Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

PO, czyli co?

Platforma Obywatelska pod aktualnym przywództwem wydaje się niezdolna do stworzenia dalekosiężnych planów dla Polski

Platforma Obywatelska pod aktualnym przywództwem wydaje się niezdolna do stworzenia dalekosiężnych planów dla Polski

Słabość programowa PO pod rządami Ewy Kopacz stała się przysłowiowa. Porównując analogiczne działania rządu Tuska i obecnej ekipy, łatwo dostrzec, że choć były premier odżegnywał się od polityki z wizją, to jednak de facto taką politykę uprawiał. Pełen dryf zaczął się dopiero w czasach Kopacz. Być może jest w tym pewna kalkulacja wyborcza, jest to jednak, jak się zdaje, kalkulacja błędna.

Są oczywiście okresy, kiedy od rządzących wizji się właściwie nie wymaga, a wręcz może ich za wizjonerstwo spotkać kara. Taki jednak czas – powszechnego „grillowania” – właśnie się w Polsce kończy. Wyzwania i szanse, przed którymi stoi kraj, są już dostrzegane nie tylko przez wąskie grupy ekspertów. PO pod aktualnym przywództwem do stworzenia dalekosiężnych planów nie jest jednak, jak się wydaje, zdolna, nawet jeśli taki głód wizji bywa odczuwany.

Modernizacyjny program Tuska

Oczywiście samymi programami wyborów już się nie wygrywa. Wygrywa się je w coraz większym stopniu za pomocą rozmaitych socjotechnik. Programy nadal jednak pozostają punktem odniesienia dla najbardziej aktywnej części wyborców. Co ważniejsze, program mówi też samemu ugrupowaniu, po co istnieje w polityce, i nie jest to wbrew pozorom funkcja błaha.

Bez programu formacja staje się tylko kliką poszukującą „fruktów”, nie służy więc ani społeczeństwu, ani ambicjom przywódczym co wybitniejszych liderów. Taki lider bowiem, nawet jeśli nie ceni abstrakcyjnych idei i nie poważa „dobra wspólnego”, często przecież pożąda chwalebnych, trwałych dokonań. A czego można dokonać z niezborną bandą, której nie spajają żadne wspólne dążenia programowe?

Myślę, że tę regułę doskonale rozumiał Donald Tusk. Oczywiście sam premier z Gdańska zarzekał się, że zależy mu tylko na ciepłej wodzie w kranie i zakończeniu sporów, co było zresztą w pełni zgodne z niepodważaną jeszcze podówczas w mainstreamie narracją „kończącej się historii”. Jednocześnie jednak Tusk, czego nie odmawiali mu nawet jego najwięksi krytycy, był w swoim ugrupowaniu liderem silnym i charyzmatycznym, nie mógł więc nie doceniać wagi wizji programowej jako politycznego spoiwa.

W 2007 roku szczegółowy program polityczny PO był gotowy już w maju. Oczywiście, od niektórych rozwiązań partia odeszła niemal natychmiast po dojściu do władzy, program zakładał bowiem np. faktyczną likwidację senatu i piętnastoprocentowy podatek liniowy. Inne rozwiązania, jak choćby likwidację użytkowania wieczystego, system ubezpieczeń zdrowotnych oparty na trzech filarach i wprowadzenie zestandaryzowanego koszyka usług medycznych, realizowano później z rozmaitymi efektami.

W 2009 roku powstał jeszcze śmielszy dokument, kreślący możliwą wizję rozwoju kraju na następne dwadzieścia lat (Raport Polska 2030). W 2011 na podstawie założeń raportu ogłoszono kolejny program wyborczy. Zakładał on szybką modernizację przy pomocy środków unijnych, rozwój infrastruktury drogowej i energetycznej, a także wyraźną poprawę sytuacji gospodarczej.

Zdaniem CBOS realizację planów PO w 2013 pozytywnie oceniło 33 proc. wyborców, co w polskich warunkach należy uznać za niebywały sukces, zważywszy, że żadna partia po 1989 nie rządziła tak długo, a co dopiero mówić o utrzymywaniu całkiem wysokiego poparcia w połowie drugiej kadencji. Zgodnie z oczekiwaniami twórców programu respondenci CBOS docenili zwłaszcza rozwój infrastruktury, obronę przed kryzysem, absorpcję środków unijnych i politykę zagraniczną, a także budowę orlików i organizację Euro 2012 oraz poprawę sytuacji na rynku pracy i likwidację OFE.

Warto również wspomnieć o rosnących wskaźnikach makroekonomicznych – od 2007 do 2014 polski PKB na głowę wzrósł realnie o 36 proc., z 16,3 tys. dolarów do ponad 22 tysięcy. Nie bez znaczenia był też stały wzrost wykrywalności przestępstw i ogólny spadek przestępczości.

Należy jednak równocześnie dodać, że porównanie PKB z produktem narodowym brutto (dobra i usługi wytworzone przez obywateli kraju, a nie na tylko na jego terenie) pokazuje zjawisko pokaźnego drenażu kapitałowego, jakiemu ulega Polska. Inne badania wskazują z kolei, że choć spada przestępczość pospolita, utrzymuje się wysoki poziom korupcji, na co dodatkowo wpływa nieprzemyślana absorpcja środków z UE.

Kopacz, czyli grabarz

Jak na tym tle przedstawia się „nowe otwarcie” Ewy Kopacz? Cóż, po okresie miotania się od ściany do ściany w sporach ze związkami zawodowymi i po kolejnych przetasowaniach w rządzie o nowym programie PO nadal wiadomo niewiele. Zespół ekspertów, owszem, powstał, ale ze znacznie większą pompą ogłoszono stworzenie portalu „Pytamy Obywateli”. Zwykli Polacy mają na nim jakoby suflować Platformie pomysły programowe.

W samym zespole programowym obok osób, które można uznać za ekspertów – takich jak Janusz Lewandowski (gospodarka) i Rafał Trzaskowski (polityka zagraniczna i europejska) – nietrudno wskazać też słabe ogniwa, jak choćby prof. Zembala (zdrowie), który dał się na razie poznać jako bufon i specjalista od tworzenia konfliktów, oraz Tomasz Siemoniak (obronność), odpowiadający za przygotowanie budzącego coraz liczniejsze wątpliwości przetargu na nowe śmigłowce.

Program mówi samemu ugrupowaniu, po co istnieje w polityce, i nie jest to wbrew pozorom funkcja błaha

Rozedrganie w kwestiach programowych w PO można tłumaczyć dwojako. Po pierwsze, już w kampanii prezydenckiej Bronisława Komorowskiego pojawiła się pokusa, by „być jak Kukiz”, czyli antysystemowym i bezprogramowym. Po drugie zaś, PO jest zagubiona i sama nadal nie wie, w którą stronę z nowym programem pójść. Ewa Kopacz potrafi oczywiście dość sprawnie uprawiać kampanię w terenie i rzucać doraźne pomysły w rodzaju pakietu dla Śląska lub połowicznej pomocy frankowiczom. Jej obóz może też znowu postraszyć „katofaszystowskim” PiS-em. Być może nawet, posługując się tymi dwiema strategiami, PO będzie mogła uzyskać wynik dający szanse na zmontowanie jakiejś nowej koalicji. Nie zmienia to jednak faktu, że Ewie Kopacz trudno dziś przedstawić tak śmiałe jak za czasów Donalda Tuska rozwiązania programowe, ponieważ sama do końca nie wie, dlaczego jej ugrupowanie traci poparcie.

Gdzieś bowiem między portalem internetowym a kotlecikiem, o który pani premier pytała podróżnych w Warsie, w powietrzu unoszą się wciąż te same pytania. „Czego chcecie? Być może nie spełniliśmy wszystkich obietnic, ale kto spełnił? A przecież my i tak zrobiliśmy dużo. Wskaźniki ekonomiczne rosły, fundusze unijne płynęły, dzieci biegały po orlikach, a samochody jeździły po nowych autostradach. Więc co? Może i pomyliliśmy się w sprawie Rosji. Ale u nas na razie jest spokojnie, armię modernizujemy, mamy gwarancje sojuszników. Więc co?”. Te niewypowiedziane pytania do społeczeństwa jeszcze wyraźniej można dostrzec w oburzeniu, z jakim elity PO odnoszą się do rzekomej sugestii, jakoby Polskę trzeba było znowu podnosić ze zgliszczy.

Czas degeneracji

Chcąc szczerze odpowiedzieć PO na pytanie „no co?”, trzeba by zapewne przyznać, że partia ta jest raczej skazana na dłuższy okres programowej smuty. Nie ma już bowiem możliwości prostego powrotu do retoryki sukcesu czasów Tuska, nie ma też większych szans na strategię programową, która sprawdzałaby się dziś równie dobrze, jak tuskizm siedem lat temu. By odzyskać tamten wigor, partia musiałaby chyba przestać być sobą i zapowiedzieć nie tyle kolejną modernizację za pieniądze z UE, ile oczyszczenie i usprawnienie już istniejącego i względnie zmodernizowanego państwa. Postawię tu przewrotną tezę i powiem, że PO musiałaby stać się po części PiS-em z lat 2004–2007 i do tego jeszcze być w tej roli wiarygodna. A należy przy tym zaznaczyć, że zdaniem autora terminu „IV RP” – Rafała Matyi, również sam PiS nie ma już dziś tamtej energii programowej.

Oczywiście można powiedzieć, że ówczesny PiS był zbyt radykalny. Można jednak też dodać, że wtedy społeczeństwo na przyjęcie radykalnych recept było mniej gotowe niż dziś. Są bowiem powody, by sądzić, że właśnie teraz Polacy, którzy z jednej strony skonsumowali już owoce członkostwa w UE, a z drugiej poczuli się zewnętrznie zagrożeni (sytuacja na Ukrainie), będą chcieli zakrojonej na szeroką skalę naprawy państwa i uczynienia go bardziej rządnym. Wskazuje na to choćby popularność antysystemowców w wyborach prezydenckich. Pomimo swojej bezprogramowości kandydaci ci zasygnalizowali gotowość społeczeństwa do radykalnych zmian, co potwierdzają zresztą również badania opinii publicznej.

Zapał do działań reformatorskich i rewolucyjnych pojawia się bowiem nie wtedy, gdy sytuację można uznać za tragiczną, kiedy kraj jest faktycznie w ruinie, tylko wtedy, kiedy poprawa, owszem, następuje, ale zbyt powoli w stosunku do oczekiwań. Małe oczekiwania – przeciwnie, prowadzą do stabilizacji i zachęcają do tworzenia programów umiarkowanych, choć często niepozbawionych pewnej wizji.

To dzięki takiej właśnie małej stabilizacji Donald Tusk mógł kroić wielki tort z banków euro. Nota bene, taki tort cukiernicy przygotowali rzeczywiście! Było to jednak karmienie organizmu, który toczy pasożyt – działające na styku biznesu i polityki „elity cienia”, zależne od zagranicznego kapitału instytucje finansowe i służąca sobie samej, bezwładna biurokracja. Do tego doszła jeszcze konserwacja bizantyjskiego systemu ulg i danin, który de facto sprawia, że nasz system podatkowy jest regresywny – mniej zarabiający są w nim bardziej obciążeni. Dzięki zastrzykowi funduszy z UE polskie ciało polityczne być może zyskało trochę wigoru, ale pasożyt urósł jeszcze bardziej, przez co jego istnienie stało się dla społeczeństwa lepiej widoczne.

Dotychczas PO konserwowała patologie, i to konserwowała je z zasady. W swoich dokumentach programowych mówiła bowiem głównie o absorpcji środków, rozwoju infrastruktury, ulepszaniu świadczeń. W domyśle coraz wyraźniejsza stawała się sugestia, że chodzi o ów przypływ, który podnosi wszystkie łodzie. To prawda, że pęcznieje biurokracja, a bogacą się klienci obozu władzy, ale przecież korzystają nie tylko oni.

By odzyskać dawny wigor, PO musiałaby stać się po części PiS-em z lat 2004–2007 i do tego jeszcze być w tej roli wiarygodna

W pewnym momencie taka strategia przestaje jednak wystarczać. Zwykle następuje wtedy zaburzenie kleptokratycznego optimum, utrzymującego społeczeństwo we względnie dobrym stanie, ale nie na tyle dobrym, by chciało zburzyć półpasożytniczy system, o którym pisze Bartłomiej Radziejewski.

Taki moment tworzy właśnie głód wielkich programów. Programów reform, walki z korupcją, a nawet zmian konstytucyjnych. To chwila, kiedy od partii oczekuje się wizji i śmiałych działań. Czy jednak PO, zwłaszcza w koalicji z PSL, potrafiłaby np. głosić hasła otwartej walki z klientelizmem? Czy umiałaby poza chwaleniem samej absorpcji funduszy unijnych powiedzieć też coś o zwalczaniu tzw. syndromu gminnej pływalni? Czy mogłaby przyznać, że „układ” być może nie był do końca wymysłem chorych z nienawiści podpalaczy Polski? Czy umiałaby wiarygodnie zapewnić, że będzie prowadzić bardziej podmiotową politykę zagraniczną, bez niewolniczego przyklejania się do Berlina czy Waszyngtonu (jak to miało miejsce za rządów Millera)? Czy potrafiłaby wreszcie wznieść się ponad schematy etatyzmu oraz neoliberalizmu i zaproponować plan uczynienia polskiej gospodarki bardziej konkurencyjną poprzez próby aktywnego szukania naszego miejsca w globalnym łańcuchu wartości?

Obecnie wszystkie te sugestie wydają się raczej mało prawdopodobne. Wystarczy spojrzeć na hasła wyborcze Ewy Kopacz. Nawet tu – w porównaniu z retoryką Tuska – następuje degeneracja. Premier Kopacz nie mówi już nawet, jak Tusk w 2011, „Zrobimy więcej!” czy „Polska w budowie”. Stara się raczej społeczeństwu matkować i je uspokajać: „Słucham, rozumiem, pomagam”. Jaki konkretny program może mieć za punkt wyjścia takie hasło? Cóż, nie będzie to raczej program, który na niezadowolenie odpowie pomysłem wzmacniania państwa, będzie tylko rozwadniał elementy dawnych programów Tuska. Atakować PiS będzie zaś najpewniej głównie na gruncie zastępczych haseł lewicy obyczajowej, podlanych od strony gospodarczej neoliberalnym sosem.

Nie znaczy to naturalnie, że należy PO odmówić jej realnych zasług i osiągnięć również w kwestii podnoszenia jakości polskiej polityki poprzez rzeczową dyskusję programową, jaka toczyła się za czasów Tuska. To, co w czasach tuskowych miało swój dramatyczny wymiar, w wykonaniu Kopacz przeradza się jednak w farsę. Co więcej, wszystko wskazuje na to, że proces ten będzie dalej postępował, bez względu na wynik wyborów.

Co może zrobić PO

Czegóż można się bowiem spodziewać od formacji, która szefem swojego głównego think-tanku zrobiła niedawno Jarosława Wałęsę, człowieka bez predestynującego do tej funkcji dorobku i osiągnięć, za to z nazwiskiem, na które zapracował jego ojciec. A tymczasem znacznie bardziej uzdolnieni działacze i sympatycy, jak choćby Jarosław Makowski czy Paweł Śpiewak, spychani są konsekwentnie na boczne tory. Czegóż spodziewać się po premier, która żyje w świecie PR‑owskich trików politycznego prestidigitatora, jakim jest Michał Kamiński, nie chce zaś słuchać doświadczonych doradców, jak Paweł Zalewski i Rafał Grupiński?

Nawet jeśli PO zachowa część dawnej władzy, to już widać, że Ewa Kopacz kapitał polityczny odziedziczony po Tusku zwyczajnie trwoni. To zaś szkodzi nie tylko jej formacji, ale i Polsce, bo obniża poziom całej debaty publicznej. A ponieważ program jest pochodną wizji przywództwa, to zmiany wewnętrzne PO powinna zacząć od odsunięcia od władzy obecnej pani premier i jej akolitów, a następnie przedstawić kompleksowy plan reform. 

Stały współpracownik Nowej Konfederacji, doktor nauk politycznych. Pracownik Uczelni Łazarskiego. Absolwent Louisiana State University, Ośrodka Studiów Amerykańskich UW oraz Instytutu Filologii Angielskiej UAM. Stypendysta Fundacji Fulbrighta, a także członek Philadelphia Society. Autor tekstów publicystycznych i naukowych z zakresu filozofii polityki oraz politologii porównawczej.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz