Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Ostatni dyżur polskiej pielęgniarki

W ciągu ostatnich 10 lat z Polski wyemigrowało 20 tysięcy pielęgniarek. To tak, jakby z opolskiego i świętokrzyskiego wyjechały wszystkie pielęgniarki

Z raportu Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych wynika, że aż 46,5 proc. polskich pielęgniarek to osoby w wieku powyżej 50 lat. Kiedy w Polsce zabraknie pielęgniarek?

Już ich brakuje. I wiemy dokładnie, ilu brakuje. W tej chwili, żeby dorównać do średniej unijnej, potrzebujemy 60 tysięcy pielęgniarek. Nawet gdybyśmy je jakimś cudem pozyskali, to na pewno nie dorównamy krajom skandynawskim, w których jest 16 pielęgniarek na 1000 mieszkańców. W Polsce mamy 5 pielęgniarek na 1000 osób.

Przepaść jest naprawdę ogromna. Tylko 2 proc. polskich pielęgniarek to osoby w wieku do 30 lat. Poza tym, większość z nich pracuje na kilku etatach. Gdyby ograniczyły się do jednego miejsca pracy, sparaliżowałoby to pracę wielu szpitali. Czeka nas katastrofa.

Trzeba jeszcze mieć świadomość, że rocznie w naszym kraju jest 5 tysięcy absolwentów pielęgniarstwa i położnictwa. Tylko co trzeci występuje o pozwolenie na wykonywanie zawodu, czyli potrzebujemy naprawdę wielu lat, żeby w szpitalach przybyło 60 tys. pielęgniarek.

A co z pozostałymi, którzy nie występują o pozwolenie na pracę w zawodzie?

Duża grupa wyjeżdża za granicę i tam występuje o to prawo. Wiele osób szuka też pracy w innych zawodach, tam gdzie można po prostu lepiej zarobić – na przykład w firmach farmaceutycznych czy ubezpieczeniowych.

A jak jest w innych krajach? Czy struktura wiekowa jest znacząco różna od tej naszej?

W całej Europie brakuje już miliona pielęgniarek, ale struktura wiekowa jest zupełnie inna niż u nas. Na przykład w Anglii pielęgniarki są młode, ale to również zasługa imigracji – z Polski, Czech, Filipin. W całej Unii Europejskiej pielęgniarki statystycznie są o około 10 – 12 lat młodsze niż w Polsce.

Dlaczego?

W Anglii pielęgniarstwo to zawód zamawiany. Za studiowanie pielęgniarstwa otrzymuje się 500 funtów miesięcznie. To jest spora zachęta. W Europie Zachodniej pielęgniarkom też po prostu lepiej się płaci. No i wspomniana imigracja. W ciągu ostatnich 10 lat z Polski wyemigrowało 20 tysięcy pielęgniarek. To tak, jakby z opolskiego i świętokrzyskiego wyjechały wszystkie pielęgniarki.

Na Zachodzie nie otwiera się oddziału, jeśli standard liczebności pielęgniarek i lekarzy nie jest zachowany. To jest podstawowa sprawa. U nas otwiera się oddziały, nawet jeśli nie ma obsady pielęgniarskiej!

Dlaczego ta struktura wiekowa tak u nas wygląda? Czy jakieś konkretne regulacje tak bardzo utrudniły życie pielęgniarkom, że nie ma chętnych na tę pracę?

Są dwie główne przyczyny. Pierwsza to oczywiście zarobki. Średnia płaca pielęgniarki to 3300 zł, czyli około 2500 zł na rękę. Młode pielęgniarki dostają netto 1400 zł! A to jest ciężka praca i fizycznie, i psychicznie, wymagająca ciągłego kształcenia.

Druga przyczyna to warunki pracy: tam gdzie potrzeba 5 – 6 pielęgniarek, my mamy 1 – 2. Praktycznie we wszystkich szpitalach w Polsce jest niedobór personelu i pielęgniarki pracują pod ogromną presją czasu oraz w wielkim stresie. Nikt nie chce wykonywać tak odpowiedzialnej pracy w tak koszmarnych warunkach. Pielęgniarki czują, że nie są w stanie wykonywać wszystkich swoich obowiązków, a to z kolei odbija się na pacjentach.

To trochę błędne koło młodzi ludzie nie chcą pracować w tym zawodzie, bo… brakuje pielęgniarek.

Ja często mówię, że pielęgniarka to taki kombajn wielofunkcyjny, któremu tylko ciągle dokłada się obowiązków. Pielęgniarki w szpitalach to grupa, która ma najwięcej dodatkowych obowiązków – rejestracja, sprawozdawczość do NFZ, bardzo rozbudowana dokumentacja. My świetnie zdajemy sobie sprawę z tego, że dokumentacja musi być rzetelna, ale nie możemy godzić się na ciągłe dokładanie pielęgniarkom takich obowiązków, bo nie starcza czasu na opiekę nad pacjentem. Czy wie Pani o tym, że pielęgniarki w szpitalach muszą także często wykonywać obowiązki ekip sprzątających, które są nieobecne w nocy, albo że zajmują się transportowaniem pacjentów na badania i zabiegi, chociaż to leży w obowiązkach kogo innego?

No i teraz jeszcze będziecie wypisywać recepty.

Tak. To uprawnienie już działa od 1 stycznia, ale dotychczas nie dało się z niego korzystać, bo do tego pielęgniarka musi zrobić dodatkowy kurs. Na ten moment około 1000 pielęgniarek jest w trakcie ich kończenia.

Oczywiście dobrze, że takie uprawnienie jest, bo są sytuacje, w których rzeczywiście jest to konieczne – na przykład, kiedy pielęgniarka odwiedza pacjenta w domu i widzi, że jest potrzeba przepisania leku. Przyjęliśmy ten obowiązek wypisywania recept i wiemy, że podwyższa on rangę zawodu pielęgniarki. Ale to jest znowu dodatkowe, bardzo odpowiedzialne zajęcie, które w ogóle nie wiąże się ze wzrostem wynagrodzenia.

W zeszłym roku NIPiP przeprowadziła akcję „Ostatni Dyżur”. Bardzo profesjonalna kampania. Jakie mieliście założenia i co udało się zdziałać?

Zasadniczym celem tej kampanii było przede wszystkim uzmysłowienie Polakom, że istnieje straszna zapaść w pielęgniarstwie i że społeczeństwo nie może już liczyć na takie świadczenia pielęgniarskie, jakie powinno z zasady otrzymywać. Drugim założeniem było zrobienie solidnego raportu stanu faktycznego, żeby uzmysłowić władzy skalę problemu. Wydany w zeszłym roku raport uwzględnia wszystkie najważniejsze zagadnienia: liczbę pielęgniarek, średnią wieku, ogrom zadań. Udało się to Ministerstwu Zdrowia i parlamentarzystom uzmysłowić. Poskutkowało podpisaniem podwyżki 4×400 brutto brutto, czyli czterech podwyżek po ok. 250 zł netto na przestrzeni czterech lat, i podpisaniem rekomendacji, jaka powinna być minimalna, poniżej której zejść nie można, liczba pielęgniarek na oddziale. Minister Zembala to rekomendował, a teraz naszym zadaniem jest przeforsować realizację.

Młode pielęgniarki dostają netto 1400 zł! A to jest ciężka praca i fizycznie, i psychicznie, wymagająca ciągłego kształcenia

I jak to forsowanie idzie?

Z obecnym ministrem negocjujemy. Tylko pada odpowiedź: „Skąd ja wezmę 60 tys. pielęgniarek?”. Na to trzeba krótko– i długoterminowej strategii. Dialog z Ministerstwem trwa, ale jest zbyt wolny. Oczekujemy przyspieszania. Przecież jest koniec roku akademickiego, młodzież zaraz otrzyma dyplomy i być może, jeśli zauważy poważne traktowanie, zechce podjąć pracę w zawodzie.

To co trzeba zmienić natychmiast?

Podpisać standardy minimalnej liczby pielęgniarek na dany oddział. Trzeba koniecznie to zrobić i dowiedzieć się, gdzie ilu pielęgniarek brakuje. Na Zachodzie nie otwiera się oddziału, jeśli standard liczebności pielęgniarek i lekarzy nie jest zachowany. To jest podstawowa sprawa. U nas otwiera się oddziały, nawet jeśli nie ma obsady pielęgniarskiej!

Trzeba usankcjonować płace i określić docelowo, ile powinna zarabiać pielęgniarka. Pielęgniarka wchodząca do zawodu powinna zarabiać 1,5 średniej krajowej.  Teraz to jeszcze nie jest możliwe, ale należy wprowadzić te założenia i do nich zmierzać. Dla przykładu, za czasów Kuronia i Mazowieckiego była tzw. indeksacja – pielęgniarka nie mogła zarabiać mniej niż 103 proc. średniej krajowej. Teraz mamy płacę poniżej 70 proc. A młoda pielęgniarka zarabia pensję minimalną.

Lekarze walczą o to samożeby rezydent miał ponad 100 proc. średniej krajowej…

Pielęgniarka jest fachowcem w swojej dziedzinie – tak samo jak informatyk, psycholog, farmaceuta. Oczekujemy normalnego traktowania – jako specjalistów. W Anglii minimalna stawka godzinowa to 6 funtów, a pielęgniarka wchodząca do zawodu dostaje 12 funtów. W Niemczech i Włoszech jest podobnie. Skoro u nas minimalna płaca to 1800 zł brutto, to pielęgniarka od początku powinna mieć 3600 zł.

Czyli tyle, ile obecnie mają młodzi lekarze. A co ze strategią długoterminową?

Krótkoterminowo to standardy trzeba określić, podpisać i zacząć dążyć do nich. A długoterminowo, przede wszystkim trzeba do tych wpisanych na początku standardów dojść. I to będzie trwało lata.

A te subsydiowane kierunki to dobry pomysł?

Od dawna wnosimy o to, żeby pielęgniarstwo było kierunkiem zamawianym.

Ale przecież wtedy młodzież skończy studia i ucieknie za granicę.

Dlatego postulujemy stworzenie przez Ministerstwo Zdrowia i Ministerstwo Rodziny programu „Staż – pierwsza praca”, tylko żeby ten staż trwał co najmniej 3 lata w jednym zakładzie pracy, a środki na ten program mogły pochodzić właśnie nie tylko z Ministerstwa Zdrowia, ale też z innych resortów. Chodzi o to, żeby związać pielęgniarkę z zakładem pracy. Takie rozwiązania sprawdziły się w wielu krajach.

Nie wystarczy wpisać w warunki studiów klauzuli o zakazie wyjazdu przez kilka lat?

Młodzi ludzie, którzy kończą kierunki pielęgniarskie, często szukają pracy poza miejscem zamieszkania – najpierw w kraju, na przykład w Warszawie, gdzie braki są naprawdę największe. Jednak pieniądze z pensji pielęgniarskiej nie wystarczają im na życie w stolicy. Dlatego uważamy, że jeśli pielęgniarki miałyby podpisać taką klauzulę, to musiałoby to iść w parze z rozsądną płacą.

Prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, mgr zdrowia publicznego, specjalistka w dziedzinie pielęgniarstwa zachowawczego i epidemiologicznego, w dwóch poprzednich kadencjach przewodnicząca Świętokrzyskiej Okręgowej Rady Pielęgniarek i Położnych.
Członek zespołu Nowej Konfederacji. Zawodowo zajmuje się public relations, public affairs, media relations, fundraisingiem i koordynacją projektów. Pracowała dla agencji PR, polityków, organizacji pozarządowych i szkół językowych. Ukończyła filologię polską i nauczanie języka angielskiego na Uniwersytecie Warszawskim. Kilkukrotna medalistka Mistrzostw Polski w lekkiej atletyce.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz