Z dużej chmury mały deszcz?

Aktualności,

Największe obawy budziła antychińska retoryka Trumpa, która była jego znakiem rozpoznawczym podczas kampanii wyborczej. Kandydat Republikanów zarzucał Chinom świadomą deprecjację juana, co jest znanym faktem, a także „gwałt na amerykańskiej gospodarce”. Ta ostatnia opinia nie jest już do końca uzasadniona. Jeszcze w trakcie kampanii przeciwnicy Trumpa, także z jego własnej partii, podnosili, że chiński eksport do USA spada. Z kolei według Bloomberga amerykańscy przedsiębiorcy najchętniej przenoszą produkcję nie do Azji, a sąsiedniego Meksyku. W ciągu pierwszych tygodni prezydentury Donald Trump zaostrzył retorykę w sprawie Morza Południowochińskiego, zasugerował możliwość odejścia od „polityki jednych Chin”, a w Waszyngtonie pojawiły się pogłoski o ewentualnej sprzedaży myśliwców F-35 Tajwanowi. Równie duże obawy budziła możliwość wywołania jakiegoś skandalu przez słynącego z niekonwencjonalnych i nie zawsze dyplomatycznych zachowań prezydenta Stanów Zjednoczonych. Sam Trump zapowiadał zresztą na tydzień przed spotkaniem, że szykuje się na twarde negocjacje.

Tymczasem nic takiego nie zaszło. Spotkanie w Mar-a-Lago upłynęło w serdecznej atmosferze, a Donald Trump obwieścił na Twitterze nawiązanie „wspaniałej przyjaźni”. Co istotne, podobne komentarze napłynęły również ze strony chińskiej. Chińczycy zresztą dokładnie przygotowywali grunt pod wizytę. Już w styczniu Jack Ma, właściciel Alibaba Group, największego chińskiego sklepu internetowego, mówił amerykańskiemu prezydentowi o swoich planach utworzenia w USA nawet miliona miejsc pracy. Plany rządu ChRL były mniej ambitne, miały jednak inną zaletę. Xi Jinping udawał się na Florydę z pakietem inwestycji, które stworzyłyby ponad 700 tys. miejsc pracy w Stanach Zjednoczonych, a umowy był podobno tak przygotowane, żeby można było o nich poinformować w jednym tweecie. Podobnie jak Japończycy, również Chińczycy wykazują duże zainteresowanie ogłoszoną pod koniec stycznia listą 50 programów, mających postawić na nogi amerykańską infrastrukturę. Koszt proponowanych inwestycji jest wstępnie szacowany na 140 miliardów dolarów. Przedsięwzięcie jest tak ambitne, że Stany Zjednoczone nie będą w stanie zrealizować go własnymi siłami i będą potrzebować wsparcia zagranicznych inwestorów.

Nowa amerykańska administracja dopiero tworzy swoją politykę azjatycką i do czasu jej skrystalizowania się kontynuuje działania swoich poprzedników

Jedynym widocznym póki co efektem spotkania Xi-Trump jest ogłoszenie przez sekretarza handlu Wilbura Rossa przewidzianego na sto dni planu ustalenia ram dwustronnej współpracy gospodarczej. Zdecydowano także o podniesieniu dialogu między obydwoma mocarstwami do szczebla prezydenckiego. Są to istotne, ale dość skromne rezultaty spotkania takiej rangi. Wiele wskazuje, że istotne decyzje zostały przygotowane już tydzień wcześniej podczas wizyty sekretarza stanu Rexa Tillersona w Pekinie, a spotkanie w Mar-a-Lago miało przede wszystkim umożliwić obu przywódcom poznanie się. Stąd też ominięcie przez Xi Jinpinga Waszyngtonu. Część komentatorów sugeruje, że była to próba wywarcia presji na chińskiego prezydenta i odcięcia go od zaplecza w postaci ambasady. Taka interpretacja wydaje się wątpliwa. Chińczycy z pewnością byli przygotowani na kilka wariantów rozwoju sytuacji, a jeżeli liczne ustalenia poczyniono z Tillersonem już w Pekinie, to można było pominąć Waszyngton i skoncentrować się na budowaniu, tak cenionych przez Trumpa relacji osobistych.

Spotkanie na Florydzie zniknęło w cieniu amerykańskiego ataku na Syrię. W pierwszej chwili wydawało się, że jest to demonstracja siły nie tylko względem Rosji, ale także Chin. Jeżeli jednak Rosjanie zostali poinformowani o uderzeniu, to można zakładać, że Chińczycy również o nim wiedzieli. Na korzyść takiej interpretacji świadczy wyjątkowo spokojna reakcja Xi oraz stonowane wypowiedzi chińskich mediów. Pojawiły się nawet opinie o podwójnej demonstracji względem Kremla. Rozpoczęcie ataku podczas uroczystej kolacji miało pokazać kto, zdaniem Amerykanów, liczy się w globalnej rozgrywce.

Rzeczywiste konsekwencje spotkania Xi-Trump uwidocznią się dopiero za jakiś czas. Faktem jest, że nowa amerykańska administracja dopiero tworzy swoją politykę azjatycką i do czasu jej skrystalizowania się kontynuuje działania swoich poprzedników. Z drugiej strony pewne zmiany są już dostrzegalne. Chiny bardzo spokojnie przyjęły wysłanie w region Półwyspu Koreańskiego grupy lotniskowca USS Carl Vinson, który w trakcie rejsu z Singapuru przeszedł przez sporne wody Morza Południowochińskiego. Warto również zwrócić uwagę, że w pobliżu wybrzeży Korei Północnej ćwiczyła pod koniec marca grupa jedynego jeszcze chińskiego lotniskowca Liaoninga.