Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Przez żołądek do serca?

Prospołeczne programy przedwyborcze to ostatnia deska ratunku dla tonącej lewicy politycznej

Prospołeczne programy przedwyborcze to ostatnia deska ratunku dla tonącej lewicy politycznej

Marka „lewica” na tyle źle się dziś kojarzy, że deklarowany w mowie i na piśmie „zwrot ku sprawom zwykłych ludzi” może już nie wystarczyć.

Treść współczesności

Szymon Surmacz, jeden z działaczy niedawno powstałej na lewicy partii Razem, stwierdził, że to ugrupowanie „ma program skierowany bardziej ku żołądkowi niż sercu”. Metafora jest prosta: wyraża potrzebę większego zwrócenia uwagi na kwestie społeczno-gospodarcze niż obyczajowe. Ten trend uwidacznia się coraz bardziej w wielu środowiskach lewicy. Na ile to kwestia zmian pokoleniowych, a na ile efekt przedłużającej się frustracji społecznej, spowodowanej skutkami wciąż nowych fal kryzysu gospodarczego?

Najpewniej te zjawiska wzajemnie się determinują. Pokolenie trzydziesto- i czterdziestolatków ma dość panującego status quo. Kolejne roczniki Polaków doświadczają kontrowersyjnych konsekwencji rozpowszechnienia się umów cywilnoprawnych, nie bez racji zwanych często śmieciowymi, i spłacanych za cenę różnorakich wyrzeczeń kredytów na mieszkanie, które zastąpiły w Polsce politykę komunalną. Kolejne roczniki ponoszą też cenę wymuszonych migracji zarobkowych za granicę lub do metropolii i obserwują, jak Polska A oddala się od Polski B i C, jak bardzo „wyspowy” charakter ma rodzimy boom gospodarczy, jak realne są skutki procesów związanych z rozwarstwieniem gospodarczym i kulturowym. Tego nie da się już przeoczyć – to treść naszej współczesności.

Nie oznacza to wcale, że lewica odniesie sukces wyborczy – nie tylko dlatego, że część elektoratu antidotum na powyżej opisane zjawiska szuka w „liberalnym przyspieszeniu”. Jedno jest pewne: najważniejszą lekcją, jaką od wielu lat odbierają rzesze Polaków, jest przysposobienie do życia w kryzysie. Niewykluczone, że socjologicznie to właśnie jest główny impuls dla powstania partii Razem i wyrażanego, przynajmniej werbalnie, społeczno-gospodarczego zwrotu wśród wielu środowisk (meta)politycznych lewicy.

Sprawy społeczne na sztandarach

Dziś już możemy przyjrzeć się bliżej przedwyborczej ofercie lewicowych ugrupowań. Zacznijmy od koalicji, która wciąż liczy się w sondażach przedwyborczych i w znacznej mierze stanowi próbę zachowania parlamentarnego bytu przez Sojusz Lewicy Demokratycznej oraz Twój Ruch. To Zjednoczona Lewica, którą obok wspomnianych wyżej formacji współtworzą Polska Partia Socjalistyczna, Unia Pracy oraz Zieloni. Na swoje sztandary koalicjanci wynoszą kwestie społeczne. Leszek Miller, który najwyraźniej zapomniał już o swoim bon mocie, że „rynek ma zawsze rację”, przekonywał w sierpniu: „będziemy dążyć jako Zjednoczona Lewica, żeby jak najwięcej Polaków czuło się socjalnie bezpiecznie”.

„Pod skrzydłami” Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych udało się Zjednoczonej Lewicy opracować kompromisowe minimum programowe. Skupia się ono wokół trzech zagadnień. Pierwsze to „państwo sprawiedliwości społecznej”. Koalicjanci deklarują, że będą walczyć z nierównościami społecznymi. Postulują wprowadzenie niższych podatków dla osób o niskich dochodach (w tym emerytów i rencistów) i wyższego opodatkowania osób o bardzo wysokich dochodach. Chcą zwiększenia opodatkowania firm do przeciętnego poziomu w Unii Europejskiej i wprowadzenia podatku od transakcji finansowych oraz zwiększenia kontroli nad sektorem bankowym.

Ponadto Zjednoczona Lewica postuluje przywrócenie systemu emerytalnego opartego na solidarności pokoleń i wprowadzenie możliwości przechodzenia na emeryturę po czterdziestu latach pracy. Wśród przedwyborczych obietnic znalazły się lakoniczne zapisy: „darmowe leki dla najuboższych emerytów” i „państwowy system wspierania i aktywizacji seniorów”. Koalicjanci obiecują też wprowadzenie bezpłatnej opieki w przedszkolach i żłobkach, uruchomienie bezpłatnych stołówek szkolnych i przywrócenie gabinetów lekarskich oraz dentystycznych w szkołach publicznych. Wreszcie, chcą wprowadzenia gwarantowanej przez państwo bezpłatnej pomocy prawnej dla najuboższych.

Kolejne z haseł programowych ZL brzmi: „państwo przyjazne dla obywateli”. W pierwszym rzędzie są to obietnice przedwyborcze skierowane do pracowników najemnych i drobnych przedsiębiorców. ZL nie tylko zapowiada walkę z łamaniem praw pracowniczych, lecz także zamierza wspierać aktywność gospodarczą Polaków poprzez wprowadzenie zasad: pierwsza kontrola bez mandatu, zasada milczącej zgody, firma na próbę, prawo do błędu.

Koalicjanci zapowiadają likwidację umów śmieciowych oraz bezpłatnych staży, a także objęcie nadzorem państwa warunków pracy wszystkich pracowników, niezależnie od formy zatrudnienia. W swoim minimum programowym stawiają na wymóg zatrudniania na umowy o pracę przez firmy uczestniczące w przetargach i zamówieniach publicznych. Chcą wreszcie – idąc zapewne za głosem współtworzących koalicję Zielonych – wsparcia dla produkcji energii ze źródeł odnawialnych, zakazu szczelinowania hydraulicznego oraz utrzymania zakazu upraw GMO.

Pokolenie trzydziesto- i czterdziestolatków ma dość panującego status quo

Ostatnie hasło minimum programowego ZL to „państwo równych praw i szans”. W jego ramach zapowiadane jest zwiększenie wydatków publicznych na naukę, badania naukowe i kulturę oraz sprzeciw wobec dalszej komercjalizacji szkolnictwa wyższego. Mowa także o legalizacji medycznej marihuany. I wreszcie wątki określane mianem obyczajowych: walka z dyskryminacją ze względu na płeć, pochodzenie i preferencje seksualne oraz legalizacja związków partnerskich. A także rozdział Kościoła od państwa i wyprowadzenie religii ze szkół i przedszkoli.

Interesy przegranych

W maju 2015 r. deklarację programową przyjęła tworząca się wówczas partia Razem. Aktywność medialna, zarówno w internecie, jak i w opiniotwórczych mediach mainstreamu, pozwoliła zaistnieć tej formacji w świadomości opinii publicznej, choć stąd daleko jeszcze do wyborczego sukcesu. Trudno w naszych realiach uznawać sondaże za miarodajne, ale jednoprocentowe poparcie to prognostyk, który należy albo zupełnie zlekceważyć, albo potraktować jako zapowiedź wyborczej przegranej. Niemniej jednak Razem stanowi ugrupowanie interesujące pod tym względem, że dość konsekwentnie pracuje na swój wizerunek partii walczącej nie tyle o „ściśle lewicowy” elektorat, ile o interesy wszystkich, którzy przegrywają na polskim modelu przemian.

Warto podkreślić, że Razem nie uważa się za partię „młodych rewolucjonistów”, lecz za ugrupowanie walczące o elementarne prawa socjalne Polaków i demokratyczny konsensus w polityce, poważnie nadszarpnięty przez oligarchiczne elity III Rzeczpospolitej. W wywiadzie dla Onet.pl Mateusz Mirys, członek Zarządu Krajowego Partii Razem, stwierdził: „ruchy takie jak Razem rosną dziś w całej Europie, bo problem z oderwaną od problemów obywateli klasą polityczną nie dotyczy tylko Polski. Dla polskich komentatorów te ruchy wydają się radykalne, bo przyzwyczailiśmy się, że cała klasa polityczna wyznaje neoliberalizm i służy wielkiemu biznesowi. (…) Nie przypadkiem po stronie Syrizy stanęli najwybitniejsi światowi ekonomiści, z noblistami Paulem Krugmanem i Josephem Stiglitzem na czele. Idzie czas zmian i te zmiany rzeczywiście muszą być głębokie. Inaczej obudzimy się w świecie, w którym pełnia władzy należy do 1 proc. najbogatszych, a reszta społeczeństwa zostanie zepchnięta do roli pariasów”.

Deklarację programową Razem otwierają sprawy propracownicze. Ugrupowanie chce wprowadzić minimalną płacę godzinową w wysokości 15 złotych brutto dla umowy o pracę na czas nieokreślony i 20 złotych brutto dla wszystkich innych rodzajów umów: „tak, aby firmom przestało się opłacać wypychanie pracowników na umowy śmieciowe”. Stąd też w kolejnych latach płaca minimalna ma być ustalana nie kwotowo, a procentowo w stosunku do przeciętnego wynagrodzenia. Ponadto partia ta chce zagwarantować osobom pracującym na umowach cywilnoprawnych prawo do zrzeszania się w związkach zawodowych, a także planuje ustawowo ograniczyć czas handlu w niedziele i święta, również w supermarketach.

W deklaracji mowa także o sprawiedliwości podatkowej. Zakłada ona m.in. podniesienie kwoty wolnej od podatku do dwunastokrotności minimum socjalnego, wprowadzenie nowej progresywnej skali podatkowej, według której mniej zarabiający będą płacić niższe, a więcej zarabiający – wyższe podatki niż obecnie, oraz wprowadzenie stawki podatkowej „dla prezesów”, czyli 75 proc. podatku od dochodów powyżej 500 000 złotych rocznie. Poza tym Razem postuluje wprowadzenie klauzuli przeciw unikaniu opodatkowania, co ich zdaniem da państwu realne narzędzie do walki z procederem wyprowadzania z Polski nieopodatkowanych zysków przez międzynarodowe koncerny.

Ważnym elementem programowym nowego ugrupowania jest aktywna polityka mieszkaniowa państwa. Razemowcy chcą stworzenia państwowego programu budowy mieszkań pod wynajem, finansowanego bezpośrednio z budżetu centralnego. Ma to zapobiec pośredniemu dofinansowywaniu deweloperów i banków z publicznych pieniędzy: „interwencja państwa ureguluje rynek mieszkaniowy, obniży ceny mieszkań i zwiększy ich dostępność”. Istotnym postulatem jest wprowadzenie ustawy reprywatyzacyjnej, która miałaby uniemożliwić przejmowanie roszczeń przez oszustów. W jej ramach posiadacze roszczeń reprywatyzacyjnych, których nie można zakwestionować, otrzymaliby odszkodowania w formie pieniężnej, w wysokości nieprzekraczającej 10 proc. wartości gruntu. I wreszcie Razem chce zakazu eksmisji na bruk i do pomieszczeń nienadających się do zamieszkania.

Kolejne postulaty formacji odnoszą się do systemu opieki zdrowotnej. Stąd deklaracje zlikwidowania składki zdrowotnej i zastąpienia jej bezpośrednim finansowaniem z budżetu państwa, a także postulaty zastopowania komercjalizacji służby zdrowia, przeciwdziałania dalszemu odpływowi kadry pielęgniarskiej, przywrócenia opieki pielęgniarskiej i stomatologicznej i obowiązkowych szczepień w szkołach. Razem obiecuje zapewnienie powszechnego dostępu do antykoncepcji, wprowadzenie refundacji środków antykoncepcyjnych i pełnej refundacji zabiegów in vitro. I nie zgadza się z „rozwiązywaniem problemu przerywania ciąży poprzez represje karne”.

Największym problemem lewicy w najbliższych wyborach nie będą obietnice programowe, ale deficyt zaufania wyborców

Przekaz partii od początku budowany był na hasłach prospołecznych i gospodarczych i niemal ostentacyjne wyrażanym braku zainteresowania dla „typowych wojenek politycznych”. Paradoksem jest, że w drugiej połowie sierpnia przedstawiciele tej formacji medialnie (i to bardzo wyraźnie) zaangażowali się w sprzeciw wobec budowy pomnika Lecha Kaczyńskiego w Szczecinie. W tym samym czasie Adam Ostolski, jeden z liderów Zielonych, „jedynka” Zjednoczonej Lewicy w tym mieście, rozpoczął kampanię przedwyborczą pod hasłami reindustrializacji regionu, zapobiegania dalszej likwidacji transportu publicznego, łączącego Zachodniopomorskie z resztą kraju, inwestycji w odnawialne źródła energii i biorafinerie. Jak widać, robiona na bieżąco polityka okazała się i w przypadku Razem mniej oczywista, niż deklaratywna.

Efemerydy i ich fiksacje

Wyborca może postawić na jeszcze kilka lewicowych bytów, starających się zaistnieć przed jesiennymi wyborami do parlamentu. Koalicję Zjednoczona Lewica-bis tworzy kilka efemerycznych formacji, którym nie udało się dojść do zgody z „macierzystą” Zjednoczoną Lewicą. Są to Socjaldemokracja Polska Marka Borowskiego, Wolność i Równość, współtworzona przez Jana Hartmana, oraz Polska Lewica, założona przez Leszka Millera w czasach, gdy nie chciał go Sojusz. ZL-bis zajmuje się przede wszystkim roztrząsaniem przyczyn rozbicia lewicy i wyrażaniem wiary, że to właśnie ona najlepiej zjednoczy lewicę na nowo. A treść programową tej koalicji najlepiej wyrażają kolejne notki na blogu Jana Hartmana (tytuły ostatnich wpisów: „Hucpa!”, „Jarosławie, ratuj!”). Da się ją podsumować słowami: fiksacja antykatolicka i antypisowska.

Niewiele poza ogólnikami wiadomo o propozycjach programowych Biało‑Czerwonych Grzegorza Napieralskiego (wcześniej SLD) i Andrzeja Rozenka (wcześniej Twój Ruch). Liderzy zapewniają, że ich formacja ma program skierowany „absolutnie do każdego”. Zdaniem Rozenka ta lewicowo-liberalna hybryda swój program podporządkuje wolności, czyli „wartości nadrzędnej dla społeczeństw postępowych”. To zarówno wolność gospodarcza, jak i światopoglądowa, a także „wolność od wykluczeń, jak bieda i ubóstwo”. Twórcy ugrupowania twierdzą, że bliskie są im skandynawskie rozwiązania społeczno-gospodarcze. Chcą też „zahamować marsz skrajnej prawicy po władzę”.

Pogonić spekulantów i lichwiarzy

Szansy w wyborach szuka również weteran polskiej lewicy społecznej, czyli Piotr Ikonowicz, aktualnie lider Ruchu Sprawiedliwości Społecznej, formacji walczącej z „ekonomicznym wyzyskiem, nierównościami i wykluczeniem społecznym”. Powstały w 2014 r. RSS nawiązuje wprost do innego projektu Ikonowicza, Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej, która m.in. walczy przeciw eksmisjom i udziela darmowych porad prawnych potrzebującym. W lipcu w warszawskiej siedzibie OPZZ odbyła się konferencja RSS i Ruchu Społecznego, założonego przez Sławomira Izdebskiego, który wcześniej popierał Pawła Kukiza. Jaki mają program? Zdaniem Izdebskiego „czas rozliczyć odpowiedzialnych za złodziejską prywatyzację i wyprzedaż majątku narodowego”. Koalicjanci chcą jednoczyć wieś z miastem, rolników, pracowników i bezrobotnych.

Wedle opinii Ikonowicza Polską od początku transformacji rządzą bankierzy i deweloperzy, a rząd Platformy Obywatelskiej to rząd spekulantów i lichwiarzy. Dlatego „należy zdelegalizować lichwę i zlikwidować długi lichwiarskie, powstrzymać wypływ pieniędzy za granicę. W Polsce odbywał się największy akt rozdawnictwa, najpierw zabrano robotnikom fabryki, a potem wzięto się za ich mieszkania”. W rozmowie z portalem strajk.eu lider RSS podkreślał, że jego sojusz z Izdebskim „to szansa na to, że obudzimy Polskę powiatową, tak jak uczynił to kiedyś Andrzej Lepper”. A przedwyborcze postulaty? Dotyczą przywrócenia wieku emerytalnego do 65 i 60 lat, zakazu eksmisji na bruk, równego dostępu do służby zdrowia, wprowadzenia podatku obrotowego i „odbudowania prawdziwej spółdzielczości”.

Odwrócenie trendu?

Trudno oprzeć się wrażeniu, że największym problemem lewicy w najbliższych wyborach – przynajmniej w przypadku Zjednoczonej Lewicy, partii Razem i Ruchu Sprawiedliwości Społecznej – nie będą obietnice programowe, ale deficyt zaufania wyborców. Nasza scena polityczna jest podzielona między dwie centroprawicowe formacje, które po części zagospodarowują elektorat lewicy obyczajowej i społecznej. Czy programy przedwyborcze wystarczą, by odwrócić obecny ten trend? Mam co do tego wątpliwości. 

Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”. Publicysta „Nowego Obywatela”, członek zespołu „Pressji”, stały współpracownik pisma „KONTAKT”; regularnie pisze też dla miesięcznika „Znak”, „Gazety Polskiej Codziennie”, tygodnika „wSieci”, portali Lewicowo.pl, Plac Wolności, wGospodarce.pl, DEON.pl; publikuje również na łamach „Frondy”, „Christianitas”, rzadziej „Rzeczpospolitej”. Niegdyś współpracował z jezuickim „Życiem Duchowym”, a później postkomunistyczną „Trybuną”.

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Przez żołądek do serca?”

  1. Rancor pisze:

    Panie redaktorze, czas “prospołecznych” programów, które stworzyły państwom rozwiniętym narośl w postaci gigantycznego zadłużenia już się powoli kończy. W Polsce pewnie tak strasznie tego nie odczujemy, bo w przeciwieństwie do państw najwyżej rozwiniętych nie mamy wydajemy nawet średniej UE na socjal, więc jesteśmy przyzwyczajeni, ale to dobrze. Nadchodzący kryzys finansowy położy na łopatki wszystkie kraje, które są nadmiernie zadłużone, w tym Stany, Francję, Włochy, Grecję itd. dlatego lepiej, żeby Polska nie przesadzała z hojnością programów socjalnych. Zresztą polscy politycy i publicyści i tak się szybko o tym przekonają, przedsmak tego co się stanie mieliśmy już w Szanghaju

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz