Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Polska stanu wyjątkowego

Jesteśmy w faktycznym stanie wyjątkowym: powstały w wyniku pandemii i reakcji polskich polityków chaos podważył dotychczasowe reguły życia politycznego, stwarzając konieczność ustanowienia ich na nowo

Mamy w Polsce stan wyjątkowy. De facto, nie de iure. A więc taki stan, w którym dotychczasowe normy, właściwe dla – mniej lub bardziej ułomnego, zostawmy teraz ten gorący spór na boku – państwa prawa i ładu liberalno-demokratycznego, nie obowiązują, ustępując miejsca arbitralnym decyzjom władzy. „Czasowe zawieszenie podstawowych praw i wolności obywatelskich. Gigantyczne kary finansowe, nawet sześć razy wyższe od tych zasądzanych w stanie klęski żywiołowej. Nakładanie kar na podstawie notatek urzędowych policji, bez prawa do obrony, oceny winy i gwarancji zapewnianych przez prawo karne, z rygorem natychmiastowej wykonalności i ograniczeniem prawa do sądu. Mandaty z wątpliwymi podstawami prawnymi. Policja dokonująca wiążącej wykładni prawa. To nie reportaż z odległego autorytarnego kraju, w którym nikt nie słyszał o idei państwa prawa. Tak wygląda polska rzeczywistość prawna w stanie epidemii” – wyliczał niedawno Tomasz Pułról, słusznie zastrzegając, że lista mogłaby być znacznie dłuższa. Można by do niej dodać niekonstytucyjny zapewne stan epidemii i cały szereg pomniejszych naruszeń przepisów przez władzę. Wszystko to jednak blednie wobec zupełnie wyjątkowego przedsięwzięcia, jakim okazała się organizacja wyborów prezydenckich w dobie pandemii. Przygotowywanie elekcji pocztowej bez podstawy prawnej jest tu przy tym najmniejszym problemem.

Czysty decyzjonizm

Najpierw parcie do ewidentnie niekonstytucyjnych (w każdym razie w tej formie) wyborów korespondencyjnych, potem ich bezprawne nieodbycie, to już nie pomniejsze (nawet jeśli liczne i dotkliwe) naruszenia przepisów, ale – podważenie obu wielkich zasad liberalnej demokracji: państwa prawa i samej demokracji. Pierwszego, bo dokonało się to bez podstawy prawnej, dotykając zarazem najbardziej rdzeniowej dla znanego nam ustroju politycznego kwestii, jaką są wybory. Drugiej, bo to właśnie w wyborach wyrażana wola ludu została – w swojej proceduralnej możliwości – zmanipulowana. I to w dwóch fazach i na dwa sposoby.

Nie decydując się na skorzystanie z legalizacji stanu wyjątkowego poprzez wprowadzenie formalnego stanu klęski żywiołowej, obóz PiS zdecydował, chcąc nie chcąc, o stanie wyjątkowym w sensie politycznym: zawieszenia dotychczasowych, podstawowych norm na rzecz norm ustanawiających ex nihilo (z niczego) nowy porządek polityczny

Zauważmy przy tym, że o ile w dotychczasowych sporach konstytucyjnych rządzący PiS zawsze argumentował, że 1) to on przestrzega ustawy zasadniczej, inaczej niż krytycy rozumiejąc poszczególne jej przepisy, 2) ewentualne wątpliwości prawne blakną wobec zasady rządów większości, o tyle teraz 1) przestał w ogóle sięgać po jakiekolwiek uzasadnienia prawne w sposób dotykający 2) samych wyborów, czyli procedury wyrażania swojej woli przez naród. Podważone zatem zostały w sposób ewidentny obie główne zasady normujące nasz system polityczny. O ile wiele – bynajmniej nie tylko polskich – wewnętrznych konfliktów politycznych ostatnich lat można wyjaśnić rozejściem się tych dwóch żywiołów (liberalnego i demokratycznego) i przedkładaniem przez różne stronnictwa jednej z tych zasad nad drugą, o tyle w Polsce ostatnich miesięcy obserwujemy jednoczesne podważenie ich obu.

W tym sensie obecna sytuacja w Polsce, z symbolicznym „porozumieniem dwóch Jarosławów” (postanawiających nie odbyć wyborów, komunikujących to za pomocą oświadczenia dwóch nieuprawnionych osób, przewidujących w dodatku określoną decyzję formalnie niezależnego Sądu Najwyższego w tej sprawie) na czele, jest wydarzeniem z dziedziny czystego decyzjonizmu. Jego najważniejszy teoretyk, niemiecki filozof i prawnik Carl Schmitt definiował tę doktrynę prawno-polityczną jako upatrującą źródła ładu politycznego właśnie w arbitralnej decyzji politycznego suwerena, pozbawionej podstaw w prawie pozytywnym – jako kreacyjnej podstawy ładu politycznego. Jak pisał w „Teologii Politycznej”: „rozstrzygnięcie jako takie jest już wartością, ponieważ właśnie wśród rzeczy ważnych najważniejsze jest, że rozstrzygnięcie zapada, jak i to, że już się dokonało”. I dalej: „Żadna norma nie stosuje się do chaosu. Aby porządek prawny miał sens, wpierw musi zostać ustanowiona sytuacja normalna. Władza suwerena to właśnie władza decydowania o tym, czy panująca sytuacja jest rzeczywiście normalna. Suweren tworzy sytuację jako całość i zapewnia jej trwały charakter. To on zachowuje monopol na podejmowanie ostatecznych decyzji. Na tym polega istota suwerennej władzy w państwie, która z prawnego punktu widzenia nie jest wcale monopolem stosowania przymusu lub monopolem panowania, lecz dokładnie wyłącznością na podejmowanie ostatecznych decyzji. (…) decyzja jest niezależna od normy prawnej i, paradoksalnie władza nie potrzebuje prawa, by ustanowić porządek prawny”.

Stan wyjątkowy de facto

Chaos, poprzedzający faktyczny stan wyjątkowy, pojawił się w Polsce z dwóch przyczyn. Po pierwsze, wywołała go pandemia koronawirusa SARS-CoV-2, destabilizując ogólną sytuację i zderzając się z kalendarzem wyborczym. Drugą przyczyną jest parcie obozu PiS do majowych wyborów. Parcie na tyle silne, że posuwające się do negacji tak zasady państwa prawa, jak i demokratycznej procedury.

Zostawmy na boku, w jakim stopniu to drugie było słuszne lub nie. Dopiero połączenie tych dwóch elementów mogło dać taki efekt, jaki obserwujemy. Faktyczny stan wyjątkowy wywołała – w krajach całego świata – pandemia. Natomiast w państwach liberalno-demokratycznych sposób wprowadzania takiego stanu reguluje konstytucja, co odzwierciedla fakt, że suwerenem jest w nich lud, rządzący poprzez wybór reprezentacji politycznej i pętanie jej rygorami państwa prawa. „Ten, kto decyduje o stanie wyjątkowym, jest suwerenny”, by ponownie przywołać Schmitta. Nie inaczej w Polsce, gdzie ustawa zasadnicza nazywa ową sytuację, o której tu mowa – „stanem nadzwyczajnym”, przybierającym z kolei trzy możliwe formy prawne (stan wojenny, wyjątkowy, klęski żywiołowej). Nie decydując się na skorzystanie z legalizacji stanu wyjątkowego poprzez wprowadzenie formalnego stanu klęski żywiołowej obóz PiS zdecydował, chcąc nie chcąc, o stanie wyjątkowym w sensie politycznym: zawieszenia dotychczasowych, podstawowych norm na rzecz norm ustanawiających ex nihilo (z niczego) nowy porządek polityczny.

Alternatywną – moim zdaniem najmniej złą z punktu widzenia interesu publicznego – opcją było przyjęcie początkowej propozycji ówczesnego wicepremiera Jarosława Gowina: wydłużenia kadencji prezydenckiej o dwa lata. Byłby to rodzaj puczu konstytucyjnego stabilizującego sytuację w imię okiełznania niestabilności wywołanej nadzwyczajnością sytuacji. Złamanie konstytucji byłoby tu wymuszonym przyczynami niezależnymi (pandemią) aktem, pozwalającym zredukować stan wyjątkowy do jednego momentu zmiany ustawy zasadniczej i od razu ustabilizować nowy porządek.

Umyślnie – czy tak wyszło?

Teraz natomiast jesteśmy w stanie wyjątkowym o nieokreślonym czasie trwania. Z pewnością jego ramy wyznacza, jako pierwotne źródło, pandemia. Rysują się tu dwie zasadnicze możliwości rozumienia tej sytuacji.

Pierwsza: PiS (a w zasadzie jego suweren Jarosław Kaczyński) wprowadził nas, przy okazji pandemii, w faktyczny stan wyjątkowy umyślnie. Ma więc wizję nowego porządku politycznego i dokona próby wcielenia jej w życie. Najbardziej prawdopodobne formy tego ładu to: 1) skorygowana wersja postkomunistycznej demokracji liberalnej, 2) demokracja nieliberalna (zapewne w stylu zbliżonym do węgierskiego), 3) rodzaj autorytaryzmu.

Możliwość druga: PiS wprowadził nas w faktyczny stan wyjątkowy w istocie niechcący, nie w pełni rozumiejąc konsekwencje własnych czynów. Chciał po prostu jak najszybciej, póki trwa efekt konsolidacji społeczeństwa wokół władzy, przeprowadzić i wygrać wybory, ale sprawy się skomplikowały. Logika rozwiązywania konkretnych problemów – czy związanych z wyborami, czy ze sprzeciwem Gowina – tu i teraz wyprowadziła go poza przewidywane ramy. Wskazuje na to fakt, że każde z podważeń ważnych norm było związane z tego rodzaju bieżącymi problemami. Żadne nie nosiło znamion uroczystego ustanawiania nowego porządku politycznego. Ta, bardziej prawdopodobna moim zdaniem możliwość, byłaby niezwykle ostrą oceną jakości obecnych rządów.

W każdym razie jesteśmy w faktycznym stanie wyjątkowym: powstały w wyniku pandemii i reakcji polskich polityków chaos podważył dotychczasowe reguły życia politycznego, stwarzając konieczność ustanowienia ich na nowo. Przeprowadzenie tego procesu spada póki co, siłą rzeczy, na rząd Zjednoczonej Prawicy.

Rysują się tu trzy główne scenariusze. Pierwszy – to wariant próby odtworzenia reguł sprzed pandemii. Zwłaszcza jeśli ich bezprecedensowa dewastacja nie była intencjonalna, może zostać wytłumaczona jako wymuszona sytuacją i być stopniowo odwracana, w miarę możliwości. Oznacza to jednak konieczność zmierzenia się z długą listą oskarżeń o złamanie prawa. I z oporem rzeczywistości, zmienionej nieodwracalnie pod pewnymi względami.

Drugi – to scenariusz budowania nowego ładu politycznego we wspomnianych wariantach. Trzeci – to przedłużający się chaos: brak jasnego planu politycznego, zderzony z czynnikami destabilizującymi i tak już poważnie zdestabilizowany porządek. A więc – brak suwerena. Co za tym idzie, wyłonienie się nowego po dłuższym czasie rozkładu norm i postępującej anarchizacji. Anarchizacji będącej w istocie polityczną tragifarsą, w której fundamentalne dla zbiorowego życia kilkudziesięciu milionów ludzi skutki wywoływane są przez decydentów bez zrozumienia konsekwencji własnych czynów.

prezes i założyciel „Nowej Konfederacji”. Politolog zaangażowany, publicysta i eseista, organizator. Absolwent UMCS i studiów doktoranckich na UKSW. Pierwsze doświadczenia zawodowe zdobywał w Polskim Radiu i, zwłaszcza, w „Rzeczpospolitej” Pawła Lisickiego, później był wicenaczelnym portalu Fronda.pl i redaktorem kwartalnika „Fronda”. Następnie założył i w latach 2010–2013 kierował kwartalnikiem „Rzeczy Wspólne”. W okresie 2015-17 współtwórca i szef think tanku Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Publikował też m.in. w „Gazecie Polskiej”, "Gazecie Wyborczej", „Gościu Niedzielnym”, "Dzienniku Gazecie Prawnej", "Arcanach", „Polsce The Times”, „Super Expressie”, "Fakcie". Pochodzi z Lublina, mieszka w Warszawie.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz