Kup prenumeratę i czytaj NK

Radziejewski w TOK FM o przyczynach katastrofy smoleńskiej, centrum rządu i KRS

Aktualności,

Bartłomiej Radziejewski, redaktor naczelny Nowej Konfederacji, był gościem „Poranka Radia TOK FM”. W audycji rozmawiano m.in. o nowych ustaleniach podkomisji MON w sprawie katastrofy smoleńskiej.

Jestem podwójnie skonsternowany. Po pierwsze, myślałem, że siódma rocznica, jak każda rocznica tragedii narodowej, będzie czasem spokojnej refleksji i oszczędzimy sobie tego typu doniesień – powiedział Bartłomiej Radziejewski. –  Można to było opublikować dzień przed czy dzień po. Myślę, że to byłoby dużo bardziej stosowne. Po drugie, nie widać dowodów na te sensacyjne enuncjacje. Ja bym nie wykluczał, że przebieg katastrofy mógł być zupełnie inny niż wskazały to komisja Laska i raport Millera. Tam był szereg rzetelnej, ale też mnóstwo nierzetelnej pracy. Pan Lasek mówił publicznie, że jego celem jest informowanie społeczeństwa o tym, jaki był prawdziwy przebieg katastrofy, czyli że był to wypadek. Przewodniczący przesądzający z góry, jaki jest przebieg zdarzeń i stawiający sobie cele propagandowe, a nie poznawcze, dyskredytuje siebie i swój zespół. Raport Millera przechodził natomiast do porządku dziennego obok bardzo szczegółowych, nieomawianych w mediach ustaleń, punktujących słabości instytucjonalne, proceduralne, kompetencyjne, chociażby nad czarnymi skrzynkami przesłanymi z Rosji po czasie swobodnego dysponowania nimi przez ludzi mogących być zainteresowanymi w przeinaczeniu lub ukryciu prawdy. Merytoryczna polemika i pokazanie innego wyjaśnienia katastrofy byłoby niezwykle wartościowe i jest bardzo potrzebne. Natomiast to, co wczoraj usłyszeliśmy i zobaczyliśmy, to prezentacja, która działa na podstawie jakiś wprowadzonych danych wejściowych. Nie wiemy, skąd ci eksperci mają wiedzę, że na pokładzie samolotu była bomba czy ładunek termobaryczny. Jeśli była, to rzeczywiście jest to wstrząsające, więc ten sposób prezentacji tego faktu budzi głęboką konsternację, jeśli nie oburzenie. Natomiast być może powstanie wkrótce jakiś raport, który w sposób naukowy będzie starał się to udowodnić i wtedy będzie można się z tym zmierzyć intelektualnie.

W audycji prowadzonej przez Jana Wróbla rozmawiano także o centrum rządu.

– Centrum rządu to jest kwestia instytucjonalna, kwestia miejsca, gdzie się ewaluuje, monitoruje i koordynuje polityki resortowe. W Polsce ono istnieje tylko teoretycznie. Nie ma narzędzi do zbierania danych. Premier nie wie, co się dzieje w poszczególnych ministerstwach, a nie mając danych, nie jest w stanie sprawować swoich funkcji zarządczych. Ktoś może nie mieć mentalności folwarcznej, a i tak nie ma narzędzi do rządzenia w Polsce – stwierdził redaktora naczelny NK.

– To, że prezes Kaczyński siedzi na Nowogrodzkiej, wcale nie znaczy, że ma zaawansowany aparat zarządczy do tego, żeby zbierać dane, ewaluować, koordynować. To jest bardzo zaawansowany aparat instytucjonalny, wielu urzędników i analityków jest do tego potrzebnych – dodał Radziejewski.

W czasie programu radiowego poruszono także temat reformy sądownictwa.

Problem polega na tym, że przez lata całe środowisko sędziowskie na każdą próbę reformy reagowało stwierdzeniem, że jest to zamach na niezależność sądów i niezawisłość sędziowską, łącznie z postulatami, aby ograniczyć immunitet sędziowski, żeby nie chronił sędziów przed łamaniem kodeksu drogowego. A sędziowie mają najwyższą w Polsce liczbę naruszeń prawa chronionych immunitetem. To środowisko było całkowicie niereformowalne odmawiało sensownej dyskusji na temat jakiejkolwiek naprawy sądownictwa. Przez lata sędziowie wybierali sami siebie. Teraz doszła do władzy partia, która ma tak silny mandat ze strony wzburzonego ludu i tak silne umocowanie w elektoracie antyestablishmentowym, że postanowiła zrobić po swojemu. Wiązałem spore nadzieje z tym rządem i z początkowymi zapowiedziami Ministerstwa Sprawiedliwości, bo reorganizacja pracy sądów, zagonienie do pracy sędziów funkcyjnych, którzy marnują ogromne ilości czasu i energii, to były bardzo dobre pomysły. Teraz to wszystko zniknęło i została jedna zmiana, która polega na tym, że to politycy mają mieć większość w Krajowej Radzie Sądownictwa. Istota tej zmiany polega na tym, że większość parlamentarna będzie miała wpływ na nominacje sędziowskie i na system awansu. Nie zgadzam się, że to jest niekonstytucyjne, bo konstytucja mówi, że wybór jest spośród sędziów, ale nie mówi przez kogo. Natomiast ewidentnie niekonstytucyjne jest skrócenie kadencji, bo konstytucja wyraźnie wskazuje, że kadencja jest czteroletnia – ocenił redaktor naczelny NK.

Sprawa KRS pokazuje szereg paradoksów polskiej polityki. Warto pamiętać, że w 2005 r. to prof. Andrzej Rzepliński, dziś drący szaty nad gwałconą polską praworządnością, był jednym z najostrzejszych krytyków kasty sędziowskiej, nazywał KRS korporacyjnym związkiem zawodowym stojącym na straży interesów branżowych, a nie obywatelskich, i przygotował dla Platformy Obywatelskiej projekt radykalnej reformy, w tym zmiany konstytucji, która by sprawiała, że to nie sędziowie dominowaliby w KRS – zauważył Bartłomiej Radziejewski.