Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Od małych do wielkich celów. Nowe zasady Jordana Petersona

Czekając na nową książkę Jordana Petersona, zadawałem sobie przede wszystkim pytanie: czy życiowy kryzys zmienił coś w jego postrzeganiu świata? Zmiany zaszły – wprawdzie niewielkie, ale istotne

Na liście bestsellerów Amazon.com, nowa książka Jordana Petersona, „Beyond Order. 12 More Rules for Life”, w siedem dni po premierze jest na dziewiątym miejscu. Nie jest to (jeszcze?) szczyt listy, ale to i tak nie lada wyczyn, bo na półkach Amazona znajdują się miliony tytułów. Na książkę Kanadyjczyka czekały także miliony – wielbicieli i wrogów na wszystkich kontynentach. Wydaje się nieprzypadkowe, że w pierwszej dziesiątce obok jego najnowszego dzieła znalazło się kilka książeczek dla dzieci autorstwa Dr. Seussa, wycofanych z druku za rzekome utrwalanie rasistowskich stereotypów. Także „Beyond Order” wzbudziło sensacje, i to jeszcze przed wydaniem – grupa pracowników Penguin Random House oprotestowała publikację, określając Petersona mianem „ikony mowy nienawiści, transfobii i białej supremacji”. Szefostwo nie zdecydowało się jednak zarżnąć kury znoszącej złote jajka. Od tygodnia możemy cieszyć się (lub martwić) nowym dziełem kontrowersyjnego, i chyba najbardziej popularnego na świecie psychologa.

 

>>> KUP KSIĄŻKĘ “MAPY SENSU: ARCHITEKTURA PRZEKONAŃ” <<<

 

Jego powrót stał zresztą pod znakiem zapytania – bowiem przez niemal półtora roku Peterson milczał, przygnieciony poważnym kryzysem rodzinnym i zdrowotnym. Od 2017 do połowy 2019 r. żył w szaleńczym, nieludzkim wręcz tempie, jeżdżąc od spotkania do spotkania, od debaty do debaty, nagrywając do tego regularnie kolejne podcasty i pisząc w mediach społecznościowych. Jednak w ostatnich nagrywanych na bieżąco podcastach w 2019 r. słychać już narastające osłabienie i napięcie. Najpierw ciężko zachorowała żona psychologa, a potem posypały się już kostki domina. Zdrowie Petersona załamało się całkowicie pod wpływem nagłego odstawienia przyjmowanych przez wiele lat benzodiazepin – silnych, uzależniających leków przeciwlękowych. We wrześniu 2019 jego córka i współpracownica, Mikhaila, poinformowała opinię publiczną, że ojciec jest na detoksie, a potem było już tylko gorzej: leczenie w Kanadzie, w Rosji, znów w USA, wreszcie w Serbii, i coraz gorsze wieści. Nie było pewne, czy Peterson kiedykolwiek powróci do życia publicznego.

Powrót z chaosu

A jednak powrócił. Choć jeszcze nie doszedł do siebie w pełni. W pierwszym własnym podcaście po wyjściu z najgorszego kryzysu z wysiłkiem opowiada o ostatnich kilkunastu miesiącach. „Nauczyłem się czegoś w tym czasie próby” – mówi. Czekając na nową książkę Jordana Petersona, zadawałem sobie przede wszystkim właśnie to pytanie: czego nauczył go kryzys? Czy zmienił coś w jego postrzeganiu świata? Peterson zyskał sławę jako twórca konserwatywny (choć sam nazywa się klasycznym liberałem). Jego popularność zaczęła się od zmagań z nowymi zapisami kanadyjskiego prawa, mającymi na celu zwalczanie dyskryminacji ze względu na tożsamość płciową i ekspresję płci, a w poprzedniej książce – bestsellerze „12 życiowych zasad. Antidotum na chaos” opowiada między innymi o biologicznych podstawach tradycyjnych hierarchii społecznych, kwestionowanych przez liberalno-lewicowe środowiska. Był więc masowo odbierany jako obrońca „starego porządku”.

Symbolem jego narracji stał się homar – skorupiak żyjący w hierarchiach, w których najsilniejsi i najwyżej postawieni osobnicy zgarniają najwięcej, a słabsi tracą chęć do życia

Symbolem jego narracji stał się homar – skorupiak żyjący w hierarchiach, w których najsilniejsi i najwyżej postawieni osobnicy zgarniają najwięcej, a słabsi tracą chęć do życia. Peterson zachęca czytelników do szukania inspiracji w „zwycięskim homarze”, i do zaprowadzania porządku w chaotycznej rzeczywistości – przede wszystkim poprzez (dosłowne i metaforyczne) „wyprostowanie się”, branie odpowiedzialności, kształtowanie charakteru, ambicję, samodyscyplinę i trzymanie się prawdy. Z takim przesłaniem Peterson zdobył popularność przede wszystkim wśród młodych mężczyzn o konserwatywnych poglądach, szukających porządku i stabilnego punktu oparcia we współczesnej rzeczywistości, określanej po Baumanowsku jako „płynna”. Nowa książka (polskie tłumaczenie tytułu: „Poza porządkiem” lub „Nie tylko porządek”) miała jednak równoważyć przesłanie pierwszej. Peterson od dawna – trzeba mu to przyznać – wskazywał nie tylko na problemy, jakie przynosi chaos, i na korzyści płynące z porządku, ale i na to, że nadmiar porządku przeistacza się w tyranię i opresję. Czy faktycznie psycholog zwątpił w „stary porządek”? Co zmieniła ekspozycja na chaos, który tak gwałtownie – i na tak długo – wdarł się w jego życie?

Twórcze rozwinięcie

Krótka odpowiedź mogłaby brzmieć, że zmieniła mniej niż można było się spodziewać. „Beyond Order” to w istocie sequel „12 życiowych zasad”. Dwanaście kolejnych zasad, przedstawionych w nowym dziele psychologa, powstało już dawno, jako część dłuższej listy 42 reguł, która powstała w dialogu z użytkownikami portalu Quora. Choć większość „Beyond Order” powstała w szpitalach, to rdzeń książki powstał długo przed kryzysem, jaki przeszedł jej autor. Pisze on zresztą we wstępie: „mam nadzieję, że udało mi się rozjaśnić niektóre kwestie, które być może w poprzedniej mojej pracy były niewystarczająco rozwinięte”. W tym kluczu można przede wszystkim odczytywać „Beyond Order”. Ale tak naprawdę obie książki Petersona są rozwinięciem podstawowych tez, zawartych w książce, którą można bodaj nazwać jego faktycznym opus magnum. Chodzi o sążnistą pracę „Maps of Meaning” („Mapy sensu”), wydaną w 1999 r., na długo, zanim psycholog zyskał światową popularność.

Już w „12 życiowych zasadach” Peterson zawarł między innymi regułę „Mów prawdę, a przynajmniej nie kłam”

Peterson zawarł tam swoją kompleksową wizję człowieka i świata, w którym tenże działa. Trudno streścić książkę, która ma 544 strony, spróbuję jednak opisać tę wizję w największym uproszczeniu. Człowiek w sposób twórczy eksploruje świat, pragnąc skonfrontować się z nieznanym, które budzi strach, i przekształcić je w znane, oswojone, bezpieczne. Na tej drodze odkrywa sens w przedmiotach, ludziach i zdarzeniach. W tej eksploracji pomagają opowieści i mity, które mają podobną strukturę i treść w różnych kulturach – przedstawiają człowieka jako bohatera w podróży, zawieszonego między siłami chaosu i porządku. Chaos jest tym – tłumaczy Peterson już w „Beyond Order” – co zaskakuje nas, a czego się nie spodziewamy, jest „anomalią, nowością, nieprzewidywalnością, transformacją, wstrząsem”. Podróż bohatera rozpoczyna się od załamania istniejącego porządku przez nagłe pojawienie się anomalii.  Bohater mierzy się z chaosem, i w konsekwencji tych zmagań tworzy się nowy porządek – już nieco inny niż ten uprzedni. Obrazy tej podstawowej mapy świata Peterson znajduje zarówno w dziełach swoich mistrzów takich jak Mircea Eliade, Carl Gustav Jung, jak i w Biblii czy w „Enuma elisz”.

„Maps of Meaning” jest pracą trudną i obszerną. Peterson, świadom tego, w kolejnych książkach wykłada swoje podstawowe idee w sposób prostszy. „Beyond Order” jest właśnie takim wykładem, gdyż praktycznie każdy rozdział, każda reguła odwołuje się do zarysowanej wcześniej mapy rzeczywistości i opowiada o różnych aspektach podróży bohatera. Przede wszystkim – o warunkach udanej podróży, a więc także dobrego i owocnego życia. Są to w zasadzie te same warunki, o których mówiłem wcześniej, a o których Peterson pisze od czasów „Maps of Meaning”.

Jak dobrze przebyć podróż

Pierwszy z nich to trzymanie się prawdy. Już w „12 życiowych zasadach” Peterson zawarł między innymi regułę „Mów prawdę, a przynajmniej nie kłam”. Opowiada tam o niszczącym wpływie kłamstwa i wszelkich odstępstw od rzeczywistości na świat i samego kłamcę. Mniej więcej o tym samym, innymi słowami, mówi w kilku rozdziałach nowej książki. Reguła nr 3 („Nie chowaj niechcianych spraw we mgle” (tłumaczenie na podstawie profilu Jordan Peterson – Polska) opowiada o tym z punktu widzenia małżeństwa i bliskich związków, które rozpadają się pod wpływem lawiny kolejnych kłamstw. Świat składa się z drobnych rzeczy i nagromadzenie małych, ukrywanych irytacji kiedyś wybuchnie – mówi Peterson – dlatego mimo lęku należy konfrontować się i rozmawiać z bliskimi, przyznawać się do swoich uczuć, jak trudne by nie były. W regule nr 5 („Nie rób tego, czego nienawidzisz”) zasadę trzymania się prawdy ilustruje przykładami z miejsca pracy, mówiąc swoim czytelnikom, że jeżeli przełożeni każą im robić rzeczy niemoralne, oparte na kłamstwie lub bezsensowne – to powinni sprzeciwić się i, jeśli trzeba, odejść. Cały mechanizm utrzymywania się fałszu i oszustw opisuje Peterson w rozdziale 9 („Nie daj się owładnąć zawiści, zakłamaniu i arogancji”), a powstawanie powszechnie przyjmowanych kłamstw na dużo wyższym poziomie ogólności – w rozdziale na temat reguły nr 6 („Porzuć ideologię”).

Nowa książka nieco więcej miejsca poświęca „kreatywnej eksploracji”, która przemienia istniejący porządek społeczny

Inne warunki dobrze przebytej podróży bohatera to wytyczanie ambitnych celów, ciężka praca, samodyscyplina i branie odpowiedzialności – o czym w „Beyond Order” jest bardzo dużo, być może jeszcze więcej niż w „12 zasadach”. „Wyobraź sobie, kim mógłbyś być, a następnie wytrwale o to zabiegaj” (rozdział 2), „Pracuj tak ciężko, jak to tylko możliwe nad przynajmniej jedną rzeczą i sprawdź, co się stanie” (rozdział 7), „Zauważ, że szanse czyhają tam, gdzie zaniechano odpowiedzialności” (rozdział 4) – w tych wszystkich rozdziałach Peterson mówi o konieczności wybrania jednego jasnego celu (niedojrzałość polega bowiem, jego zdaniem, na utrzymywaniu dużej liczby otwartych życiowych opcji w nieskończoność, jak chciał zrobić Piotruś Pan) i ciężkiej, odpowiedzialnej pracy nad dążeniem do jego osiągnięcia. To ma doprowadzić nas zarówno do integracji wewnętrznej, jak i do tego, że nasza praca będzie zmieniać na lepsze nasze najbliższe otoczenie – rodzinę, lokalną społeczność, a może i większe zbiorowości. Peterson już w „12 życiowych zasadach” zasłynął (pozytywnie lub negatywnie, zależnie od poglądów odbiorców) stwierdzeniem, że należy zacząć od siebie, od „sprzątania własnego pokoju”, a dopiero potem ewentualnie zająć się reformami społecznymi – i tę tezę potwierdza także „Beyond Order”. Bohater konfrontujący się z chaosem musi wreszcie trzymać się pozytywnych wartości – piękna i dobra, które ostatecznie mają generować optymizm, mimo że życie jest cierpieniem i trudem.

Peterson odmieniony?

Powyższe omówienie każe ponowić zadane już wcześniej pytanie – czym właściwie różni się Jordan Peterson z „12 życiowych zasad” od Petersona z „Beyond Order”, skoro można odnieść wrażenie, że pisze o tym samym? Nowa książka nieco więcej miejsca poświęca „kreatywnej eksploracji”, która przemienia istniejący porządek społeczny. Krytycy zarzucali Petersonowi przede wszystkim, że popełnia błąd naturalistyczny (uznając, że skoro coś jest naturalne, zakorzenione w biologii, to jest dobre i powinniśmy to akceptować). Wskazywali, że za mało kwestionuje niesprawiedliwy porządek świata (hierarchię à la homary, czy zasadę „the winner takes it all”) i, co więcej, zaleca czytelnikowi dostosowanie się do tego porządku.

W „Beyond Order” faktycznie kładzie on nieco większy nacisk na postawę kwestionującą zły porządek czy przemieniającą go, i na opisanie, jak zbyt dużo porządku może przekształcić się w tyranię. Hierarchie muszą być z tego powodu poddawane kreatywnej transformacji. Peterson opisuje szczegółowo, jakie pułapki czekają na konserwatystę, który dojdzie do władzy, i opis ten zacytuję w dużej części, gdyż jest uderzającym ostrzeżeniem dla koryfeuszy „rewolucji konserwatywnej” (określenie Chantal Delsol), którą widzimy w Polsce czy na Węgrzech: „Ci, którzy skłaniają się ku prawicy, są zagorzałymi obrońcami wszystkiego, co sprawdzało się w przeszłości. Najczęściej mają rację, ponieważ istnieje ograniczona liczba ścieżek, które prowadzą do sukcesu, społecznej harmonii i długoterminowej stabilności. Ale czasami się mylą: po pierwsze dlatego, że teraźniejszość i przyszłość różnią się od przeszłości; po drugie – dlatego, że hierarchie, które niegdyś dobrze działały, zazwyczaj (nieuchronnie?) padają ofiarą wewnętrznych machinacji, co prowadzi do ich upadku. Ci, którzy wznoszą się na szczyty, mogą to robić poprzez manipulację i sprawowanie niesprawiedliwej władzy, działając w sposób, który jest korzystny tylko dla nich, przynajmniej na krótką metę; ale ten rodzaj awansu podważa właściwą funkcję hierarchii, której częścią – nominalnie – są oni sami. Tacy ludzie zazwyczaj nie rozumieją, jakie funkcję miała spełniać organizacja, którą uczynili swoim żywicielem – albo ich to nie obchodzi. Wyciągają, co się da, z bogactw leżących przed nimi, i pozostawiają po sobie ruiny” (tłum. JP).

Niezwykle cenne w dobie rosnącej polaryzacji są też znajdujące się w różnych rozdziałach rozważania na temat wzajemnego uzupełniania się konserwatystów i liberałów

Mówiąc o konieczności przeciwstawienia się zepsutemu porządkowi, Peterson jednak zastrzega, że aby się buntować, należy najpierw stać się mistrzem reguł i dogmatów, nauczyć się, drogą samoograniczenia i samodyscypliny, posłuszeństwa wobec nich – i dopiero wtedy można pozwolić sobie na transgresje. Reguły te bowiem powstawały w długim procesie negocjacji jednych grup z drugimi, i tak naprawdę one utrzymują społeczeństwo w jako takim porządku. Dlatego, twierdzi Peterson, nie należy śpieszyć się z ich kwestionowaniem. Każdy bowiem chciałby krzyczeć „Precz z regułami”, ale hasło „Precz z odpowiedzialnością” jakoś nie pojawia się na sztandarach.

Jest jeszcze kilka różnic między Petersonem z „12 zasad” a tym z „Poza porządkiem”. Z pewnością większą wagę Kanadyjczyk przywiązuje dziś do relacji międzyludzkich, zwłaszcza w rodzinie, do społecznego konstruowania rzeczywistości, do konieczności uwzględnienia innych osób i ich wkładu w „podróż bohatera”. Jest więc odrobinę mniej indywidualistyczny. Docenia też moc sztuki, także tej transgresyjnej, niewygodnej dla konserwatystów przywiązanych bardzo do klasycznego kanonu „ładności”. Rozumie wprawdzie tych, w których sztuka abstrakcyjna lub szokująca wywołuje irytację, jednak, jak twierdzi, „łatwo też popełnić odwrotny błąd, twierdząc, że sztuka powinna być ładna i budzić prosty zachwyt nie rzucając wyzwań i nie stawiając wymagań wobec odbiorcy; że powinna mieć charakter dekoracyjny i pasować do mebli w salonie. Ale sztuka nie jest dekoracją. Takie podejście charakteryzuje naiwnego żółtodzioba, lub kogoś, komu własny lęk przed sztuką uniemożliwia postęp i naukę”. Chwali też surrealistów czy Williama Blake’a – co prawda w porównaniu z dzisiejszymi twórcami sztuki krytycznej czy nawet z Piero Manzonim ci artyści wydają się aż nadto klasyczni, jednak dla wielu tradycjonalistów są solą w oku i stanowią niepokojący przykład zerwania z kanonami.

Manifest naciskania i walki

Jest w „Beyond Order” kilka fragmentów znakomitych i nowatorskich. Bardzo wartościowy jest opis mechanizmu powstawania niebezpiecznych ideologii (reguła 6). Zaczyna się od redukcjonizmu i wyboru kilku uogólnionych zjawisk takich jak „gospodarka”, „naród” czy „patriarchat”. Następnie ideolog tworzy teorię, w której za pomocą tych abstrakcji, nie zadając sobie trudu dokładnego zbadania wszystkich możliwych czynników, wyjaśnia bardzo złożone zjawiska. Budzi to zainteresowanie – w pewnym sensie zrozumiałe, bo któż nie ceni prostych wyjaśnień? Popularność teorii przynosi ideologowi tłumy zwolenników i słabszych intelektualnie następców, chcących ogrzać się w cieple „mistrza” – a następnie dochodzi do sytuacji, w których przeciwnicy ideologii są wyrzucani poza margines „dobrych towarzystw”. Tak powstaje cancel culture, zarówno w wersji lewicowej, jak i prawicowej.

Niezwykle cenne w dobie rosnącej polaryzacji są też znajdujące się w różnych rozdziałach rozważania na temat wzajemnego uzupełniania się konserwatystów i liberałów. W czasach postpolityki przeciwnicy mają ochotę wyeliminować się nawzajem – słuchając dytyrambów polityków i ich gorliwych wyznawców można odnieść wrażenie, że wróg („lewak”, „libek” czy „prawak”) powinien zniknąć z powierzchni ziemi, i wtedy zapanuje wieczne szczęście. To jednak błędne myślenie: „Konserwatyści są niezbędni, by utrzymać status quo w sytuacji, w której wszystko działa, a zmiana może być niebezpieczna. Liberałowie natomiast są potrzebni, by zmieniać stan rzeczy, gdy dotychczasowe rozwiązania już nie działają. Niełatwo jednak określić, kiedy należy zachowywać, a kiedy przekształcać. Od tego właśnie jest polityka i towarzyszący jej dialog, który – jeśli mamy akurat to szczęście – zastępuje wojnę, tyranię czy poddaństwo”. Potrzebna jest zarówno lewica, jak i prawica, bo każde z tych ugrupowań widzi jedną połowę rzeczywistości, a na drugą połowę jest ślepa. Peterson twierdzi zgoła, że być może dobrze, jeśli w kolejnych kadencjach rządzą raz jedni, raz drudzy, bo w ten sposób obie połowy rzeczywistości mogą zostać uwzględnione (niestety patrząc na to, jak – choćby w polskiej praktyce – kolejne ekipy rujnują dokonania poprzedników, można uznać, że jest zbytnim optymistą).

Wątpliwości budzi natomiast ciągły i niezmienny od czasów „przedkryzysowych” nacisk Petersona na osobistą odpowiedzialność jednostki i jej ambicję. Autor powtarza zachęty do stawiania sobie trudnych wyzwań i celów, zachęca czytelników do przychodzenia do pracy wcześniej i wychodzenia później (trzeba przyznać, że dodaje: „nie za cenę życia”), do morderczej pracy i dyscypliny. Samo w sobie jest to cenne, ale w nadmiarze może także być niebezpieczne – na co może wskazywać sam los Petersona w ostatnich latach, kiedy to ogromne cele (także pod wpływem splotu dramatycznych wydarzeń) okazały się nie do osiągnięcia w takiej formie i w takim terminie, jaki sobie zamarzył. Owszem, należy brać na barki odpowiedzialność, ale pamiętając o tym, że w pogoni za ambicjami i za światłą wizją bohaterskiego życia można wziąć na siebie także za dużo i załamać się pod tym ciężarem. Tym bardziej, że podobnymi (choć oczywiście nie takimi samymi) argumentami posługują się szefowie firm, wyciskający swoich pracowników jak cytrynę w imię większych wyników i wydajności. Oczywiście Peterson mówi o pogoni za tym, co sensowne, a nie tym, co opłacalne, ale o pomyłkę nietrudno. Trzeba wiedzieć, kiedy naciskać i walczyć, a kiedy dla zdrowia własnego i innych odpuścić – a „Beyond Order” jest jednak przede wszystkim jednym wielkim manifestem naciskania (głównie na siebie) i walki.

Mądrości czy banały?

Peterson także sugeruje czytelnikowi (w rozdziale 6), że najlepiej, by zakładał, że problem tkwi w nim samym, a nie w systemie lub w świecie zewnętrznym – co z jednej strony może być jakąś drogą do uniknięcia resentymentu i postawy ofiary, ale z drugiej strony wymaga zawieszenia innej reguły Kanadyjczyka – mianowicie uczciwości wobec faktów. Czasami faktycznie problem jest w świecie i w systemie, a nie we mnie. Czasami faktycznie odpowiedzialność i zadania, które chcę przyjąć, są zbyt duże. Nie pamiętając o tym, można stać się ofiarą wielkich, technokratycznych organizmów prywatnych i państwowych, chcących przerobić jednostkę na swoją modłę.

„Beyond Order” to wywód uporządkowany, inkrustowany przykładami z własnej praktyki klinicznej Petersona i z literatury – od „Harry’ego Pottera” przez „Biesy” Dostojewskiego do Ewangelii

Peterson stawia też mocną tezę, że nie da się „zwalczyć patriarchatu”, „zniwelować opresji”, „zredukować państwa” czy „uratować środowiska”, bo takie stwierdzenia są zbyt dużym uogólnieniem. Trzeba, jak twierdzi, dać sobie spokój z ideologią i zacząć od problemów mniejszych, ale bardziej precyzyjnie zdefiniowanych. Od tego interesującego stwierdzenia przechodzi jednak znów do powtórzenia reguły z poprzedniej książki: „Posprzątaj swój pokój” – a więc znów kręcimy się wokół zmian na poziomie osobistym. Nie wierzę, że we współczesnym świecie złożonych i utrwalonych mechanizmów systemowych można coś zmienić, nie mając w perspektywie także tych większych celów. I choć zgadzam się z Petersonem, że zaczynać należy od małych kroków, ale naprawdę nie należy spoczywać na laurach i ograniczyć się do sprzątania pokoju. Przy całym szacunku do tej ostatniej czynności, zarówno w jej znaczeniu dosłownym, jak i metaforycznym.

Krytycy Petersona zarzucają mu często także głoszenie banałów rodem z podręczników do samorozwoju. Tu jednak zaoponuję – owszem, rady Kanadyjczyka nie są niczym nowym, ale też w dziedzinie mądrości życiowej trudno o radykalne innowacje. Z pewnością ich dobór odpowiedni jest do deficytów współczesnego świata – deficytu cnót, systematycznej pracy, rozumu, rzetelności wobec faktów.

„Beyond Order” to wywód uporządkowany, inkrustowany przykładami z własnej praktyki klinicznej Petersona i z literatury – od „Harry’ego Pottera” przez „Biesy” Dostojewskiego do Ewangelii. Chwilami jest bardzo dynamiczny, chwilami nuży i irytuje dłużyznami, powtórzeniami i stężeniem patosu (podobnie jak w przypadku „12 życiowych zasad”). Z pewnością warto jednak zapoznać się z tym, co prezentuje Peterson po powrocie z otchłani – odrobinę zmieniony, odrobinę łagodniejszy, odrobinę szerzej spoglądający na rzeczywistość. Ale słowo „odrobinę” jest tu na miejscu, bo to w gruncie rzeczy jednak ten sam Peterson, co wcześniej – co może być w oczach odbiory zarówno dużą zaletą, jak i dużą wadą „Beyond Order”.

 

główny ekspert do spraw społecznych Nowej Konfederacji, socjolog, publicysta (m.in. "Więź", "Rzeczpospolita"), współwłaściciel Centrum Rozwoju Społeczno-Gospodarczego, współpracownik Centrum Wyzwań Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, Fundacji Pole Dialogu i Ośrodka Ewaluacji. Główne obszary jego zainteresowań to rozwój lokalny i regionalny, kultura, społeczeństwo obywatelskie i rynek pracy. Autor i współautor wielu publikacji, np. "Pomysłowość miejska. Studium trajektorii realizacji oddolnych inicjatyw mieszkańców Warszawy"(Fundacja Pole Dialogu 2017). Autor powieści biograficznej "G.K.Chesterton", eSPe 2013).

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz