Nie wyrzucajmy (zdrowego) liberalizmu do kosza

Znów spadliśmy w Indeksie Wolności Gospodarczej Heritage Foundation. Choć to nie wyrocznia, powinniśmy się tym przejmować. Wolność ma bowiem znaczenie dla dobrobytu.

Polska znowu spadła w Indeksie Wolności Gospodarczej Heritage Foundation (IEF) – tym razem na 46. miejsce. Od kiedy rządzi Prawo i Sprawiedliwość, jest to spadek już z 39. miejsca. Po tym, jak wspomniałem o tym na Twitterze, odezwały się głosy, z jednej strony, osób tym zasmuconych, z drugiej bagatelizujących tę informację. Wśród argumentów poważnych były podważające jej istotność (bo skoro Polska tak się prężnie rozwija gospodarczo, to może cały ten liberalizm jest przereklamowany?) albo to, że IEF nie dotyczy jedynie  wolności gospodarczej, tylko szerszych zjawisk, takich jak jakość instytucji.

Czy jest więc się czym przejmować? Co do zasady, IEF nie jest rankingiem państw „lepszych” i „gorszych”. Heritage Foundation to konserwatywny (w amerykańskim rozumieniu tego słowa) think tank z USA, który hołduje klasyczno-liberalnej filozofii ekonomicznej. W swoim indeksie przykłada państwa do swojego ideału. Czy ten jest słuszny, można się spierać. To nie jest tak, że wolność gospodarcza jest obiektywnie lepsza od regulacji czy socjalnej polityki społecznej. Niskie podatki w sytuacji, w której nie można pokryć kosztów podstawowych nawet z punktu widzenia liberalnej doktryny dóbr publicznych czy pozwolenia umożliwiające pijanym budowlańcom stawianie krzywych domów – to nie są najlepsze rozwiązania. Nie chcielibyśmy też, by wyroki były wydawane z refleksem godnym Królowej Kier z „Alicji w Krainie Czarów”.

Większość państw najbardziej wolnych znajduje się w czołówce lub nawet w ścisłej czołówce państw najbardziej rozwiniętych społecznie i gospodarczo

Wolna gospodarka obrosła wieloma mitami (przyczynili się do tego, niestety, upraszczacze pokroju Janusza Korwin-Mikkego). Tyle, że leseferyzm nie jest wbrew pozorom jej jedyną cechą. IEF zawiera odniesienia nie tylko do niskich podatków, ceł, regulacji działalności gospodarczej, polityki monetarnej czy prawa pracy, ale także cały dział dotyczący rządów prawa. Gospodarka jest bardziej swobodna, gdy można zaskarżyć decyzję urzędnika do sądu administracyjnego, który wyda niezawisły wyrok, i gdy chroniona jest prawnie własność prywatna. To prawda, że nie trzeba być liberałem gospodarczym, by uznawać wagę silnych instytucji. Ale w zasadzie trudno wskazać wolnorynkowca, który by tego nie robił – może poza anarchokapitalistami (a i ci twierdzą, że dobrze funkcjonujące instytucje, o których mówimy, jest w stanie efektywniej „dostarczyć” rynek, a nie państwo).

W efekcie w drugiej dziesiątce rankingu znajdują się takie państwa, jak Dania (14.), czy Szwecja (19.), w której co prawda są wyższe podatki czy bardziej restrykcyjne prawo pracy niż w Polsce, ale swobodniej prowadzi się działalność gospodarczą, a własność prywatna podlega ochronie w nieporównywalnie wyższym stopniu. Rzekomo socjalistyczną Szwecję wolnorynkowcy z Heritage Foundation określają jako „przeważnie wolną”, a Polskę, w której wielu lewicowców widzi krwiożerczy kapitalizm, „umiarkowanie wolną”. Uważałbym z twierdzeniem, że wie się lepiej, co przez liberalizm rozumieją liberałowie, niż oni sami.

Ale może to wszystko są tylko takie gierki słowne i to nie ma żadnego znaczenia, skoro tak się świetnie rozwijamy gospodarczo, skoro  PKB tak szybko rośnie? I tak nie umywamy się do Jemenu (14,7 proc.!), Libii, Dominiki, Etiopii czy Rwandy – a to te potęgi cieszyły się najwyższym realnym rocznym wzrostem PKB w październiku 2018 roku (najnowsze dane MFW). Wzrost gospodarczy jest oczywiście dobrym (choć nie pozbawionym wad) wskaźnikiem rozwoju, jednak można go osiągnąć w różny sposób. Może to być stabilny rozwój utrzymywany przez lata, ale może być też skokowy. Może wynikać także ze skutecznej polityki gospodarczej, ale i z udanego odbicia się od głębokiego dna. Może bazować na wpompowaniu środków w mniej lub bardziej udane inwestycje, byle więcej, może opierać się na arbitralnym wykorzystaniu środków w wybranych branżach lub na uzależnieniu od eksportu surowców. Z drugiej strony może opierać się na konsumpcji, nie zaś na inwestycjach. I jest też zależny od globalnej koniunktury. Nie zawsze wzrost gospodarczy bazuje na zdrowych fundamentach, a przez to może nie być długotrwały – a upadek z wysokiego konia może być wielki.

Ale w porządku, można uznać, że wolność gospodarcza w krótkim okresie nie musi przekładać się na wzrost gospodarczy. Czy przekłada się na dobrobyt? Porównajmy IEF z Human Developement Index UNDP, który potocznie traktuje się jako indeks dobrobytu właśnie. HDI bierze pod uwagę przewidywalną długość życia przy narodzinach, oczekiwaną liczbę lat edukacji dla dzieci rozpoczynających ją, średnią liczbę lat edukacji otrzymaną przez osoby powyżej 25 roku życia i dochód narodowy per capita wg parytetu siły nabywczej.  Okazuje się, że 4 państwa (Singapur Szwajcaria, Australia, Irlandia) i Hongkong, które są w pierwszej dziesiątce IEF, są też w pierwszej dziesiątce HDI. Kolejne trzy (Kanada, Wielka Brytania, Nowa Zelandia) są w drugiej dziesiątce, a Zjednoczone Emiraty Arabskie na 34. miejscu – oczko niżej niż Polska (Tajwanu się w HDI nie klasyfikuje). Dalsze trzy państwa z pierwszej dziesiątki HDI są w drugiej dziesiątce IEF (Islandia, Szwecja, Holandia), dwa w trzeciej (Niemcy, Norwegia).

Z pobieżnego porównania wynika więc, że większość państw najbardziej wolnych znajduje się w czołówce lub nawet w ścisłej czołówce państw najbardziej rozwiniętych społecznie i gospodarczo. Odwrotna zależność jest nieco mniejsza (pierwsza w HDI Norwegia jest w IEF dopiero na 26. pozycji), ale i tak wszystkie państwa klasyfikowane przez HDI w pierwszej dziesiątce są traktowane przez Heritage Foundation co najmniej jako „przeważnie wolne”. A gdzie w tym wszystkim jest Polska? Lepiej wypadamy w HDI niż w IEF. W tym drugim spadliśmy w przeważającej mierze przez zmiany w sądownictwie, które bardzo obniżyły nam punktację, jeśli chodzi o efektywność wymiaru sprawiedliwości. Inne elementy układanki – może poza wolnością monetarną – takie jak np. wysokość podatków czy swoboda działalności gospodarczej, spadły nam w niewielkim stopniu. Zauważono też poprawę w zakresie takich kwestii, jak np. ochrona praw własności, „zdrowie fiskalne” czy wolność inwestowania.

Choć IEF patrzy na rzeczywistość prawną tylko z jednego ideowego punktu widzenia, ten ranking warto traktować poważnie. Odpowiedzialnie rozumiana wolność ma znaczenie dla dobrobytu.

Stefan Sękowski
Zastępca dyrektora "Nowej Konfederacji". Politolog, dziennikarz, tłumacz, stały współpracownik "Do Rzeczy", publicysta Polskiego Radia Lublin. Publikował i publikuje też m.in. w "Gościu Niedzielnym", "Rzeczpospolitej", "Gazecie Polskiej Codziennie", "Gazecie Wyborczej", "Tygodniku Powszechnym", "Frondzie"; i portalu Rebelya.pl. Tłumaczył na język polski dzieła m.in. Ludwiga von Misesa i Lysandera Spoonera; autor książkek "W walce z Wujem Samem" i "Żadna zmiana. O niemocy polskiej klasy politycznej po 1989 roku". Mąż, ojciec trójki dzieci. Mieszka w Lublinie.

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Nie wyrzucajmy (zdrowego) liberalizmu do kosza”

  1. Realista pisze:

    Skończcie te opowieści o różnych indeksach, w których będziemy spadać tak długo, jak długo albo posłuszni nie wrócą do władzy, albo w UE (i częściowo w USA) nie zmienią się elity (to chyba najszybciej), albo obecne elity się pogodzą z tym, że Polskę należy już traktować jak partnera, nie popychadło (na to przyjdzie najdłużej poczekać). Zacznijmy rozmawiać o Polsce bez szantażowania siebie samych „wizerunkiem Polski w świecie”. A że wolność gospodarczą trzeba w Polsce poprawić to się zgadzam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz