Kup prenumeratę i czytaj NK

Powrót układu zamkniętego?

Aktualności,

PiS miał ułatwić życie przedsiębiorcom za pomocą Konstytucji dla Biznesu czy zasady domniemania niewinności biznesmena podejrzanego o machlojki. Tymczasem sytuacja prowadzących działalność gospodarczą wcale się nie polepsza. Portal Money.pl opisuje sytuację kilkudziesięciu biznesmenów z Białej Podlaskiej handlujących elektroniką. Od 2013 roku fiskus przetrzymuje zwrot ich podatku VAT, gdyż tamtejszy urząd skarbowy podejrzewa ich o udział w karuzeli VAT-owskiej. Od półtora roku rządzi PiS (przypominam wszystkim, którzy jak mantrę powtarzają, że „PO przez osiem lat nic nie zrobiła”), a pieniędzy jak nie było, tak nie ma, podobnie jak decyzji w tej sprawie, choć kontrole zakończyły się w 2015 roku. Część firm już padła, reszta czeka na swoje pieniądze, dopominając się o pomoc u… Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS uruchomił co prawda ministerstwo finansów i prokuraturę krajową, ale te, prócz wyjaśnień, nie zrobiły w tej sprawie nic. Wiadomo, Kaczyński jest tylko szeregowym posłem, w dodatku z odległej Warszawy, więc niewiele może.

Ktoś może powiedzieć, że sprawa zaczęła się jeszcze za poprzedniej władzy, więc ponosi ona przynajmniej część odpowiedzialności. Ale nie można tego samego powiedzieć o problemach firmy MGM z Marek pod Warszawą, które zaczęły się w lipcu 2016 roku. Skarbówka – podejrzewając przedsiębiorców także o wyłudzenia VAT-owskie – zabezpieczyła prawie 35 mln złotych. W styczniu sąd nakazał zwrot pieniędzy, ponieważ „zachodzi niebezpieczeństwo wyrządzenia znacznej szkody lub spowodowania trudnych do odwrócenia skutków”. Pieniądze do firmy nie wróciły – jej kierownictwo złożyło więc niedawno wniosek o upadłość.

Coraz częściej pod płaszczykiem walki z przestępcami po głowie dostają uczciwi ludzie

 

Całe to gadanie rządzących o małych i średnich przedsiębiorstwach jako „kole napędowym” naszej gospodarki, o tym, że póki sąd kogoś nie skaże, ma być uznawany za niewinnego, jest funta kłaków warte. W tym miejscu spotykają się bowiem dwie sprzeczne ze sobą logiki. Z jednej zapowiada się ułatwienie przedsiębiorcom swobodnego rozwijania swych biznesów, co ma mieć pozytywny wpływ na rozwój gospodarczy. Z drugiej strony, jakoś trzeba sfinansować wydatki socjalne, które poprzez napędzenie konsumpcji także mają mieć przyśpieszyć wzrost PKB. Środki potrzebne są też na inwestycje w ramach Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Rząd potrzebuje pieniędzy – a, jak wiadomo od Alexisa de Tocqueville’a, jest on wtedy zdolny do każdego okrucieństwa i niegodziwości. Wiele wskazuje na to, że ministerstwo finansów mogło chwalić się świetnymi wynikami w „uszczelnianiu systemu podatkowego” dzięki celowemu wstrzymywaniu licznych zwrotów VAT w pierwszych 3 kwartałach ubiegłego roku. Ale później się okazało, że nie da się tych zwrotów rolować w nieskończoność, bo w kolejnych latach problem wcale nie zniknie. Stąd przyspieszenie zwracania pieniędzy w grudniu. Jednak i na to jest sposób. Po co zwracać, skoro można nie zwracać i w nieskończoność prowadzić postępowania w sprawie potencjalnych wyłudzaczy?

To wychodzi daleko poza (skądinąd słuszną) walkę z oszustwami podatkowymi. Coraz częściej pod płaszczykiem walki z przestępcami po głowie dostają uczciwi ludzie. Jeśli się nie obudzimy, przestaniemy do znudzenia przypominać przykład Romana Kluski, prześladowanego przez skarbówkę, bo zastąpi go jakaś nowa, spektakularna ofiara „układu zamkniętego”. Trzeba sobie wreszcie uświadomić, że za kosztowne prezenty władzy zawsze ktoś musi zapłacić, a polityk głośno krzyczący „łapać złodzieja” też może mieć nieczyste sumienie.