Pozorna siła polskiego eksportu

​Polska gospodarka jest w słabej kondycji. Jak samochód, który kręci kołami w piasku, ale nie może ruszyć z miejsca. Wzrost gospodarczy jest iluzją. Mamy stagnację

Polska gospodarka jest w słabej kondycji. Jak samochód, który kręci kołami w piasku, ale nie może ruszyć z miejsca. Wzrost gospodarczy jest iluzją. Mamy stagnację

W tym roku osiągnęliśmy sporą nadwyżkę w handlu zagranicznym. Według niektórych ekspertów to „nowa rzeczywistość” w polskiej gospodarce. Polski eksport do 2020 roku ma rosnąć w tempie nawet do 10 proc. rocznie. Stajemy się potęgą eksportową?

Ależ skąd. Po pierwsze, polskiemu bilansowi handlowemu sprzyjał spadek cen ropy naftowej, którą niemal w całości importujemy. Po drugie, „dodruk” euro przez EBC sztucznie – i zapewne przejściowo – podkręcił wyniki gospodarek strefy euro, co zwiększyło popyt na polskie produkty. Po trzecie, eksporterzy skorzystali z bardzo słabego złotego i zapewnili dzięki temu wysokie przychody z eksportu. Nadwyżka eksportu nad importem ładnie wygląda głównie w statystykach, gdzie ogranicza deficyt płatniczy i podnosi PKB. Prawda jest bowiem taka, że polska gospodarka jest wciąż bardzo importochłonna. Import wciąż stanowi około 40 proc. PKB. Dobra produkcyjne są w większości importowane – od komputerów po maszyny. Także w sieciowych sklepach, takich jak OBI czy Castorama, większość towarów pochodzi z importu. Nawet gwoździe są niemieckie. Import ostatnio zmalał, co przyczyniło się również do podwyżki w handlu zagranicznym. A zmalał, bo polska gospodarka jest w słabej kondycji. Jedno bezpośrednio wiąże się z drugim. Gdy siada wzrost gospodarczy, siada jednocześnie import. Kolejnym czynnikiem, który pozwala wytłumaczyć nadwyżkę w handlu zagranicznym, jest spadek cen paliw. Wprawdzie ilościowo wzrósł import surowców paliwowych, ale przy znacznie spadających cenach wartościowo względnie zmalał. Co zresztą tak naprawdę oznacza wzrost eksportu? Że polscy producenci nie są w stanie sprzedać swoich towarów na rynku krajowym. Popyt wewnętrzny jest w stagnacji. Powodów do radości więc specjalnie nie ma. I jest więcej niż wątpliwe, że tę nadwyżkę da się stale utrzymać. Na dodatek mamy dane tylko za 10 miesięcy roku, do października, i nie wiemy jeszcze, jak wypadł listopad i grudzień.

Ale czy wzrost eksportu nie powinien zawsze być powodem do zadowolenia? Eksport jest przecież jednym z elementów tworzących PKB. Powoduje, że stajemy się bogatsi, prawda?

Gdyby to było takie proste. Polska gospodarka jest w słabej kondycji. Jak samochód, który kręci kołami w piasku, ale nie może ruszyć z miejsca. Wzrost gospodarczy jest pewną iluzją. Oficjalnie wynosi 3 proc. z kawałkiem, a w rzeczywistości jest ujemny. Mamy stagnację, jeśli nie recesję. Problem w tym, kto eksportuje. Jeżeli eksportują producenci krajowi, to znaczy, że ich zarobek staje się naszym bogactwem. Naszym wspólnym majątkiem. Oni ten swój zarobek wydają w kraju, wypłacają dywidendy. Jeśli eksportują firmy zagraniczne, to zysk z tego eksportu nie pozostaje w Polsce. Nawet jeżeli mamy więc niewielkie dodatnie saldo wymiany towarów, to powstaje pytanie: na czyją korzyść?

Laikom się wydaje, że gdy coś jest deficytowe i do tego dopłacamy, to jeśli to zlikwidujemy, będziemy bogatsi. To nieprawda. Kopalnie są deficytowe, ale coś wytwarzają

No właśnie. Według raportu Illicit Financial Flows from Developing Countries: 2004–2013 (czyli Nielegalne przepływy finansowe z krajów rozwijających się 2004–2013) organizacji Global Financial Integrity, z Polski w latach 2004–2013 nielegalnie wytransferowano w sumie 90 mld dol., czyli średnio około 9 mld dol. rocznie…

