone jest na zasadzie dobrowolności. Stany Zjednoczone czy Federacja Rosyjska nie ratyfikowały np. Statutu Rzymskiego powołującego Międzynarodowy Trybunał Karny.

Wywoływanie przegranej wojny

Prawdopodobnie nawet, gdyby doszło – pomijając kwestie jurysdykcyjne, o których mowa powyżej – do sporu prawnego przed sądem lub trybunałem międzynarodowym, to Polska miałaby małe szanse na zwycięstwo ze względu na zrzeczenie się roszczenia w 1953 roku, a nawet przyjmując, że nie zrzekliśmy się skutecznie roszczenia, to ze względu na istniejące, polskie deklaracje dotyczące braku roszczeń z tytułu reparacji i ich niezgłaszanie, poza nielicznymi wyjątkami, we wzajemnych stosunkach w latach 1953-2017. Z punktu widzenia prawa międzynarodowego Polska Rzeczpospolita Ludowa miała taką samą zdolność do zaciągania zobowiązań prawnomiędzynarodwoych jak dzisiejsza Polska, czego dowodem jest obowiązywanie umów międzynarodowych zawartych przez PRL, jak również „przejęcie” – po transformacji ustrojowej – członkostwa w Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Scenariusze występowania o reparacje mogą być różne, aczkolwiek mają wspólny finał – Polska nie otrzymuje reparacji za II wojnę światową, czy to w wyniku zaniechania podejmowania działań (spasowanie) czy w wyniku podjęcia działań (porażka w rozgrywce)

O przebiegu II wojny światowej, skali zniszczeń oraz o tym, że Polska nie otrzymała pomocy w odbudowie, należy informować świat. Czy jednak w 2017 roku atrakcyjną formą jest zgłaszanie roszczeń, głównie za pośrednictwem polskich mediów oraz mediów społecznościowych zamiast promocji turystyki czy rozsądnej polityki historycznej? Świat nie czyta polskich mediów, ani polskiego Twittera, a czynią to polscy wyborcy i to oni są najbardziej prawdopodobnym odbiorcą polityki zgłaszania roszczeń. Poświęcanie interesu państwa dla ewentualnego zwycięstwa wizerunkowego w kraju nie świadczyłoby dobrze o autorze takiego planu.

Scenariusze występowania o reparacje mogą być różne, aczkolwiek mają wspólny finał – Polska nie otrzymuje reparacji za II wojnę światową, czy to w wyniku zaniechania podejmowania działań (spasowanie) czy w wyniku podjęcia działań (porażka w rozgrywce). Możemy wywołać przegraną wojnę, a ewentualny brak wygranej wcale nie spowoduje, iż inne państwa zaczną Polskę traktować poważniej. Zamiast porażki, w słusznej moralnie sprawie, wolałbym racjonalną analizę i niepoświęcanie cennej energii państwa, którą lepiej można by wykorzystać w innym miejscu. Dużo ważniejsze, bo rzeczywiste i realistyczne, są negocjacje następnej perspektywy budżetowej Unii Europejskiej w czasach, gdy Europa może zechcieć zacisnąć pasa naszym kosztem. Do tej batalii Polska potrzebuje sojuszników i na tym celu powinna skupić się polska dyplomacja, zamiast ogłaszać, iż rozpoczyna (dopiero teraz?) etap analizy prawnej.

Stały współpracownik Nowej Konfederacji. Prawnik z doświadczeniem managerskim w branży nieruchomości, ekspert w zakresie prawa oraz polityki międzynarodowej, ze szczególnym uwzględnieniem polskiej polityki zagranicznej i Bliskiego Wschodu. Współautor książki "Młoda myśl wschodnia", wydanej przez Kolegium Europy Wschodniej. Pisał w portalach PolitykaGlobalna.pl, portalu BiznesAlert i Defence24 (autor raport specjalnego pt. "Rozgrywka wokół programu atomowego Islamskiej Republiki Iranu").  Miłośnik piłki nożnej i polskiego owczarka podhalańskiego. Na Twitterze@PatrykGorgol

Komentarze

2 odpowiedzi na “Reparacyjny poker”

  1. Realista pisze:

    Jeszcze kilka takich artykułów i przestanę czytać NK. Wszyscy tu się uparli pisać jak jest źle i jak to się nic nie da zrobić. A może popatrzmy na to tak: trzy lata temu mieliśmy tu władzę, która wpadała w panikę na samą myśl o negocjowaniu czegoś z Niemcami. Dziś się to bardzo zmieniło, również dlatego, że wpływy niemieckie osłabły. Może jutro będzie jeszcze lepiej? A Kazimierz Wielki zorganizował Proces Warszawski, choć miał jeszcze mniej szans na wynegocjowanie czegokolwiek niż my dzisiaj. A twierdzenie, że skulenie uszu w jakikolwiek sposób wzmocni Polskę w negocjacjach budżetowych jest śmiechu warte.

  2. Mag pisze:

    Dokladnie jak wyzej. Jeszcze rok temu byl to moj ulubiony portal (gl ze wzgledu na dr Bartosiaka) ale ostatnio wchodze niesmialo raz na miesiac zobaczyc o czym pisza. Doczytac artykulow do konca nie jestem w stanie- porazajaca zalosna argumentacja i bledy merytoryczne. Za to nadecie ideologiczne i samozachwyt w rozkwicie. Tak jak wystep Radziejewskiego w Roninie- JA bym postapil tak, a strategia PiS wobec UE zla, JA bym tak pokierowal polityka… a JA to bym mial strategie. Zegnam bez zalu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz