Prezesie, ptaszek!

Aktualności,

Pomnik Powstania Warszawskiego, ofiary ZOMO… istnieje, proszę sobie wyobrazić, więcej zdjęć które posiadają pewien niechciany reklamowo potencjał

„Szanowny Panie Prezesie!

Jestem historykiem, robię habilitację z XX-wiecznej historii Polski; dokładniejsze dane znajdzie Pan w załączonym cv. Interesuje mnie również popularyzacja wiedzy: lubię „Noc Muzeów”, wykładam na uczelni. Wiedząc, jaką renomą i klientelą cieszy się Pańska agencja reklamowa, zwracam się z propozycją przeprowadzenia krótkiego szkolenia  dla działu kreatywnego. Rzutnik do prezentacji w PowerPoincie, niewielka sala – i maraton na temat „Stu zdjęć, których lepiej nie ruszać”.

Jak Pan doskonale wie, w ciągu ostatniego roku czynnym w Polsce agencjom zdarzyły się dwie znamienne – jak ujmujecie to w oświadczeniach – niezręczności: najpierw wykorzystanie zdjęcia ofiary strzałów, oddanych przez ZOMO w Lubinie (sierpień ’82) w reklamie wódki, ostatnio zaś – sięgnięcie po pomnik Powstania Warszawskiego jako tła dla reklamy Audi Polska.

Niestety, lista nieszczęść może się na tym nie skończyć: istnieje dużo więcej zdjęć, które posiadają pewien, nazwijmy to, niechciany reklamowo potencjał. Ujęcie, przedstawiające ludzi z transparentem „Chcemy chleba!” (Poznań, 1956 r.), mimo pięknych tradycji wielkopolskiego piekarnictwa (świętomarcińskie rogale), niekoniecznie da się wykorzystać w kampanii nowej linii pieczywa bezglutenowego. Albo takie zdjęcie, mogło Panu kiedyś mignąć: chłopiec w kaszkiecie, podnoszący ręce na tle płonącego budynku. Świetne do emocjonalnej reklamy pakietu ubezpieczenia nieruchomości, prawda? No więc widzi Pan – są pewne przeciwwskazania. Również kadr z dziewczyną w za dużym hełmie poprawiającą włosy w lusterku, skądinąd urzekający, dla szeregu powodów nie jest aż tak dobrym pomysłem na promocję nowej odżywki, jak mogłoby się wydawać.

Myśli Pan, że to tylko ta wojna, że wystarczy unikać czołgów i wszystko będzie OK? Niestety, to nie takie proste. O, jest na przykład taki kadr z sympatycznym gościem w średnim wieku, który w białej koszuli, trochę potargany, wiosłuje na kajaku. Super ujęcie, trochę vintage. W sam raz do viral marketingu, mówi Pan – relaks, sprzęt sportowy, a może klinika in vitro, bo facet jakoś bez dzieci, choć na wakacjach? O, widzi pan, i tu wkraczamy na pole minowe. Nie, nie mówię nic o wojnie!

Są tacy, którzy twierdzą, że to nie żadne niezręczności, że Wy tak na zimno: skandal zapewnia rozgłos, o Audi mówią dziś wszyscy. Ale mnie się wydaje że, pomijając już przysłowiową prawość Państwa środowiska, to po prostu niemożliwe. Zdjęcie z Lubina, pomnik powstania – to są przecież drobiazgi, partyzantka, amatorszczyzna. Czy zdaje Pan sobie sprawę, jakie kadry wypromowałyby w Polsce w trybie skyrocketingu nową linię stolarki budowlanej (drewniane, wielofunkcyjne drzwi)? Jak można by dotrzeć naprawdę do wszystkich z komunikatem o pojemności bagażnika? Czasami trochę się cieszę, że nie.

Myśli Pan, że to tylko ta wojna, że wystarczy unikać czołgów i wszystko będzie OK? Niestety, to nie takie proste

A przecież, Panie Prezesie, to wszystko gigantyczny potencjał zdjęć, które można kupić w PAPie za grosze, plus szczypta pamięci. Pamięta Pan może z dzieciństwa ten żartobliwy okrzyk „Uwaga, ptaszek?”. A, nie, przepraszam, Pan już pewnie mówił „Say cheese”.

Polecam więc raz jeszcze moją propozycję. Kilkadziesiąt kadrów, krótki komentarz, opcjonalnie moduł Q & A na temat śliskich słów („Jałta – nie tylko kurort”), wszystko w godzinę plus przerwa kawowa. Rozumie Pan: dla branży reklamowej w Polsce nadeszła godzina ciężkiej próby. Próbie tej musimy sprostać”.

List tej treści wysłałem do kilkudziesięciu liczących się firm reklamowych w Polsce, w desperacji wrzuciłem go nawet na Facebooka. I nic, i cisza. Korzystam z gościnnych łamów „Nowej Konfederacji”, by spróbować tą drogą: podobno czytuje ją sporo młodych wilków po SGH, może coś…