Bo na tym to polega. Jeżeli Niemcy mają nadwyżkę eksportową, a są jednym z największych eksporterów na świecie, to niemieckie firmy zarabiają, oszczędzają pieniądze, tworzą bogactwo narodowe, zwiększając zasoby kapitału w gospodarce. Ten kapitał jest następnie inwestowany zagranicą, na przejęcia, wykupy, jest pożyczany na wysoki procent. W ten sposób Niemcy mają Produkt Narodowy Brutto (PNB) wyższy od Produktu Krajowego Brutto (PKB). A u nas jest dokładnie odwrotnie. PKB jest wyższy od PNB, ze względu na drenaż kapitału zagranicę. To, co zarobiliśmy, staje się bogactwem innego kraju. Eksport jest w Polsce – jak niedawno mówił w TVP Info prof. Modzelewski – także w pewnej mierze fikcyjny. Dlaczego? Bo służy do wyłudzenia VAT-u. Dostawa towaru, który faktycznie nie opuszcza kraju, jest deklarowana jako eksport. Albo wywóz faktycznie następuje, lecz są to towary niemające jakiejkolwiek wartości, czyli sfałszowany jest przedmiot wywozu i jego wartość. Wyłudzenia podatku od towarów i usług stały się od kilku lat zjawiskiem na tyle powszechnym, że zagrażają funkcjonowaniu naszego kraju.

Aż jedna trzecia naszego eksportu trafia za Odrę. Eksport do Niemiec wzrósł w ubiegłym roku o 11 proc. Czy to nie zbyt mocne uzależnienie od jednego rynku?

To może być niebezpieczne w gorszych czasach. Wiedzą to choćby ci producenci żywności, którzy zbyt mocno uzależnili się od rynku rosyjskiego. Musimy rozwijać gospodarkę krajową, a nie wyprzedażową. Inwestycje zagraniczne stały się rodzajem fetyszu. Jeśli kapitał zagraniczny buduje coś nowego, na przykład nową fabrykę, to powstają nowe miejsca pracy i ludzie zarabiają. To się przekłada na nasze bogactwo, nawet jeśli inwestor ten transferuje część zysków zagranicę. Jeśli jednak wchodzi, by wykupić nasz istniejący majątek produkcyjny, to tracimy źródło zysków. Nawet jeśli dopłacamy do czegoś, bo jest deficytowe, choćby do kopalń, to lepiej to mieć, niż tego nie mieć. Laikom się wydaje, że gdy coś jest deficytowe i do tego dopłacamy, to jeśli to zlikwidujemy, będziemy bogatsi. To nieprawda. Kopalnie są deficytowe, ale coś wytwarzają. Źródłem bogactwa jest to, co one wytwarzają. Wysoki i wciąż rosnący eksport do Niemiec jest dowodem na to, że jesteśmy krajem skolonizowanym. Przedłużoną ławą rzemieślniczą Niemiec. Niemieckie firmy produkują towary w Polsce, na przykład pralki, albo podzespoły do samochodów, które następnie eksportują do Niemiec. Gdy niemiecka gospodarka ma się dobrze, a obecnie w Niemczech mamy do czynienia z pewnym ożywieniem gospodarczym, eksport za Odrę rośnie. To tłumaczy także reakcję Berlina na zmianę władzy w Polsce i lament w niemieckich mediach. Jeżeli kolonizator widzi, że powstaje nowa władza, która chce ograniczyć jego wpływy, próbuje temu zaradzić.

Rząd PiS jest zdeterminowany, by wprowadzić obciążenia podatkowe dla banków i supermarketów. Nie wszyscy są jednak przekonani o skuteczności tych działań. Ostrzegają przed ucieczką kapitału. Podatku od obrotów obawiają się także polskie sieci handlowe. Ich zdaniem zagraniczne firmy sobie poradzą, a polskie zbankrutują…

Większość sektora finansowego to są zagraniczne banki. Zarabiają gigantyczne pieniądze i transferują zyski zagranicę. Chodzi o to, by zmniejszyć te transfery, jednocześnie zwiększając wpływy do budżetu. Ja również jestem sceptyczny co do skuteczności tej metody. Podatek nie pełni wyłącznie funkcji fiskalnej. Podatek stanowi pewien mechanizm, który ma zmienić sposób zachowania opodatkowanych podmiotów. Każdy podmiot dąży do tego, by mieć jak najmniejsze obciążenia. Teraz pojawia się pytanie: co opodatkować? W przypadku banków: aktywa? To może dać różne efekty w zależności od tego, co się w tych aktywach (oraz w pasywach) mieści. Pojawiły się pomysły, by opodatkować różne elementy zarówno aktywów, jak i pasywów. Ten sam problem istnieje w przypadku supermarketów. Zagraniczne sieci handlowe wypracowują duże zyski. Ale nie można opodatkować tylko zagranicznych podmiotów, należy obciążyć wszystkich. Średnia rentowność obrotu w handlu jest bardzo niska. Oscyluje wokół 1,5 proc. Jeśli jest taka niska rentowność obrotu, to podatek w wysokości 1 proc. bardzo boli. Jeśli opodatkujemy tych największych, to jeszcze jakoś przejdzie, ale gdy uderzymy w słabszych, to może się to źle dla nich skończyć. Ludzie nie rozumieją jednej rzeczy: podatek się zawsze płaci z dochodu. Z niczego innego. Ale podatek jest wyznaczany na podstawie nie dochodów, lecz przychodów, bo uważamy, że dochód jest ukrywany. Nie wiemy więc, jakie są rzeczywiste koszty. Powiedzmy, że taka sieć supermarketów ma 30 proc. marży. Musi z tego jeszcze opłacić pracowników, energię, czynsz, ochroniarzy itd. To wszystko kosztuje. W efekcie rentowność może być bardzo niska. Dochód, który pozostaje, z którego można zapłacić podatek, może okazać się niższy, niż wynika z przychodu. Możemy więc wprowadzić jednostajny podatek od obrotu i wykosić wszystkich słabszych. Firmy zachodnie sobie poradzą, a firmy polskie padną. Ja patrzę na to sceptycznie. Zrzeszenie handlowców zaproponowało, by podatek ten był progresywny. Być może to jest jakieś rozwiązanie. Nie wiem.

Jak można firmę sprzedać zagranicznemu konkurentowi? Przecież wiadomo, że ją zlikwiduje. Wejdzie tylko po to, by przejąć rynek

To nie rozwiąże jednak problemu wysokiego uzależnienia polskich producentów od niemieckiego rynku ani wygaszenia przemysłu. Transfery będą mniejsze, ale my dalej będziemy gospodarczymi peryferiami. Jak temu zaradzić?

Jeśli się wykosiło polski przemysł, to teraz trzeba go odbudować. To nie będzie łatwe. Zniszczyć jest łatwo, odbudować bardzo trudno. Działania polskich prywatyzatorów od siedmiu boleści, którzy sprzedawali polskie firmy ich zagranicznym konkurentom, zaprowadziło nas tam, gdzie obecnie jesteśmy. Głupota do sześcianu. Jak można firmę sprzedać zagranicznemu konkurentowi? Przecież wiadomo, że ją zlikwiduje. Wejdzie tylko po to, by przejąć rynek. To się nazywało wówczas eufemistycznie „branżowy inwestor strategiczny”. Wejdzie i szczęśliwy, że kupił taniej, będzie rozwijał. Trzeba być idiotą albo cynicznym oszustem, żeby tak myśleć. Albo jednym i drugim, jak Balcerowicz. No i oni nie rozwijali, tylko wygaszali. Do tego, by budować siłę gospodarki, potrzebny jest własny przemysł i otwarcie nowych rynków eksportowych. Program reindustrializacji. W dzisiejszym świecie, w którym jest gigantyczna nadprodukcja, w którym silne koncerny podzieliły między sobą rynki, jest bardzo trudno wsadzić nogę w drzwi. Wymaga to ogromnego wysiłku i nakładów finansowych. Chiny wydały miliardy na wejście na rynek Huawei. Ale Chińczycy mają ogromne zasoby kapitałowe. Nam będzie o wiele trudniej. Zachód ma zresztą podobny problem, choćby Francja. Najpierw oddał produkcję, importując tańszą, chińską, teraz chce do niej wrócić, ale w wielu przypadkach jest na to już za późno.

Poseł PiS, ekonomista, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego

Komentarze

2 odpowiedzi na “Pozorna siła polskiego eksportu”

  1. Zaskakująco sporo rozsądnych wypowiedzi, jak na członka PiS-u. Co Pan tam robi? …No tak, ale jaką ma Pan alternatywę? Ma Pan rację, jesteśmy krajem skolonizowanym (nie tylko przez Niemcy). Doprowadziła do tego korupcja naszych „elit” i niestety także brak wiedzy oraz naiwność nas wszystkich. Teraz nie będzie łatwo wydobyć się z tej pułapki. Niestety nie widzę na horyzoncie żadnej siły, która byłaby do tego zdolna. Pańska partia wywoła w Polsce wiele złego, ale dobrze, że poruszyliście ten kamyczek. Niestety jest on zbyt mały, aby wywołać lawinę i nie wierzę, aby Prezes chciał poruszyć następne. Jedyna nadzieja w coraz bardziej prawdopodobnym rozpadzie strefy Euro, który równocześnie zakończy merkantylistyczną politykę Niemiec i znacznie ograniczy ich dominację w Unii. Staram się wyjaśnić to tutaj: https://pecuniaolet.wordpress.com/2015/10/30/klej-czy-dynamit-czesc-1/ . Sądzę, że nastąpi to za jakieś 2-3 lata. To bardzo mało czasu. Czy wykorzystamy tę okazję? Na pewno nie, jeśli pójdziemy w kierunku „Nowoczesności”! Niestety jestem pesymistą. Nawet, jeśli znajdą się do tej pory jacyś rozsądni ludzie, i tak nikt nie będzie ich słuchał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz