Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Prawdziwe oblicze edukacji

W TVP zobaczyliśmy, jaka jest – po trzydziestu latach niepodległości – publiczna wizja szkoły. Jest nią wciąż nauczyciel siedzący za stolikiem, z tablicą w tle. Nauczyciel, który wie doskonale, że nie dzieci są jego klientem
Oglądając lekcje w TVP, cała Polska zobaczyła, jaka jest nasza szkoła. Nie chodzi bynajmniej o nauczycieli, zestresowanych nową sytuacją i nieporadnie dukających przed kamerą. Nie chodzi bynajmniej  o zdumiewające błędy i potworki logiczne i językowe, jakimi nas (a przede wszystkim nasze dzieci) uraczono w trakcie tych lekcji. Chodzi  coś wiele bardziej przerażającego. Zobaczyliśmy bowiem, jaka jest – po trzydziestu latach niepodległości – publiczna wizja szkoły. Jest nią wciąż nauczyciel siedzący za stolikiem, z tablicą w tle. Nauczyciel, który wie doskonale, że nie dzieci są jego klientem. Tak samo jak kurczaki w KFC są produktem, a nie klientem sieci, tak uczniowie nie są klientami szkoły. One (a także ich rodzice) nie mogą wymagać. Kto jest klientem, domyślcie się Państwo sami. Nauczyciele...

Kup prenumeratę i czytaj NK!

Już od 1 zł/mc

Zaloguj się lub załóż konto
Zajmie Ci to tylko kilka sekund
Przejdź do prenumerat

lub

Kup pojedynczy dostęp do wybranego artykułu
za jedynie 9,90 zł

historyk i krytyk sztuki, teolog, filozof, publicysta, bloger. Współpracuje z portalami Teologia Polityczna, christianitas.org, rebelya.pl, historykon.pl. Ponadto pisuje w wielu innych miejscach. Mieszka w Warszawie. Pracuje jako urzędnik w administracji rządowej.

Komentarze

5 odpowiedzi na “Prawdziwe oblicze edukacji”

  1. aer0stat pisze:

    Wszyscy wiedzą, że nikt się jeszcze nie nauczył porządnie języka obcego w publicznej szkole, od tego są prywatne szkoły językowe i tutorzy. Od kiedy sprofilowano już nawet gimnazja w ramach walki z “niepotrzebną wiedzą” i kultu “elastyczności”, szkoła nie przekazuje też żadnej ogólnej wiedzy na temat świata. Jej produktem są nieudolnie oszlifowane trybiki, które mają pasować do mechanizmów produkcyjnych w korporacjach. Wydaje się, że wszystkim taka sytuacja odpowiada: rodzice mogą spokojnie pracować, rządzący chwalą się wynikami testów PISA, a młodzież tradycyjnie ma na szkołę wywalone, bo wie, że niczego tam się nie nauczy, trzeba tylko zgromadzić odpowiednią liczbę punktów na testach. I dlatego pozostaniemy postkolonialną gospodarką zależną.

  2. MichalMadey pisze:

    Moim zdaniem szkoła jest dla nauczycieli, bo tak skonstruowano ten system, jak w polskiej szkole wymienić nauczyciela, który uczy w sposób zły? Bez urynkowienia (przez bon edukacyjny) nic się nie zmieni.

  3. cieszymir pisze:

    Dlaczego tego artykułu nie napisał nauczyciel? Ludzie, którzy nie mają styczności z edukacją, nie mogą wiedzieć, że jest ona w Polsce bardzo zróżnicowana. Są wdrażane bardzo innowacyjne pomysły, choć nie jest to nagłaśniane. Nikt mi nie broni na lekcji stosowania oceny kształtującej, czy pracy metodą projektu. Nawet w treściach mogę kazać dzieciom i młodzieży robić wystąpienia o geostrategii. Moi uczniowie w dobie zdalnego nauczania nagrywają filmy ze swoimi przemówieniami, komentują je nawzajem, uczą się kultury pisania listów, korzystania z rozmaitych aplikacji edukacyjnych, niektórzy nagrywają swoje piosenki i miksują je. Dzisiejszy czas jest rewelacyjną okazją do ogromnego skoku rozwojowego dla szkoły, dla wszystkich. Wykorzystajmy to!

  4. krzysztofwr pisze:

    To, że szkoła nie jest idealna – i nigdy nie będzie – to fakt, z którym nie ma co dyskutować. Natomiast robienie z niej całkowitej katastrofy, to też przesada. Nie tak dawno odkryto, że fiński model nauczania, stanowiący do tej pory wzór europejskiej edukacji, okazał się w efekcie gorszy od tak krytykowanej szkoły w Polsce. A miał być taki nowoczesny, i taki bezstresowy dla ucznia. I miałbym też prośbę do wszystkich, którzy piszą o niedofinansowaniu poszczególnych sfer życia, aby od razu wskazywali komu zabrać, żeby dać.

  5. m_kurjata pisze:

    Tak wiele problemów i długoletnich zaniedbań, ale za to jakie proste możliwe rozwiązanie, gdyby pojawiła się wola polityczna. Większość problemów rozwiąże urynkowienie systemu, najlepiej nie przez bon edukacyjny, a przez prywatyzację i najlepiej zniesienie przymusu edukacji.

    Co do bonu edukacyjnego to przecież i teraz szkoła dostaje tym więcej pieniędzy, im więcej ma uczniów, więc przepisanie dziecka z jednej szkoły do drugiej to już dzisiaj przeniesienie pieniędzy. Brakuje dzisiaj jednak świadomości ze strony rodziców, że daje im to prawo wymagać, a ze strony szkoły, że mają w stosunku do rodziców obowiązek dostarczania porządnej usługi. Wprowadzenie bonu naprawiłoby ten problem.

    Zostają jednak inne. Jeden to taki, że nawet przy bonie edukacyjnym program nauczania każdego dziecka będzie taki sam, ustalany przez ministerstwo i niedostosowany do różnych zdolności i predyspozycji czy poziomu rozwoju dzieci i młodzieży. Mniej zdolnych doprowadza się do frustracji wymagając niemożliwego, a bardziej zdolnych rozleniwia i podcina im skrzydła.

    Niech w jednej szkole uczą dzieci dwóch języków nowożytnych plus łaciny, matematyki z całkami włącznie i zadają do przeczytania całe 500-stronicowe książki, a w drugiej niech nauczą korzystać z kalkulatora i naprawiać samochody.

    Jeśli ktoś na to zamierza odpowiedzieć, że nie możemy zaakceptować, żeby część młodzieży wychodziła ze szkoły nie znając podstaw polskiej i światowej kultury, bo szkoła ma narodową misję, niech przyjrzy się stanowi obecnemu. W Polsce, Europie, USA, wszystko jedno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz