Newsletter

Podwyżek podatków ciąg dalszy

W Dzień Wolności Podatkowej Prawo i Sprawiedliwość sprezentowało nam nową daninę, która podniesie ceny benzyny

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Jeśli polityk opozycji krytykuje rząd za podwyższanie podatków, nie wierzcie w jego czyste intencje. Zwłaszcza jeśli jednocześnie rzuca na lewo i prawo pomysłami nowych wydatków. Poczekajcie, aż dojdzie do władzy – i dopiero wtedy można ocenić, czy była to tylko gra pod publiczkę.

Ten sprawdzian Prawo i Sprawiedliwość oblało. W 2011 roku Jarosław Kaczyński krytykował rządy Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego za to, że benzyna jest za droga. Na konferencji prasowej prezentował nawet kanister, który obrazowo przedstawiał, że nieco ponad połowa ceny benzyny to różnego rodzaju obciążenia. Gdy PiS doszedł do władzy, nie obniżył akcyzy, a wręcz przeciwnie – 6 czerwca wprowadził opłatę emisyjną, która podniesie cenę benzyny o ok. 10 gr za litr.

Faktem jest, że z przyczyn ekologicznych w całej Europie trendem jest obkładanie paliwa dodatkowymi podatkami. Problem w tym, że rząd w swoim wychowawczym zapale nie proponuje nam alternatywy

Pamiętajcie Państwo, gdy będziecie tankować do pełna, że dodatkowe kilka złotych z tego, co zapłacicie, trafi do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz częściowo do nowoutworzonego Funduszu Niskoemisyjnego Transportu. Pieniądze te będą przeznaczone na wsparcie elektromobilności. Choć w jakiej formie będzie się to działo w praktyce, jeszcze do końca nie wiadomo, pomysły są takie, by przeznaczyć je na rozbudowę infrastruktury do ładowania samochodów oraz być może na dopłaty do kupna pojazdów. To pierwsza ma jeszcze sens (choć czemu mają się na nią zrzucać wszyscy kierowcy samochodów na benzynę?) – obecnie jedną z barier rozwoju elektromobilności jest to, że w niewielu miejscach można samochody doładować – o tyle to drugie już nie, bo oznacza de facto dopłacanie przez biedniejszych obywateli do nowo zakupionych samochodów bogatszych Polaków. Zresztą – samochodów produkowanych póki co za granicą, bowiem premier (wówczas jeszcze minister) Mateusz Morawiecki, obiecując milion samochodów elektrycznych na polskich drogach do 2025 roku, porwał się z motyką na słońce. Polska, nie mając odpowiednich przedsiębiorstw (nie licząc producentów autobusów) i know how, miałaby robić to, z czym problem mają motoryzacyjne giganty – bo przecież elektromobilność raczkuje jeszcze na całym świecie. I mimo że jest to przyszłość motoryzacji, to rozwija się powoli.

Faktem jest, że z przyczyn ekologicznych w całej Europie trendem jest obkładanie paliwa dodatkowymi podatkami. Problem w tym, że rząd w swoim wychowawczym zapale nie proponuje nam alternatywy (nie licząc części samorządów, rozwijających tanią komunikację zbiorową). Opłata emisyjna staje się w tym kontekście kolejną daniną, z której pieniądze mają iść na budowę wsi potiomkinowskich – co, jak wynika z ciekawego, aktualnego numeru „Kultury Liberalnej”, idzie zresztą jak po grudzie. Dodatkowo posłowie przyjęli nową daninę w… Dzień Wolności Podatkowej obliczony przez Centrum im. Adama Smitha. Z metodologią tych kalkulacji można się spierać – faktem jest jednak, że w symboliczny i medialny „dzień, od którego pracujemy na siebie, nie na państwo”, rządzący uchwalają nam kolejny podatek. To wyraźny symbol polityki fiskalnej partii, która w zakusach na nasze portfele niczym nie różni się od poprzedników.